Stan lasów po nawałnicy z 2017 roku
Spis treści
Huragan stulecia całkowicie zniszczył ponad 100 tys. ha lasu, a rozbieżne liczby w komunikatach wynikają z różnych kategorii powierzchni i kolejnych etapów liczenia. Lasy po nawałnicy odrastają dziś jako młode uprawy sosny, coraz częściej z domieszką gatunków liściastych. Do dojrzałego drzewostanu brakuje im kilkudziesięciu lat. Do tego czasu zagrażają im ogień, owady i zwierzyna.
Ile lasu zniszczył huragan stulecia?
Według podsumowania Lasów Państwowych po dwóch latach huragan zniszczył ponad 100 532 ha lasu. W tym samym podsumowaniu masa drewna poklęskowego wyniosła ponad 8 629 436 m³. Nawałnica z nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r. była derecho, czyli rozległym pasem burz z prostoliniowym, huraganowym wiatrem. Nad pojedynczym lasem taki wiatr przechodził w ciągu minut. Najmocniej ucierpiały nadleśnictwa RDLP w Toruniu i RDLP w Gdańsku, z Nadleśnictwem Lipusz na czele.
Której liczbie wierzyć? Każdej, o ile wiadomo, co liczy. Komunikaty mogą bowiem dotyczyć trzech różnych powierzchni.
- Powierzchnia uszkodzona – każdy drzewostan, w którym wiatr powalił lub połamał choćby część drzew.
- Powierzchnia zniszczona całkowicie – miejsca, gdzie drzewostan leży w całości; tę kategorię opisuje liczba ponad 100 532 ha. Nie pokrywa się ona z następną kategorią, o czym niżej przy odnowieniu.
- Powierzchnia do całkowitego odnowienia – teren, na którym las trzeba założyć od zera; w bilansie po dwóch latach to ponad 29 tys. ha.
Do tych trzech kategorii dochodzą szacunki z pierwszych dni. Pierwsze szacunki Lasów Państwowych zebrano 14 sierpnia 2017 r. na naradzie w Dyrekcji Generalnej LP, dwa dni po nawałnicy. Dyrektor generalny zaznaczał wtedy, że liczby wciąż rosną, więc były to dane wstępne.
Kolejne komunikaty podawały więc wartości, które z czasem się zmieniały. W bilansie szkód Lasów Państwowych nawałnica powaliła i połamała prawie 10 mln m³ drzew. Dane z drugiej rocznicy zatrzymały się na ponad 8,6 mln m³. Obie liczby pochodzą z różnych etapów liczenia, więc taka różnica nie musi oznaczać błędu.
Od wiatrołomów do pustych powierzchni
Uprzątanie zaczęło się od dróg i bezpieczeństwa: najważniejsze drogi odblokowano w ciągu 10 dni po huraganie. Na terenach poklęskowych obowiązywał zakaz wstępu do lasu. Naprężone pnie i zawieszone korony mogły runąć bez ostrzeżenia. Wywóz drewna ruszył na pełną skalę dopiero po zabezpieczeniu dojazdów.
Ta druga faza trwała latami. Wiatrołomy pozyskiwały harwestery i forwardery zakładów usług leśnych, ściąganych również z zagranicy. Zgodnie z decyzją dyrektora generalnego LP leśnicy mieli usunąć skutki kataklizmu do końca czerwca 2019 r. Na uprzątanie przewidziano więc niemal dwa lata, licząc od sierpnia 2017 r.
Usuwanie złomów i wywrotów należy do podstaw, na których opiera się ochrona lasu: w leżących sosnach rozwijają się owady, które potem atakują drzewa żywe. Rozległe otwarte przestrzenie po klęsce były zatem skutkiem zarówno wiatru, jak i koniecznego uprzątnięcia.
Pozostaje rachunek. Według wyliczeń kosztów Lasów Państwowych koszty usuwania skutków klęski szacowano na ok. 1 mld zł. Sprzedaż drewna miała ten rachunek co najwyżej domknąć: LP przewidywały, że przychody z drewna poklęskowego najpewniej tylko zrównoważą koszty zagospodarowania terenów po klęsce.
Co rośnie na powierzchniach poklęskowych?

Czy las już jest? Na większości powierzchni rośnie nowe pokolenie lasu, ale są to uprawy leśne, a nie las w dawnym sensie. Uprawa leśna to młode drzewka od posadzenia do chwili, gdy ich korony zaczynają się zwierać. Pierwsze nasadzenia objęły powierzchnie oczyszczone z wiatrołomów. Jak wynika z podsumowania Nadleśnictwa Tuchola, wykonano je już w 2018 roku. Najstarsze uprawy mają więc kilka lat, a od dojrzałego drzewostanu dzieli je kilkadziesiąt lat. Sosna w Borach Tucholskich osiąga wiek rębności zwykle po około stu latach.
Leśnicy odtwarzają las dwiema drogami, a wybór zależy od tego, co przetrwało na powierzchni. Odnowienie naturalne stosuje się tam, gdzie zostały pojedyncze dojrzałe drzewa: wzruszenie wierzchniej warstwy gleby pozwala kiełkować nasionom z ich szyszek. Gdzie wiatr nie zostawił drzew nasiennych, leśnicy sadzą sadzonki ze szkółek leśnych. Osobno do naturalnej sukcesji, czyli bez ingerencji, pozostawiono łącznie 1213 ha.
Nowe uprawy różnią się od dawnych borów przede wszystkim domieszkami. W Nadleśnictwie Tuchola gatunki liściaste wprowadza się na szerszą skalę wszędzie tam, gdzie pozwala na to siedlisko. W Nadleśnictwie Lipusz tam, gdzie się da, zwłaszcza na żyźniejszych siedliskach, sadzi się gatunki domieszkowe. Na ubogich piaskach, także w Nadleśnictwie Rytel, sosna pozostaje gatunkiem głównym. Dobór gatunku do siedliska należy przy tym do podstawowych zasad hodowli lasu.
W terenie oznacza to rzędy kilkuletnich sosen przetykane płatami liściastych domieszek, często za siatką grodzenia. Na powierzchniach do całkowitego odnowienia sadzenie lasu zaczyna się od zera. Koszt całkowitego odnowienia powierzchni poklęskowych wyliczono na ponad 282 mln zł.
Jednowiekowe uprawy niosą nowe ryzyka
Odnowienie zamyka etap sadzenia, ale otwiera okres, w którym młody las jest najbardziej narażony. Na dziesiątkach tysięcy hektarów rosną naraz drzewa w jednym wieku. Podatność uprawy wyznaczają przy tym m.in. jej wiek i struktura. Skoro uprawy już rosną, co jeszcze może im zagrozić? Trzy rzeczy, każda z innego powodu.
Pierwszą jest ogień. Według zasad oceny Nadleśnictwa Lipusz duże powierzchnie młodych drzewostanów w znacznym stopniu zwiększają zagrożenie pożarowe. Zwiększa je też przewaga gatunków iglastych i ubogich siedlisk, czyli dokładnie układ Borów Tucholskich. Niskie korony stykają się z suchą trawą i opadłymi igłami, więc ogień przechodzi z runa w drzewka bez przerwy.
Jedną z miar, od których zależy zagrożenie pożarowe lasu, jest wilgotność ściółki. Gdy nie przekracza 10% (przy pięciu kolejnych upalnych dniach), ogłasza się III stopień zagrożenia pożarowego. W takie dni rozległa młoda uprawa łatwo się zapala.
Drugie ryzyko wynika z jednolitości. Jeden wiek i przewaga jednego gatunku sprzyjają owadom i grzybom: szkodnik, który trafi na odpowiednie drzewka, ma ich pod dostatkiem na setkach hektarów. Na świeżych uprawach sosnowych żeruje m.in. szeliniak sosnowiec, a młode sosny poraża osutka sosny.
Trzecie ryzyko to zwierzyna. Młode pędy przyciągają jelenie i sarny, zwłaszcza pędy liściastych domieszek, które miały uczynić nowy las odporniejszym. Zgryziony pęd wierzchołkowy hamuje wzrost drzewka albo je deformuje.
Te uprawy wymagają przez kolejne lata szeregu rodzajów prac:
- Poprawki – dosadzanie drzewek w miejsce tych, które się nie przyjęły; w pierwszych latach po posadzeniu.
- Pielęgnacja – wykaszanie chwastów, a później czyszczenia.
- Zwalczanie owadów i grzybów – kontrola i zabezpieczanie upraw przed szkodami przez cały okres uprawy i młodnika.
- Zabezpieczenie przed zwierzyną – grodzenia i repelenty, utrzymywane, dopóki pędy wierzchołkowe nie wyrosną poza zasięg zgryzania.
- Nadzór przeciwpożarowy – obserwacja i patrole w każdym sezonie, od wiosny do jesieni.
Obowiązek odnowienia lasów prywatnych i zwrot kosztów
Puste działki obok odnowionych upraw bywają lasami niepaństwowymi, które odnawia właściciel, a nie nadleśnictwo. Zgodnie z ustawą o lasach musi on ponownie wprowadzić roślinność leśną w okresie do 5 lat od usunięcia drzewostanu. Nadzór nad wykonaniem tego obowiązku sprawuje starosta.
Jedna z decyzji LP o pomocy przeznaczyła część środków Funduszu Leśnego także dla właścicieli lasów prywatnych. LP zapowiedziały ok. 35 mln zł, które przez starostów miały trafić do tych, którzy uprzątną swoje lasy. Do późniejszego odnowienia LP planowały przekazać właścicielom sadzonki. Ścieżka biegnie przez starostwo. Właściciel składa tam wniosek, a środki wypłaca starosta.
Ten mechanizm zacinał się nieraz na sprawach własnościowych i proceduralnych, takich jak nieuregulowany spadek, współwłasność kilku osób czy braki w dokumentach. Bez ustalonego właściciela nie ma komu przyznać zwrotu ani nakazać odnowienia, więc działka stoi pusta. Zwrot kosztów po klęsce działa przy tym inaczej niż stałe dopłaty do lasu prywatnego, bo dotyczy konkretnych prac.
