Znasz komedię „Monty Python i Święty Graal”? No pewnie, kto by nie znał 🙂 W filmie jest scena, w której podróżujący król Artur spotyka na swej drodze Czarnego Rycerza, który nie pozwala przejść mu dalej, grożąc królowi śmiercią. Adwersarze wyciągają miecze i zaczyna się walka, w której król Artur silnym ciosem odrąbuje przeciwnikowi lewą rękę.
Odsuń się, mężny przeciwniku, straciłeś rękę, stwierdza Artur.
To tylko draśnięcie, walczymy dalej!, odpowiada Czarny Rycerz.
A to, co to jest?, pyta król, wskazując na leżącą na ziemi kończynę.
To..? To nie moja ręka!, odpowiada Czarny Rycerz i krzycząc Broń się!, szarżuje na króla.
Ten ucina mu drugą, dzierżącą miecz, rękę. Zwyciężyłem! – oświadcza, klęka i pochyla głowę, dziękując Bogu za odniesione zwycięstwo. Ale to jeszcze nie koniec… Czarny Rycerz zaczyna go kopać.
Dzielny jesteś, panie rycerzu, ale ja wygrałem, rzecze Artur.
Masz dość?, pyta zaczepnie Czarny Rycerz.
Nie masz rąk, durniu!, odcina się Artur.
A właśnie, że mam!, odpowiada rycerz.
Patrz!, mówi Artur, wskazując leżące na ziemi odcięte ręce.
To powierzchowna rana, kwituje Czarny Rycerz, ponownie kopiąc Artura.
Przestań!, żąda król.
Tchórz!, prowokuje dalej Czarny Rycerz, znów kopiąc.
Bo utnę Ci nogę!, ostrzega Artur. Ale Czarny Rycerz nie słucha i ponownie kopie króla, który, tak, jak ostrzegał, odcina mu nogę.
Ukatrupię Cię! Jestem niepokonany!, piekli się Czarny Rycerz i, podskakując na jednej nodze, korpusem szturcha króla. Stawaj!, krzyczy.
W końcu Artur ucina drugą nogę przeciwnika. Spogląda w dół na spoczywający u jego stóp pozbawiony już kończyn korpus i odchodzi.
Uciekasz!, rzuca za nim Czarny Rycerz (czy jak tam nazwać to, co z niego zostało). Cholerny tchórzu! Wracaj, to dostaniesz za swoje!!! Odgryzę Ci nogi…
Dlaczego opowiadamy tę historię na tym portalu? Ponieważ bardzo kojarzy się z dyskusją o antropogenicznej zmianie klimatu. Zaczęła się ona pokolenia temu od naukowego dyskursu równorzędnych stron. Jednak w miarę jak czas płynął, szala zwycięstwa w pojedynku na argumenty naukowe, obserwacje i prawa fizyki zaczęła przechylać się na stronę naukowców uważających, że powodowana przez ludzi zmiana klimatu zachodzi, jest obserwowana, a zebrane dowody dobitnie pokazują, że w miarę wzrostu stężeń kumulujących się w atmosferze gazów cieplarnianych będzie postępować. W latach 90. XX wieku suma zebranych dowodów była już tak przytłaczająca, a wątpliwości kontrarian na tyle wyjaśnione, że ci, którzy w swoim zacietrzewieniu dogłębnie odrzucali realność zmiany klimatu, zaczęli przypominać Czarnego Rycerza z odciętą lewą ręką.
Tym niemniej na upartego wciąż jeszcze można było walczyć – gdzieś tam majaczyły wątpliwości, takie jak możliwy „efekt tęczówki” czy niezgodność wyników pomiarów zmian temperatury w wyższych warstwach troposfery z przewidywaniami modeli.
Jednak w miarę upływu czasu kolejne obserwacje pokazywały, że zachodzą bezprecedensowe i nie obserwowane wcześniej zjawiska, takie jak wzrost poziomu morza, topnienie liczących wiele tysięcy lat lodowców, otwieranie się szlaków żeglugowych w Arktyce, wzrost kwasowości oceanów i wiele innych – wszystkie przewidziane przez naukowców jako skutki naszych emisji gazów cieplarnianych. Eksperymenty i dedykowane pomiary mające wyjaśnić wcześniejsze wątpliwości doprowadziły do pogłębienia wiedzy naukowej i rozwiania zgłaszanych wcześniej zastrzeżeń. Kolejne ośrodki badawcze w swoich stanowiskach stwierdzały, że zmiana klimatu zachodzi, powodują ją ludzie emisjami gazów cieplarnianych, głównie CO2 ze spalania paliw kopalnych. Ostatnią spośród instytucji naukowych o krajowej czy międzynarodowej renomie, która wycofała się z odrzucania wpływu ludzi na obecną zmianę klimatu było Amerykańskie Stowarzyszenie Geologów Naftowych, które w 2007 roku swoje wcześniejsze obiekcje względem realności antropogenicznej zmiany klimatu zastąpiło brakiem opinii w tej kwestii. Na placu boju przeciwko uznaniu realności globalnego ocieplenia pozostali jeszcze pojedynczy naukowcy, propagujący tezy coraz trudniejsze do obronienia w świetle zebranej wiedzy. Obok nich w szeregu wciąż stały koncerny paliw kopalnych i ortodoksyjni przeciwnicy jakichkolwiek regulacji, pracowicie starając się utrzymać w społeczeństwie wątpliwości. Było to coraz trudniejsze, bo w zasadzie z argumentów naukowych zostali rozbrojeni – ręka z mieczem była ucięta, pozostało już tylko kopać i przeklinać.
W ostatnich latach środowisko naukowe w zasadzie wyjaśniło wszystkie znaczące wątpliwości, wiedza o mechanizmach zmiany klimatu została zweryfikowana w praktyce (przy okazji okazało się, że wcześniejsze prognozy środowiska naukowego niedoszacowywały tempa i skali zmian). W zasadzie nie da się już bagatelizować realności antropogenicznej zmiany klimatu i związanych z nią zagrożeń w oparciu o najlepszą dostępną wiedzę naukową. Noga Czarnego Rycerza jest już odcięta.
W środowisku naukowym konsensus jest przygniatający, w Internecie wciąż jednak można spotkać ludzi, którzy tego nie akceptują.
Ukatrupię Cię! Jestem niepokonany! Stawaj!, piekli się troll internetowy, podskakując na jednej nodze i wciąż serwując te same, dawno wyjaśnione przez naukę mity klimatyczne: Nasze emisje to tylko 5% naturalnych! Głównym gazem cieplarnianym jest para wodna! To metan! Od blisko 20 lat klimat Ziemi wcale się nie ociepla! Za Wikingów Grenlandia była zielona! Lodu w Antarktyce przybywa! Zmierzamy w stronę epoki lodowej! Klimat zmieniał się zawsze! W Pliocenie i Eocenie było cieplej i było super! Strasznie zimna zima była – jakie tam ocieplenie klimatu?! I tak dalej i tak dalej.
Wytrwałość i odporność na przyjęcie do wiadomości realiów (Ucięta ręka? To nie moja!) godna jest uporu Czarnego Rycerza.
Skoro nie da się już negować problemu zmiany klimatu w oparciu o najlepszą wiedzę naukową, to co pozostaje w „arsenale denialisty”? Całkiem sporo opcji: fałszywi eksperci (i metody pompowania opinii nielicznej grupy, tak, by wydawała się duża i znacząca), manipulacje logiczne (fałszywe tropy, zniekształcanie lub nadmierne upraszczanie ustaleń naukowych, przeskakiwanie do konkluzji, dychotomia myślenia, atakowanie słomianej kukły i in.), nierealistyczne kryteria, zbieranie wisienek i (na deser, kiedy już nie da się zaprzeczyć ustaleniom nauki) teorie spiskowe.
O tych technikach, ich stosowaniu w praktyce oraz identyfikacji, napiszemy w kolejnym artykule.








