The YouTube ID of pLmpfJ--uB4&feature=youtu.be is invalid.
Gratulacje! Dotarłeś do końcowej części kursu. Pozostałe dwa rozdziały składają się z wniosków i podsumowań.
Na początku zaznaczę, że rozdział nie będzie dotyczył globalnego ocieplenia. Zamiast tego chcę się skupić na bardziej liniowych, mniej złożonych i, jak wierzę, bardziej naglących problemach.
Podstawową intencją Crash Course jest pokazanie, że istnieje rozbieżność między wykładniczym systemem monetarnym, który wymusza ciągły wzrost, a życiem na skończonej planecie. W tym rozdziale dowiesz się, że nasza planeta jest znacznie mniejsza, niż mogło Ci się wydawać.
Przyczyna tego leży głownie w tej oto krzywej. Populacja.
Zauważ, że ludzka populacja osiągnęła 3 miliardy w 1960 roku, sięgnęła dziś 7 miliardów, a prognozy mówią o następnych 3 miliardach do połowy stulecia. Całą swoją historię aż do 1960 roku ludzkości zajęło osiągnięcie 3 miliardów, następne 3 miliardy zajęły już tylko 40 lat.
Pamiętasz przykład z magicznym kroplomierzem i stadionem, na którego wypełnienie w 3%, potrzeba było 44 minut, ale już zaledwie 5 kolejnych, by go wypełnić całkowicie? O takiej dynamice tutaj mówimy.
Zanim zaczniemy omawiać kwestię wzrostu populacji o 50% w ciągu 40 lat, pozwól że zademonstruję Ci kłopoty, z jakimi będzie borykała się produkcja żywności.
W tym roku na Ziemi przybędzie 70 milionów ludzi. 70 milionów. By sobie to wyobrazić, powiem, że to trzy razy tyle ludzi, ile mieszka w 10 najludniejszych miastach w USA. Światowy wzrost populacji w ciągu następnych 40 lat jest ekwiwalentem corocznego powiększenia o trzykrotność populacji tych miast.
Więcej ludzi to większe zużycie zasobów. Więcej aluminium, więcej jedzenia, więcej dóbr konsumpcyjnych dostarczanych do większej ilości miejsc i więcej samochodów. Zawsze więcej samochodów.
Na wypadek, gdyby ktoś pomyślał sobie, że to nie problem, bo wzrost będzie dotyczył ludzi żyjących w Chinach w ziemiankach, może z osłem i wiklinowym koszykiem, pokażę jedno z najszybciej rozwijających się miast na świecie. Pod wieloma względami są one nowocześniejsze niż niejedno miasto na Zachodzie. To jest to, do czego każdy dąży.
Ludzie na świecie są tacy sami. Wszyscy chcemy żyć w lśniących miastach i chcemy kupować ładne rzeczy w ładnych dzielnicach.
Tak à propos, mówi się że Chiny mają od 1,3 do 1,6 miliarda ludzi. Oznacza to, że cała populacja USA licząca 300 milionów lub 0,3 miliarda, byłaby określana przez Chińczyków jako margines błędu.
5 największych miast w USA razem wziętych ma mniej mieszkańców, niż największe miasto w Chinach. Chcę jednak wrócić do wcześniejszego stwierdzenia odnośnie wzrostu populacji o 3 miliardy ludzi, którzy będą się tłoczyć na powierzchni planety. Jedną z cech, którą ludzie dzielą ze wszystkimi organizmami, jest to, że najpierw wykorzystujemy najlepsze jakościowo zasoby.
Kiedy zużywamy zasoby, zaczynamy od najlepszych gleb, największych drzew i najbogatszych łowisk. To zupełnie naturalne.
W tym punkcie pragnę przypomnieć, że ropa jest skończonym zasobem i z tego powodu pojedyncze złoża, jak i ich grupy, wykazują klasyczną krzywą wydobycia, przypominającą krzywą dzwonową.
Możemy to rozszerzyć także na inne zasoby. Zaczynamy eksploatację od tych najbliżej położonych, najbogatszych, najłatwiej dostępnych, a dopiero potem przechodzimy stopniowo do wydobycia tych trudniejszych, mniej zasobnych lub odleglejszych. Oznacza to, że wraz z upływem czasu energia potrzebna do zdobycia tych zasobów rośnie, tak jak i koszt ich pozyskania. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Oto przykład. Kiedy kolonizowaliśmy nasz kraj, odnajdywaliśmy wiele niezwykłych rzeczy dostępnych na wyciągnięcie ręki, takich jak ten samorodek miedzi. Wkrótce szybko one zniknęły i zaczęliśmy eksploatację rud o największej dostępnej zawartości miedzi. A jak to wygląda teraz?
Teraz mamy takie kopalnie jak ta w kanionie Bingham w Utah. Kiedyś była tu góra, teraz jest dziura w ziemi o szerokości 4 kilometrów i głębokość ponad 1 kilometra. Koncentracja miedzi w rudzie wynosi jedynie 0,2%. Czy sądzisz, że wysilalibyśmy się tak, gdyby w strumieniach wciąż leżały liczne gigantyczne samorodki miedzi? Nie ma mowy.
Przyjrzyjmy się temu bliżej. Widzisz tę ciężarówkę na dole? Działa ona na ropie, dokładnie na dieslu. Gdybyśmy nie mieli ropy do napędzania tej ciężarówki, jak według Ciebie wydobylibyśmy rudę miedzi? Osłami?
Ta ciężarówka ma ładowność 255 ton. Przyjmijmy, że pojedynczy osioł udźwignie 75 kilo. Oznacza to, że ciężarówka za jednym razem transportuje tyle rudy, ile 3400 osłów. To całkiem sporo osłów.
Chcę powiedzieć, że dziura w ziemi o szerokości 4 kilometrów i głębokości ponad 1 kilometra jest spektakularnym przykładem wykorzystania energii. Kiedy energią będzie mniej dostępna, wydaje mi się mało prawdopodobne, abyśmy jeszcze kopali takie dziury, co sprawi, że miedź będzie coraz trudniej dostępna.
A teraz zaczyna robić się naprawdę interesująco. Ilość energii i pieniędzy niezbędnych do wydobycia danego metalu lub minerału zależy od jakości rudy.
Mierzylibyśmy ją jako procentową zawartość pożądanej substancji. 10% ruda miedzi zawiera 10% miedzi i 90% , hmm… czegoś innego. Takiego jak skały i tym podobne. Gdy narysujemy jak wiele innych składników musimy się pozbyć, by dotrzeć do tych pożądanych, to otrzymamy taki wykres. Wygląda znajomo, prawda? Powinien, bo to krzywa wykładnicza.
Mówi to nam, że dla 0,2% rudy miedzi, by uzyskać kilogram czystego metalu, musimy wydobyć 500 kg takiej rudy. Użyłem tej wartości, ponieważ taka jest zawartość miedzi w rudzie z kopalni Bingham.
Pomaga to wyjaśnić, dlaczego ta dziura jest tak wielka. Mówi to nam, że bez olbrzymich ciężarówek raczej nie bylibyśmy w stanie eksploatować rud o tak niskiej jakości. Oznacza to, że znajdujemy się już daleko w prawym końcu krzywej dzwonowej, zarówno pod względem energii, jak i kosztów.
Czy robimy to dlatego, że lubimy wyzwania, stawiane nam przez złoża niskiej jakości? Oczywiście nie, robimy to dlatego, gdyż wyczerpaliśmy te zasobniejsze. Robimy to, ponieważ jest to najlepsza opcja, jaka nam pozostała. Robimy to, ponieważ w przeciągu zaledwie 200 lat wykorzystaliśmy już wszystkie lepsze złoża.
Popatrzmy na inny przykład, węgiel. Wzrost wydobycia węgla od lat 40. był stały, na poziomie 2% rocznie. Ten rodzaj stałego, ciągłego wzrostu wykładniczego jest tym, czego nasze społeczeństwo i gospodarka najbardziej pożąda. Prezydent Bush powiedział, że węgla pozostało nam na następne 250 lat, sugerując, że ta czerwona linia może rosnąć w tym kierunku przez następne 250 lat. Inaczej mówiąc, bez paniki: tyyyle węgla czeka na wydobycie.
Ale w całej tej historii jest jedno ‘ale’. Złoża węgla cechują się różną jakością.
Najbardziej poszukiwany jest błyszczący, twardy, czarny antracyt. W czasie spalania dostarcza najwięcej ciepła, ma małą zawartość wilgoci i jest ceniony w przemyśle metalurgicznym. Następnie mamy węgiel kamienny, nieco mniej energetyczny od antracytu i z większą ilością domieszek. A na końcu znajduje się niskoenergetyczny węgiel brunatny, który nadaje się co najwyżej do spalenia. Za węglem brunatnym mamy już tylko torf i przesycone materiałem organicznym skały łupków bitumicznych, które jakoś tam od biedy się spalają.
Spójrzmy na historię wydobycia antracytu w USA. Zauważasz trend? Powodem, dla którego więcej go nie wydobywamy, jest to że jego większość już zużyliśmy. Nasze wszystkie zasoby antracytu, które formowały się przez ponad 100 milionów lat, zostały w większości wyeksploatowane w przeciągu 100 lat.
Dlatego przerzuciliśmy się na węgiel kamienny wysokiej jakości. Możemy zauważyć, że szczyt wydobycia osiągnęliśmy w 1990 roku. Czy dlatego, że straciliśmy zainteresowanie tym rodzajem węgla? Nie – po prostu jego złoża zaczęły się wyczerpywać. Naturalnie więc przerzuciliśmy się na węgiel kamienny niższej jakości (subbitumiczny), co jak widzimy zmienia sytuację. A do gry wchodzi już węgiel brunatny, chociaż na razie nie spodziewałbym się, aby ta linia poszybowała w górę, w każdym razie dopóki nie nastąpi szczyt wydobycia węgla subbitumicznego.
A teraz mam NAPRAWDĘ interesującą część. Pamiętasz, jak powiedziałem, że wartość opałowa lub energetyczność każdego następnego typu węgla spadała?
Gdybyśmy zamiast całkowitej masy wydobytego węgla, narysowali jego całkowitą wartość opałową, to dostalibyśmy zupełnie inny obraz. Kiedy całkowity tonaż wydobywanego węgla rósł nam ładnie w tempie 2% rocznie, to uzyskiwana energia w ciągu ostatnich 9 lat wzrosła o… dokładnie zero procent. Aha. Więc zużywamy coraz więcej energii i coraz więcej pieniędzy, żeby wydobywać więcej i więcej węgla, ale w zamian za nasze wysiłki otrzymujemy mniej i mniej… Powróćmy znowu do tego rysunku. Gdzie według Ciebie znajdujemy się na krzywej? Czy najlepsze lata wciąż są przed nami? Czy stwierdzenie Busha, który powiedział, że węgla wystarczy nam na 250 lat, sprawiają że czujesz się bezpiecznie? A nawiasem mówiąc, w rezultacie gwałtownego wzrostu zużycia węgla w ostatnich latach dziś – w 2012 roku – stwierdzenie to będzie brzmieć, że „światowe rezerwy węgla wystarczą jeszcze na 110 lat.”. Jeśli wydobycie będzie rosnąć dalej, wkrótce powiemy, że wystarczą na kilkadziesiąt lat. A co potem..?
Powinniśmy też pamiętać, że energia netto węgla zmienia się w dość szerokim zakresie, ale eksploatując węgiel brunatny znajdujemy się już w dołku krzywej energetycznej. No dobrze: możemy przejść na uran, prawda? Porzucić wszelkie zmartwienia i zbudować setki elektrowni jądrowych?
Okazuje się, że tutaj też pojawia się pewne ‘ale’. Kiedy przyjrzymy się rudom uranowym, to zobaczymy, że zawartość uranu waha się od 20% do 0,007%. Ze wszystkich udokumentowanych złóż, rudy o zawartości powyżej 0,1% stanowią 30% całości, reszta to rudy o zawartości uranu poniżej 0,1%. Tylko jedno państwo – Kanada, udowodniło posiadanie rezerw ze złożami o zawartości uranu przekraczającymi 1%, podczas gdy 11 krajów praktycznie całkowicie wyczerpało swoje złoża uranu.
Kiedy zaczynamy rozważać rudy o tak niskiej jakości, to efektywność wydobycia staje się dramatyczna. Tutaj znajduje się 70% rezerw uranowych, które do wydobycia 1 kilograma tlenku uranu wymagają przerobienia 500 do 10000 kilogramów rudy uranowej.
Wyraźnie, tak jak w przypadku miedzi, zjeżdżamy w dół malejącej krzywej koncentracji uranu i, czego nie można kwestionować, to fakt, że na końcu tej krzywej niezbędny do pozyskania zasobu koszt i energia są większe. Tak gwoli ciekawości.
Francja uzyskuje 90% swojej energii z elektrowni atomowych, ale jej wydobycie uranu osiągnęło szczyt w pod koniec lat ‘80, podczas gdy USA miały swój szczyt wydobycia na początku lat ‘80. Oba kraje są już dawno po szczycie wydobycia. Jeśli uran jest przyszłością, to ta przyszłość znajduje się gdzieś poza tymi państwami. Te same reguły odnoszą się do wszystkich zasobów, po jakie sięgamy.
Fosfor (niezbędny w rolnictwie), ryby w oceanach i każdy rodzaj metalu opowiadają nam tę samą historię: Wyczerpują się najlepsze jakościowo zasoby. Dla większości z nich niedobory już się pojawiają, albo pojawią się w najbliższych dekadach. I to przy założeniu, że będziemy mieli wystarczającą ilość energii, aby po nie sięgnąć.
Opowiedziana tutaj historia mówi nam, że jako gatunek zdołaliśmy w skali globalnej wyeksploatować najlepsze rudy, znaleźć najłatwiej dostępne źródła energii i zaorać najżyźniejsze gleby. Mówi się, że na każdą tonę pszenicy, tracimy tonę wierzchniej warstwy gleby. W tym sensie, przyjmując, że powstanie 1 centymetra gleby zajmuje kilkaset lat, można powiedzieć, że nasi rolnicy właściwie wydobywają glebę.
Sięgnęliśmy po zasoby rud metali i surowców energetycznych, które powstawały setki milionów lat, po powstające przez tysiąclecia gleby i wszystko to wyeksploatowaliśmy w ciągu tych niewielu lat, które minęły od momentu odkrycia ropy. Z ludzkiej perspektywy, gdy zasoby te są zużywane, to znikają na dobre.
Ludzką aktywność można także mierzyć poziomem presji wywieranej przez nas na ekosystemy. Wymieranie gatunków jest jednym z objawów tej presji, ale istnieje też wiele innych, takich jak martwe strefy oceaniczne, których zasięg obejmuje coraz większe obszary płytkich mórz na świecie.
Tak naprawdę, jeśli ktoś zechce się temu przyjrzeć, to na naszym panelu kontrolnym planety pojawia się coraz więcej czerwonych lampek, od wymierania gatunków, po ubożenie oceanów, wyczerpywanie się zasobów wody słodkiej, utratę gleby, wyczerpywanie się nieodnawialnych zasobów energii i tak dalej.
Gdyby na mojej tablicy zaświeciła się chociaż jedna taka lampka, zatrzymałbym się, żeby zobaczyć, co jest nie tak. Jak dotąd, wszystko mi mówi, że świat zamiast tego dociska pedał gazu.
A powód tego jest prosty: na Ziemi co roku przybywa70 milionów ludzi. Oznacza to, że musimy coś zrobić z presją, jaką wywrze na zasoby 50% wzrost liczby ludności w ciągu najbliższych 40 lat.
Uważam, że jeśli podejdziemy do tego w sposób przemyślany i racjonalny, to wszystko będzie dobrze. Jeśli zamiast tego wybierzemy wzrost, bo tak nakazuje nasz system monetarny – a takie jest przeważnie stanowisko polityków, to uważam, że będziemy przyspieszać, aż zderzymy się ze ścianą. Wybór wydaje się jasny – albo dokonamy dobrowolnej zmiany teraz, albo później zostaniemy do niej zmuszeni.
Wracając do gospodarki. Jej podstawowe założenie, że przyszłość będzie nie tylko większa, lecz wręcz wykładniczo większa od teraźniejszości, będzie musiało zmierzyć się z rzeczywistością.
Informuję Cię, że te ograniczenia zaczną przekładać się na Twoją rzeczywistość w ciągu najbliższych 20 lat.
I wreszcie możemy połączyć 3 E w jednym miejscu. Nasza Ekonomia oparta jest na wykładniczym systemie monetarnym, który jawnie wymusza paradygmat ciągłego wzrostu i niejawnie zakłada, że przyszłość będzie znacznie większa niż teraźniejszość. Wzrost wymaga Energii: nie można tego obejść: obserwowane trendy w kwestii zasobów Energii stoją w silnej sprzeczności z podstawowymi założeniami, na których bazuje cała nasza gospodarka i styl życia. Szczyt Energii to bardzo realna i naprawdę bliska perspektywa.
W przypadku Ekosystemu (Środowiska) widzimy bardzo wyraźnie, że wykorzystaliśmy już zasoby wysokiej jakości i teraz wchodzimy w obszar, gdzie zasoby, które pozwalają nam na nasz styl życia, są uboższe i gorszej jakości. Biosfera poddana presji wysyła nam sygnały ostrzegawcze. Udawanie, że możemy nadal konsumować tak, jak to czyniliśmy to do tej pory, podczas gdy światowa populacja wzrośnie o 50%, nie jest planem, który zadziała. W gruncie rzeczy to żaden plan.
Kontynuacja wykładniczego wzrostu zużywania zasobów, już przy samym tylko spadku ich jakości jest mało prawdopodobna. Kiedy powiążemy ten fakt z naszymi kurczącymi się zasobami energii, to scenariusz ten staje się jeszcze bardziej nieprawdopodobny.
Ponieważ każdy kluczowy zasób naturalny, od którego zależymy – metale, minerały, gleba, woda, ryby i wszystkie pozostałe – eksploatujemy poczynając od tych najlepszej jakości, to ich dalsza eksploatacja będzie musiała konkurować z coraz mniejszymi dostawami energii, którą chcielibyśmy wykorzystać również do transportu, wznoszenia nowych budynków czy ogrzewania.
Biorąc to wszystko razem pod uwagę, stwierdzamy, że będziemy musieli przystosować się do świata spadku, a nie wzrostu. Świata, w którym będziemy musieli wkładać więcej energii w celu utrzymania tego co już mamy, niż we wzrost. Mamy system ekonomiczny, który musi rosnąć, sprzężony z systemem energetycznym, który nie może rosnąć, a oba są powiązane ze światem kurczących się zasobów. Z trzech E, to ostatnie E będzie tym, które zdecyduje o wszystkim i musisz być na to gotowy. Właśnie o tym był cały Crash Course.
Pozwól, że uproszczę to jeszcze bardziej. Chcę, żeby to było jasne.
Nasza gospodarka musi rosnąć, by utrzymać system monetarny, który wymaga wzrostu, ale stoi to w sprzeczności do systemu energetycznego, który rosnąć nie może i oba z nich są ściśle powiązane z zasobami naturalnymi, które gwałtownie się kurczą.
Kończąc powiem, że gdybym myślał, że te problemy są nierozwiązywalne , to nie poświęciłbym ostatnich 4 lat mojego życia na tworzenie Crash Course i nie złupiłbym własnego konta w banku, by ten materiał stał się dla wszystkich dostępny za darmo. Jestem optymistą i chcę lepszej przyszłości, świadomie i odpowiedzialnie przez nas ukształtowanej.
Nie możemy sobie pozwolić na frazesy typu „węgla mamy na dobre 250 lat”, bez zrozumienia szczegółów.
Już czas na myślenie globalne, rozwój konkretnych priorytetów i odrzucenie niedojrzałej wiary, że nic złego się nie stanie, ponieważ do tej się nie wydarzyło. Już czas na pokazanie, że zależy nam na przyszłych pokoleniach, które nadejdą po nas. Jak chcemy by nas osądzono? Jaka będzie nasza spuścizna?
Na lepsze czy na gorsze, zdarzyło Ci się żyć w jednym z najbardziej decydujących momentów w historii ludzkiego gatunku, stojącym w jednym rzędzie z zejściem człowieka z drzewa.
Prawdziwe pytanie jakie pozostaje, to jaką rolę chcesz w tej historii odegrać? Czy twoje życie będzie pełne strachu i ucieczki myślowej przed rzeczywistością, czy też może kierować nim będzie jasno wyznaczony wielki cel? Problemy te staną się dla nas niemożliwe do pokonania jedynie wtedy, jeśli będziemy je zbyt długo ignorować.
Czas już, by umieścić wszystkie te wyzwania na jednej skali czasowej, tak byśmy mogli ocenić stopień ryzyka przed jakim stoimy. Zapraszam na 19 część Crash Course pt. „Przyszły Szok”
Dziękuję za uwagę.
Następna część: Kurs na zderzenie – rozdział 19: Przyszły szok
Poprzednie części
Kurs na zderzenie – rozdział 1: Trzy przekonania
Kurs na zderzenie – rozdział 2: Trzy E
Kurs na zderzenie – rozdział 3: Wzrost wykładniczy
Kurs na zderzenie – rozdział 4: Problemem jest procent składany
Kurs na zderzenie – rozdział 5: Wzrost kontra Dobrobyt
Kurs na zderzenie – rozdział 6: Czym jest pieniądz?
Kurs na zderzenie – rozdział 7: Tworzenie pieniądza
Kurs na zderzenie – rozdział 8: Rezerwa Federalna (FED)
Kurs na zderzenie – rozdział 9: : Krótka Historia Dolara
Kurs na zderzenie – rozdział 10: Inflacja
Kurs na zderzenie – rozdział 11: Ile to jest bilion?
Kurs na zderzenie – rozdział 12: Dług
Kurs na zderzenie – rozdział 13: Narodowa niezdolność do oszczędzania
Kurs na zderzenie – rozdział 14: Aktywa i demografia
Kurs na zderzenie – rozdział 15: Bańki
Kurs na zderzenie – rozdział 16: Liczby urojone
Kurs na zderzenie – rozdział 17a: Peak Oil









