Stoimy w obliczu splotu okoliczności, które mogą doprowadzić do kryzysu finansowego, gospodarczego, energetycznego, zasobowego, środowiskowego i społecznego. A właściwie wszystkich naraz. Wielu z nas może być zdania, że są one (co najmniej) bardzo prawdopodobne i coraz bliższe w czasie. Jednak wielu ludzi, w tym decydentów, uznaje ten scenariusz za mało prawdopodobny lub tak odległy w czasie, że nieistotny z naszego obecnego punktu widzenia. Zostawmy na chwilę na boku kwestię prawdopodobieństw scenariuszy „Biznes jak zwykle” i”Kryzys”, nie wnikając, któremu przyporządkujemy prawdopodobieństwo >90%. Powiedzmy po prostu, że nie wiemy, który ze scenariuszy będzie się realizował.
Stojąc w obliczu potencjalnego zagrożenia, możemy podjąć działania, takie jak: gospodarka niskoenergetyczna oparta o zrównoważone źródła energii i zamknięty cykl produkcyjny, ograniczanie kosztów zewnętrznych, reforma systemu finansowego i inne działania, opisane np. w „Wizji„. Możemy też tych działań nie podjąć, wybierając „lot na autopilocie”, czyli dalsze robienie tego, co do tej pory.
W ten sposób powstaje nam macierz czterech scenariuszy (jest to oczywiście pewne uproszczenie – możliwe jest całe spektrum scenariuszy pośrednich i podjęcia tylko części działań – ale dla zgrubnego oszacowania rezultatu wyboru różnych dróg jest to bardzo wygodne. I pouczające).

Zacznijmy od scenariusza „Biznes jak zwykle”, połączonym z brakiem działań mających mu zapobiec („Autopilot”). Brawo! To była dobra decyzja – wszystko jakoś się ułożyło, a my nie musieliśmy ponosić zbędnych w sumie kosztów.
Kolejny mało ciekawy przypadek, to „Kryzys” powiązany z uprzednim podjęciem działań zapobiegawczych („Działania”). W tym przypadku też zrobiliśmy co należało.
Pozostają nam dwa interesujące przypadki: zbyteczne podjęcie działań oraz wystąpienie kryzysu bez uprzedniego podjęcia działań zapobiegawczych (scenariusz załamanego wzrostu). Oba te przypadki mają swoje plusy i minusy.
Zacznijmy od scenariusza zbytecznego podjęcia działań. W tym scenariuszu wdrażamy szereg działań: wprowadzamy zieloną reformę podatkową, rozwijamy zielone gałęzie przemysłu budując domy zeroenergetyczne, transport niskoenergetyczny i smartgrid, projektujemy miasta dla ludzi a nie aut, agresywnie redukujemy zużycie paliw kopalnych, zamykamy cykl produkcyjny, chronimy gleby, łowiska i lasy deszczowe, obniżamy emisję zanieczyszczeń, etc. Wszystko to robimy w sumie niepotrzebnie, bo i na dotychczasowym kursie nie doszłoby do kryzysu.
Jakie są minusy tego zbędnego działania? Wdrażamy droższe rozwiązania, często bardziej pracochłonne, ograniczamy wzrost PKB, a niektóre działania (jak np. transformacja systemu transportowego z modelu 1 samochód-1 kierowca) zostaną odebrane jako ograniczenia (w tym przypadku mobilności), naruszony zostanie też wiele zakotwiczonych w status quo interesów.
A plusy? Całkiem nieźle scenariusz ten ilustruje poniższy obrazek:

Szczyt klimatyczny.
Na tablicy: „Niezależność energetyczna, ochrona lasów tropikalnych, zrównoważony rozwój, zielone miejsca pracy, miasta dla ludzi, odnawialna energia, czysta woda i powietrze, zdrowe dzieci, etc., etc.”
Wypowiedź: „A co, jeśli to wielki kit i stworzymy lepszy świat bez powodu?„
A jak z następstwami scenariusza załamanego wzrostu?
Są plusy – to przede wszystkim kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat beztroskiego życia na kredyt.
A minusy? Armageddon. Dla ludzkości i milionów innych gatunków.
A więc, z całą świadomością, że nie znamy precyzyjnie prawdopodobieństwa ani czasu wystąpienia kryzysu, która ścieżka lepiej rokuje: podjęcia działań, czy lotu na autopilocie?
Mam do Was prośbę: celowo umieściłem w artykule skrótową listę plusów i minusów obu ostatnich scenariuszy – mam znacznie dłuższe, ale zależy mi na uzupełnieniu list przez Was, a nie polemice. Proszę więc o komentarze. Nie oceniajcie w nich ani podanych przeze mnie punktów, ani propozycji innych – po prostu podajcie swoje szacunki prawdopodobieństwa i listę plusów i minusów.








