Pojawił się nowy raport na temat produkcji energii
elektrycznej w Niemczech w styczniu i lutym bieżącego roku. W
świetle poprzedniego wpisu można powiedzieć, że jest mocny.
Bardzo mocny, nawet mnie zaskoczył: pozytywnie, bardzo mocno
potwierdzając tezę o zbędności rosyjskiego gazu dla Europy. Co
więcej, wygląda na to, że Niemcy wyraźnie zmniejszą także
import węgla w tym roku oraz jednocześnie może to być rok
rekordowego eksportu elektryczności, zmniejszając zużycie gazu
także w sąsiednich krajach. Raport tutaj, PDF po angielsku.
A teraz najważniejsze konkrety:
1. Według zainstalowanej mocy najważniejsze typy
elektrowni to kolejno fotowoltaika, wiatr, węgiel kamienny, gaz,
węgiel brunatny, atomowe, biomasa i znikoma ilość wodnych. Tak,
OZE już teraz zainstalowana mocą jest zbliżone do mocy
zainstalowanej z paliw kopalnych. Przypominam, że jeszcze kilka lat
temu fotowoltaika nie istniała jako poważne źródło energii, a
wiatr był w powijakach.
2. Z kolejności wykorzystania poszczególnych źródeł
elektryczności wynika bezpośrednie konkurowanie OZE z najdroższymi
źródłami prądu. Dokładniej prąd z OZE sieci mają obowiązek
przyjąć w każdej ilości, a następnie kupują od elektrowni
kolejno według kosztów wytwarzania i jest to od najtańszego (w
bieżącym użytkowaniu, bez liczenia kosztów inwestycji) atomowa,
węgiel brunatny, węgiel kamienny, gaz. Stąd dokładnie zgodnie z
zasadami, elektrownie gazowe, zamiast codziennie pokrywać szczyt
zapotrzebowania, pokrywają go w wyjątkowych wypadkach jednocześnie
słabych warunków wiatrowych i słonecznych. W styczniu były to 4
dni, w lutym 0. Cała produkcja z OZE zastępuje paliwa kopalne, a
gaz w pierwszej kolejności.
3. Produkcja prądu z gazu spadła względem tego
samego okresu 2013 roku o 29%, z węgla kamiennego o 16%, niewielkie
spadki także przy brunatnym i atomie. Eksport prądu wzrósł do
rekordowych historycznie poziomów, także oszczędzając paliwa
kopalne w sąsiednich krajach.
4. Niemcy w styczniu i lutym nie słyną z obfitości
słońca, a pomimo tego ilość energii z fotowoltaiki była w
styczniu zauważalna, a w lutym już całkiem istotna. Wygląda na
to, że już przy tej ilości zainstalowanej mocy, jaka jest obecnie,
od kwietnia do września elektrownie gazowe będą praktycznie
niepotrzebne. Szczyt produkcji fotowoltaiki i trudnej do zmniejszenia
mocy zapewne regularnie będzie przekraczać zapotrzebowanie i
elektrownie wodne oraz szczytowo pompowe będą pracować
uzupełniając fotowoltaikę i odbierając nadmiar prądu w środku
dnia. Niekoniecznie przez cały ten czas, ale w wolne dni w lecie
jest to praktycznie pewne.
5. Wbrew wieszczeniu lobby wielkiej energetyki, OZE
nawet na dużą skalę zupełnie przyzwoicie współpracują z
tradycyjna energetyką, ewentualny backup jest potrzebny niewielki,
jedyny problem polega na drastycznym spadku dochodów właścicieli
elektrowni konwencjonalnych i sieci przesyłowych. Chodzi o to, że
elektrownie zarabiają sprzedając prąd, jeśli poziom użytkowania
tychże gazowych spadł w sumie o ponad polowe w ciągu ostatnich
kilku lat, to zarabiają dużo mniej niż planowano, co ma wpływ na
kredyty, itp. A jednocześnie te elektrownie są w jakimś stopniu
potrzebne. Dlatego tez w Niemczech obecnie toczy się dyskusja o
płaceniu za gotowość do dostarczenia energii.
6. Elektrownie atomowe są kompletnie bez sensu.
Obłędnie wielkie koszty i czas budowy, przy relatywnie niskich
kosztach paliwa wymuszają dla i tak bezsensownie niskiej stopy
zwrotu pracę na okrągło, przez co także projekty takich
elektrowni nie przewidują możliwości łatwej regulacji mocy. Jak
też pokazuje jeszcze nie rozpoczęta budowa nowej elektrowni
atomowej w UK, wliczając koszty budowy, prąd z atomu jest dużo
droższy niż z wiatru, czy nawet fotowoltaiki w warunkach północnej
Europy.
7. Coraz większe znaczenie w Niemczech ma regulacja
mocy elektrowni węglowych, zwłaszcza na węgiel kamienny, które
przejmują rolę dawniej pełnioną przez gazowe. Tu informacja dla
narzekaczy – w przeciwieństwie do zabytkowych technologii znanych z
Polski, nowe europejskie projekty elektrowni węglowych (czy na
biomasę) są robione nie tylko dla znacznie większych sprawności,
ale przede wszystkim ze znacznie lepszymi możliwościami regulacji
mocy. Tym razem to technologia wypiera gaz. Poza tym spadek produkcji
energii z węgla kamiennego oznacza spadek importu tego węgla.
Węgiel kamienny jest w Niemczech importowany, m.in. z Rosji, a przy
tak znacznym spadku zapotrzebowania na paliwa kopalne, również
import węgla w tym roku spadnie. Przewiduję, że na lato część
elektrowni na węgiel kamienny zostanie po prostu wyłączona,
ponieważ przy dużej produkcji ze słońca nie będzie co z tym
prądem robić.
8. Przypomnę, że to wszystko się dzieje przy
rekordowym eksporcie energii elektrycznej, którą OZE produkuje w
znacznym stopniu w momentach szczytów zapotrzebowania (zimowe
wieczory wiatr i środek dnia PV) zmniejsza w ten sposób głównie
zużycie gazu do produkcji elektryczności w krajach ościennych.
9. Kolejny drobiazg do przypomnienia: rekordowo
niskie ceny energii elektrycznej w hurcie (cena dla gospodarstw
domowych, razem z zielonym podatkiem, to inna sprawa). Oznacza to,
dla firm zwolnionych z zielonego podatku od prądu, śmiesznie niskie
ceny elektryczności, co oznacza zabójczą dla innych
konkurencyjność niemieckiego przemysłu ciężkiego. Np. Chińczycy
narzekają, że rafinowany krzem do produkcji paneli fotowoltaicznych
z Niemiec jest tak tani, że oni nie mogą z tym konkurować.
Chińczycy !!!
10. Razem widać, że przekształcenie energetyczne
ma sens, jeśli się je dobrze robi. Np. dla Polski droga w tej
chwili jest oczywista – skopiować niemieckie regulacje, ale w wersji
„dla biednych”, czyli efektywnie np. ukraińskie regulacje
z czasów pomarańczowych oraz jak najszybciej modernizować
energetykę węglową. Po zakończeniu tego procesu można szacować
zużycie węgla na poziomie 20-25% dzisiejszego.
11. Całość doskonale potwierdza tezę o
śmiertelnym zagrożeniu dla interesów Gazpromu, a patrząc na
przysyłaną rosyjską propagandę i zachowanie Rosji, oni sami
jeszcze wierzą, że bez ich gazu Europa zamarznie i upadnie w
konwulsjach. Coś jak połączenie mesjanizmu z sarmackim mitem
spichlerza Europy. Niech sobie wierzą, tylko my się nie dajmy na to
nabrać. Te tendencje które jako zarys widziałem we wcześniej
dostępnych statystykach są już tak krzyczące, że chyba nie można
już dłużej zaklinać rzeczywistości.
12. Podsumowując tendencję: w Niemczech w
energetyce wyparty przez OZE rosyjski gaz konkuruje z rosyjskim
węglem. Na tej konkurencji stracić może tylko rosyjski sektor
energetyczny, czyli efektywnie putinowska Rosja.
13. Gaz łupkowy nie ma z tym wszystkim nic
wspólnego, a cena gazu z Rosji musi spaść do ceny zbliżonej do
węgla (uwzględniając różnice w kosztach budowy i obsługi
elektrowni), albo do ceny którą są skłonni zapłacić Chińczycy
minus zapewne zbójecka opłata za tranzyt przez Kazachstan.
14. Niemcy nie mają co robić z rosyjskim gazem i w
ich najlepszym interesie jest zablokowanie rurociągów przez
Ukrainę. Prędzej czy później ktoś na taki pomysł wpadnie, bo
jest zbyt oczywisty. Alternatywą musiałaby być obniżka cen gazu
do poziomu węgla, więc Rosji też taka blokada się opłaca. Tak
więc Rosja ma przechlapane w każdą stronę – albo będą
sprzedawać gaz za 1/3 dzisiejszej ceny, albo połowę tego gazu co
obecnie.
15. Jedyne co Rosję dziś ratuje to stosunek Angeli
Merkel do energii odnawialnej, który jest niechętny, za to bardzo
przyjazny dotychczasowym wielkim koncernom energetycznym. Ale nawet
ona, nawet w koalicji CDU-SPD, z zielonymi w opozycji, nie bardzo
może działać inaczej niż w oczywistym interesie Niemiec.
Czytaj dalej pełną wersję artykułu: Maczeta Ockhama








