Artykuly

„Zielony wzrost” nie istnieje – mniej wszystkiego to jedyny sposób na uniknięcie katastrofy

An aerial view of a deforested zone in "Ñembi Guasu" conservation area. In Guarani language, Ñembi Guasu means “the great refuge.” Unfortunately, the newest Bolivian National Park is being threatened by hundreds of looters or "colonos" who invade the protected areas in the Chaco to expand expand farming land in eastern Bolivia, including Ñembi Guasu in recent years.,An aerial view of a deforested zone in "Ã?embi Guasu" conservation area. In Guarani language, Ã?embi Guasu means â??the great refuge.â? Unfortunately, the newest Bolivian National Park is being threatened by hundreds of looters or "colonos" who invade the protected areas in the Chaco to expand expand farming land in eastern Bolivia, including Ã?embi Guasu in recent years.

Prowadzenie działalności gospodarczej na obecnym poziomie bez niszczenia środowiska jest po prostu niemożliwe – pisze Geoerge Monbiot w felietonie dla „The Guardian”.

Ilustracja: Wycinka lasu deszczowego w Boliwii. Źródło: ClimateVisuals.org.

Istnieje pudełko z napisem „klimat”, w którym politycy dyskutują o kryzysie klimatycznym. Istnieje pudełko zatytułowane „bioróżnorodność”, w którym dyskutują o kryzysie bioróżnorodności. Istnieją inne pudełka, takie jak zanieczyszczenie, wylesianie, przełowienie i utrata gleby, gromadzące kurz w „dziale rzeczy utraconych” naszej planety. Ale wszystkie dotyczą fragmentów jednego kryzysu, który podzieliliśmy, by stał się zrozumiały. Kategorie tworzone przez ludzki mózg, aby nadać sens swojemu otoczeniu, nie są, jak zauważył Immanuel Kant, „rzeczą samą w sobie”. Opisują raczej artefakty naszej percepcji niż świat.

Natura nie rozpoznaje takich podziałów. Ponieważ systemy Ziemi są atakowane ze wszystkich stron na raz, każde źródło presji łączy się z innym.

Kryzys wielorybów kryzysem wszystkiego

Weźmy na przykład sytuację kaszalota biskajskiego, którego populacja trochę się odbudowała po zaprzestaniu połowów wielorybów, ale teraz ponownie spada: pozostało mniej niż 95 samic w wieku rozrodczym. Bezpośrednie przyczyny tego spadku to głównie śmierć i urazy, do których dochodzi, gdy w wieloryby uderza statek lub gdy zaplątują się w sprzęt rybacki. Ale stały się bardziej narażone na te zagrożenia, bo musiały przenieść się wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej na ruchliwe wody.

Ilustracja: Kaszalot biskajski. Źródło NOAA

Ich główny pokarm, mały pływający skorupiak zwany Calanus finmarchicus, przemieszcza się na północ w tempie 80 km na dekadę, ponieważ morze się nagrzewa. W tym samym czasie rozwinął się komercyjny przemysł rybacki, wykorzystujący Calanus do produkcji suplementów oleju rybiego, które błędnie uważa się za korzystne dla naszego zdrowia. Nie było żadnej próby oceny prawdopodobnych skutków poławiania tych skorupiaków. Nie mamy też pojęcia, jaki wpływ może mieć zakwaszenie oceanów – spowodowane również rosnącym stężeniem dwutlenku węgla – na ten i wiele innych kluczowych gatunków.

Spada nie tylko śmiertelność wielorybów północnoatlantyckich, ale też wskaźnik ich urodzeń. Dlaczego? Być może z powodu zanieczyszczeń gromadzących się w ich ciałach, z których część może zmniejszać płodność. Lub ze względu na szum oceaniczny pochodzący z silników łodzi, sonaru oraz poszukiwań ropy i gazu, co może stresować zwierzęta, zakłócać ich komunikację i utrudniać znalezienie partnera. Zmniejszającą się liczbę przedstawicieli tego gatunku można więc nazwać kryzysem związanym z żeglugą, kryzysem związanym z rybołówstwem, kryzysem związanym ze ocieplaniem klimatu, kryzysem związanym z zakwaszeniem wód oceanicznych, kryzysem związanym z zanieczyszczeniami lub kryzysem związanym z hałasem w wodach oceanów. Ale w rzeczywistości jest to jeden kryzys spowodowany wszechobecną działalnością człowieka.

Wspólny problem: rosnąca skala działalności gospodarczej

Te różne następstwa naszej działalności pustoszą całe ekosystemy. Kiedy rafy koralowe są osłabione przez przemysł rybacki, zanieczyszczenie i bielenie spowodowane globalnym ociepleniem, stają się mniej zdolne do wytrzymania ekstremalnych zjawisk klimatycznych, takich jak tropikalne cyklony, które nasze emisje z paliw kopalnych również nasiliły.

Kiedy lasy deszczowe są fragmentowane przez wycinkę drzew i hodowlę bydła, a także dewastowane przez choroby inwazyjne, stają się bardziej podatne na susze i pożary spowodowane zmianą klimatu.

Co byśmy zobaczyli, gdybyśmy przełamali nasze pojęciowe bariery? Zobaczylibyśmy pełnowymiarową napaść na świat życia na Ziemi. Niemal nigdzie nie można już się uchronić przed tym nieustannym atakiem. Niedawny artykuł naukowy szacuje, że tylko 3% powierzchni lądowej Ziemi można obecnie uważać za „nienaruszone ekologicznie”.

Różne skutki mają wspólną przyczynę: skalę działalności gospodarczej. Prawie wszystkiego robimy za dużo, a ekosystemy świata nie mogą już tego dłużej znieść. Ale nasza porażka w dostrzeżeniu całości gwarantuje, że nie mierzymy się z tym kryzysem w sposób systemowy i skuteczny.

Rozwiązanie jednego kryzysu napędza drugi

Kiedy mierzymy się z tą kłopotliwą sytuacją, nasze wysiłki zmierzające do rozwiązania jednego aspektu kryzysu zaostrzają inny. Na przykład, gdybyśmy mieli zbudować wystarczającą ilość maszyn do bezpośredniego wychwytywania dwutlenku węgla powietrza, aby znacząco zmienić stężenie węgla w atmosferze, wymagałoby to ogromnej nowej fali wydobycia i przetwarzania stali i betonu. Wpływ takiego budowlanego impulsu rozlewa się po całym świecie. Przykładowo wydobycie niezbędnego do produkcji betonu piasku niszczy setki cennych siedlisk. W największym stopniu niszczy rzeki, których piasek jest w budownictwie składnikiem bardzo poszukiwanym. Rzeki już teraz odczuwają susze, skutki zanikania lodu i śniegu w górach, poboru wody oraz zanieczyszczeń z rolnictwa, ścieków i przemysłu. Wydobywanie piasku, będzie kolejnym, dla niektórych ekosystemów rzecznych, być może ostatecznym, krytycznie śmiertelnym ciosem.

Albo przyjrzyjmy się materiałom potrzebnym do rewolucji elektronicznej, która ma nas uchronić przed załamaniem klimatu. Już teraz wydobycie i przetwarzanie minerałów potrzebnych do produkcji magnesów i baterii pustoszy siedliska i wywołuje nowe kryzysy zanieczyszczeń. Teraz, jak pokazuje przerażający artykuł Jonathana Wattsa, firmy wykorzystują kryzys klimatyczny jako usprawiedliwienie dla wydobywania minerałów z głębokiego dna oceanicznego. Na długo przed tym, zanim zrozumiemy, jakie mogą być tego skutki.

Nie są to rzecz jasna argumenty przeciwko maszynom do bezpośredniego wychwytywania dwutlenku węgla czy innym „zielonym” technologiom. Jeśli jednak będą musiały nadążać za wiecznie rosnącą skalą działalności gospodarczej i jeśli rozwój akurat tej działalności jest umożliwiony dzięki istnieniu akurat tych maszyn, to wynik netto będzie przynosił coraz większą szkodą dla życia na Ziemi.

Zielony wzrost wymazuje zieleń

Wszędzie rządy starają się przyspieszać tempo wzrostu gospodarczego, mówiąc o „uwolnieniu naszego potencjału” i „wielkim doładowaniu naszej gospodarki”. Boris Johnson na przykład przekonuje, że „globalna odbudowa po pandemii musi być zakorzeniona w zielonym wzroście”. Ale nie ma czegoś takiego jak zielony wzrost. Wzrost naszej gospodarki wymazuje zieleń z Ziemi.

Nie widać nadziei na wyjście z tego pełnego spektrum kryzysu, chyba że zdecydowanie odejdziemy od zafiksowania na wzroście gospodarczym. Bogactwo musi być rozdzielane – przyhamowany świat nie może sobie pozwolić na hiperbogatych – ale musi też zostać zmniejszone. Utrzymanie naszych systemów podtrzymujących życie oznacza robienie mniej prawie wszystkiego. Ale to pojęcie – które powinno mieć kluczowe znaczenie dla nowej etyki środowiskowej – w środowiskach ekonomistów i polityków graniczy z bluźnierstwem.

Marcin Popkiewicz na podstawie artykułu George’a Monbiota w „The Guardian”.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly