Jakiś czas temu walczący z ekokomunizmem rosyjscy hakerzy włamali się na serwery brytyjskiego Climate Research Unit i zrzucili stamtąd mnóstwo danych – między innymi prywatną korespondencją kilku klimatologów. Wczoraj udostępnili „losową” próbkę w internecie, co zaowocowało przewidywalną reakcją.
„Sceptycy”, z charakterystyczną dla siebie paranoją, nieomal nie chcieli uwierzyć w to co widzą: dowód marksistowskiego spisku, w którym biorą udział znani naukowcy, fałszujący i fabrykujący dane dotyczące globalnego ocieplenia, tępiący nieprawomyślnych i cenzurujący niewygodne badania.
W rzeczywistości jednak z ujawnionych maili zieje nudą – można było się spodziewać, że wybrane z dziesięcioletniej korespondencji listy będą zawierać bardziej pikantne szczegóły. Tymczasem wszystkie ujawnione „afery” to stare wieści: nie jest żadną nowiną, że klimatolodzy nie cierpią Stevena McIntyre’a i za wszelką cenę odmawiają współpracy z nim, uciekając się przy tym do mało wyszukanych złośliwości; również kulisy skandalu wywołanego publikacją rekonstrukcji paleoklimatycznej autorstwa dwójki astrofizyków z Harvardu, Willie Soona i Sallie Baliunas, który zakończył się rezygnacją trzech redaktorów Climate Research, są od dawna znane, tak jak i niska ocena sceptycznej literatury (np. de Freitasa).
Przykłady „gwoździ do trumny globalnego ocieplenia”, tj. maile najbardziej zdaniem „sceptyków” inkryminujące, można znaleźć na blogu „chłodno o klimacie”:
From: Phil Jones
Date: Tue, 16 Nov 1999 13:31:15+0000
Subject: Diagram for WMO Statement
I’ve just completed Mike’s Nature trick of adding in the real temps to each series for the last 20 years (ie from 1981 onwards) amd from 1961 for Keith’s to hide the decline. Mike’s series got the annual land and marine values while the other two got April-Sept for NH land N of 20N. The latter two are real for 1999, while the estimate for 1999 for NH combined is +0.44C wrt 61-90. The Global estimate for 1999 with data through Oct is +0.35C cf. 0.57 for 1998.
Najwyraźniej „sceptycy” nawet nie próbowali zrozumieć treści – najważniejsze były kontotacje słowa „hiding”, a nie czy oskarżenie o fałszerstwo i ukrywanie danych ma jakiś sens.
„WMO Statement”, o którym jest mowa w mailu, to „WMO Statement on the Status of the Global Climate in 1999”, którego redaktorzy zażyczyli sobie, by na okładce znalazły się trzy świeże rekonstrukcje paleoklimatyczne dokumentujące zmiany klimatu w ostatnim tysiącleciu:

Oprócz rekonstrukcji Manna et al (1999) miały to być także wykresy pochodzące z publikacji P. Jonesa (autora maila) oraz K. Briffy. I tu pojawił się problem techniczny, bo redaktorzy WMO pewnie chcieli by wszystkie wykresy wyglądały tak jak Manna, tj. obejmowały również dane pomiarowe (i to do roku 1999 – który się jeszcze nie skończył):

Tymczasem „gołe” rekonstrukcje Briffy i Jonesa nie pozwalały na zaprezentowanie takich danych:

Kolory krzywych jak w publikacji WMO, dane pochodzą z wymienionych publikacji Manna, Jonesa i Briffy.
W przypadku tego pierwszego, dodatkowym problemem przy prezentacji danych była zmiana czułości zapisu paleoklimatycznego w drugiej połowie XX, obserwowana w drzewach rosnących na dużych szerokościach geograficznych na półkuli północnej. To właśnie o tym „spadku” (jak w „post-1950 declines in tree density trends have recently been identified in our data”) pisze Jones w mailu – dzisiaj w paleoklimatologii powszechnie się go nazywa „divergence effect” albo „divergence problem”:

Dlatego, po wykryciu tego problemu, dendroklimatolodzy odradzali używania rekonstrukcji dendroklimatycznych do pokazywania zmian klimatu po roku 1960. Tim Osborn, jeden z naukowców zajmujących się tymi zagadnieniami, tak to opisywał Michaelowi Mannowi (czyli „Mike’owi”, o którym mowa w mailu Jonesa):
Keith has asked me to send you a timeseries for the IPCC multi-proxy reconstruction figure, to replace the one you currently have. The data are attached to this e-mail. They go from 1402 to 1995, although we usually stop the series in 1960 because of the recent non-temperature signal that is superimposed on the tree-ring data that we use.
Zaglądając do oryginalnej publikacji Briffy można sprawdzić, że u siebie wybrał on podobną metodę prezentacji danych co Mann: obok rekonstrukcji, tj. maksymalnej gęstości warstw przyrostowych (MXD) kreślił temperaturę zmierzoną instrumentalnie, pokazując od którego momentu sama rekonstrukcja przestaje się korelować ze zmianami klimatycznymi.
Nie ujawniono wcześniejszej korespondencji Jonesa z redaktorami publikacji WMO, można jednak domyślać się że ci ostatni nie byli zainteresowani skomplikowanym wykresem pokazującym MXD oraz temperaturę, z koniecznością wyjaśniania dlaczego jedno różni się od drugiego. Jones nie mógł także do samych rekonstrukcji dorysować jednej krzywej instrumentalnych pomiarów temperatury, gdyż rekonstrukcje pokazywały trochę inne rzeczy – u Manna średnią temperaturę roczną, u Jonesa i Briffy średnią temperaturę od kwietnia do września (czyli okresu aktywności wegetacyjnej drzew). Najbardziej czytelnym rozwiązaniem było więc wybranie metody wykorzystanej wcześniej przez Manna („Mike’s Nature trick”): czyli dołączenie do serii proxy indywidualnych krzywych instrumentalnych pomiarów temperatury oraz ukrycie tych danych paleoklimatycznych, które nie odzwierciedlały zmian temperatury. Jones wcześniej tego nie robił, więc zapewne poprosił Manna o opisanie mu algorytmu, który prowadzi do pożądanego efektu.
Czy takie „ukrycie” – słowo sugeruje niecne intencje – jest oszustwem? Okładka broszury WMO miała służyć tylko efektownej prezentacji cutting-edge research niespecjalistom, można więc rozumieć że starano się uprościć przekaz. Jednak sam pomysł, że klimatolodzy mieli się tu dopuścić ukrywania czy fałszowania danych jest w swojej głupocie aż śmieszny: temat pochodzenia niezgodności pomiędzy wynikami rekonstrukcji dendroklimatycznych a temperaturą po roku 1960 pojawia się w dziesiątkach prac z tej dziedziny, w szczególności jest omawiany w artykule Briffy z Quaternary Science Reviews cytowanym przez WMO. Rok wcześniej Briffa i Jones opublikowali w Nature artykuł poświęcony wyłącznie temu zagadnieniu (patrz także „Trees tell of past climates: but are they speaking less clearly today?”). Jeszcze głupszy jest pomysł redaktorów „Rzeczpospolitej”, że chciano „ukryć spadek temperatury” – w rzeczywistości na wykresie pokazano, jak zmiany temperatury przebiegały naprawdę, w odróżnieniu od przekłamanego obrazu, który wynikałby z samej prezentacji serii MXD.
Inne przykłady „manipulacji” są równie „skandaliczne”: rozmowy o zdobywaniu pieniądzy na badania (najwidoczniej niektórym „sceptykom” wydaje się, że nic one nie kosztują), albo skargi naukowców na to, że nie mogą nic wycisnąć z problematycznych danych paleo.
Kompletnym niezrozumieniem zagadnień związanych z klimatologią może być też „spiskowa” interpretacja poniższego maila Toma Wigleya:
From: Tom Wigley
To: Phil Jones
Subject: 1940s
Date: Sun, 27 Sep 2009 23:25:38 -0600 Phil,
Here are some speculations on correcting SSTs to partly explain the 1940s warming blip.
If you look at the attached plot you will see that the land also shows the 1940s blip (as I’m sure you know).
So, if we could reduce the ocean blip by, say, 0.15 degC, then this would be significant for the global mean – but we’d still have to explain the land blip.
I’ve chosen 0.15 here deliberately. This still leaves an ocean blip, and i think one needs to have some form of ocean blip to explain the land blip (via either some common forcing, or ocean forcing land, or vice versa, or all of these). When you look at other blips, the land blips are 1.5 to 2 times (roughly) the ocean blips – higher sensitivity plus thermal inertia effects. My 0.15 adjustment leaves things consistent with this, so you can see where I am coming from.
Removing ENSO does not affect this.
It would be good to remove at least part of the 1940s blip, but we are still left with „why the blip”.
Let me go further. If you look at NH vs SH and the aerosol effect (qualitatively or with MAGICC) then with a reduced ocean blip we get continuous warming in the SH, and a cooling in the NH – just as one would expect with mainly NH aerosols.
The other interesting thing is (as Foukal et al. note – from MAGICC) that the 1910-40 warming cannot be solar. The Sun can get at most 10% of this with Wang et al solar, less with Foukal solar. So this may well be NADW, as Sarah and I noted in 1987 (and also Schlesinger later). A reduced SST blip in the 1940s makes the 1910-40 warming larger than the SH (which it currently is not) – but not really enough. So … why was the SH so cold around 1910? Another SST problem? (SH/NH data also attached.)
This stuff is in a report I am writing for EPRI, so I’d appreciate any comments you (and Ben) might have.
Tom.
Nie jest tajemnicą, że druga wojna światowa miała duży wpływ na zasięg i sposób przeprowadzania pomiarów temperatury oceanów, czego skutkiem jest istnienie niehomogeniczności w szeregach czasowych temperatur – od rozpoczęcia wojny na Atlantyku do zakończenia wojny na Pacyfiku:

Problemy takie są co jakis czas identyfikowane (np. w ostatnim artykule Thompsona), jednak ich usunięcie jest znacznie trudniejsze niż homogenizacja danych obserwacyjnych ze stacji meteorologicznych, stąd spekulacje Wigleya co do rozmiaru i przyczyn „1940s blip”.
„Sceptycy” widzą w tym jednak niezbity dowód spisku i fałszerstw danych – i nie zastanawia ich nawet, dlaczego Wigley zamierza o tych fałszerstwach napisać w raporcie dla EPRI.
Równie sensacyjnej interpretacji doczekał się email Kevina Trenbertha dotyczący problemów z dokładnym śledzeniem budżetu radiacyjnego Ziemi. Trenberth, nawiązując do niedawnego artykułu/blogu BBC na temat „globalnego ochłodzenia”, przytacza pytanie często zadawane naukowcom z NCAR:
[W]here the heck is global warming? We are asking that here in Boulder where we have broken records the past two days for the coldest days on record. We had 4 inches of snow. The high the last 2 days was below 30F and the normal is 69F, and it smashed the previous records for these days by 10F. The low was about 18F and also a record low, well below the previous record low…
Odpowiadając na to pytanie Trenberth streszcza wnioski swojego najnowszego artykułu, do którego oczywiście żaden „sceptyk” nie zajrzał.
Gdyby ktoś to zrobił, dowiedziałby się, że Trenberth wcale nie kwestionuje realności globalnego ocieplenia (a tym bardziej nie robi tego w mailu), tylko opisuje niedostatki danych obserwacyjnych i stopnia zrozumienia procesów fizycznych odpowiadających za tzw. decadal predictability. Innymi słowy, chodzi o to, by w odpowiedzi na pytanie „co się dzieje z globalnym ociepleniem” klimatolodzy nie zatrzymywali się na „jest La Niña, więc trzeba trochę poczekać”, lecz byli w stanie dokładnie pokazać, ile eksadżuli zostało pochłoniętych przez jakąś warstwę oceanu. Czegoś takiego, w skalach kilkuletnich, klimatolodzy nie potrafią jeszcze robić – jak pisze Trenberth, nie posiadamy do tego odpowiedniej bazy obserwacyjnej:
Reliable CERES data are not yet available beyond 2005 to assess whether or not the energy imbalance at the TOA has changed.
[…]
Accordingly another much needed component is the TOA radiation, but CERES data exist only through 2005 and are not yet long or reliable enough to bring to bear on this question. This highlights the need to bring the CERES TOA radiation up to date along with reprocessed cloud data while ensuring that changes in the ocean, sea ice and sea level are maintained with adequate quality control and sampling to provide estimates reliable enough to address the questions posed in the introduction.
Autor „Chłodno o klimacie” pisze o „ostatecznej kompromitacji i przysłowiowym gwoździu do trumny, tonącego już zresztą statku jakim jest 'globalne ocieplenie'”. Zabawne jest to, że „sceptycy” produkują takie prognozy średnio co dwa tygodnie – poprzednim „gwoździem do trumny” miała być sprawa serii proxy z Jamału jako dowód rzekomych fałszerstw Briffy; jeszcze przed nim artykuł Steiga jako dowód rzekomego plagiatu jakiego się dopuścił autor wobec blogerów z Climate Audit; jeszcze przed nim „fabrykacja” chińskich danych meteorologicznych Wanga; jeszcze przed nim „manipulacje” Hansena przy GISTEMP. Po każdej nowej fali oszczerstw i oskarżeń klimatolodzy mają coraz mniej cierpliwości dla „sceptyków”, a potem ci ostatni dziwią się, że w odpowiedzi na swoje żądania o udostępnienie wszystkich danych i algorytmów dostają tylko środkowy palec.
Aktualizacja: naukowym analfabetyzmem zdołała się już wykazać część mediów (najlepsze przykłady to „Rzepa”). Pozwoliłem sobie dodać kilka szczegółów w kwestii „ukrywania spadku”, i ciągle oczekuję na te „prawdziwe” dowody oszustw klimatologów…
Źródło Doskonale Szare









