Przeglądając komentarze do ’Wizji’ zauważyłem, jak częsta jest postawa, że i tak nic nie da się zrobić, że jesteśmy za głupi, zbyt krótkowzroczni i egoistyczni, że obecny system promuje takie zachowania, a nawet jeśli coś dobrego się dzieje, to nie u nas, tylko może w Danii czy innym miejscu, gdzie społeczeństwa są lepiej wyedukowane, bardziej altruistyczne i dalekowzroczne.
Obserwuję, że ludzie często mają tendencję do przechodzenia od
łatwego optymizmu do łatwego pesymizmu. To zupełnie zrozumiały mechanizm psychologiczny, pozwalający na zracjonalizowanie sobie, dlaczego nawet w tak poważnej sytuacji nie angażujemy się w zmienianie rzeczywistości na lepsze.
Większość ludzi nie ma pojęcia o skali i powadze stojących
przed nami problemów. Uważają, że postęp technologiczny i 1001 pomysłów na
bycie zielonym do spółki ze wzrostem gospodarczym pozwolą stworzyć zupełnie
nowy system energetyczny, rozwiązać kwestie niedoboru zasobów i degradacji
środowiska. „Skoro to wszystko jest takie
proste i zrobi się samo, to można zapomnieć o problemie zatonięcia Titanica i
pójść się bawić przy barze lub na pokazie sztucznych ogni, przy którym
przygrywa orkiestra.”
Kiedy z kolei ludzie dowiadują się o skali problemu, jego
możliwych konsekwencjach i piętrzących się przeszkodach, kiedy dostrzegają, że
wzrost gospodarczy i rozwój technologii na który tak liczyli, same z siebie
nasilają tylko problemy, popadają w drugą skrajność: „Skoro to takie trudne i nic nie da się z tym zrobić, to można sobie
odpuścić i pójść się bawić.”
Oba podejścia pozwalają im na samorozgrzeszenie, ale żadne z
nich nie przybliża nas do rozpoczęcia zmian.
Dlaczego to tak ważne, żebyś podjął działania? Rzeczywistość
nie jest czarno-biała, nie stoimy przed jednoznacznym rozdrożem – w prawo dostatni,
bezpieczny i czysty świat, a w lewo wymarcie ludzkości wraz z resztą gatunków.
W każdym z obszarów, którym przyglądamy się na ZiemiNaRozdrożu, jest całe
spektrum scenariuszy pośrednich.
Jak mogą wyglądać kłopoty gospodarcze?
- zwykła recesja,
- długa depresja, powszechne bezrobocie, głód,
- rozpad systemu finansowego, masowa utrata oszczędności
(w tym emerytalnych), długotrwałe bieda i głód, - rozpad struktur gospodarczych i państwowych, chaos
i przemoc, spadek liczby ludzi do ułamka obecnej populacji.
A jak może przebiegać kryzys energetyczny?
- wzrost cen paliw kopalnych, choć dla wielu uciążliwy,
wystarczy, żeby zastąpiły je bezwęglowe źródła energii, gaz posłuży za paliwo
przejściowe, - będą niedobory energii, ale niewymagające
ogrzewania domy, działający transport publiczny i lokalne źródła energii
pozwolą nam w miarę normalnie funkcjonować, - blackouty i niedobory energetyczne jak na Kubie,
poważnie, lecz nie krytycznie destabilizujące gospodarkę, - paraliż naszej gospodarki technologicznej,
niszczący przemysł, wysokie technologie i rolnictwo przemysłowe, większość
ludzi przenosi się na wieś i żyje jak przed II wojną światową w Polsce, - głęboki upadek społeczeństwa i cywilizacji
technicznej, utrata zdolności do utrzymania infrastruktury i pozyskania
pozostałych zasobów. Wracamy do jaskiń.
Zmiana klimatu?
- zatrzymujemy
się przed progiem 2°C, działania adaptacyjne będą proste i relatywnie
tanie - temperatura
wzrośnie powyżej 2°C, ale oceaniczne hydraty metanu nie zdestabilizują się,
„konwencjonalne” problemy zmian klimatu (wzrost poziomu oceanów o
kilka-kilkanaście metrów), przesuwanie się stref klimatycznych i opadów będą
stanowić poważny i kosztowny problem, lecz pozostający w granicach naszych
możliwości adaptacyjnych. - dojdzie
do scenariusza PETM, poziom oceanów wzrośnie o 70 metrów, a strefy
klimatyczne znajdą się zupełnie gdzie indziej – być może uda nam się
zaadaptować, - dojdzie
do anoksji oceanicznej podobnej do tej z przełomu Permu i Triasu, zginie ponad
90% gatunków, w tym prawdopodobnie homo
sapiens, który do tego czasu utraci dostęp do wysokich technologii, - dojdzie
do rozbuchanej szklarni – zmienimy Ziemię w drugą Wenus. Game over.
Sytuacja geopolityczna? Woda? Zaspokojenie potrzeb żywnościowych?
Sztuczne biologicznie czynne związki chemiczne? Gdzie nie spojrzeć, przyszły
rozwój sytuacji stanowi kontinuum lepszych i gorszych scenariuszy. Pikanterii
tym scenariuszom dodaje fakt, że będą one nawzajem na siebie oddziaływać, z
reguły w dodatnich sprzężeniach zwrotnych, gdzie jeden poważny kryzys będzie
pogarszał nasze możliwości mierzenia się z innymi wyzwaniami.
Edukujcie się (skoro jesteś czytelnikiem ZnR, to już to robisz), edukujcie innych, wpływajcie na ich postrzeganie świata, postawy, zachowania – nawet jeśli to niewygodne, wymaga wysiłku albo ktoś patrzy na Was krzywo, bo uświadamiacie mu, że jego sposób życia jest częścią problemu. Dawajcie przykład swoim życiem – żyjcie energooszczędnie, z szacunkiem dla zasobów i środowiska. Popierajcie działania i polityki ukierunkowane na efektywność, odchodzenie od paliw kopalnych, ochronę środowiska i budowę wyedukowanego społeczeństwa obywatelskiego.
Jeśli ktoś tego nie robi, a narzeka, że jest źle i niechybnie będzie gorzej, to tylko pogarsza sytuację. To oczywiście wygodne – nie trzeba pogłębiać wiedzy, nie trzeba myśleć, nie trzeba rezygnować z terenówki i przelotów w dalekie kraje czy angażować się w działania.
Każdy z nas z osobna znaczy niewiele. Ale to właśnie suma świadomości, kultury i pragnień jednostek ukierunkowuje rozwój sytuacji. To naprawdę możliwe – wiem, że wpłynąłem na światopogląd wielu osób, niektórych bardzo głęboko. Tysiącom innym w mniejszym lub większym stopniu dałem do myślenia.
Ty też możesz wpływać na swoje otoczenie. Zrób to.








