Niemcy przyspieszają i chcą pozbyć się węgla z gospodarki już do 2030 r. Jak osiągną cel, a Polska nie zmieni planów, już za dekadę dwie trzecie unijnej energii z węgla pochodzić będzie właśnie od nas.

Ilustracja: Elektrownia Ostrołęka B. Źródło: PanSG, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons.
Socjaldemokraci z SPD, Zieloni i Wolna Partia Demokratyczna (FDP) zawarli umowę koalicyjną w Niemczech. Wiele punktów poświęcono działaniom i zobowiązaniom dotyczących klimatu. To m.in. osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2045 r., ograniczenie emisji do 2030 r. o 65% i odejście od węgla najpóźniej w tym samym czasie. Elektrownie węglowe mają zostać zastąpione przede wszystkim przez odnawialne źródła energii i – przejściowo do 2040 r. – gaz ziemny, stopniowo zastępowany bezemisyjnym wodorem.
Większość węgla z Polski
Jak wylicza think tank Ember, jak Niemcy zrealizują cel, Polska będzie odpowiadała za 63% unijnej produkcji energii z węgla. Kolejne 18% pochodzić będzie z Czech, a 14% – z Bułgarii. Łącznie te trzy kraje odpowiadać będą więc za 95% unijnej energii z tego źródła. Resztę uzupełnią Chorwacja, Rumunia i Słowenia, ale każde z tych państw chce odejść od węgla na początku lat 30.
Gdy w grudniu 2019 r. poszczególne państwa przedstawiały krajowe plany na rzecz energii i klimatu, zakładana produkcja energii elektrycznej z węgla w całej Unii Europejskiej do 2030 roku miała zmniejszyć się z 705 do 282 TWh. Niecałe dwa lata później, zgodnie z najnowszymi planami poszczególnych rządów, liczba ta spadła już do 118 TWh. To o 58% mniej niż zakładały plany jeszcze dwa lata temu i aż o 83% mniej niż w 2015 r. Dzięki nowym planom unijne emisje CO2 zmniejszą się o dodatkowe 89-152 milionów ton.

Ilustracja: Redukcja produkcji energii elektrycznej z węgla w UE latach 2015-2030. Źródło: Ember.
Niestety, choć węgiel w Europie słusznie schodzi ze sceny, udział naszego kraju w tym procesie jest znikomy.
W 2020 roku Polska wytwarzała 70% energii elektrycznej z węgla i odpowiadała za 30% produkcji w całej UE. Za dekadę udział Polski będzie ponad dwukrotnie większy.
„Polska uruchomiła w ostatnich latach kilka nowych elektrowni węglowych i odmówiła wstrzymania rozbudowy problematycznej kopalni węgla brunatnego Turów. Podczas szczytu klimatycznego COP26, Polska podpisała „Oświadczenie o globalnym przejściu z węgla na czystą energię”, ale potem wycofała się z wyrażenia zgody na rezygnację z energetyki węglowej w latach trzydziestych, stwierdzając, że uczyni to do 2049 r. — zaledwie rok przed osiągnięciem przez UE neutralności klimatycznej. W efekcie tego, ogólnokrajowa dyskusja na temat rezygnacji z energetyki węglowej w Polsce jeszcze się nie rozpoczęła” – podsumowuje Ember.
Warto też dodać, że zarówno Bułgaria, jak i Czechy, chcą odejść od węgla w latach 30. Oznacza to, że na ten moment Polska planuje być jedynym krajem UE, który korzystać będzie z węgla jeszcze w latach 40.
Kończą się wymówki, pociąg odjeżdża
„Polska energetyka podlega tym samym presjom co energetyka w innych europejskich krajach, polityczna kroplówka dla sektora węglowego, proponowana przez rząd ze strachu przed częścią związkowców, od początku była planem oderwanym od rzeczywistości. Wraz z przyspieszonym odejściem od węgla największej europejskiej gospodarki presja na Polskę będzie tylko rosnąć. Tłumaczenie się konkurencyjnością gospodarki będzie odtąd brzmieć jak argument z minionej epoki” – ocenia dr Kacper Szulecki z Instytutu Nauk Politycznych i Centrum Studiów nad Sprawiedliwą Transformacją na Uniwersytecie w Oslo.
I dodaje: „Bardzo możliwe, że wkrótce plan przyspieszonego odejścia od węgla przedstawią Czechy. To pozostawi Polskę osamotnioną – bo Bułgarię trudno uznać za istotnego sojusznika. W dodatku spór o Turów objawi się w zupełnie innym świetle, jak zarówno czescy, jak i niemieccy partnerzy jasno zasygnalizują, że węgiel brunatny nie ma przyszłości.”
„Odejście Niemiec od węgla w 2030 roku sprawi, że Polska, Czechy i Bułgaria nie będą już miały się za kim ukryć. Reszta UE robi co trzeba. Ci, którzy pozostaną z tyłu, będą musieli skonfrontować się z wysokimi cenami energii i presją rosnącą wraz z coraz poważniejszymi skutkami kryzysu klimatycznego – przestrzega Charles Moore, szef think tanku Ember ds. Europy.
Zdaniem Joanny Flisowskiej z Greenpeace po deklaracji Niemiec polski rząd straci wymówkę pt. „A co robią Niemcy?”. „Wszystkie kraje Unii, w tym Polska powinny odejść od węgla do 2030 r. Czas energetyki węglowej się skończył – im szybciej nasz rząd to przyzna, tym sprawniej będzie można dokonać w Polsce sprawiedliwej transformacji regionów górniczych” – tłumaczy Flisowska.
„Pociąg do nowoczesności oraz zielonej transformacji odjeżdża i nabiera prędkości, a nasze władze nadal nam wmawiają, że parowozem zajedziemy szybciej i dalej. Nie, nie zajedziemy, a gospodarcze i społeczne koszty tej podróży będą coraz większe, nie mówiąc już o tym, że niedługo ten parowóz stanie w szczerym polu. Rząd niewątpliwie ma tego świadomość, ale zamiast działać oszukuje górników a społeczeństwu szykuje poniesienie kosztów zaniechania działań. Bo to my zapłacimy za ich bierność” – dodaje Krzysztof Jędrzejewski z Koalicji Klimatycznej.
Szymon Bujalski









