Z powodu pogłębiającego się kryzysu energetycznego coraz więcej mieszkańców Libanu montuje panele słoneczne i uniezależnia się od sieci. Potencjał jest duży: słonecznych dni jest tu w roku aż 300.

Ilustracja: Wyłączenia prądu w Libanie. Źródło: Sky News.
Zakończona w 1990 r. wojna domowa sprawiła, że system energetyczny Libanu stał się bardzo zawodny. I nigdy się nie podniósł. Trwający od dwóch lat kryzys gospodarczy w kraju sprawił jednak, że dziś jest jeszcze gorzej.
Liban pogrążony w ciemności
„Rządowi brakuje pieniędzy na import paliwa dla państwowej firmy energetycznej i oleju napędowego dla prywatnych wytwórców, a plany budowy nowej elektrowni zostały wstrzymane przez wewnętrzne spory polityczne” – informuje Reuters.
W efekcie ciągłe przerwy w dostawach prądu stały się dla Libańczyków codziennością. W niektórych częściach kraju państwowa firma dostarcza energię elektryczną przez zaledwie dwie godziny dziennie, a w innych dostawy zostały całkowicie odcięte. Prywatne generatory diesla, które kiedyś w wielu miejscach pokrywały trzygodzinną przerwę w dostawie energii elektrycznej, teraz działają prawie cały czas. Opłaty za „subskrypcję” są jednak o wiele droższe i nie każdego na nie stać.
„Kolejki do stacji benzynowych ciągną się kilometrami, a kraj spowija ciemność. Światła nie ma w barach, w sklepach ani na targowiskach. Jedzenie psuje się w niedziałających lodówkach, szpitale raportują znaczne wzrosty zatruć pokarmowych, nie działa klimatyzacja czy windy, nawet w wysokich apartamentowcach w centrum Bejrutu. Zamknięcie groziło nawet rozlewni, w której butelkuje się wodę do picia. W najgorszym położeniu są szpitale, gdzie leżą chorzy pod respiratorami. Przerwa w dostawie prądu oznacza natychmiastową śmierć pacjentów” – relacjonuje „Wyborcza”.
W stronę słońca
W obliczu całkowitych przerw w dostawach prądu, gospodarstwa domowe i firmy, które mogą sobie na to pozwolić, szybko przestawiają się na energię słoneczną.
W 2018 r. Liban miał niecałe 60 MW zainstalowanej mocy z energii słonecznej, a na koniec 2020 r. było to niecałe 100 MW. Prawdziwy boom nadszedł jednak w 2021 r. – w ciągu 12 miesięcy ilość zainstalowanej mocy podwoiła i sięgnęła około 200 MW. W tym czasie liczba firm fotowoltaicznych wzrosła ze 130 do ponad 400. Choć wiele z nich nie jest profesjonalnych, przez co użytkownicy są narażeni na porażenie prądem czy zdmuchnięcie paneli przez silne wiatry, boom na PV jest niepodważalny.
Jak wylicza Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej IRENA, teoretycznie potencjał jest ogromny: wynosi 182 GW mocy z PV. Jest to możliwe dzięki temu, że Liban ma idealne warunki dla rozwoju energii słonecznej – w ciągu roku jest tu aż 300 słonecznych dni, a do wielkoskalowych instalacji solarnych nadaje się ponad połowa kraju (5,5 tys. z 10,5 tys. km2).
Nie dla ochrony klimatu, a dla jakości życia
Miks energetyczny Libanu w 95% oparty jest na importowanym oleju opałowym. Dzięki subwencjom bardzo tani były i prąd, i paliwo do samochodów. Ludzie nie szukali alternatywy, bo nie musieli. Ale olej znacząco podrożał i jest go za mało (zwłaszcza, że popyt przez lata rósł), a subwencje znikają. Mieszkańcy zaczęli więc stawiać na słońce.
„Libańczycy zaczęli zerkać w kierunku fotowoltaiki nie w przekonaniu o zielonej rewolucji i kryzysie klimatycznym, ale po to, żeby móc w miarę normalnie żyć” – komentuje „Wyborcza”.
Instalacje PV nie są jednak tanie dla zubożałym mieszkańców Libanu, więc nie każdy może sobie na nie pozwolić. Bez pomocy rodziny z zagranicy jest o to bardzo trudno. – Każda rodzina ma kogoś za granicą, w Europie albo w którymś z krajów Zatoki. To oni za to płacą. Bo nie da się żyć bez prądu – wyjaśnia właściciel jednej z firm instalujących fotowoltaikę w Libanie.
Potrzeba działań rządu
Zdaniem ekspertów boom na przydomową fotowoltaikę nie rozwiąże jednak krajowego problemu. Najbardziej opłacalnym sposobem na przyszłość byłoby zabezpieczenie energii słonecznej poprzez wdrożenie wielkoskalowych projektów realizowanych przez rząd i finansowanych przez sektor prywatny lub międzynarodowych pożyczkodawców.
„Ale nie będzie to możliwe, dopóki rząd nie będzie w stanie ustabilizować gospodarki Libanu poprzez wprowadzenie reform, które umożliwią mu zabezpieczenie międzynarodowych pożyczek” – wyjaśnia Reuters.
Szymon Bujalski











