Przejdź do treści
Środowisko · Ekologia i ochrona przyrody

Skala i przyczyny kryzysu żywnościowego na świecie

Wyschnięte pole kukurydzy z popękaną ziemią i jutowymi workami ziarna przy drewnianym magazynie
Spis treści

Kryzys żywnościowy na świecie dotyka ponad dwóch miliardów ludzi bez pewnego dostępu do jedzenia, a napędzają go przede wszystkim konflikty zbrojne, wstrząsy cenowe i ekstremalna pogoda. Paradoks polega na tym, że żywności na świecie nie brakuje. Brakuje pieniędzy, dróg i magazynów, dzięki którym można ją kupić, dowieźć i przechować. Dlatego głód trwa nawet tam, gdzie pola dają plon.

Raporty dotyczące skali braku dostępności żywności

Według raportu FAO o głodzie, znanego jako SOFI, w 2025 r. umiarkowanego lub poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego doświadczało 2,1 mld osób na całym świecie. To miara szersza niż niedożywienie. Obejmuje także ludzi, którzy z braku pieniędzy jedzą mniej albo gorzej, choć nie głodują stale.

Druga często cytowana liczba, 266 mln osób w 47 krajach i terytoriach, pochodzi z Global Report on Food Crises. Najnowszą edycję, z danymi za 2025 r., przygotowały między innymi WFP i FAO. Ta liczba opisuje co innego: ostry brak bezpieczeństwa żywnościowego w krajach dotkniętych kryzysem, gdzie zagrożone jest życie albo źródła utrzymania. Obie liczby są prawdziwe, bo mierzą różne zjawiska w różnym zasięgu. Zasięg GRFC zmienia się przy tym z roku na rok. W 2025 r. dla 18 krajów i terytoriów zabrakło porównywalnych danych, więc nie weszły do sumy.

W 2024 r. najwięcej niedożywionych żyło w Azji, 323 mln według regionalnych danych raportu SOFI. Najwyższy odsetek ma Afryka, gdzie w 2025 r. wyniósł on 20,0 proc., czyli około 309 mln osób.

Przyczyny, które napędzają kryzys żywnościowy na świecie

Raporty ONZ wskazują trzy przyczyny bezpośrednie: konflikty, wstrząsy gospodarcze i ekstremalną pogodę. Dwie kolejne to blokady eksportu połączone z krótkowzroczną pomocą, które pogłębiają niedobór, oraz bieda. Przez biedę głód trwa nawet tam, gdzie żywności nie brakuje. Te przyczyny rzadko działają osobno, bo każda osłabia odporność na następną.

Konflikty zbrojne

Konflikt zbrojny jest przyczyną, która dotyka najwięcej ludzi. W podziale według przyczyn w GRFC konflikt jest głównym czynnikiem ostrego kryzysu. Dotyczy to około 140 mln osób w 20 krajach i terytoriach. Dane pochodzą z edycji podsumowującej 2024 r.

Wojna kojarzy się z bombardowaniami, ale do pustego talerza prowadzi zwykle mniej widoczną drogą. Konflikt odcina żywność na trzy sposoby. Niszczy pola, magazyny i systemy nawadniania, przerywa szlaki dostaw do miast i wypędza rolników z ziemi przed siewem albo zbiorem. Te skutki często trwają dłużej niż same walki. Pole porzucone na jeden sezon oznacza brak plonu w następnym roku. Przesiedlona rodzina traci jednocześnie dochód i zapasy.

Do tych szkód dochodzi rynek. Walki podbijają ceny paliwa i transportu, osłabiają walutę i utrudniają pracę organizacjom pomocowym. Przez to nawet dostępna żywność trafia do mniejszej liczby ludzi.

Wstrząsy gospodarcze i ceny

Wstrząsy gospodarcze, w tym inflacja i dewaluacja walut, były w 2024 r. główną przyczyną głodu w 15 krajach i dotyczyły 59,4 mln osób. Ta liczba jest mniejsza niż przy konfliktach, ale ceny działają szerzej. Docierają także do państw, w których nie ma wojny ani suszy.

Jak wojna w Ukrainie przekłada się na głód na świecie? Przez łańcuch, który zaczął się jeszcze przed nią. Pandemia przerwała dostawy i odebrała dochody ludziom pracującym dorywczo. Potem podrożały energia i nawozy azotowe, które produkuje się z gazu ziemnego. Rosja i Ukraina należały do czołowych eksporterów pszenicy, kukurydzy i oleju słonecznikowego, a Rosja także nawozów.

Po inwazji w 2022 r. i zablokowaniu czarnomorskich portów indeks cen żywności FAO osiągnął w marcu najwyższy poziom od początku notowań w 1990 r. Wyniósł wtedy 159,3–159,7 pkt, zależnie od wersji komunikatu FAO. Ten indeks śledzi co miesiąc światowe ceny koszyka podstawowych towarów względem średniej z lat 2014–2016. Najnowsza edycja SOFI opisuje kolejny wstrząs: konflikt na Bliskim Wschodzie podbija ceny energii i nawozów, a przez nie inflację żywności.

Drożejąca żywność odcina od dostępu do jedzenia przede wszystkim tych, którzy wydają na nią większość dochodu. Przy takim budżecie droższy chleb oznacza zrezygnowanie z posiłku. Słaba waluta dokłada swoje, bo import wyceniany w dolarach drożeje nawet przy stabilnych cenach światowych.

Ekstremalne zjawiska pogodowe

Ekstremalne zjawiska pogodowe, zwłaszcza susze i powodzie wywołane przez El Niño, wpędziły w 2024 r. w kryzys żywnościowy 18 krajów i ponad 96 mln osób. Pod względem liczby dotkniętych ludzi to druga przyczyna po konfliktach.

Szkoda przychodzi dwiema drogami. Pierwsza jest nagła: susza, powódź albo cyklon w ciągu kilku tygodni niszczą plon, zabijają zwierzęta i zalewają magazyny. Druga działa powoli, bo stres cieplny i niedobór wody obniżają plony z sezonu na sezon, często bez jednego dramatycznego zdarzenia. Rolnik, który co roku zbiera trochę mniej, sprzedaje zwierzęta i zjada ziarno siewne. Każdą kolejną suszę zaczyna więc słabszy.

Oba mechanizmy działają już teraz. Zmiana klimatu spowalnia wzrost wydajności rolnictwa, najbardziej w strefie tropikalnej i podzwrotnikowej. Projekcje IPCC wskazują, że bez adaptacji plony kukurydzy, ryżu, pszenicy i soi w strefie tropikalnej będą spadać o około 5 proc. na każdy stopień globalnego ocieplenia. Adaptacja to odmiany odporne na suszę, nawadnianie i lepsze przechowywanie plonów. Rozstrzyga ona o tym, jak duża będzie różnica między regionami, którym klimat sprzyja, a tymi, które ogranicza.

Blokady eksportu i krótkowzroczna pomoc

Reakcje na kryzys potrafią go pogłębić, jak gaszenie pożaru benzyną. Zakaz eksportu chroni ceny w jednym kraju, ale zabiera zboże ze światowego rynku w chwili niedoboru. Kraje importujące płacą wtedy więcej. Inne rządy w obawie o własne zapasy wprowadzają podobne zakazy. Tak ceny rosły w czasie kryzysu żywnościowego sprzed kilkunastu lat i po inwazji na Ukrainę. Dlatego FAO wzywa do utrzymania otwartych rynków żywności, energii i nawozów.

Podobna pułapka dotyczy pomocy. Dostawa jedzenia ratuje życie w ostrym kryzysie, ale nie przywraca plonów, dochodów ani działających rynków. W latach 2016–2021 pomoc żywnościowa w gotówce i w naturze dostawała średnio 84 proc. humanitarnych środków dla sektorów żywnościowych. Rolnictwo i źródła utrzymania, czyli to, co usuwa przyczyny, dostawały 4 proc. Długotrwały napływ darmowej żywności potrafi przy tym obniżyć ceny lokalnym producentom i odebrać im powód do siewu.

Bieda i nierówny dostęp do żywności

Skoro żywności na świecie jest dość, dlaczego ludzie głodują? Głód wynika przede wszystkim z braku dostępu do jedzenia, a nie z braku produkcji. Ludziom brakuje pieniędzy, drogi do targu i miejsca, gdzie da się przechować plon. Według FAO prawie jednej trzeciej ludzkości nadal nie stać na zdrową dietę. Chodzi o najtańszy jadłospis, który jest zbilansowany i odżywczy.

Dostęp ogranicza też to, co dzieje się po zbiorach. Część żywności przepada, zanim dotrze do konsumenta: gnije na polu, w magazynach bez chłodzenia i w transporcie. Takie straty są największe tam, gdzie brakuje dróg i chłodni.

Jemen – wojna, ograniczenia dostaw i zależność od importu w jednym kraju

Według analizy IPC dla Jemenu wysokiego poziomu ostrego braku bezpieczeństwa żywnościowego doświadcza co druga osoba. Chodzi o tereny kontrolowane przez rząd. IPC, czyli Zintegrowana Klasyfikacja Faz Bezpieczeństwa Żywnościowego, opisuje sytuację w pięciostopniowej skali. Wysoki poziom oznacza w niej fazę 3 lub wyższą. Analiza jest częściowa i nie obejmuje całego kraju, w tym północy, którą kontrolują władze Huti.

Jemen łączy w jednym miejscu przyczyny opisane wyżej. Trwająca od ponad dekady wojna zniszczyła infrastrukturę, osłabiła instytucje państwa i podzieliła kraj na strefy z osobnymi władzami. Rolnicy porzucali pola. Gospodarka skurczyła się przy tym tak bardzo, że wielu rodzin nie stać na jedzenie.

Drugim ogniwem są ograniczenia dostaw. Kontrola statków, uszkodzenia infrastruktury portowej, także w Al-Hudajdzie, i kłopoty importerów z finansowaniem zakupów wydłużają i podrażają każdą dostawę. Według systemu FAO GIEWS własna produkcja zbóż pokrywa w Jemenie średnio mniej niż 20 proc. całkowitego zużycia. Krajowa pszenica dawała w ostatnich dziesięciu latach 5–10 proc. jej zużycia na żywność. Dla takiego kraju każde opóźnienie w porcie uderza w podstawę diety.

Trzecie ogniwo leży daleko od Jemenu. Pszenica trafiała tam między innymi z Ukrainy i Rosji. Dlatego skok cen po 2022 r. szybko dotarł do jemeńskich piekarni. Słabnący rial wzmacniał ten efekt. W ten sposób wojna w odległej Europie podniosła cenę chleba w kraju, który sam był w stanie wojny.

Na te trzy ogniwa nakłada się kalendarz rolniczy. Projekcja IPC przewidywała gwałtowne pogorszenie w czasie przednówka, od czerwca do września 2026 r., gdy kończą się zapasy z poprzednich zbiorów. Przykład Jemenu pokazuje, jak lokalny kryzys staje się częścią globalnego.

Kto najmocniej odczuwa kryzys i czy dotyczy on Polski?

Najmocniej kryzys uderza w trzy grupy: kraje zależne od importu żywności, najuboższe gospodarstwa domowe i dzieci. W krajach importujących każdy wzrost cen światowych od razu podnosi koszt chleba czy ryżu. Najubożsi nie mają oszczędności ani zapasów.

Dzieci płacą za kryzys najdłużej. W samym 2025 r. ostro niedożywionych było 35,5 mln dzieci. Raport UNICEF o ubóstwie żywnościowym opisuje szerszy problem, czyli zbyt ubogą dietę dzieci. Ostrzega, że taki niedobór może trwale i nieodwracalnie zaszkodzić przeżyciu, wzrostowi i rozwojowi mózgu. Te skutki opisują dwa pojęcia. Wyniszczenie organizmu to zbyt niska masa ciała w stosunku do wzrostu. To stan ostry, który przy leczeniu można odwrócić. Zahamowanie wzrostu to zbyt niski wzrost w stosunku do wieku, skutek długotrwałego niedoboru, którego w dużej mierze nie da się później nadrobić.

Czy kryzys dotyczy Polski? Tak, ale w innej formie. W Europie kryzys przychodzi przez ceny, a nie przez brak jedzenia na półkach. Według danych GUS o budżetach domowych żywność i napoje bezalkoholowe były w 2025 r. największą pozycją w wydatkach polskich gospodarstw. Miały w nich 25,1 proc. udziału. Udział ten różni się między grupami: od 21,8 proc. u pracujących na własny rachunek poza rolnictwem do 33,0 proc. u rolników.

Najmniej zapasu na droższą żywność mają gospodarstwa domowe o niskich dochodach. W najniższej grupie kwintylowej wydatki wyniosły 117,9 proc. dochodu rozporządzalnego, wobec 113,2 proc. rok wcześniej. Te rodziny częściowo żyły więc z oszczędności lub pożyczek.