Artykuly

Czy banki w Polsce pójdą pod młotek?

Już wiele lat temu, osoby zajmujące się kwestią granic wzrostu, a szczególnie zdarzeń, których możemy oczekiwać, kiedy świat osiągnie szczyt wydobycia ropy naftowej (Oil Peak), przewidywały, że dojdzie do załamania się systemu finansowego i bankowego.

Obecny model ekonomiczny może funkcjonować tylko w sytuacji stałego wzrostu, nawet stabilizacja gospodarcza dla opartego na długu systemu finansowego oznacza katastrofę. Piszemy o tym więcej w sekcji Gospodarka Oparta Na Długu, Czyli Wymuszony Wzrost.

Wywołany przez niedobory energii i jej rosnące ceny obecny kryzys gospodarczy raczej nie przez przypadek wystąpił w momencie osiągnięcia Oil Peak.
Na naszych oczach zachodzą zdarzenia, zmieniające otaczającą nas rzeczywistość, nie tylko w USA, na Ukrainie czy w Islandii, także u nas. Pokazuje to m.in. dzisiejszy artykuł na temat sytuacji banków w Polsce.

nbp

Czy banki w Polsce pójdą pod młotek?

W najbliższych miesiącach zmiana krajobrazu bankowego w Polsce jest nieunikniona. Pamiętamy dobrze zapowiedzi ministra finansów Jana Vincenta-Rostowskiego i niektórych analityków finansowych, że mamy silny, stabilny system bankowy, którego żaden kryzys się nie ima. To od dawna nieprawda.

Jak pokazują ostatnie tygodnie, system wcale nie jest tak stabilny i silny. Nie tylko nastroje bankowców są coraz gorsze, ale i zagrożenia dla systemu bankowego są coraz poważniejsze. Komisarz Unii Europejskiej ds. systemu finansowego ostrzega od miesięcy: „Aktywa banków w Europie Środkowo-Wschodniej z powodu kryzysu mogą wyparować”.

Kryzys tak długo lekceważony, ukrywany, daje o sobie znać coraz wyraźniej w sektorze bankowym. Zaklinanie rzeczywistości pożera dziś w tempie przyspieszonym między innymi zyski banków. Kolejne ogłaszane wyniki finansowe są coraz gorsze, a niektóre z nich będą wręcz dramatycznie złe w kolejnych kwartałach.

Odpisy i rezerwy banków w końcu 2009 r. mogą osiągnąć astronomiczną kwotę 15 - 20 mld zł. Banki bowiem przestały praktycznie dawać kredyty przedsiębiorstwom. W kwietniu 2009 r. banki wypłaciły z banków 5 mld zł swoich oszczędności, aby tylko związać jakoś koniec z końcem. Zaczynają żyć w całkowicie nowej rzeczywistości – rzeczywistości kryzysowej i recesyjnej i w przededniu krachu realnej gospodarki oraz poważnego załamania budżetu państwa, a niewykluczone, że również polskiego złotego w drugiej połowie 2009 r. Fala tsunami dopiero liznęła brzegi polskiego sektora bankowego w Polsce. Główna fala uderzeniowa nadejdzie w drugiej połowie 2009 r., a naprawdę dramatyczny będzie dla polskiej gospodarki, polskiego budżetu i polskiego systemu bankowego i systemu finansowego dopiero 2010 r.

Nawet najbardziej rozpaczliwe sposoby ratowania wyników banków poprzez podnoszenie opłat, drakoński wzrost marż i prowizji, dodatkowe opłaty, grupowe zwolnienia pracowników nie dadzą spodziewanego rezultatu. To półśrodki w obecnej fazie kryzysowej.

Z dnia na dzień przybywa zmartwień prezesom banków komercyjnych działających w Polsce. Jedni spodziewają się szybkiego zakończenia kryzysu, inni oczekują dokapitalizowania przez zagraniczne centrale. Większość prezesów banków uważa, że gorzej już być nie może, więc teraz już będzie tylko lepiej. Tymczasem mogą się poważnie zdziwić, gdy straty się jeszcze powiększą w kolejnych kwartałach. Tym bardziej, że recesja może przekroczyć spodziewane przeze mnie minus 2 proc. Bo niby dlaczego mamy być znacząco lepsi niż Niemcy, Węgry czy Słowacja. Rozwój wypadków i nonszalancja decydentów oraz absolutna klęska wzrostu gospodarczego w Niemczech, szacowana na 6 – 7 proc. recesji i u naszych wschodnich sąsiadów powoduje, że wynik PKB w Polsce w 2009 r. może być nawet gorszy. Nikt nie będzie dokładał pieniędzy, gdy sam musi prosić o pomoc. A chodzi tu o ogromne sumy. Co ciekawe, banki obecne w Polsce już transferują pieniądze do swych central macierzystych.

Zagraniczne centralne banków działających w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej nie tylko są w coraz większych kłopotach finansowych, ale i coraz większej panice i zakłopotaniu. Wali się bowiem z hukiem dobrobyt zbudowany na kredyt na dotychczasowych dojnych krowach czy kurach znoszących złote jaja. W Europie Środkowo-Wschodniej totalnej destrukcji ulegają przecież budżety, finanse publiczne, między innymi Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, a wkrótce również Słowacji i Polski. PKB w tych krajach spada w skali od 15 do 18 proc. w ciągu roku.

W tym całym szale deficytu, obrotu pieniądzem, produkcja przemysłowa i eksport notują w kolejnych miesiącach kolejne minima w Europie Środkowo-Wschodniej. Niestety, już wkrótce dołączymy do tej niechlubnej czołówki. Do Polski wszystko przychodzi z pewnym opóźnieniem, ale trwa dłużej, a negatywne skutki są znacznie głębsze. Tak będzie również z kryzysem bankowym. Kryzys bowiem potrwa co najmniej dwa lata. Banki przestają już udzielać kredytów przedsiębiorstwom. Jeżeli komuś udzielają, to jeszcze klientom indywidualnym. Przedsiębiorcy wycofują więc swoje oszczędności z banku, aby jakoś powiązać koniec z końcem. Kredyty stają się zbyt drogie, a fala bankructw, zwłaszcza większych przedsiębiorstw, dopiero przed nami.

Jak mówi premier Donald Tusk – Polska jeszcze jest nad wodą, ale chciałoby się zadać pytanie: jak długo?

Nic dziwnego, że Danny DeVito w reklamie banku BZ WBK łapie się za głowę i mówi coś o „kaszanie”, ale być może to tylko przypadkowy zbieg okoliczności.

Dokąd prowadzi nas ta droga? Pierwszym stadium kryzysu granic wzrostu jest kryzys ekonomiczny. Drugim – kryzys społeczny, kiedy dochodzi do załamywania się porządku społecznego i konfliktów.
Nadchodzącemu kryzysowi ekonomicznemu długo zaprzeczano, mówiąc, że jest dobrze, a właściwie to nigdy tak świetnie nie było.
Potem zaprzeczano jego powadze lub mówiono, że „do nas nie dotrze”.

Teraz mamy pierwsze sygnały drugiego stadium kryzysu.
W artykule „Ryzyko światowego kryzysu społecznego” możemy przeczytać, że Prezes Banku Światowego Robert Zoellick ocenia, że światowy kryzys finansowy może wywołać „poważny kryzys humanitarny i społeczny”, jeśli w porę nie zostaną podjęte odpowiednie kroki, a „to, co się rozpoczęło jako wielki kryzys finansowy i przeobraziło się w głęboki kryzys gospodarczy, zmierza obecnie w kierunku kryzysu bezrobocia. (…) W obecnej sytuacji nikt nie wie naprawdę, co się stanie, i lepiej być przygotowanym na wszelkie niespodziewane okoliczności”.

Większość z nas ma nadzieję, że to jeszcze „nie teraz”. A właściwie zdecydowana większość ludzi w ogóle nie ma świadomości, że coś takiego jak ograniczone zasoby
istnieje i nasza gospodarka również podlega ograniczeniom zewnętrznym.
Wielu specjalistów zajmujących się Oil Peak, Zmianami Klimatu i Granicami Wzrostu przyznaje, że nie wierzy, że kultura „chcę mieć teraz, a nie inwestować w przyszłość” zaszła zbyt daleko, a interesy związane z utrzymaniem status quo (od przemysłu, po państwa i system emerytalny) są zbyt silne, aby ludzie zechcieli zmienić obecny model gospodarczy. Mamy możliwości, aby żyć w sposób zrównoważony, ale nie chcemy dostrzec problemu i z nich skorzystać. Czy musi dojść do ostatecznego kryzysu obecnej cywilizacji, abyśmy zaczęli żyć w sposób zrównoważony? Tak czy inaczej, do tego dojdzie, ale ta druga droga będzie bardzo bolesna zarówno dla Homo Sapiens, jak i dla reszty biosfery, którą w takim scenariuszu walcząc, najpierw o utrzymanie status quo, a potem o przeżycie, kompletnie zdewastujemy.

W jednym z komentarzy do artykułu „Czy Ignorancja Jest Błogosławieństwem” przeczytałem myśl: „My redukujemy, inni zwiększają. Więc albo wszyscy albo olać„. Muszę przyznać, że w pewnym stopniu rozumiem autora komentarza – po co się starać, skoro inni nie kiwną palcem. Takie jednoznaczne stwierdzenie, że kolega jednoznacznie mówi, że jak już WSZYSCY inni zaczną coś robić, to i on się dołączy, a inaczej nie kiwnie palcem pokazuje, że będziemy dalej spalać paliwo w samochodach z 1% efektywnością, latać na wakacje do Egiptu, kupować tony gadżetów i trzymać się paliw kopalnych. Dopóki tylko się da.

Czy tak będzie? Z drugiej strony widzę w rozmowach, że coraz szersze grono ludzi, od studentów do profesorów uświadamia sobie, gdzie się znaleźliśmy, w co gramy i jaka jest stawka.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly