
Ilustracja: Wyborca Donalda Trumpa w spotkaniu z wyborcą Joe Bidena. Źródło: Elvert Barnes from Silver Spring MD, USA, CC BY-SA 2.0<p. gdy="" bruce,="" 70-letni="" emerytowany="" dyrektor="" z="" nowego="" orleanu,="" po="" raz="" kolejny="" czytał="" lokalną="" gazetę,="" powiedział:="" dość.
<p. gdy="" bruce,="" 70-letni="" emerytowany="" dyrektor="" z="" nowego="" orleanu,="" po="" raz="" kolejny="" czytał="" lokalną="" gazetę,="" powiedział:="" dość.
Nie tylko zrezygnował z prenumeraty Times-Picayune, ale i w mailu do redakcji wyjaśnił, dlaczego to robi. Największą niechęć wzbudziły w nim ciągłe odniesienia do zmiany klimatu, która według niego „nie została empirycznie potwierdzona”. Jeden z dowodów: choć kilka tygodni temu mieszkańcom radzono szykować się na podwyższony poziom aktywności tropikalnej, żadne wielkie burze nie nadeszły.
<p. gdy="" bruce,="" 70-letni="" emerytowany="" dyrektor="" z="" nowego="" orleanu,="" po="" raz="" kolejny="" czytał="" lokalną="" gazetę,="" powiedział:="" dość.
Niedługo po wysłaniu maila Bruce musiał desperacko bronić swojego domu przed powodzią. Spowodował ją huragan Ida – jeden z najsilniejszych, który kiedykolwiek nawiedził Luizjanę. Po tym zdarzeniu felietonista gazety nawiązał kontakt z 70-latkiem, by dowiedzieć się, czy zmienił zdanie. Nie zmienił, ani trochę.
Jak tłumaczył, Luizjana miała już większe huragany niż Ida, a jego dom nad rzeką Bogue Falaya został zalany w 2016 roku. Co prawda Bruce nie zaprzeczał, że zmiana klimatu ma miejsce, ale powątpiewał w wiedzę naukowców. I w to, że zmiany zachodzą tak szybko, jak mówią o tym eksperci i dziennikarze, którzy próbują „dzielić ludzi”.
Katastrofy nie zmieniają podejścia
Kiedyś liczono, że gdy USA zaczną doświadczać niszczących skutków globalnego ocieplenia, mieszkańcy bardziej zaakceptują fakty o zmianie klimatu. Ale jak pokazuje Bruce i miliony jemu podobnych, tak się nie dzieje.
Po czterech latach huraganów na południowym-wschodzie kraju oraz potężnych upałów i susz na wschodzie, podejście opinii publicznej prawie się nie zmieniło. Sześciu na dziesięciu Amerykanów przyjmuje do wiadomości, że globalne ocieplenie już ma miejsce i odpowiada za nie działalność człowieka. W związku z tym chce drastycznego odejścia od spalania paliw kopalnych. Reszta, grupa złożona w większości z wyborców republikańskich, twierdzi coś zupełnie przeciwnego.
Jedna czy kilka wielkich burz więcej? Żadna różnica. Przecież huragany były zawsze.
Podejście to widać nie tylko w temacie zmiany klimatu. W przełomowym badaniu białych konserwatystów z nadmorskiej Luizjany socjolog Arlie Russell Hochschild zapytała, jak pogodzili oni swoją niechęć do regulacji środowiskowych z życiem w jednym z najbardziej zanieczyszczonych obszarów kraju. Okazało się, że po prostu przyzwyczaili się do zanieczyszczeń.
Przywiązani i upolitycznieni
Inną częścią odpowiedzi jest krótkoterminowy interes własny. Wielu mieszkańców wybrzeża Luizjany (w tym dawniej Bruce) związało życie z przemysłem paliw kopalnych.
Ale USA są światowym liderem sceptycyzmu wobec zmiany klimatu także z powodów politycznych i kulturowych, które trudno będzie odwrócić.
Najbardziej oczywiste jest to, jak systematycznie jedna z dwóch partii rządzących wprowadzała swoich wyborców w błąd. Do połowy lat 90. Republikanie i Demokraci w równym stopniu martwili się o zmianę klimatu. Wyborcy prawicy zostali następnie przekonani, by przestali się martwić. Pomagała w tym odpowiednio przygotowana profesjonalna kampania dezinformacyjna opłacana przez przemysł, a realizowana przez konserwatywne think-tanki, polityków i media. Z czasem obie partie zaczęły różnić się w tej kwestii tak bardzo, że ich stanowiska – akceptujące naukę o klimacie lub ją negujące – stały się znakiem politycznej tożsamości. A przez to zakorzeniły się jeszcze bardziej. Przykładem może być odłam białych ewangelików, którzy są szczególnie antynaukowi i gotowi zracjonalizować negatywne skutki swoich poglądów jako wolę Bożą dla upadłego świata.
Takie postawy napędzały Donalda Trumpa – najbardziej antynaukowego przywódcę republikańskiego w historii. I nie jest jasne, czy nawet on mógłby teraz zmienić kierunek swoich zwolenników w kwestii zmian klimatu. Gdy jakiś czas temu na wiecu Trump zalecił im szczepienie się przeciwko COVID-19, został wygwizdany.
Przemówią pieniądze?
Jednak sytuacja nie jest beznadziejna. Spadające koszty energii odnawialnej i jej wdrażania w republikańskich stanach spowodowały zaskakująco szerokie poparcie dla dekarbonizacji. Nawet wśród tych, którzy twierdzą, że nie widzą takiej potrzeby z powodów klimatycznych.
Niedawno przeprowadzony sondaż wykazał, że plan Joe Bidena – dotyczący stworzenia zeroemisyjnej sieci elektrycznej do 2035 roku – cieszy się poparciem większości wyborców w każdym stanie i we wszystkich okręgach kongresowych z wyjątkiem sześciu. Proponowane środki na sfinansowanie tej zmiany, pożyczanie bilionów z przyszłości, również cieszą się bardzo wysokim poparciem wyborców obu partii.
Drzwi wejściowe mogą być zatrzaśnięte, ale Stany zbliżają się do możliwej ucieczki od dysfunkcyjnej polityki klimatycznej tylnymi drzwiami.
Na podst. Storms and fires will not bring an escape from America’s stuck climate politics.








