Cisza przed suszą. Być może największą od ponad 50 lat

„Zmienia się klimat i trzeba łapać każdą kroplę wody” – tak brzmi główne hasło najnowszej kampanii Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Akcja Stop suszy doczekała się nawet spotu promocyjnego. „Symbolem naszego filmiku jest jaskółka, która sprowadza deszcz” – czytamy w opisie. Zaklinanie pogody w obliczu postępującego globalnego ocieplenia brzmi jednak jak nieudany żart. Od prawie 40 lat mamy w Polsce permanentną suszę rolniczą, od co najmniej kilkunastu postępuje obniżenie poziomu wód gruntowych, a od kilku – doskwiera nam drastyczny niedobór opadów.

– Średnia w całym kraju plasuje się w okolicach 600 mm w ciągu roku. Wprawdzie ta liczba zmienia się w zależności od regionu, bo w centrum wynosi nieco powyżej 500 mm, na wybrzeżu od 800 do 1200 mm, a w górach około 1000 mm. Najgorzej jest w Łódzkiem, gdzie opady nie przewyższają 400 mm, co w trakcie zeszłorocznego lata poskutkowało m.in. odcięciem skierniewiczan od dostępu do bieżącej wody. Tak naprawdę jednak deficyty są duże w większości województw. Mimo to państwo wciąż nie podejmuje wystarczających działań, by wodę zatrzymywać w przyrodzie i skutecznie ją chronić – mówi prof. Zbigniew Karaczun, wykładowca SGGW i członek Koalicji Klimatycznej.

Było źle, będzie gorzej?

Następstwa susz i fatalnego zarządzania zasobami wodnymi zdążyliśmy odczuć całkiem niedawno. Wielkie straty – środowiskowe i finansowe – przyniosły ubogie w deszcze i śniegi lata 2018 i 2019. Ucierpiały na tym niemal wszystkie sektory gospodarki – handel, turystyka, a przede wszystkim rolnictwo. Dwa lata temu susza uszczupliła PKB o 0,15 proc., czyli 3,5 mld zł. W ubiegłym roku – najcieplejszym w historii pomiarów temperatury w Polsce – ta kwota wyniosła blisko 3 mld zł. W nadchodzącym sezonie wiosenno-letnim z uwagi na suchą zimę, która nie była w stanie zapewnić glebom wystarczającego nawodnienia, spodziewane wzrosty temperatur (a te od wiosny 2019 w każdym kolejnym miesiącu biły rekordy w stosunku do wartości z lat minionych) i niewielkie opady może być jeszcze gorzej.

W lutym minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk mówił m.in. na antenie Radia Puls, że czeka nas największa susza od dekad. „Jeszcze nie możemy nic przesądzać, bo przed nami wiosna, ale takiej sytuacji, że mamy ciepłą zimę i taką ilość opadów, nie mieliśmy od lat. Jeśli taka sytuacja się utrzyma, to możemy mieć najsilniejszą suszę w porównaniu z ostatnim pięćdziesięcioleciem” – ostrzegał polityk.

.Dziś najnowszy raport wykonany przez Państwową Służbę Hydrologiczno-Meteorologiczną (PSHM IMGW-PIB) na zlecenie Wód Polskich wskazuje, że wprawdzie lutowe i marcowe deszcze zwiększyły wilgoć gleb wysuszonych w grudniu i styczniu (w przypowierzchniowych warstwach profilu glebowego do 1 metra oscyluje ona pomiędzy 50 a 95 proc.), a także zminimalizowały ryzyko wystąpienia suszy, to wraz z nadejściem ciepłej i bezopadowej wiosny stan ten ma znacząco ulec zmianie. – A gdy dodamy do tego pandemię koronawirusa i brak skutecznej strategii rządowej do spraw przeciwdziałania skutkom suszy, sytuacja może okazać się jeszcze bardziej dramatyczna – dodaje prof. Karaczun.

– Obawiałbym się stawiać jednak takie prognozy, o jakich mówią minister Gróbarczyk i Wody Polskie. Wprawdzie widmo suszy jest bardzo realne, ale trzeba sobie zdać sprawę, że obecna sytuacja – niestabilności przebiegu warunków meteorologicznych i pogodowych ze względu na postępujące zmiany klimatu – nie pozwala trzymać się sztywnych tez, zwłaszcza w tak długoterminowej perspektywie. Wiemy, że będzie coraz bardziej sucho, ale nie możemy dziś stwierdzić na pewno, że deszczu nie będzie latem czy wiosną w ogóle. Te analizy są obarczone dużym marginesem błędu. Może się bowiem okazać, że zmieni się cyrkulacja i w Polsce zacznie intensywnie padać, przez co zamiast bardzo suchej wiosny i lata, będziemy mieli wyjątkowo wilgotne obie te pory roku – zaznacza nasz rozmówca.

Sucho na polach

Z punktu widzenia rolnictwa, które konsumuje ogromne ilości wody i o stratach którego w kontekście suszy mówi się zawsze najgłośniej, kluczowe dla owocnych zbiorów są opady w maju i czerwcu. Czas pokaże, czy powtórzy się sytuacja z poprzedniego roku, kiedy zniszczenie upraw ze względu na złe warunki pogodowe dotknęło olbrzymią część rolników i poskutkowało wielkim wzrostem cen, np. warzyw: kapusty, która zdrożała o 500 proc. czy pietruszki – wartej rok temu ponad 20 zł za kilogram.

Za tymi podwyżkami zwykle idą kolejne – więcej trzeba więc zapłacić za pieczywo, bo plony zbóż są słabe, a także mięso czy nabiał, ponieważ wzrasta koszt paszy dla zwierząt. W idealnym świecie rośliny – by rozwinąć się prawidłowo – powinny przejść odpowiadający na ich potrzeby pełny cykl rozwojowy, czyli mieć umiarkowany i uporządkowany względem pór roku dostęp do wody i słońca, ale też – okazję do „przemarznięcia”. Przy zmianach klimatu i zaburzeniach tych procesów nie jest to możliwe, rolnicy są więc uzależnieni od nieprzewidywalnej i niewolnej od ekstremalnych zjawisk pogody.

Tereny wiejskie, uprawne można skutecznie, stosunkowo tanio i w prosty sposób zabezpieczyć przed suszą. Odpowiedzią na te potrzeby są przede wszystkim naturalne metody retencji, odbudowywanie terenów podmokłych i torfowisk, renaturyzacja rzek czy wspieranie retencji glebowej.

– Kiedy rozmawiamy o jakiejkolwiek zmianie, zawsze w pierwszej kolejności mówi się, by zacząć od edukacji. Zmianę wspierać powinny odpowiednio skonstruowane mechanizmy finansowe. Z rolnictwem jest tak samo. Właścicielom upraw, hodowli i różnego rodzaju gruntów trzeba uświadomić, jakie korzyści – oprócz finansowych, proponowanych przez rząd czy Unię Europejską – będą czerpać z tego, że na przykład pozwolą bobrom – zwierzętom mającym istotny wpływ na ochronę terenów podmokłych i z tego powodu nazywanym hydrotechnikami – przebywać na swoich działkach, a nie będą traktować ich jak szkodniki. Inny przykład? Zachęcajmy – także finansowo – rolników, by nie sprzeciwiali się naturalnemu zalewaniu swoich łąk, podnosili poziom wód gruntowych przez „zatykanie” rowów odwadniających pola. W ten sposób będą retencjonować wodę i – gdy przyjdzie upalne, bezdeszczowe lato – zapewnią znacznie lepsze warunki roślinom czy pasącym się tam zwierzętom niż sąsiad, któremu tej łąki nie zalało – wskazuje dr Marta Wiśniewska z Fundacji Greenmind, należącej do Koalicji Ratujmy Rzeki.

Nasza rozmówczyni wskazuje przy tym, że resorty odpowiedzialne za rolnictwo i gospodarkę wodną powinny ustrukturyzować przyznawanie funduszy w taki sposób, by ci, którzy wezmą udział w programie nawadniania swoich terenów, np. przez wyposażenie w zastawki rowów melioracyjnych, przywracanie i ochronę naturalnych mokradeł, odnosili podwójne korzyści. Skąd wziąć pieniądze? Minister Gróbarczyk stwierdził, że na ten cel rząd jest w stanie przeznaczyć nawet 400 mln zł. Środki oferuje też UE, m.in. w ramach adaptacji do zmian klimatu.

– Zbliża się właśnie kolejna perspektywa finansowa w unijnym budżecie. Można z tych niemałych środków skorzystać, by złagodzić skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych towarzyszących zmianom klimatu. Obawiam się jednak, że tutaj rząd, który ma całkowicie przestarzałe, pomijające kwestie klimatyczne podejście do ochrony przed suszą i do gospodarki wodnej, będzie przepychał się z Komisją Europejską i forsował swoje pomysły. Oczywiście w tej chwili na rozdział funduszy może wpłynąć pandemia. Niemniej jednak potrzebujemy ambitnej, opartej na wiedzy naukowej, innowacyjnej strategii, no i projektów. A tego ze strony polskich decydentów jak na razie zabrakło – twierdzi dr Wiśniewska.

Komu zabraknie?

Ministerstwo rolnictwa wraz z Wodami Polskimi i resortem gospodarki morskiej w ramach promowanej obecnie akcji Stop suszy oferuje osobom chcącym zabezpieczyć swoje uprawy dotacje na inwestycję w nawadnianie gospodarstw. Jak czytamy na stronie Państwowego Gospodarstwa Wodnego, „rolnicy mogą sfinansować z tego programu m.in. budowę studni i zbiorników oraz zakup maszyn i urządzeń do poboru, magazynowania, uzdatniania, odzyskiwania lub rozprowadzania wody, instalacji nawadniających i systemów do sterowania nawadnianiem”. Beneficjent tego projektu może otrzymać nawet 100 tys. zł wsparcia.

Resorty ochoczo inwestują też w dużą infrastrukturę żeglugową, budowę stopni i kaskad wodnych, a także sztucznych dużych zbiorników, które mają zatrzymywać opady i pomagać rolnikom. Tak przynajmniej wygląda to w teorii. W praktyce zaś owe konstrukcje zmieniają stosunki wodne tylko i wyłącznie na terenach znajdujących się w najbliższym sąsiedztwie, co nie rozwiązuje ani problemu wszystkich gospodarstw, ani nie jest – zdaniem ekspertów – bezpieczne i przyjazne naturze.

– Choć trzeba uczciwie powiedzieć, że rząd dostrzega problemy deficytu wody, pomysłu na ich rozwiązanie nie ma. Propozycje w Programie Przeciwdziałania Skutkom Suszy (PPSS) i akcji Wód Polskich, w tym budowę studni do nawodnień rolniczych, oceniam negatywnie. To niezwykle niebezpieczny kierunek działania, ponieważ może on doprowadzić do sytuacji, w której rolnictwo zacznie konkurować o zasoby wodne z gospodarką komunalną – podkreśla prof. Zbigniew Karaczun, wskazując, że potrzeby rolnicze są ogromne, co obrazowo można wyjaśnić na przykładzie podwarszawskiego Milanówka.

– W tym miasteczku mieszka ok. 16 tys. ludzi. Aby ich wszystkich zaopatrzyć w wodę pitną, korzysta się ze studni, której wydajność wynosi 200 m3 na godzinę. Nowoczesne deszczownie do nawodnień rolniczych mają wydajność 200-240 m3 na godzinę. Z tego wynika, że pole o powierzchni do kilkudziesięciu hektarów zużyje tyle wody, co jeden Milanówek. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce zachodzi konieczność nawadniania upraw i trwałych użytków zielonych pod pastwiska dla zwierząt, ale w dobie kryzysu klimatycznego powinniśmy do wody podchodzić jak do bardzo cennego zasobu przyrodniczego. Jeżeli więc mamy nawadniać, to jedynie najcenniejsze uprawy i to nie przez stosowanie deszczowni, lecz kropelkowo, czyli dostarczać roślinom tyle wody, ile one niezbędnie potrzebują, a nawet nieco poniżej optymalnych wymagań. Wprawdzie plon jest wtedy nieco niższy, ale stosunek kosztu wodnego do zysku z plonu okazuje się wtedy największy – wyjaśnia nasz rozmówca. Jego zdaniem zezwolenie na wiercenie studni w dowolnym miejscu i o dowolnej głębokości, a także nieograniczone użytkowanie wody skończy się katastrofą. Może nie od razu dla rolnictwa, ale przede wszystkim dla gospodarki komunalnej.

Dr Marta Wiśniewska podziela te obawy i wskazuje, że studnie stworzą iluzję nieograniczonych zasobów, które wręcz zachęcą rolników do uprawiania gatunków roślin wymagających bardzo obfitego nawadniania, co naruszy zasoby wód podziemnych w szybkim tempie. – Za kilka lat, wraz z postępowaniem efektu cieplarnianego, stanie się jasne, że wody znów nie ma, więc trzeba będzie przestawić się na produkcję innych roślin. Co gorsza – wody zacznie brakować również dla ludzi – przestrzega.

W dobie kryzysu klimatycznego powinniśmy do wody podchodzić jak do bardzo cennego zasobu przyrodniczego

Wprawdzie w Polsce co najmniej 90 proc. wodociągów korzysta z zasobów bardzo głębokich wód podziemnych, które na razie – przynajmniej, jeśli chodzi o zapasy komunalne – są względnie bezpieczne. Nie można jednak wykluczyć, że nie powtórzą się incydenty ze Skierniewic. – To był ekstremalny przypadek, ale przypominam, że latem 2019 roku w 300 czy nawet 350 gminach w Polsce ogłaszano różnego rodzaju ograniczenia i przerwy w korzystaniu z wody wodociągowej. Wydajność systemów pompowych z uwagi na wysokie temperatury i wynikające z nich wzrosty zużycia wody (częstsze podlewanie ogródka czy chłodzenie się) znalazła się wówczas na krawędzi – wskazuje prof. Karaczun.

Blackouty, pożary, powodzie

Brak wody i susza dotkną również pozostałe sektory gospodarki, np. turystykę, która już jest mocno poharatana ze względu na pandemię. Jak wyjaśnia prof. Karaczun, mniej wody i wyższe temperatury zwiększają na przykład ryzyko eutrofizacji i zakwitu wód, co oznacza wyłączenie kąpielisk i plaż z użytku. Na atrakcyjnych turystycznie terenach Warmii i Mazur zachodzi z kolei zjawisko zanikania jezior.

– Susza to także dramat dla polskiej energetyki. Większość bloków węglowych w Polsce chłodzona jest bowiem wodą z rzek, której w trakcie upałów zaczyna po prostu brakować. Biorąc pod uwagę, że już od niemal dekady szczyt zapotrzebowania na energię przypada na lato, w ciągu 3–4 lat ostatnich lat zdarzyły się dni, w których właśnie ze względu na wysokie temperatury i długotrwały brak opadów system energetyczny prawie padł. Byliśmy tak naprawdę na krawędzi blackoutu. To ogromne niebezpieczeństwo, o którym często zapomina się i nie mówi w Polsce – tłumaczy nasz rozmówca, ale przypomina też, że elektrownie i kopalnie odkrywkowe są odpowiedzialne za olbrzymie marnotrawstwo wody i niszczenie okolicznego krajobrazu.

Popkiewicz: Polska musi przestać trzymać się zębami węglowej futryny

Gdy spojrzymy na mapę najbardziej „suchych” regionów, możemy mieć pewność, że na czerwono będą zaznaczone te, które znajdują się w okolicach bloków węglowych. W Łódzkiem, gdzie zasobów jest mało i następuje stepowienie obszaru, duży udział w pozbawianiu województwa wody ma lej depresyjny (o powierzchni 800 km2) spowodowany przez elektrownię Bełchatów. W step zamienia się powoli również Wielkopolska, którą z wody rabują odkrywki.

– W zasadzie w każdej kopalni odkrywkowej następuje zasysanie gigantycznych ilości czystych wód z bardzo głębokich pokładów, a następnie – co jest skandalicznym przykładem niegospodarności – wpuszczanie ich do rowów melioracyjnych, z których odpływają do rzek i Bałtyku. Niestety energetyka nie ma wyjścia i musi to robić, skoro rząd uparcie broni polityki węglowej – zauważa prof. Karaczun. Widać więc jak na dłoni, że przejście na odnawialne źródła energii to konieczność, także ze względu na wodę. Podobnie – ochrona zasobów leśnych, dla których susza również stanowi duże zagrożenie.

Jedna z hipotez naukowych, jak wskazuje nasz rozmówca, mówi na przykład o tym, że niedobory wody osłabiły świerki w Puszczy Białowieskiej, czyniąc je łatwym celem ataku dla kornika drukarza. – Po dwóch latach niedoboru opadów w wielu regionach wzrósł problem zamierania drzew, jak również zwiększyła się ilość posuszu. Warto w tym miejscu przypomnieć o pożarach w Australii, o których być może – w wyniku trwającej pandemii koronawirusa – zdążyliśmy już zapomnieć. Ta tragedia – wywołana długotrwałą suszą – powinna uczulić nas na sytuację w Polsce. Nasze lasy, głównie sosnowe, są również mocno narażone na ogień. Mamy wprawdzie dobrą gospodarkę leśną i prawidłowo opracowane procedury usuwania posuszu, wkrótce może być go jednak tak dużo, że i nasze drzewa staną w płomieniach – mówi prof. Zbigniew Karaczun.

Jednocześnie należy wziąć pod uwagę, że nawet jeśli wiosną i latem przyjdą ulewy, wysuszona ziemia nie będzie w stanie wchłonąć dużej ilości wody. – Barierę dla niej stanowi też infrastruktura, w szczególności drogowa i miejska. Kradniemy każdy skrawek zieleni naturze, by pokryć go betonem i zamienić w parkingi czy blokowiska. Jeśli nasz krajobraz zdominuje sztuczna, nieprzepuszczalna powierzchnia, to musimy być przygotowani nie tylko na dotkliwość suszy, ale również powodzie – ostrzega dr Marta Wiśniewska.

– Na te zagrożenia zapracowaliśmy sobie sami długoletnią dewastacją środowiska, a zmiany klimatyczne jedynie obnażają skutki złego gospodarowania wodą oraz zasobami przyrodniczymi. Kolejne rządy, wierne przez dekady myśli inżynierskiej lat 50. ubiegłego wieku, przekształcały środowisko pod linijkę i krzywik. Regulowano rzeki, skracano ich bieg, betonowano po to, by jak najszybciej odprowadzić wodę z lądu. Przez lata myślano tylko o tym, żeby mieć jak najmniej problemów z powodziami i jak najwięcej miejsca pod uprawy pól i deweloperkę. Dziś widzimy, że to nie zmniejszyło ryzyka gwałtownych wezbrań i wylewów wód, a dołożyło jeszcze cegiełkę do wysychania kraju – dodaje nasza rozmówczyni.

Czas na o(t)rzeźwienie

Trudno mówić o tym, by rząd wyciągnął lekcję z przeszłości. W ocenie ekspertów program Wód Polskich wygląda tak, jak gdyby ministrowie nie zauważyli procesów, które na świecie i w przyrodzie dzieją się już od lat. Mowa nie tylko o globalnym ociepleniu, ale także światowych trendach przywracania naturalnego obiegu wody w oparciu o potencjał ekosystemów.

W dodatku państwo nie robi zbyt wiele, by zaoszczędzić swoje zasoby. Można je uratować, na przykład umieszczając w budynkach – choćby tych, które w są w trakcie budowy lub dopiero powstaną – zbiorników wody szarej, wykorzystywanej do celów sanitarnych. Słowem: najwyższa pora przestać używać wodę pitną w toaletach.

Przebudzenie powoli następuje jednak w miastach, czego świetnym przykładem, jak wskazuje prof. Karaczun, jest Bydgoszcz z programem Miasto jak gąbka. W jej ślady idzie też Warszawa i inne duże aglomeracje, które zazieleniają swoje tereny i korzystają z takich rozwiązań, jak zbiorniki na deszczówkę, którą wykorzystuje się do podlewania, zlewnie pod parkingami, czy tzw. rowy suche, zbierające wodę opadową np. w pasach zieleni pomiędzy jezdniami.

– Za granicą coraz częściej w miastach stawia się na retencję wody na jezdniach. W Polsce jednak takie propozycje na razie spotykały się z podobną reakcją, jak jeszcze kilka lat temu pomysły, by budować ścieżki rowerowe. Musimy do tego chyba jeszcze dojrzeć, bo jesteśmy krajem, w którym społeczeństwo z koni przesiadło się od razu do samochodów i uważa, że auta są niekiedy ważniejsze od ludzi – mówi prof. Karaczun.

Dr Marta Wiśniewska podkreśla z kolei, że najważniejsze dla przyszłości polskich wód jest działanie międzysektorowe. – Zmiany są potrzebne na kilku poziomach: w energetyce, w rolnictwie, gospodarce leśnej, zagospodarowaniu przestrzennym i w samym zarządzaniu wodą. Na razie to nie działa. Wody Polskie twierdzą zaś, że mogą zrobić tylko to, co leży w ramach ich kompetencji. Tworzą wprawdzie dokumenty i kampanie, w których przekonują, że jest szansa na realizację jakiegoś ambitnego planu, nowoczesnych, niepowtarzających dawnych błędów Polski i innych krajów projektów. Gdy jednak patrzymy potem na listę rządowych inwestycji, te nie różnią się niczym od pomysłów z ubiegłego wieku, czyli zgodnie z tradycją: regulujmy rzeki, inwestujmy w żeglugę i sztuczne zbiorniki wody – mówi przedstawicielka Greenmind.

– Nie wygramy ze zmianami klimatu, ale nie tak powinna wyglądać adaptacja do tych zmian. Czasami mam wrażenie, że rząd chce budować oazy na pustyni, zamiast stawiać na współpracę resortów i działanie długoterminowe, ambitne. To ostatni dzwonek, by sięgnąć po niepopularne wśród dotychczasowych decydentów i inżynierów, ale od dawna funkcjonujące w dokumentach strategicznych UE rozwiązania, oparte o nieoceniony potencjał ekosystemów. Niestety po drodze są zawsze jakieś wybory do wygrania i elektorat do oczarowania, więc politycy stawiają na strategie widowiskowe albo nastawione na szybki efekt, ściskanie rąk i przecinanie wstęg – stwierdza nie bez żalu dr Wiśniewska.

Prof. Karaczun wskazuje z kolei, że propozycje rządowe, a zwłaszcza projekty PGW mają charakter stricte techniczny, oparty na przekonaniu: „co człowiek zepsuł, to człowiek naprawi”. – Takie podejście inżynierskie, które nazywam wielkimi budowami socjalizmu, sprawdzało się w czasach Gierka. Słyszymy: „tu powstanie droga wodna, tam wielki zbiornik, a jeszcze gdzie indziej kaskada”. Swoją drogą budowa [koncepcja powstała na początku XX w. – przyp. red.] kaskady Wisły, która m.in. zakłada stawianie tamy poniżej Włocławka, oznacza całkowite zniszczenie zdolności retencyjnych rzeki. Po co, skoro ilość wody, która mogła być naturalnie retencjonowana, znacząco przewyższa tę, która zostanie sztucznie zatrzymana w wielkim zbiorniku? Nie muszę chyba dodawać, że koszt tej inwestycji liczony jest w miliardach złotych? I tak w zasadzie wygląda większość rządowych pomysłów na wodę – podsumowuje prof. Karaczun.

Tymczasem Wody Polskie entuzjastycznie, z zieloną trawą, błękitną wodą i ptasim symbolem w tle, ochoczo wzywają Polki i Polaków do wspólnego zwiększania retencji i oszczędzania wody. Dalibyśmy się na to nabrać, gdybyśmy nie znali rządowych priorytetów i ambicji. Nie razie nie ma więc co liczyć ani na wielką rewolucję wodną, ani na zapowiedź deszczu, wypadałoby raczej powiedzieć: „jedna jaskółka wiosny nie czyni” – tak jak jeden spot Wód Polskich przed suszą nas nie uratuje.

Paulina Januszewska, Krytyka polityczna

Komentarze

17.04.2020 16:20 Devak

Ja mam pytanie. Na jak długo wystarczy wody do nawadniania gdy zaczniemy masowo wykorzystywać do tego celu wody podziemne.Według mnie to na dłuższą metę ( ale nie wcale na tak długą) nie zadziała.

17.04.2020 17:52 nqtv

Masakra, a ludzie wodę marnują chyba myślą że to przejściowe problemy. Nawet nie pomyślą że zasoby podziemne też mają ograniczone możliwości odnawiania się.

U mnie w miejscowości podlewanie boiska piłkarskiego z beczki, absurd najgorszy chyba możliwy sposób nawadniania. Trawa powinna być sztuczna na boiskach. Maliny rolnicy też podlewają z beczki

17.04.2020 19:48 Marek P-ko

Devak - w Wielkopolsce może na dwa sezony. Studnie wody podskórnej mają na starcie sezonu od 30 do 50% mniej wody w porównaniu z poprzednią wiosną. <1 m2 ziemniaków potrzebuje 25 litrów na jedno porządne podlanie>. Coronavirus przy tej suszy to będzie pryszcz.

18.04.2020 3:58 gupol(szukam w OZE)

chyba mam de ja vu;) rok temu było to samo. wielki lament, zapowiedzi apokalipsy, filmiki z burzami piaskowymi na polach bo przez cały kwiecień nie spadła ani jedna kropla wody z nieba.
a potem przyszedł maj i zaczęło lać. powódź na południu w czasie kampanii wyborczej do europarlamentu. wysoka fala na wiśle.
jeden mocniejszy deszcz i nagle temat cichnie. to jest nieco irytujące.
ale nie tak bardzo jak to że mimo takich suszowych kampanii nadal pozwalamy spływać tej wodzie do bałtyku jakby była gorsza od jej braku.
a co do renaturalizacji mokradeł, bagien i rzek to sory ale do tego trzeba by poświęcić miliony ha gruntów które obecnie są uprawiane rolniczo, zabudowane lub wykorzystywane w inny dochodowy sposób.
zasypać rowy melioracyjne. ludzi przesiedlić. brakującą żywność importować z zagranicy.
nic dziwnego że dla świętego spokoju politycy wolą inną drogę - budowanie zbiorników retencyjnych i tam na już uregulowanych rzekach. bardziej się opłaca zrobić taką inwestycję za unijne pieniądze co pobudza wzrost pkb i daje miejsca pracy.
a wodę zgromadzoną w takich zbiornikach pompować na pola w czasie suszy. sory.

18.04.2020 7:46 Rafał

Jeżdżę na rowerze po opolskich polach, wszystko ładnie w kwadraciki wycięte pod uprawę, żyletki nie wciśniesz.
Gdzie niby mamy budować małą retencje?

Jestem, byłem i będę za dużą retencją, rzeki tak jak pisze zgodnie z prawdą gupol są i tak uregulowane.
Budować zbiorniki gdzie się tylko da i nie marudzić.
Co, rządzący coś robią to zawsze źle?
Pewnie jakbyśmy zaczęli budować zbiorniki to unia jewropejska by się przyczepiła tak jak już się czepia wyborów w Polsce. Wystarczy mały donosik tzw. "opozycji" i okaże się to niezgodne z prostytucją i wyląduje w tsue.

18.04.2020 18:39 Wojtek Sz.

"Jestem, byłem i będę za dużą retencją, rzeki tak jak pisze zgodnie z prawdą gupol są i tak uregulowane.
Budować zbiorniki gdzie się tylko da i nie marudzić."

Nie ma to sensu, bo przy wysokim parowaniu jakie mamy teraz i rosnącym w przyszłości te zbiorniki oddają wodę bez walki do powietrza. Poza tym te zbiorniki będą gotowe za 10-20 lat, a potrzebujemy łapać wodę już teraz.

Najlepszym, a raczej najszybszym, rozwiązaniem będzie wykorzystanie melioracji które są, do wstrzymywania wody, a nie jej jak najszybszego spuszczania i to się musi odbywać w górnych biegach różnych rzeczek i rzeczułek nizinnych. To można robić już, bo jazy i zastawki są, tylko rolnikom trzeba ew. zrekompensować dłuższe stanie wody na polach (o ile woda będzie - ale sądzę, że w maju popada).

Drugie - jak będzie fala powodziowa (daj boże) na Wiśle lub Odrze, to trzeba koniecznie tę wodę wypuszczać na pola przez specjalnie dziurawione wały, a nie gapić się jak spływa do morza. nie tylko obronimy miasta, ale też podniesiemy stan wód gruntowych, które nie parują jak woda ze zbiorników. A ta woda gruntowa da nam plony.

18.04.2020 22:51 adaś

To że Rafał wypisuje głupstwa na temat wody to trudno. Ale że Gupol który uprawia ziemię to już trudniej zrozumieć.
Może po kolei.
1.kolejny duży zbiornik na Wiśle poniżej Włocławka nijak sie ma do nawodnienia Wyżyny Sandomierskiej.
Być może zapobiegnie zawaleniu sie tamy we Włocławku i to będzie jego najważniejszą funkcją.
2. Oczywiście że trzeba poświecić część gruntów, ale to nie znaczy całkiem je stracić. Teraz rolnik który ma niżej położone 10 ha ma dobre plony a na okolicznych 100 ha jest susza. Gdyby na tym terenie podnieść poziom wód gruntowych to owe 10 ha będzie się nadawać tylko pod np. wierzbę energetyczną. Za to na owych 100 ha plony wzrosną. I można to przprowadzić uczciwie. A największą przeszkodą będzie jak zwykle mentalność o której tak trafnie śpiewał Grześkowiak :https://www.youtube.com/watch?v=82HzNBTGxoA
3.Zatrzymywanie wody ma najwiekszy sens w górze dorzecza a to wiąże się z tak zwaną małą retencją. A dla polityków to nie honor przecinać wstęgę na jakimś systemie zastawek. Na wielkiej zaporze- to jest coś !
4. Rozumiem że być może Rafał i Gupol wiele po Polsce nie jeżdżą. Ale można pooglądać mapy satelitarne. Jest wiele miejsc gdzie przywrócenie mokradeł nie wiąże się z wielkimi przesiedleniami czy utratą cennych gruntów rolniczych. Ja to dobrze znam np. ze spływów. Rozmawiam z miejscowymi i pytam czemu tych łąk nikt nie użytkuje. Wzruszają ramionami i odpowiadają np. : Litr mleka w skupie po 1zł 20 gr i butelka wody w sklepie też po tyle...
5. Uregulowane rzeki ? Komuś sie wydaje że rzekę wystarczy raz uregulować i to wszystko ? Nie, trzeba cały czas pracować żeby ten stan utrzymać bo inaczej rzeka sama się renaturyzuje. Dobrym przykładem jest Warta. Kiedyś barki pływały aż do Burzenina. Po wybudowaniu zapory w Jeziorsku zaprzestano prac regulacyjnych powyżej Konina. Efekty widziałem bo często tam pływam.Nagroda dla tego kto pokona ten zakręt holownikiem z barką :
https://www.google.pl/maps/@52.1850915,18.6510315,835m/data=!3m1!1e3
5. 30 % Polski to lasy, przez które też płynie sporo rzek i rzeczek- niektóre w postaci prostych rowów. Tam renaturyzacja kosztuje niewiele i nikomu szkód nie wyrządzi.
6. O konieczności rozebrania w wielu miejscach wałów przeciwpowodziowych ( lub wykonania w nich przepustów) pisałem wiele razy. Teraz napisał Wojtek więc nie będę się powtarzał.

18.04.2020 23:47 adaś

@Gupol
''rok temu było to samo. wielki lament, zapowiedzi apokalipsy, filmiki z burzami piaskowymi na polach bo przez cały kwiecień nie spadła ani jedna kropla wody z nieba."
Nie rozumiem czemu ten lament Ciebie dziwi ?
Ja od ok 37 lat pierwszego maja jadę na ryby ( kończy sie okres ochronny na szczupaki) Kiedyś normą było że nie wszędzie dało sie dojechać przez łaki nad wodę- bo były zalane albo straszne błoto i moja WFM-ka nie dawała rady. Odpowiadało to stanowi Warty w Poznaniu w granicach 350 - 370 cm. Dzisiaj w Poznaniu jest 146 cm- dolna strefa stanu niskiego.
Więc co Ciebie dziwi ? Przecież nie masz 15 lat. Ani 90 lat i sklerozy, chyba pamiętasz że jeszcze niedawno było inaczej.

19.04.2020 4:15 gupol(szukam w OZE)

@adaś
"Nie rozumiem czemu ten lament Ciebie dziwi ?"

bo jakimś dziwnym trafem kiedy gdzieś opady atmosferyczne spadają poniżej normy wieloletniej albo temperatura rośnie powyżej normy wieloletniej to rozpętuje się medialna histeria apokaliptyczna.
tymczasem gdy dzieje się odwrotnie to albo pomija się to milczeniem albo co najwyżej mówi się o krótkotrwałej anomalii.

taaaa kiedyś to było inaczej.
szkoda że ludzie mają taką krótką/wybiórczą pamięć.
ja pamiętam nie tylko suszę z roku 2015 ale też stan powodziowy z roku 2017 i poczatku 2018. w 2017 nie mogłem skosić połowy łąk bo były zalane wodą.
w styczniu i lutym 2018 rzeka nad którą mieszkam wylała z powodu zatoru lodowego. tyle wody nie widziałem jeszcze nigdy w życiu.
mogłem przejechać na łyżwach 4 km do sąsiednich miejscowości.
a z tego co widzę to ludzie naprawdę wolą jak wody jest za mało niż za dużo. nawet rozkopują tamy bobrów , co mi w głowie się nie mieści ale takie są fakty.
poza tym jak jest susza to rząd wypłaca pomoc suszową i koło się zamyka;)

w dobie wielkich, ciężkich maszyn rolniczych każdy większy deszcz to w najlepszym razie problem z transportem i niewygoda. w najgorszym klęska gorsza od suszy.
jak deszcz nie pada to zbiory są mniejsze ale za to dobrej jakości - łatwo je wysuszyć, zebrać i magazynować.
jak pada to zbiorów jest dużo więcej ale spada ich jakość. ziemniaki wymiękają i gniją a pole gęsto porasta chwastami. mordęga. zboża czarnieją od grzyba. wilgotnego zboża nie wyjebiesz na klepisko w stodole bo na drugi dzień zacznie się gotować i zamieni w gnój. trzeba je mieszać, cuda wianki wyczyniać żeby je dosuszyć. mordęga.
zamoknięte siano czy słoma porasta grzybem i jest do wywalenia. o ile oczywiście nie ma błota i da się wjechać ciężkim sprzętem po te plony.

o tym że hordy komarów rypią o każdej porze niemiłosiernie i nie dają pracować nawet nie wspomnę.
tak źle i tak niedobrze. jak to kuźwa zawsze w rolnictwie.

także może zamiast dawać dobre rady, złap się za swojego kija i ryby skoro się na tym znasz.
rozumiem że chętnie zamieniłbyś cały ten kraj w bagno jakim był jeszcze nie tak dawno i maczać w nim swojego kija na ryby ale jesteś w mniejszości.
nie żebym ja miał coś przeciwko bagnom. wręcz przeciwnie bo nie jestem typowym rolnikiem co spłaca kredyty za 2 nowe traktory ale w związku z tym też jestem w mniejszości.
przynajmniej widzę jak się sprawy mają i nie mam złudzeń co do realności "wizji" powstałych w zaczadzonych umysłach jakichś wielkomiejskich lemingów z krytyki politycznej.

19.04.2020 11:25 CRUITHNE

@GUPOL

To co piszesz jest żenujące. W ogóle nie odniosłeś się do argumentów Adasia, jedynie pienisz się, że Twoje racje jako rolnika są najważniejsze, a kto nie jest rolnikiem, to morda w kubeł, bo co, drugi sort nie ma prawa się wypowiadać? Wybacz, ale nie jesteś żadną świętą krową, dobrze jest czasami wychylić nos poza swój ciasny ogląd sprawy. Pamiętasz, że 2 lata temu było mokro, a dwóch lat suszy, która potem nastąpiła, już nie zauważasz? Falę wysokiej wody wiosną na Wiśle zapamiętałeś, a nagła niżówka, która nastąpiła zaledwie 2 miesiące później, już Twojej uwadze umknęła?

Gdybyś trochę bardziej zainteresował się tematem retencji wodnej, to przyznałbyś rację Adasiowi, bo da się pogodzić małą retencję z rolnictwem, tylko tu potrzebne jest odpowiednie podejście - od kordynacji ze strony rządowej (regulacje prawne i programy), poprzez Wody Polskie, samorządy, aż po właścicieli gruntów, np. Twoje Gupol podejście do sprawy jest dowodem na to, że przydałby się jakiś program edukacyjny dla rolników. Chociaż, ja często mam do czynienia z rolnikami ze swojego regionu i oni przeważnie nie podzielają Twojego podejścia skażonego betonozą. Często mówią, że sami chętnie we własnym zakresie pobudowaliby piętrzenia na sieci melioracyjnej, ale na każde takie przedsięwzięcie potrzebne jest sporządzenie operatu wodnoprawnego, projektu i kupa papierologii. Takie mikropiętrzenia już dawno powinny zostać uwolnione z tych obwarowań prawnych.

Duże zapory na wolno płynących, dużych i zanieczyszczonych rzekach, takich jak nasza Wisła, nigdzie na świecie się nie sprawdziły, z wielu powodów, i wiadomo to od co najmniej 25 lat, tylko u nas mit zbawiennej betonozy wydaje się być wiecznie żywy.

19.04.2020 11:42 Cruithne

Jeśli ktoś optuje za dużymi zbiornikami retencyjnymi, to proponuję przyjrzeć się przykładowi zbiornika Świnna Poręba. Budowa rozpoczęta w 1986 i na dzień dzisiejszy... już PRAWIE jest ukończony!
O rychłej budowie stopnia wodnego w Nieszawie słyszałem już gdzieś tak w połowie lat 90-tych. Minęło 25 lat - i gdzie on jest?

19.04.2020 11:56 Devak

@GUPOL
Ja też jestem rolnikiem, ale w mojej części kraju prawdziwego deszczu nie widziałem od jakichś trzech lat. I to nie jest tak, że po wiosennej suszy przychodzą deszcze. Owszem lokalnie gdzieś na lubelszczyźnie czy na podkarpaciu dochodziło w zeszłym roku do podtopień, ale na zdecydowanej większości obszaru kraju była dramatyczna susza. Nie było żadnych deszczy świętojańskich itp. Ja przykładowo mieszkam na północy mazowsza, na granicy z warmińso- mazurskim i u mnie tych twoich mitycznych deszczy nie było i nie ma. A to co Horczyczak mówi w prognozach pogody, że codziennie są burze i pada to chyba w alternatywnej rzeczywistości.
p.s. Jeszcze takiego poziomu niskiego wody wiosną w studni nie miałem jak żyję, a żyję 45 lat..

19.04.2020 13:49 adaś

@Gupol
Twoje emocjonalne reakcje są nieadekwatne do tego co napisałem.
Po pierwsze to ja mam jakieś pojecie o rolnictwie, bo mam wykształcenie rolnicze i trochę na wsi pracowałem. Wolałbym normale opady i co jakiś czas za mokry rok niż to co mamy teraz.
Do zamiany naszego kraju w bagno bardzo daleka droga. W zachodniej Francji średnie opady wynoszą 700-1000 mm rocznie. I co, jakiś problem ? W bagno sie zamienili ? Ciekawe czy wolałbyś tak jak we Francji czy może gospodarować w okolicach Łodzi czy Konina przy opadach 400mm i coraz cieplejszych latach.
Jako rolnik powinieneś rozumieć że to dobrze iż co jakiś czas twoje łąki są zalane wodą. Wylew rzeki nie tylko nawadnia ale nawozi je materią organiczną. Kiedyś działo sie tak co roku a teraz ? Np. Warta zalała łąki ostatni raz w 2010r. I to widać. Po kolorze trawy w ostatnich latach.
P.S. Zapewne w Krytyce Politycznej jest paru lemingów. Proponuję jednak abyś nie nazywał tak profesora Karaczuna i innych naukowców. Mają dane z całego kraju i dostrzegają trochę więcej niż jakiś jeden zator lodowy czy plagę komarów.

19.04.2020 13:51 Cruithne

@DEVAK

Według danych stacji meteorologicznej w Mławie (Twoje okolice?) ostatnio takie naprawdę intensywne opady miały miejsce we wrześniu i październiku 2017 roku (163 mm i 114 mm). Rok 2017 był powyżej normy, ale potem 2018 poniżej średniej z wielolecia (520 mm), a po nim 2019 - ekstremalnie suchy - 398 mm, do tego zakończony bezśnieżną zimą. Nic dziwnego, że zaczyna to wyglądać coraz gorzej. Sytuację w tej chwili ratują jeszcze stosunkowo niskie temperatury, chociaż w ciągu dnia wilgotność względna spada nawet poniżej 30%, więc i tak utrata wody z gleb jest intensywna. Gdyby marzec i kwiecień były tak ciepłe jak rok temu, byłoby jeszcze gorzej.

20.04.2020 20:52 Ktos

@ Adaś

To, że francja nie zmieniła, się bagno nie znaczy, że teren na którym gupol uprawia, nie zmieni się w " ciape". zalezy od rodzaju gleby, ukształtowania terenu i wiele innych rzeczy.

Może nie jestem rolnikiem, ale miałem wujka na wsi i często do niego, jeździłem na wakacje czy weekendy. Pamiętam taki rok, że było strasznie sucha zima i sucha początek wiosny, w kwietniu przyszły ulewne deszcze.
Pytam się po tyg. Niemal ciągłego padania, wujku dlaczego się nie cieszysz, przecież była susza? na to on mi odpowiedział, pamiętam to jak dzisiaj. Widzisz, mam gleby dość słabej jakości. Pierwsze ulewne deszcze wymysły mi składniki odżywcze z gleby a reszta zalała mi korzenie i podusila rośliny, które nie zdążyły jeszcze wykielkowac.
Zadałem kolejny pytanie, to jak by było dobrze?
Wystarczyło jak 4 dni z tego tygodnia rozłożyć co dwa dni wi3czorkien po 2 czy 3 godzinki deszczu, przez cały okres wegetacji.

Więc dużo zależy od gleby i rodzaju deszczu;)

20.04.2020 23:22 nqtv

Bo wraz ociepleniem pojawiają się miejscowe ulewy jest to bardzo nie korzystne. Najlepszy jest leki deszcz który pada co kilka dni, ziemia nasionka nie ma też erozji.

Ja mieszkam w lubelskim i u nas rzeczywiście nie jest źle w tamtym roku przez te 2-3 miesiące była susza ale ona była spowodowana też przez te horrendalne upały po 30 stopni.
Teraz sytuacja nie jest jeszcze zła. W zimę padało bardzo dużo można powiedzieć że to byłą taka pora deszczowa. Teraz ziemia tylko z wierzchu wyschnięta jak skorupa, pod spodem jest wilgoć. Niedawno też padało ale opadł nie był duży. Zborze jare ostatnio zasiane normalnie wyrosło, i to na słabej ziemi piaszczystej ziemi gdzie niedawno na wierzchu był tylko suchy piasek.
Jednak musi zacząć padać bo będą straty na razie ich jeszcze nie ma, ale będą jak nie zacznie intensywnie padać za kilka tygodni

23.04.2020 4:37 gupol(szukam w OZE)

dobra ja po prostu mówię że powrót do XIX wieku w kwestiach hydrologicznych napotka na duży opór i tyle.

mówiłem już że przeciwko bagnom nic nie mam, wręcz przeciwnie. po prostu widzę jak ludzie do tego podchodzą.

weźmy kwestie małej retencji. niby nic prostszego niż zatamować małe cieki wodne i spiętrzyć jej poziom.
gdy była susza parę lat temu z ciekawości postanowiłem sie przejechać wzdłuż kilku rzeczek w moim powiecie. i co? nie widziałem ani jednej tamy. oprócz tam bobrów które zostały oczywiście rozkopane bo komuś przeszkadzał podwyższony poziom wody.
tego samego roku po kilku tygodniach bez deszczu postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i opuścić wreszcie tamy na pobliskiej rzece aby podnieść poziom wody.
komuś się to wyraźnie nie spodobało bo następnego dnia tamy znów były podniesione i niski stan wody.
i tak przez prawie 2 tygodnie. ja opuszczałem - ktoś podnosił.
w końcu ktoś zaspawał łańcuchy żeby tam nie dało się opuścić.

widać polaczki nie lubią wody i jej po prostu nie chcą . a jakiekolwiek niedobory wody w tym pojebanym kraju istnieją tylko i wyłącznie na życzenie jego mieszkańców. żadne zmiany klimatu nie mają z tym nic wspólnego. i taka jest prawda.

dlatego też żadna renaturalizacja się nie sprawdzi w praktyce a ten naród kretynów powinien już dawno wymrzeć.

na co by tu jeszcze ponarzekać.

@cruithne
"Falę wysokiej wody wiosną na Wiśle zapamiętałeś, a nagła niżówka, która nastąpiła zaledwie 2 miesiące później, już Twojej uwadze umknęła?"

ależ skąd. pytanie dlaczego nikt tej wody nie zatrzymał? parę deszczowych dni i wszyscy myślą o jednym - żeby się jak najszybciej pozbyć tej przeklętej wody.

a co do rolników i ich mikropiętrzenia wody to nawet mi nie mów. skoro nawet tamy bobrów rozwalają to jakim cudem mieliby chcieć tamy budować swoimi rekami. nigdy nie dogadają. jak jeden
zatrzyma wodę to drugi będzie miał pretensje że mu drogę zalewa. albo kawałek łąki albo kuźwa jakieś inne pierdoły wymyślą żeby sobie życie uprzykrzyć. ulubiony sport na wsi.

@dewak
"Ja przykładowo mieszkam na północy mazowsza, na granicy z warmińso- mazurskim i u mnie tych twoich mitycznych deszczy nie było i nie ma."

cruithne ci odpowiedział więc nie piernicz że 2017 roku nie było;).
@adaś
"Wolałbym normale opady i co jakiś czas za mokry rok niż to co mamy teraz."

no ba. ja też bym wolał żeby padało na zamówienie. kiedy trzeba i ile trzeba a nie tak jak teraz. ale natura ma to w dupie i nic na to nie poradzimy.
np u mnie styczeń i luty były cholernie deszczowe. błota na podwórku tyle że chodzić się nie dało. lepiej żeby wtedy nic nie padało i te deszcze przeniosły się na kwiecień gdy są potrzebne, ale nie. natura to suka. zawsze nazłość robi.

ależ ja nie mam nic przeciwko zalewaniu łąk. zwłaszcza zimą;) jeszcze na początku marca większość moich gruntów była pod wodą. i jeszcze jest miejscami.
tylko że wiesz. rolników obowiązuje nakaz koszenia użytków zielonych. zwłaszcza w prś. jak nie skosisz to ci dopłat nie wypłacą.
jak będziesz miał kontrolę w ostatnim roku trwania prś i nie skosisz łąki bo jest zalana wodą to agencji restrukuryzacji i moderfukizacji rolnictwa nic nie obchodzi. musisz zwracać pobrane dopłaty za wszystkie poprzednie lata programu i jest po tobie. dura lex sed lex!.

swoją drogą gdyby wprowadzić tą masową renaturalizację to pewnie pół mojego gospodarstwa przestało by istnieć ale wuj tam. i tak myśłałem żeby se w norwegi popracować przy taśmie. lżejsza i mniej nerwowa robota. zwłaszcza jakby dali rekompensaty za utracone grunty.

ale czy to by naprawdę uratowało resztę wysokich gruntów przed suszą?
jestem sceptyczny.
najlepsze średnie plony są wtedy gdy na całej powierzchni pola gleba jest tak samo uwilgocona. a pola są zróżnicowane niestety. górki bez deszczu i tak będą suche. w obniżeniach terenu będzie stała woda. dobre plony będą tylko w optymalnym pasie gdzie nie jest ani za sucho ani za mokro. jak ktoś ma pole na płaskiej nizinie to jeszcze może skorzystać. ale jeśli np na warmi i mazurach gdzie są polodowcowe pagórki? heh, tam wysoki poziom wód gruntowych niewiele pomoże.

swoją drogą skoro wysoki poziom wód gruntowych był taki korzystny to po cholerę nasi dziadowie i ojcowie robili te cholerne melioracje? żeby mieć parę ha łąki więcej? przecież wysokie plony z wyżej położonych terenów powinny im to z nawiązką rekompensować.
chyba że w czasie suszy nawet wysoki poziom wód gruntowych nie wiele daje bo i tak liczy się głownie ta wąska warstwa wilgoci na powierzchni gleby pochodząca z częstych acz niezbyt mocnych opadów.
tak czy owak nie wierzę że rolnicy pójdą na takie poświęcenia i zaczną zalewać swoje grunty. za darmo;)
tak jak nie wierzę w to że zrezygnują z traktorów i przesiądą się na konie żeby chronić klimat.

23.04.2020 13:28 Devak

@GUPOL
To ty nie piernicz . MAmy już rok 2020. Jakby nie było trzeci rok bez opadów

24.04.2020 1:14 Coyote

@DEVAK i wszyscy nauczeni że UNIA da , a jak nie UNIA to PAŃSTWO da . UNIA zrobi a jak nie UNIA to PAŃSTWO zrobi . Myślenie w przód i składanie związków przyczynowo skutkowych na poziomie ćmy . Myślą że obecny system jest niczym beton zbrojony stalą , dany na zawsze i od zawsze . Wyjątki giną w morzu postępującej idiotokracji . Gdzie większość nawet nie jest w sumie głupia , czy raczej mogłaby bez wysiłku się ponad tą głupotę wznieść . Ale strach przed ostracyzmem stada baranów zabrania im nie tylko o tym mówić ale nawet myśleć .

24.04.2020 4:26 gupol(szukam w OZE)

@devak

coś słabo u ciebie z matmą. ten rok jeszcze się nie skończył. napisz to w grudniu to się nie będę czepiał kwestii formalnych. to raz.
a dwa. co to kuźwa znaczy rok bez opadów? chcesz mnie przekonać że w 2018 i 2019 nie spadła ani jedna kropla wody z nieba? gdyby tak było to już byśmy pewnie nie żyli do tej pory ;p, także weź nie pier... lol;).
dobra, muszę lecieć bo do roboty nie zdążę.

24.04.2020 8:26 Devak

@GUPOL
Wiesz co, twoja impertynencja jest oburzająca. Widzę, że patrzysz tylko na czubek swojego nosa i nic dalej nie zauważasz. A to czy nie padało 3 lata czy dwa i pół to już są chyba szczególy. I nigdzie nie napisałem, że nie spadła kropla deszczu. Nawet i w tym roku w kwietniu wystąpił u mnie intensywny opad
: widać było ślady pojedynczych kropel na ziemi.
Ja nie wiem jak to jest z zdolnością obserwacji u ciebie skoro nie zauważasz zmian jakie zachodzą dookoła, kiedy płonęła Biebrza o tej porze roku i w takiej skali, przecież to są bagna. Można powiedzieć, że to przez ludzką głupotę i wypalanie łąk, ale łąki były wypalane i kiedyś i to na o wiele większą skalę i takich pożarów nie było.
Poza tym popatrz na lasy, przecież one coraz bardziej schną. Trzeba być ślepym żeby tego nie dostrzegać. Gdy chodziłem jeszcze do podstawówki sezon grzybowy rozpoczynał się pod koniec maja, a teraz raz na dwa lata urośnie trochę podgrzybków jesienią, o innych gatunkach( przynajmniej w moich stronach można zapomnieć). To wszystko jest przez brak wody. I wkurza mnie gdy ktoś jest oderwany od rzeczywistości bo akurat u niego przeszło kilka burz i jest dobrze, tylko, że w 100 innych miejscach nie padało. Tak, że ja też będę w stosunku do ciebie impertynentem i powiem: jak widzisz tylko swoje podwórko to się nie wypowiadaj. Co do mojej matematyki, może i nie jestem orłem, ale na politechnice jakoś akurat z tego przedmiotu byłem najlepszy w grupie( to tak na marginesie, bo faktycznie nie uważam się za Einsteina w przeciwieństwie jak widzę do ciebie).Rzadko się wypowiadam, bo nie mam takiej swobody wypowiedzi jak chociażby MIRO, ADAŚ, WJ, COYOTE i wielu innych uczestników tego forum, którzy wnoszą tu jakieś merytoryczne treści.Ale na twoje megalomańskie posty już nie będę już odpowiadał, bo szkoda na to czasu i wysiłku.
@COYOTE
Zgadzam się z tobą całkowicie. Myślenie w przód w naszym społeczeństwie jest na poziomie małego dziecka. Ważne jest to, że teraz jest dobrze, są pieniądze na samochody, podróże, smartfony i inne duperele. To, że ktoś zauważa jakieś niepokojące tendencje to świadczy tylko o tym, że kogoś takiego należy umieścić w wariatkowie. Bo jak to ktoś taki może zakłócać ustalone status quo.
A czekanie na pomoc Uni czy Państwa: to bez sensu(szczególnie w odniesieniu do Państwa), przecież oni myślą tylko w perspektywie wyborczej. Ostatnie pięć lat to tylko kampania wyborcza podczas której nie zrealizowano naprawdę żadnego ważnego zadania

27.04.2020 4:21 gupol(szukam w OZE)

@devak

heh. masz ci los. człowiek się naprodukuje, namęczy, masę wątków w jednym komentarzu umieści a i tak jakiś devak będzie imputował jakieś swoje nieprawdziwe wizje o domniemanym negacjonizmie.

to niesamowite jak stan emocjonalny potrafi wykrzywić i zniszczyć trzeźwy osąd i jasnosć umysłu.

ale mi też już szkoda czasu na pierdoły więc zakończę jedną kwestią.

otóż wbijcie sobie wszyscy wreszcie do głowy że to co jest teraz to NOWA NORMA. koniec kropka. nie ma już powrotu do przeszłości choćby cała ludzkość wyginęła z dnia na dzień i przestała emitować.
obecne procesy klimatyczne są nieodwracalne dlatego szlak mnie trafia jak mi tu stękacie że "kiedyś to było tak i tak" albo "gdy chodziłem do podstawówki".
kuźwa ludzie to już było i nigdy nie wróci. a wy zamiast patrzeć w przyszłość i szukać rozwiązań które pomogą się do zmian przystosować, zachowujecie się jak stare pierdoły co to się spotykają żeby powspominać stare dobre czasy, ponarzekać na obecne i wylewać łzy tęsknoty.

ale jeśli chodzi o konkret to podoba mi się pomysł @adasia o budowaniu zapór wodnych w górach i terenach podgórskich. od nysy łużyckiej do sanu. między nimi jest sporo rzek. to jest spory potencjał gromadzenia wody i produkcji elektryczności przy okazji. podpisuję się pod tym obiema rękami.
ale co renaturalizacji rzek na nizinach to jestem mocno sceptyczny.
duże zbiorniki retencyjne to chyba jedyne wyjście. chłopków trzeba brać za pysk i przymuszać. wtedy czują się równi i jest zgoda. zwłaszcza że byłoby ich stosunkowo niewielu. a reszcie co najwyżej można dofinansować zakup pomp i rur do nawadniania pól wodą z tych wielkich zbiorników. i tyle.

27.04.2020 13:21 Cruithne

@GUPOL

Masz dużo racji w tym co piszesz. Teraz sytuacja jest już inna niż kiedyś - ta susza to jasny sygnał, że zmiany klimatu nas nie ominą i przyniosą więcej strat niż korzyści, nawet tu u nas, gdzie i tak jesteśmy uprzywilejowani w porównaniu do wielu innych miejsc na świecie. Niestety w gospodarce wodnej dochodzimy do stanu, w którym trzeba będzie decydować, czy amputować nogę gospodarce (w tym rolnictwu), czy przyrodzie. Adaptacja będzie kosztowna, ale czas na zapobieganie już się skończył.
Na obiekty małej retencji trzeba przeznaczyć teren, którego praktycznie nie ma, bo niemal każdy skrawek jest już w jakiś sposób użytkowany i nie ma chętnych, żeby coś oddać (co oczywiście nie dziwi). Pogodzić to mogą obiekty retencji korytowej, które nie zabierają terenu, a do tego można je przystosować do odwadniania i nawadniania, w zależności od aktualnych potrzeb.
Można regulować ilość wody w zlewniach małymi piętrzeniami, w których m3 retencjonowanej wody kosztuje mniej PLN niż w zbiorniku zaporowym na Wiśle i można to zrealizować wcześniej niż w ciągu 20 lat. Małe zbiorniki retencyjne na nieużytkach też niewiele kosztują i nie kolidują z użytkami rolnymi, a do tego oprócz wody akumulują węgiel w osadach dennych, czyli mamy 2 w 1. Dlaczego ci na górze tego nie widzą, pozostaje dla mnie zagadką. Naukowcy i ekolodzy trąbią o małej retencji i renaturyzacji rzek od lat, ale chyba tam na górze niezmiennie jest to odbierane jako ekoterroryzm i lewactwo... A może krewni i znajomi królika z dużych spółek wykonawczych nie mieliby szans, żeby na tym zarobić parę(dziesiąt) milionów? Nie wiem. Chociaż, Wody Polskie zaczęły powolutku i nieśmiało iść w tym kierunku, więc może coś się jednak zmieni. Narastająca susza oprócz dna koryt rzek na pewno odsłoni też motywy działań i zweryfikuje ich skuteczność.

@GUPOL "swoją drogą skoro wysoki poziom wód gruntowych był taki korzystny to po cholerę nasi dziadowie i ojcowie robili te cholerne melioracje?"

Oni żyli w innych realiach, a poza tym dziadowie żyli w innych realiach niż ojcowie. Ci pierwsi gospodarowali w czasach, kiedy przyroda była czymś, z czym należało próbować wygrać i działali na zasadzie: jest możliwe? To osuszamy. Rachunek ekonomiczny inwestycji był na drugim miejscu, ważniejsza była wykonalność. Nikt wtedy nie oceniał, czy zasoby przyrody mają wartość jakie będą konsekwencje środowiskowe, nikt nie przejmował się niedoborami wody, bo zwykle ludzie zmagali się z jej nadmiarem. Mam taką książkę z 1860 "Kultura łąk" pruskiego pioniera melioracji W. Haffera, który pisał, że tereny podmokłe są niekorzystne i należy je osuszać, bo utrudniają komunikację lądową, i nie dość, że są nieprzydatne rolniczo, to jeszcze powodują straty, podtapiając sąsiednie pola. Tak na przykład podsumował osuszanie jezior: "bezwarunkowo jednak milej będzie dla mieszkańców nadbrzeżnych, mieć pola suche i grunty żyzne, zamiast monotonnej powierzchni wody". Czy ktoś tak dzisiaj myśli o jeziorach?
A ojcowie? Działali tak, jak to wynikało z planów pięcioletnich, w których melioracje były określane liczbą hektarów w każdym roku - plan zatwierdzony, maszyny i ludzie ruszali meliorować. Nie bez powodu popularnym sposobem straszenia dzieci, które nie lubiły szkoły było: "ucz się, bo jak nie, to będziesz kopać rowy" ;) Obecne plany betonowania rzek mocno przypominają tamte realia.

29.04.2020 4:16 gupol(szukam w OZE)

@cruithne
chyba wolałem jak pisałeś że to co piszę jest żenujące;).

a co do nowej normy o której pisałem to trzeba mieć świadomość że sytuacja klimatyczna jest bardzo dynamiczna. dziś ona wygląda tak a za kilka lat może się całkiem zmienić i zamiast suszy będą powodzie. dlatego tym bardziej trzeba inwestować w infrastrukturę która ograniczy skutki zarówno niedoboru jak i nadmiaru wody.

natomiast jeśli chodzi o korzyści i straty w wyniku zmian klimatu to jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
faktem jest że ludzie przystosowali się do warunków klimatycznych w których zyją od pokoleń. zatem na duże zmiany będą zapewne narzekać wszyscy. beduinom z pustyni nie spodoba się że za dużo pada i zmiany klimatu niszczą ich pustynię. eskimosom będzie za ciepło, ludziom z obszarów zalewowych - za sucho albo za mokro;) itp itd.
natomiast bilans zysków i strat zmian klimatu jest mocno nie pewny. nie wiadomo jaki będzie więc lepiej z góry nie przesądzać.

i jeszcze odnośnie statystyki. zdaje się że wszyscy tu skłonni są uwierzyć że ilość opadów w naszym kraju spada i to drastycznie w porównaniu z tym co było "kiedyś".
tymczasem o dziwo okazuje się że jest na odwrót.
obecna średnia ilość opadów jest o kilka % większa niż średnia z drugiej połowy XXw. ciekawostka dla tych co wspominają deszczowe dzieciństwo;)

a nasi przodkowie którzy osuszali bagna moim zdaniem chcieli mieć po prostu więcej ziemi do zagospodarowania. wody w mokradłach było zgromadzonej więcej niż potrzebowali więc zrobili to co zrobili. ich rachunek ekonomiczny przemawiał zdecydowanie za. i do dziś to sie chyba nie zmieniło. melioracje dalej są na rękę i rolnikom i deweloperom. a mała niedogodność w postaci okresowych niedoborów wody? cóż, ma pomniejsze znaczenie.

29.04.2020 14:40 Cruithne

@Gupol
"chyba wolałem jak pisałeś że to co piszę jest żenujące;)."

Wiem, że bardziej to lubisz, jednak to czy się zgadzam czy nie, zależy od treści, a nie od osoby która pisze, nie mam zainstalowanego automatu dyskryminującego kogokolwiek.

@Gupol
"sytuacja klimatyczna jest bardzo dynamiczna. dziś ona wygląda tak a za kilka lat może się całkiem zmienić i zamiast suszy będą powodzie."

Niewykluczone, chociaż cyrkulacja atmosferyczna w naszej części świata zmienia się w taki sposób, że można spodziewać się takich susz jak obecna i ten trend nie wygląda na chwilowy. Czas pokaże jak będzie.

"obecna średnia ilość opadów jest o kilka % większa niż średnia z drugiej połowy XXw."

To zależy gdzie. W tych miejscach, w których to sprawdzałem, opady wyliczone jako średnie z dziesięcioleci są obecnie w przybliżeniu takie same, jak w latach 60. czy 70. Wszędzie natomiast wzrosła temperatura, a to oznacza bardziej intensywne parowanie i w rezultacie - klimatyczny bilans wodny się pogarsza. Tutaj szczególnie nie widać symptomów możliwości odwrócenia trendu - nie ma żadnych przesłanek żeby sądzić, że klimat może nam zacząć się oziębiać.

30.04.2020 3:42 gupol(szukam w OZE)

@cruithne
"Niewykluczone, chociaż cyrkulacja atmosferyczna w naszej części świata zmienia się w taki sposób, że można spodziewać się takich susz jak obecna i ten trend nie wygląda na chwilowy. Czas pokaże jak będzie."

ponieważ konsensus zabija wszelką dyskusję pozwolę sobie pozostać w opozycji do twojej opinii twierdząc że susza to trend chwilowy;)
na poparcie tej tezy mam tu taki mały artykulik

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2017-06-13/w-przyszlych-latach-padac-bedzie-jeszcze-czesciej-i-mocniej_1556913/

w kwestii wzrostu opadów w polsce to ja opierałem sie na porównaniu dwóch 30 letnich średnich z lat
1971 - 2000 oraz 1981 - 2010.
i tak w warszawie średnia opadów wzrosła z 520 mm do 532 mm a w poznaniu z 507 mm do 523 mm.
taka tam statystyka ale zawsze;)
no i warto tu oczywiście wspomnieć o melioracji. w latach 60 i 70 XX w ilosć wody zgromadzonej w bagnach i mokradłach była znacznie większa niż dziś. żeby ta woda zniknęła potrzeba było dłuuugiej suszy. dziś wreszcie tamte melioracje przyniosły "sukces". woda odpłynęła. jej poziom w gruncie spadł średnio o jakiś metr i mamy to co mamy.
ale posiłkując się powyższym linkiem wieszczę rychłą poprawę. po kilku suchszych latach musi przyjść odbicie w drugą stronę. to nieuniknione. wraz z temperaturą rośnie nasycenie powietrza parą wodną. powódź to tylko kwestia czasu.

ale najbardziej żenujące w temacie wody jest to że wystarczy jedna większa ulewa i temat suszy znika z radarów. a jeśli nie daj boże popada mocniej i dojdzie do małych podtopień - woda momentalnie staje się wrogiem publicznym nr 1. wrogiem z którym trzeba walczyć. to jest zaiste ...irytujące

03.08.2020 13:04 zwykłyRP

Właściwie nie chce mis się komentować artykułu a właściwie wynurzeń dr Wiśniewkiej. I jeśli w odniesieniu do głównych tez trudno się nie zgodzić - walka z susza musi być już priorytetem, to promowane przez nią metody niekoniecznie odpowiadają dzisiejszym czasom.
Pozostawić same sobie rzeki, nie regulować ich i nie ujarzmiać, pozwolić im na rozlewanie sie, zabagmianie itp. - tak, z całą siłą tak... ale tam gdzie można tak robić.
Tak jednak się składa, że dzisiejsza Polska to nie obszar zarośnięty nieprzebytymi, puszczami, dzikimi pustkowiami. Może z 400 lat temu jeszcze tak ale nie dziś ? Dziś to miejsce życia prawie 40 mln ludzi, miejsce ich pracy i mieszkania. A ta praca to również użytkowane gospodarczo i rolniczo tereny, które dają środki do życia i pożywienie. A że znakomita większość takich terenów rozpościera się nad rzekami to fakt - ludzie nad wodami i w dolinach rzecznych znajdowali najlepsze tereny do np. produkcji żywności. Dziś po setkach lat przeobrażania nie da się wszędzie wrócić do naturalnych procesów kształtujących zasoby wodne tego kraju. Dziś musimy znaleźć kompromis by zachowując gospodarcze wykorzystanie obszarów np. do produkcji żywności tak moderować zasobami wodnymi poprzez techniczne metody by jedno nie zagroziło drugiemu. A - jak to ujęła pani doktor - zatykanie np. rowów to droga donikąd. Zatrzymajmy wodę w rowach i rzekach ale kontrolując to tak by jej nadmiar zmagazynować tam gdzie to jest możliwe i bez szkód dla terenów objętych ich oddziaływaniem. A potem tą wodę w czasie niedoborów wykorzystajmy. Tylko tego nie da się zrobić zatkanymi rowami czy pomniejszymi rzeczkami, które po kilku latach takich działań zamienią się w ledwie widoczne bruzdy czy doły zarośnięte roślinnością z roku na rok ubożejącą w wyniku narastającej suszy. Najlepiej zrobić eksperyment , co więcej wody zatrzyma (?): puste wiadro czy wiadro wypełnione wilgotnym piaskiem. I tak jest z korytami cieków czy rowów - zatrzymujmy wodę zastawkami, jazami czy innymi obiektami dzięki którymi możemy mieć kontrolę nad jak, gdzie i ile wody zatrzymujemy. Niech ta woda poprzez sieć drożnych rowów rozejdzie się na większe obszary nawadniając je, ale nie zatapiając ze szkodami w produkcji żywności (a nie czarujmy się - jest nas globalnie coraz więcej i te miliardy - czy miliony w skali kraju - trzeba nakarmić).
I pełna zgoda - tam gdzie to możliwe twórzmy rozlewiska, doprowadźmy do odtworzenia bagien i naturalnych wymoklisk. Ale miejmy też świadomość, że Polska to nie Kanada czy Syberia, i na tym dość niewielkim skrawku musimy zachować miejsce na nasze mieszkanie, pracę czy produkcję tego co nas wyżywi, ubierze itd.

Dodaj komentarz

Kod
gra kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    Marcin Popkiewicz - notka biograficzna w TVN"O co chodzi"

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto