Planeta życia czy planeta na dializie

Narracją, jaka nieustannie przewija się w publikacjach dotyczących stanu planety i szeroko pojętej ochrony środowiska, jest prognoza wzrostu światowej populacji do końca stulecia do poziomu 10 miliardów. Wielokrotnie powtarzana, zdaje się być równie nieuchronna co kolizja Ziemi z asteroidą o precyzyjnie obliczonej trajektorii. Poza faktem stania się popularnym memem kulturowym, prognoza ta ujawnia również szeroko podzielany fatalizm, że wzrost populacji ma zbyt wielką bezwładność i jest zbyt politycznie drażliwy, aby go kwestionować. Jednocześnie wzmacnia się przekaz, że nie da się nic zrobić, aby temu zapobiec. Powtarzany w kółko staje się samospełniającą przepowiednią, ponieważ bez podjęcia aktywnych działań, takiej właśnie populacji możemy się spodziewać.

Analitycy środowiskowi różnie podchodzą do tej liczby. Niektórzy wątpią, byśmy kiedykolwiek ją osiągnęli, a co dopiero utrzymali. Twierdzą, że skutki wzrostu byłyby katastrofalne, a populacja ludzka (po doznaniu wielu cierpień) ustabilizowałaby się na znacznie niższym poziomie. Inni postrzegają siebie jako większych optymistów i obmyślają strategie, które pozwolą na utrzymanie takiego poziomu liczby ludności. Żywią nadzieje, że rozwój i innowacje na polu genetyki, technik irygacyjnych, zastosowania nawozów, wzrostu efektywności, transformacji energetycznej i innych ulepszeń umożliwi nakarmienie, zaopatrzenie w wodę, zapewnienie schronienia, edukacji i opieki medycznej na przyzwoitym poziomie dla wszystkich 10 miliardów. Wierzą, że podołamy temu zadaniu odwołując się do ludzkiej zaradności i pomysłowości.

Zatem tam gdzie jedni widzą katastrofę, inni zakładają, że przy kolejnym dokręceniu technologiczno-zarządczego śrubokręta ludzkość uniknie najbardziej bolesnych kosztów wzrostu populacji. Mimo różnic, większość analityków zgadza się, że stoimy przed poważnymi problemami, z których każdy z osobna stanowi ogromne wyzwanie, a co dopiero ich nieprzewidywalna synergia: globalne ocieplenie, erozja różnorodności biologicznej, wszelkie formy zanieczyszczeń, utrata gleb i zakwaszenie oceanów – by wymienić najważniejsze z nich.

Na kwestię wzrostu liczby ludzi można jednak spojrzeć z innej perspektywy. Problem nie polega na możliwości zapewnienia 10 miliardom ludzi dostępu do przemysłowego jedzenia, smartfonów i tego co nazywamy przyzwoitym poziomem życia na planecie Ziemia (mało prawdopodobny scenariusz, aczkolwiek nie można wykluczyć, że we Wszechświecie zdarzały się dziwniejsze rzeczy). Zasadniczym problemem jest fakt, że świat z taką populacją staje się mało przyjemnym miejscem. Jest on bowiem możliwy tylko wtedy, gdy zamienimy ekstatycznie piękną i bogatą w niezliczone ekosystemy i formy życia planetę w wielką farmę produkcyjną, naszpikowaną przemysłową infrastrukturą, oplecioną gęstą siecią globalnych połączeń komunikacyjnych, gdzie ostatnie resztki dzikiej przyrody służą ekoturystyce lub zostały zachowane ze względu na świadczone usługi ekosystemowe. W świecie takim statki wycieczkowe z opcją all-inclusive opływają morza pozbawione większości bogactwa zamieszkujących je niegdyś stworzeń, a większość dawnej biomasy zastąpił plastik, który przeniknął cały łańcuch pokarmowy.

Utrzymanie geopolitycznego ładu w świecie 10 miliardów ludzi nie będzie możliwe bez wszechstronnego wsparcia technologii i budowy gigantycznej infrastruktury: grobli morskich, tam, stacji odsalania wody, sieci transportowej; powiększenia obszarów zajętych przez rolnictwo przemysłowe; genetycznych modyfikacji roślin i zwierząt hodowlanych, tak by radziły sobie z globalnym ociepleniem i mogły zaspokoić popyt na żywność; zawłaszczenia pod uprawy biopaliw obszarów do tej pory nie wykorzystywanych przez rolnictwo; wydobycia na skalę globalną ropy i gazu łupkowego; rozpowszechnienie geoinżynierii jako metody do walki z globalnymi i regionalnymi skutkami zmiany klimatu; całkowite zastąpienie tradycyjnego rolnictwa przez farmy wielkoprzemysłowe.

Taki świat to raj dla korporacji – ich potęga wzrośnie jeszcze bardziej, gdyż technologiczny gigantyzm i eskalacja konsumpcji sprawi, że staną się koniecznym elementem światowego porządku. Ich wiedza oraz produkty będę niezbędne by utrzymać biosferę, jak ujął to James Lovelock, na permanentnej dializie. Korporacje będą generowały astronomiczne zyski, zarówno dzięki korzystnym przepisom podatkowym jak i sprzedaży produktów nieprzebranym rzeszom konsumentów. Pozostałości naturalnych miejsc zostaną przeznaczone do budowy luksusowych apartamentów lub jako wakacyjna atrakcja dla najbogatszych. Bez względu na to czy korporacje przejmą pełnię władzy czy nie, ludzie biedni jak i bogaci będą desperacko poszukiwać szczęścia na zdegradowanej planecie.

Na takiej planecie, cokolwiek będzie oznaczała ona dla ludzkości, jednego możemy być pewni: znane nam dziś bogactwo form życia poniesie niepowetowane straty. Życie ledwo zipie w dzisiejszym świecie; jego powiększonej wersji nie przetrwa.

Życie czy różnorodność biologiczną często utożsamia się z liczbą gatunków zamieszkujących planetę. Chociaż liczbę gatunków możemy uznać za dobry miernik, to fenomen Życia jest czymś znacznie więcej. Życie oszałamia kreatywnością i pięknem; jest zjawiskiem tajemniczym i zaskakującym; zachwyca niezliczoną ilością typów i form łączących się w jeden pulsujący organizm, oplatający cały świat.

Historia Ziemi to historia życia, które w sposób ciągły wypełnia każdą wolną przestrzeń, będąc jednocześnie ściśle powiązane w skali lokalnej, regionalnej oraz globalnej. Życie wypełnia nisze i jednocześnie je tworzy; formy życia tworzą warunki dla innych form życia. Ich ciała oraz odpady służą za pożywienie innym organizmom i uczestniczą w nieustającej modyfikacji fizycznego i chemicznego środowiska, co jeszcze bardziej napędza rozkwit życia.

Co najważniejsze, najprzeróżniejsze gatunki, należące do wszystkich pięciu głównych królestw przyrody, biorą udział w powstawaniu gleby, która jest nie tylko podstawą życia, ale sama w sobie także stanowi żywy organizm. Za pośrednictwem żywych organizmów składniki odżywcze trafiają z lądów do mórz, a morza zwracają (za pośrednictwem żywych organizmów) składniki pokarmowe na ląd. Sklepienie lasu odżywia jego dno, a ono z kolei zapewnia pokarm drzewom i wszystkiemu co żyje w ich wierzchołkach. Gatunki żyjące w wodach powierzchniowych utrzymują całą menażerię przedziwnych istot z oceanicznych głębin, a składniki pokarmowe z głębin wypływają i zasilają organizmy na powierzchni.

Życie kreuje obfitość – w wyniku złożonych procesów fizycznych, chemicznych i biologicznych powstają ustalone wzorce. Na przykład z setek milionów jajeczek wyrzucanych na brzeg tylko niewielka część przeobraża się w dorosłe formy – znakomita większość żywi ogromną ilość innych organizmów. Zwierzęta żyjące na dole łańcucha pokarmowego, w odpowiedzi na ciągłą presję drapieżników, rozmnażają się niesłychanie intensywnie. Niezliczona ilość żyjątek morskich stanowiła kiedyś podstawę pożywienia dla dziesiątek milionów (a możliwe że nawet setek milionów) rekinów i waleni, zanim nie rozpoczęliśmy ich zorganizowanej eksterminacji. Potężne, wciąż przemieszczające się stada kopytnych nie niszczyły obszarów trawiastych – przeciwnie, dzięki nim trawa lepiej rosła i zarówno ona jak i żywiące się nią zwierzęta współuczestniczyły w wytwarzaniu gleby. Dziewicze, niezabudowane rzeki obfitowały w ryby jeszcze całkiem niedawno. Ogromne skupiska ptaków wypełniały niebo, mokradła i brzegi mórz. Okresowe migracje w wodzie, powietrzu i na lądzie nie tylko zwiastowały nowe sezony, ale były jedną z sił, które przyczyniały się do ich nadejścia. Ziemia, jeśli jej się na to pozwoli, stwarza takie warunki, w których życie w nieskończoność tworzy nowe formy.

Mówi się, że życie to ciągła walka, konkurencja i egoizm. Jednak Życie obejmuje znacznie więcej zjawisk i nie może być postrzegane tak jednowymiarowo. Intuicyjnie wyczuwamy i kojarzymy Życie z czymś dobrym.

I tu dochodzimy do sedna: Ludzkość może wybrać planetę Życia zamiast nieszczęśliwej egzystencji na planecie poddanej ciągłej dializie, całkowicie opanowanej przez jeden gatunek. By żyć na planecie Życia, koniecznym jest byśmy dokonali samoograniczenia, by umożliwić biosferze pokazanie całego twórczego kunsztu. By tego dokonać musimy uruchomić wyobraźnię i nadać pojęciu wolności szersze znaczenie, tak by obejmowała ona inne gatunki i pozwolić światu być wspaniałym i bogatym wspaniałością i bogactwem zamieszkujących go form życia. Ta ścieżka wymaga, abyśmy wykształcili więź z przyrodą i zaczęli dostrzegać rzeczy takimi jakimi są oraz wreszcie odnaleźli drogę do domu.

Wyznaczenie granic – naszej liczebności i gospodarki – rzadko bywa przedstawiane w mediach głównego nurtu tym czym w rzeczywistości jest – eleganckim sposobem na znalezienie sobie miejsca na tej planecie i najpewniejszym środkiem do uporania się z pogłębiającymi się problemem wymierania gatunków, niszczenia i upraszczania ekosystemów, gwałtownej zmiany klimatu, utraty gleby, a także widma konieczności wykarmienia 10 miliardów ludzi. Pomysł samoograniczenia rzadko w ogóle bywa rozważany i z politycznego punktu widzenia wydaje się nierealistyczny. Jednak może być on jedyną możliwością zapobieżenia katastrofie w warunkach, gdy ludzkość wywiera coraz większą presję na biosferę. Jeśli polityczne realia uniemożliwiają podjęcie stosownych działań, to należy zmienić polityczne realia i odsunąć tych którzy je tworzą, by w końcu na poważnie zająć się problemem.

W międzyczasie coraz częściej pada pytanie: Czy Ziemia zdoła wyżywić 10 mld ludzi? Większość ekspertów twierdzi, że ze względu na rosnącą populację i coraz większą konsumpcję produktów pochodzenia zwierzęcego, produkcja żywności w ciągu 40 lat będzie musiała się podwoić. Pojawia się pytanie czy będzie to możliwe? Na świecie trwają wysiłki, by to ustalić. A ponieważ wiadomo, że większość nadających się pod uprawę i najżyźniejszych terenów jest już zajęta, a dzikie zwierzęta zepchnięto na skraj wymarcia, to staraniom zamierzającym zwiększyć produkcję żywności (podwoić w ciągu najbliższych 40 lat i potroić do końca stulecia) towarzyszy warunek, że nie może się to odbyć kosztem kolejnych zniszczeń biosfery.

Ta „ekologicznie poprawność” zaczęła pojawiać się przynajmniej od 2000 roku w wielu publikacjach, raportach dziennikarskich czy korporacyjnych stronach internetowych: Musimy uprawiać więcej (na żywność, paszę i paliwo) jak i produkować więcej mięsa, a jednocześnie poprzez ostrożne planowanie i umiejętne zarządzanie minimalizować ślad ekologiczny. Co ciekawe, ostatnie zastrzeżenie jest sformułowany w sposób jakby dzisiaj lasy tropikalne nie były zamieniane na pastwiska, plantację soi, palmy olejowej, trzciny cukrowej, herbaty i innych upraw; tak jakby – w imię bezpieczeństwa żywnościowego nie było wielkich grabieży ziemi w Afryce, Ameryce Południowej i innych miejscach; tak jakby życie morskie nie było przeżuwane przez przemysłową maszynerię; tak jakby rzeki nie były zduszone przez tamy, zmiany koryta i zanieczyszczone do tego stopnia, że gatunki słodkowodne mogą stać się ofiarami najtragiczniejszego wymierania (temat dla społeczeństwa i wybieranych przezeń polityków praktycznie nieistniejący). Ci, którzy zastanawiają się nad podwojeniem lub nawet potrojeniem produkcji żywności, zawsze dodają, że musi się ono odbyć bez dalszych szkód ekologicznych. Takie pobożne życzenia przywołują na myśl sarkastyczną odpowiedź Hamleta: „Cóż to czytasz, mości książę? Słowa, słowa, słowa”.

Pewnie większość ludzi usiłujących opracować sposoby zwiększenia produkcji żywności bez szkód dla przyrody ma szczere intencje; wydaje się jednak, że wpadli w pułapkę myślenia życzeniowego. Gdybyśmy nawet na moment zignorowali fakt, że rolnictwo przemysłowe, akwakultura i rybołówstwo przygotowują grunt pod epicką katastrofę ekologiczną – której nie zauważamy tylko dlatego, że towarzyszy jej równie epicka ignorancja – samo mówienie o konieczności wzrostu produkcji żywności przy jednoczesnym eliminowaniu jego skutków ubocznych nie sprawi, że głodni i zachłanni ludzie nie wezmą tego czego potrzebują i tego co wydaje im się, że potrzebują; większej wycinki lasów, wysadzania gór, nadmiernej eksploatacji pastwisk, dziesiątkowania populacji stworzeń morskich, karczowaniu bagien namorzynowych pod farmy krewetek lub zabijania dzikich zwierząt dla pieniędzy i mięsa.

Masowa produkcja żywności to najbardziej ekologicznie szkodliwe przedsięwzięcie na Ziemi. Środki przekazu głównego nurtu zdają się to ignorować. Zamiast tego, obecna olbrzymia ilość produkowanej żywności skłania je do wyciągnięcia zgoła odmiennych wniosków. Twierdzą, że ludzkość w odróżnieniu od innych gatunków nie podlega ograniczeniom środowiskowym, a pojemność środowiska, dzięki postępowi technologicznemu i sprawnemu zarządzaniu, możemy zwiększać w nieskończoność. Wiara ta leży u podstaw misji wykarmienia mających się wkrótce pojawić kolejnych miliardów.

Koncepcja pojemności środowiska odnosi się do maksymalnej populacji danego gatunku, którą środowisko może utrzymać, bez naruszenia jego równowagi biocenotycznej. Jeśli dany gatunek z jakiś względów przekroczy właściwą sobie pojemność środowiska, wówczas nieubłaganym następstwem są głód, choroby i w końcu śmierć, które to zmniejszają populację do dającego się utrzymać poziomu. Relacja między wielkością populacji i pojemnością środowiska jest niekwestionowanym, naturalnym prawem królestwa zwierząt. I tu pojawia się kruczek: Otóż powszechnie uważa się, że historia jasno pokazała, iż ludzie nie podlegają temu prawu.

W początkach XIX wieku Thomas Robert Malthus zbadał pojemność środowiska w odniesieniu do ludzi. Z uwagi na szybsze tempo wzrostu populacji względem ilości dostępnego jedzenia prognozował, że ludzkość dotkną głód, choroby i wojny. Jednak przez dwa następne stulecia wzrost produkcji żywności nadążał za wzrostem populacji, a w drugiej połowie XX wieku nawet go prześcignął. Tezy Malthusa uznano za sfalsyfikowane, a idea o wyjątkowości ludzi w kontekście naturalnych ograniczeń środowiskowych zyskała niesłychaną popularność.

Faktycznie czarne przepowiednie Malthusa nie spełniły się. Stało się tak, ponieważ najżyźniejsze obszary Ziemi przeznaczono pod uprawę (ogałacając je najpierw z lasów, prerii, stepów i mokradeł); przeznaczając coraz większe tereny pod hodowlę zwierząt; zawłaszczając połowę zasobów słodkiej wody; stosując olbrzymie ilości syntetycznych środków chemicznych i nawozów sztucznych i plądrując niewyobrażalnie wielkie ilości dzikich ryb, a wszystko to w oparciu o coraz szybciej zużywane zasoby paliw kopalnych. Innymi słowy, widmo ludzkich cierpień jako konsekwencji przeludnienia, zostało odsunięte dzięki przekształceniu niemal całości biosfery w jedną gigantyczną spiżarnię.

Pozorne zwycięstwo idei, jakoby ludzkość była unikalnie predestynowana do wykarmienia ciągle rosnącej populacji obnaża głębokiego niezrozumienie całości obrazu. Ujawnia niezdolność dopuszczenia do siebie myśli, że ludzie zwiększyli pojemności środowiska nie dlatego, że są tacy pomysłowi i tak sprytnie potrafią manipulować naturalnymi procesami, ale przede wszystkim dlatego, że zawłaszczyli przestrzeń życiową innych form życia, doprowadzając wiele z nich do wyginięcia. Co więcej, pojęcie wyjątkowości ludzkiego gatunku staje się ideologicznym orężem i uzasadnieniem jego ekspansji. Doktryna ta milcząca zakłada, że skoro człowiek tak wyróżnia się na tle innych gatunków, to proporcjonalnie do jego wyjątkowości przysługują mu większe prawa. Toteż wojny, którą wypowiedzieliśmy biosferze, wcale nie postrzega się jak wojny.

Ostateczna odpowiedź na pytanie, czy istnieją granice naszej ekspansji, nie wydaje się już być taka interesująca. Skutki rozstrzygającego eksperymentu byłyby w każdym razie bardzo mało przyjemne. Zamiast tego można zaproponować coś bardziej pociągającego. Dzięki umiarkowaniu i samoograniczeniu ludzkość może odrzucić widmo egzystencji na planecie zamienionej w gigantyczną farmę i pozwolić rozległym obszarom lądowym i morskim na regenerację. Ostatni wariant jest nie tylko znacznie piękniejszy, ale o wiele roztropniejszy. By to uzasadnić trzeba bliżej przyjrzeć się skutkom, jakie niesie obecna forma systemu produkcji żywności.

Uprawy zajmują obszar odpowiadający wielkością Ameryce Południowej, podczas gdy tereny przeznaczone pod hodowlę zwierząt pokrywają obszar wielkości Afryki. Faktycznie ludzkość przeznaczyła na potrzeby rolnictwa całą strefę umiarkowaną, zawłaszczając wszystkie albo prawie wszystkie tamtejsze w miarę produktywne ekosystemy, po to by uprawiać, a właściwie to wydobywać glebę. Hodowla dziesiątek miliardów zwierząt domowych spowodowało zdziesiątkowanie i wyparcie tych dzikich. Doprowadziła do wytępienia drapieżników postrzeganych jako śmiertelne zagrożenie oraz do erozji i degradacji ziemi na skutek nadmiernego wypasu.

Alternatywą dla wypasu stała się przemysłowa hodowla, która sama w sobie jest koszmarem i urąga wszelkim zasadom przyzwoitości. 98 procent obszarów morskich służy przemysłowym połowom ryb. Terror, którego doświadczają morskie zwierzęta po części wynika z konwencji o prawie wolnego morza. W jego konsekwencji na świecie pozostało tylko 10% wielkich ryb i nic nie zwiastuje końca popytu na wszystko od kryla po rekiny. Przemysłowa eksploatacja oceanów w imię masowej konsumpcji i zysku zabija niezliczone ilości przypadkowych stworzeń, co eufemistycznie i rozgrzeszająco określa się mianem „przyłowu”.

Co więcej, rolnictwo odpowiada za 30% całości emisji gazów cieplarnianych, które zafundują nam wzrost temperatury na miarę Paleoceńsko- Eoceńskiego maksimum termicznego – chyba że w między czasie nastąpi wyczekiwana przez wszystkich transformacja energetyczna. Rolnictwo konsumuje ogromne ilości wody – nawet 70% wody zlewni kierowane jest na jego potrzeby, pozbawiając dostępu do niej wiele gatunków, co prowadzi do ich często niezauważanego wymierania. Produkcja żywności skutkuje erozją i pustynnieniem, przyczyniając się do powstawania burz piaskowych o kontynentalnym zasięgu. Uzależniona jest również od ciągłego stosowania pestycydów, herbicydów i innych biocydów. Wielu konsumentów i rolników dało się przekonać wielkim korporacjom i rządom, że zatruwanie środowiska przy produkcji żywności jest czymś normalnym. Strumienie, rzeki, jeziora, mokradła i estuaria na całym świecie duszą się od nadmiaru nawozów spływających z pól i ekskrementów niezliczonej ilości zwierząt hodowlanych.

Dzięki ogromnemu przekształceniu środowiska ludzkość jest w stanie wykarmić ponad 7 miliardów ludzi, a być może i więcej przy pewnej dozie pomysłowości. Z perspektywy głębokiej ekologii potworna presja, jaką wywiera produkcja tak ogromnych ilości jedzenia, ukazuje jedynie naszą zdolność przekształcenia unikatowej w znanym Wszechświecie planety w wielką farmę produkcyjną. Jest również dowodem ogromnej arogancji człowieka, który ten destrukcyjny proces nazywa „osiągnięciem”.

W książce „Odliczanie” Alan Weisman podkreśla, że „Zielona Rewolucja” wymaga obfitości paliw kopalnych, zanieczyszczających rzeki nawozów, uzależnienia od trujących substancji chemicznych i zagrażających różnorodności biologicznej monokultur. Jak więc wyobrażamy sobie, że podwojenie produkcji żywności nie spotęguje zniszczeń? Jedną ze strategii jest upowszechnienie modelu „Zielonej Rewolucji” tam, gdzie jeszcze nie zawitała. Istotnie, w miarę wzrostu światowej populacji, jeszcze szersze zastosowanie jej metodyki doskonale wpisuje się w strukturę dzisiejszej polityki, która wspiera interesy korporacji, instytucjonalną bezwładność oraz skrajny antropocentryzm. Jak można było przewidzieć, nowa „Zielona Rewolucja” zawiera mnóstwo ekologicznie poprawnych sloganów takich jak rozsądniejsze zużycie wody, efektywniejsze wykorzystanie nawozów i herbicydów, wykorzystanie metod uprawy bezorkowej i tak dalej. Jednak uczynienie z natury destrukcyjnego systemu żywnościowego bardziej efektywnym nie sprawia, że taki system staje się dobry. W najlepszym wypadku prowadzi do świata – „nie całkiem zabójczego” - jak ujęła to Rachel Carson.

Skupiając się na potwornych skutkach, jakie dla przyrody niesie współczesna przemysłowa produkcja żywności chciałem wykazać, że jej podwojenie lub potrojenie jest czystym szaleństwem. Jednak strategia oparta na planowanym obniżeniu populacji ludzkiej o połowę z jednoczesna radykalną transformacją rolnictwa już takim szaleństwem nie jest.

Gdyby kobiety zdecydowały się na posiadanie średnio jednego dziecka (oznaczałoby to że wiele nie miało by ich wcale, wiele po jednym a pozostałe nie więcej niż dwójkę) to wtedy zamiast 10 miliardów zmierzalibyśmy w kierunku 2 miliardów. Gdyby obecne pokolenie kobiet dobrowolnie zdecydowało się podjąć takie kroki w imię dobra planety i jakości życia ich dzieci (możliwe że nawet przetrwania), to jak można byłoby interpretować taką decyzję jako poświęcenie? W końcu jest to inteligentne i pełne empatii działanie, które wielu ludzi zdecydowałoby się podjąć, gdyby tylko byli świadomi, w jak niebezpiecznym położeniu znajduje się nasza planeta. Ci którzy dopatrują się w tej propozycji przymusu i jawnego pogwałcenia ludzkich praw do reprodukcji muszą wiedzieć, że najgorsze gwałty na prawach człowieka popełnia się w społeczeństwach, które zmuszają niepełnoletnie jeszcze kobiety do posiadania dzieci, lub które każą im je rodzić do momentu, aż stają się bezpłodne albo ich ciało odmawia posłuszeństwa. Kwestia liczby ludności staje się szczególnie palącym problemem w krajach, gdzie patriarchalne, fundamentalistyczne i zmilitaryzowane społeczeństwo odmawia kobietom prawa decydowania o własnym losie.

Problem przeludnienia nie dotyka wyłącznie krajów rozwijających się, ale ma charakter globalny. Jednym z najskuteczniejszych i najpewniejszych środków do walki globalnym ociepleniem i nadmierną konsumpcję wszystkiego jest ograniczenie liczby konsumentów, zarówno w państwach rozwiniętych jak i w „wschodzących krajach” Azji, Azji południowo-wschodniej i Ameryki Łacińskiej. Będąc świadomym odpowiedzialności i roli, jakie bogate państwa i instytucje ponoszą w kwestii rozwiązania problemu przeludnienia, koniecznym jest, aby zapewniły one finansowanie i szeroki dostęp do najnowocześniejszych usług medycznych z zakresy planowania rodziny, włączając w to własne terytoria. Na przykład połowa ciąż w USA jest nieplanowana – statystyka która obnaża słabość nie tyle natury ludzkiej, co porażkę na polu społecznym, kulturowym i edukacyjnym. Gdyby według Roberta Enegelmana, eksperta w dziedzinie demografii, udało się wszędzie zminimalizować liczbę niechcianych ciąż, to osiągnęlibyśmy zarówno zmniejszenie populacji jak i liczby aborcji.

Tam, gdzie kompleksowo wdrożono rozsądną politykę ograniczenia dzietności, tam liczba urodzeń spadała. Poprzez propagowanie działań takich jak: nacisk na edukację dziewczynek i kobiet; tworzenie klinik rozrodczości dostępnych dla wszystkich; szkolenie dużej liczby pracowników opieki medycznej działających na rzecz oddolnej edukacji; zapewnienie szerokiego dostępu do usług w zakresie porad małżeńskich; wprowadzeniu edukacji seksualnej w szkołach; upowszechnieniu darmowych lub tanich skutecznych środków antykoncepcyjnych; i na koniec zapewnienie dostępu do zinstytucjonalizowanej, legalnej i bezpiecznej aborcji. Odnosząc się do ostatniego kontrowersyjnego punktu, należy podkreślić, że gdyby wdrożono pozostałe zalecenia, to zarówna liczba aborcji jak i zgonów powodowanych przez jej nielegalne wykonanie, znacząco by spadła.

Większa świadomość społeczna, nadanie praw kobietom oraz zapewnienie dostępu do przystępnej cenowo opieki medycznej w zakresie rozrodczości prowadzi do szybkiego spadku narodzin. Nie ma to nic wspólnego z żadnym odgórnym przymusem. Są one raczej wynikiem biologiczno-kulturowych uwarunkowań. Znaczna większość kobiet, które same mogą decydować o liczbie posiadanego potomstwa zazwyczaj wybiera jedno lub dwoje dzieci, ponieważ liczne potomstwo stanowi duże obciążenie dla organizmu kobiety i przez wiele z nich postrzegana jest jako przeszkoda w samorealizacji. Jeśliby dodatkowo ująć kwestie ograniczenia rozrodczości w kontekście społecznych i ekologicznych problemów jakie niesie przeludnienie, wtedy liczba narodzin mogłaby spaść jeszcze bardziej. Czy brzmi to zbyt nierealistycznie? Z pewnością nie bardziej niż perspektywa zwielokrotnienia produkcji żywności, która wróży dewastację biosfery i może być zapowiedzią bardzo nieprzyjemnych reperkusji społecznych.

Ograniczenie populacji do powiedzmy dwóch miliardów nie będzie panaceum na wszelkie bolączki ekologiczne i społeczne. Możemy być jednak pewni, że znacznie ułatwia ich rozwiązanie. Po pierwsze wiele problemów od korków, po kwestie finansowania opieki medycznej i zmian klimatu staje się do opanowania, ponieważ ich skala znacznie spada. Przykładowo istnieje przepaść między światem z miliardem samochodów (które już obecnie powodują znaczne szkody), a światem z 2,3 lub 4 miliardami aut (trend którym aktualnie podążamy). Istnieje także kolosalna różnica między ładnymi, pełnymi zieleni i otwartych przestrzeni terenami zurbanizowanymi, a molochami z ciągle rozrastającymi się pajęczynami dróg, osiedli i centrów handlowych.

Po drugie, obniżenie populacji pomoże w transformacji obecnego przemysłowego modelu rolnictwa, które fatalnie wpływa na ekosystemy i jakość życia człowieka. (Cztery główne przyczyny przedwczesnej śmierci a więc choroby serca, cukrzyca, nowotwory i udary wynikają z masowej konsumpcji śmieciowego jedzenia, a w szczególności spożywania niskich jakościowo produktów zwierzęcych). Cały świat może przestawić się na organicznie produkowaną, zdrową żywność poprzez postawienie na zróżnicowane lokalne rolnictwo, w którym produkcja żywności łączyłaby się z ochroną fragmentów naturalnych ekosystemów. Ponadto zrezygnowałoby się z konsumpcji ogromnych ilości produktów zwierzęcych na rzecz ich okazjonalnego spożywania, uwzględniając w ich wytwarzaniu wartości odżywcze oraz aspekty etyczne. Taka całkowita transformacja rolnictwa będzie możliwa, gdy liczba ludzi na planecie ustabilizuje się na znacznie niższym niż obecnie poziomie.

Potrzebujemy prawdziwej zielonej rewolucji. Zamiast traktować wzrost populacji jako pewnik oraz przyjmować niszczące biosferę przemysłowe rolnictwo za normę, wyobraźmy sobie świat w którym te dwa paradygmaty odrzucamy. Wyobraźmy sobie świat z obfitością zdrowego jedzenia, produkowanego z poszanowaniem ekologicznych i etycznych zasad; świat w którym rzeki, strumienie, obszary podmokłe na powrót tętnią życiem, świat w którym zatrzymano wylesiano i przywrócono na nowo ekosystemy trawiaste; gdzie powstrzymano wymieranie gatunków, w którym morza i oceany są znowu są pełne życia; świat w którym wreszcie zażegnano widmo katastrofy klimatycznej, gdzie zdrowe ekosystemy lasów i łąk znów wchłaniają nadmiar dwutlenku węgla. Jeśli te wszystkie rzeczy możemy osiągnąć, to co nas powstrzymuje? Istotnie, co nas powstrzymuje przed stworzeniem cywilizacji, która w harmonii koegzystuje z dzikim Życiem na naszej planecie?

Tomasz Kłoszewski, tłumaczenie na podst. Overdevelopment, Overpopulation, Overshoot.

Komentarze

24.03.2016 18:35 Devak

Kto jeszcze wierzy w to, że dobrowolnie przestaniemy rozmnażać się jak wirusy na tej planecie to jest naprawdę szalony.
Ale planeta się kiedyś zemści i pozbędzie się tego patogena z odrazą

24.03.2016 19:40 Volkhen

Niestety liczenie na samoograniczenie się 7 miliardów ludzi jest po prostu naiwne. To po prostu jest wbrew ludzkiej naturze.

24.03.2016 19:48 WJ

Treść tego artykułu wybija mój sposób odbioru Życia. Mogę odczuć każdy podjęty wątek.

W moim "tu i teraz" czyli lokalnie już od kilku lat zmiany w kondycji Świata mają przełożenie na ograniczenie zielonej przestrzeni, trudności w znalezieniu obszaru wolnego od aroganckich, usprawiedliwiających swój konsumpcyjny model funkcjonowania osób.
Paradoksalnie- myślę, że gdyby Ci ludzie ograniczyli się trochę w pochłanianiu papki materialnej i umysłowej, byliby jednak szczęśliwsi...a z pewnością bardziej świadomi po co i dokąd zmierzamy.
K.... Czy Ktoś dostrzega nadzieję ?

24.03.2016 20:19 Logic

Tez mysle ze to jest nie do zrobienia ten instynkt posiadania dzieci jest za silny.
To w Europie doszliśmy do takiego stanu 2+1 lub 2+0
I to twozy kolejne problemy z niżem demograficznym długiem publicznym i emeryturami.
Z koleji Afryka i muzułmanie rodzą na potegę i tez to prowadzi do patologii czyli wojen tam uchodztwa u nas i terroryzmu.
Wiec jak tu kiedys pisałem próba naprawy tego przypomina próbę rozbiórki starej szopy , gdzie by nie wyciągnąć deski to grozi to natychmiastowym zawaleniem całości.

24.03.2016 22:50 Krzysztof Kujawa

Patrząc globalnie, możemy jednak zobaczyć inny obraz zmian demograficznych, niż stereotyp podpowiada.. Obecnie jest już bardzo małe tempo wzrostu liczby dzieci na świecie. Spowolnienie tego tempa nastąpiło w latach 1990 i trwa do dziś.
http://www.pewglobal.org/2014/01/30/chapter-4-population-change-in-the-u-s-and-the-world-from-1950-to-2050/
Dają o osobie znać biologiczne ograniczenia, ale także programy edukacyjne, dzięki którym dzietność w niektórych krajach bardzo spadła. Mocnym przykładem jest tu np. Bangladesz, w którym liczba dzieci rodzonych średnio w przeliczeniu na jedną kobietę wynosi obecnie... 2,4 (!!), nie tak znowu wiele więcej, niż w niektórych krajach w Europie.
https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/bg.html (działka "People and Society"

Jeśli zatem coś dziwnego się nie stanie i liczba dzieci już nie będzie mocno rosła, to jest to pierwszy krok ku równowadze (napiętej, bo napiętej, ale jednak!) z zasobami światowymi.

24.03.2016 23:23 adaś

Seep Holzer mówi tak :
"Chciałbym przekonać wszystkich ludzi, by ponownie zauważyli korzyści płynące z życia zgodnego z naturą i starali się ją zrozumieć, a nie z nią walczyć. Podczas podróży w ramach moich zagranicznych projektów widziałem wiele strasznych obrazów, które na długo zapadły mi w pamięć i wywołały u mnie koszmary. Czy to w Bośni, Kolumbii, Brazylii, Tajlandii czy USA- wszędzie widać niemądre obchodzenie się z przyrodą. Zdaje się, że wielu ludzi utraciło zdolność samodzielnego myślenia i świadomość odpowiedzialności wobec współczesnego i przyszłego świata. Skutkiem tego jest brak szacunku dla natury i bliźnich. Dziesiątki tysięcy hektarów buszu i lasów deszczowych razem ze wszystkimi żyjącymi w nich istotami wypala się tylko po to, by ludzie mogli zająć się rolnictwem monokulturowym. Grupa ludzi czerpie korzyści kosztem tych warstw społecznych, które często nie wiedzą, skąd brać żywność. Bieda i nędza w tak zwanych krajach rozwijających sie jest bezgraniczna. Osoby starsze i dzieci są traktowane jak śmieci i żyją na ulicy z dnia na dzień. Osobiście widziałem i doświadczyłem tego, że prawo dotyczy jedynie silniejszych, i to na terenach na których głód właściwie nie powinien istnieć, ponieważ gleba jest żyzna, a klimat tak korzystny, że wszyscy mogliby mieć nadmiar żywności. Wiele osób w tamtych rejonach straciło własne ziemie na rzecz obszarników i nie może zapewnić wyżywienia sobie i swojej rodzinie. Ludzie ci wplątali się w sieć zależności, z których bardzo trudno się wydostać. Żyją więc na przedmieściach dużych miast w nieludzkich warunkach, a ich kraj jest bezlitośnie eksploatowany i niszczony. Wielu Europejczyków uważa, że nam się to nie przytrafi, a przecież już w tym kierunku zmierzamy. Większość dochodów z małych gospodarstw rolnych to jedynie zarobek dodatkowy, ponieważ rolnicy nie wiedzą jak utrzymać się ze swej pracy. Nikt nie odważył się pójść własną drogą i poszukać alternatywnych sposobów gospodarowania. Zamiast tego wiele osób dopasowuje swoje majątki do programów wsparcia lub stawia na ilość zamiast na jakość i próbuje wyrównać niskie ceny ilością wytworzonych produktów. Głównym problemem jest to, że rolnicy zajmują się monokulturą, stosują przy tym dużo chemii. Wiele osób przerażają kłody rzucane im pod nogi przy wyborze rolnictwa alternatywnego. Zadaniem każdego z nas jest obrona naszych praw, ziemi, majątku i sposobu pojmowania demokracji oraz wykorzystanie tego wszystkiego w odpowiedni sposób. Jeśli tego nie uczynimy, ryzykujemy, że powstanie dyktatura administracji i urzędników.
W 1962 roku jako 19-letni chłopak przejąłem po rodzicach górskie gospodarstwo rolne w Lungau w rejonie Salzburga. Od tej pory na Krameterhofie wprowadziłem tak zwaną kulturę specjalną. Założyłem stawy, tarasy i ogrody roślinne, alternatywną szkółkę drzewek, zająłeś się między innymi hodowlą ryb, dzikiego bydła i grzybów. Niezależnie od różnych zastosowań gospodarstwa zawsze zwracałem uwagę na to, by się nie wyspecjalizować i nie mieć jednego źródła dochodu. Po pewnym czasie okazało się, że wybrałem słuszną metodę postępowania. Co prawda z początku wiele osób nazywało mnie niepoważnym i przepowiadał, że pracując w ten sposób nie zajdę daleko i wkrótce będę musiał sprzedać gospodarstwo. Kiedy jednak osiągnąłem sukces okazało się, że miałem rację:w ciągu kolejnych lat udało mi się powiększyć Krameterhof o sto procent, a wielu moich krytyków musiało zrezygnować z działalności lub poszukać dodatkowego źródła dochodu. Nauczyłem się, że wielu osobom trudno zaakceptować fakt wybrania przez kogoś drogi innej niż ogólnie przyjęta. Takiego człowieka trudno zakwalifikować i nie da się go tak łatwo kontrolować i nim kierować, dlatego niektórzy czują się zagrożeni.
Alternatywna forma zarządzania gospodarstwem przysporzyła mi również licznych problemów z władzami, które czasami działały bardzo opieszale i bywały męczące. Konflikt z rozdętym aparatem administracyjnym utrudniającym mi pracę jako samodzielnego rolnika kosztował mnie wiele bezsennych nocy. Natura i moja rodzina pomogły mi przetrwać, mimo administracyjnego terroru. Nie potrafię zrozumieć, że człowiekowi mającemu tyle innowacyjnych pomysłów wciąż rzuca się kłody pod nogi. A ponieważ nie dałem się zastraszyć i wbrew wszystkiemu zawsze wypowiadam swoje zdanie bez ogródek przylgnęła do mnie łatka rolniczego buntownika. Smutny jest już sam fakt, że aby prowadzić gospodarstwo w zgodzie z naturą trzeba być buntownikiem. Moim zdaniem nadmiernie rozwinięty aparat administracyjny duzi w zarodku wszelką kreatywność. Idealnie pasuje tutaj powiedzenie że ryba psuje się od głowy.
Powinniśmy korzystać z dobrodziejstw demokracji zamiast zachowywać się jak lemingi i ślepo podążać za tłumem, inaczej prędzej czy później utracimy i demokrację i prawa.

25.03.2016 2:50 gupol(szukam pracy w oze)

przecież wystarczy zmniejszyć marnotrawstwo żywności. ponad jedna trzecia dobrej żywności na świecie ląduje na wysypiskach śmieci. gdyby nie to już teraz moznaby wyzywić 10 miliardów ludzi i to bez ograniczenia rozpasłych apetytów ludzi z krajów rozwinietych. cóż, widać hiperkonsumpcja nie może istnieć bez marnotrawstwa wszelkich zasobów. bogaty musi marnować bo go na to stać, to jest kwintesencja obfitości. inaczej nie byłby bogaty. a że liniowy system produkcji coraz szybciej sie dzieki temu kręci (czytaj generuje większe zyski) to większość ludzi się z tego cieszy.

" ludzie zwiększyli pojemności środowiska nie dlatego, że są tacy pomysłowi i tak sprytnie potrafią manipulować naturalnymi procesami, ale przede wszystkim dlatego, że zawłaszczyli przestrzeń życiową innych form życia, doprowadzając wiele z nich do wyginięcia."

brakuje tu kluczowego czynnika: energii. bez duzych ilości energii z paliw kopalnych człowiek nigdy by do tego nie "doszedł". samo zawłaszczenie przestrzeni to za mało. trzeba jeszcze zmusić ekosystem by zachowywał się zgodnie z naszymi oczekiwaniami (orka, nawożenie, pestycydy, GMO itp) rolnictwo to ciągła walka z sukcesją ekologiczną. bez ogromnych ilosci energii nie da się utrzymać obecnego modelu produkcji żywności. poprostu nasze ciała same nie dałyby rady tego zrobić.
a teraz zagadka. który czynnik szybciej zmniejszy populację ludzi z 10 do 2 miliardów:
planowanie rodziny czy wyczerpywanie się złóż paliw kopalnych?:)

25.03.2016 7:35 krychu

Myślę gupol, że wyczerpywanie złóż, bo dzięki tym zlozom wyrosła naszą cywilizacją. ERA przemysłowa spowodowała nagły wzrost populacji. Wyczerpywanie się złóż rozwiąże ten problem a żadne oze tego wtedy już nie powstrzyma

25.03.2016 8:44 WJ

@KRZYSZTOF KUJAWA
Czyżbyś wnosił nadzieję ? :)

25.03.2016 9:07 Zając

Fakt 1.Na ziemi żyje więcej otyłych niż niedozywionych.
Fakt 2.Wszyscy ludzie na ziemi-7 miliardów mogłoby dostać dom z małym ogrodem,a zajeliby obszar mniej więcej powierzchni Teksasu,czytalembkiedys artykuł o tym,poszukam linku to podrzuce.
Fakt 3.Z samego zboża jakie produkuje ludzkość możnaby zapewnić każdemu człowiekowi 2200 kcal dziennie przez cały rok!

25.03.2016 10:47 Adi

Tak czytam i czytam ten portal i dochodzę do wniosku, że dzielimy się na dwie grupy:

1. realistów, którzy rozumieją megatrendy na planecie i WIEDZĄ, że koniec cywilizacji jest nieuchronny,
oraz
2. życzeniowców, którzy wiedzą o megatrendach ale nie rozumieją ich skutków i WIERZĄ, że jest jakaś droga "zrównoważonego rozwoju".

Nawet gdyby udało się wdrożyć doktrynę "zrównoważonego rozwoju" cokolwiek ten dziwoląg słowny znaczy, to tylko pogorszymy sprawę na przyszłość bo zużyjemy więcej zasobów na stworzenie nowej infrastruktury, która i tak nie udźwignie społecznej organizacji gatunku ludzkiego.

25.03.2016 10:52 adaś

Samoograniczanie się to cecha która u jednych ludzi występuje,a u innych nie. Mimo, że pochodzą z tego samego kręgu kulturowego. Nie wiem czemu to tak wygląda. Np.tafia się dzień, że bardzo dobrze biorą ryby. Jeden wędkarz złowi trzy duże leszcze i stwierdza, że mu wystarczy. Inny łowi do oporu i potem taszczy do domu pełną siatkę. A potem zastanawia się co zrobić z dwudziestoma kilogramami ryb.

Amerykanie nie lubią się ograniczać, ich prezydent stwierdził kiedyś że "amerykański sposób życia nie podlega negocjacjom"
Za to lubią pouczać innych jak mają żyć i co powinni robić. Już bardzo dawno stwierdzili, że mieszkańcy krajów Trzeciego Świata mnożą się nadmiernie. Więc zaczęli rozdawać im prezerwatywy, pigułki, oferowali aborcje i darmową sterylizację. Bywało, że do sterylizacji dopłacali. Wydawali na ten cel co roku dziesiątki milionów dolarów. ( np. żona Bila Gatesa zapowiedziała w 2012 r, że : w ciągu ośmiu lat wyda ponad miliard dolarów na poszukiwania nowych technik antykoncepcji i upowszechnianie środków antykoncepcyjnych w krajach Trzeciego Świata.)
Jak z efektami ? W 1960 roku było nas trzy miliardy, a teraz ponad siedem.
A może nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale żeby gonić go. Przy okazji niektóre firmy robią na tym świetny interes.

25.03.2016 11:05 Ludomir

Kochani serce mi rośnie jak czytam Wasze komentarze pod tym depresyjnym tekstem.
@ Zając gdzieś w 1978 roku promowałem, oczywiście nieskutecznie, model urbanizacji, w którym rodzina mieszka w domu zintegrowanym z ogrodem biodynamicznym o pow 2000m2. Myślą przewodnią tej idei było zapewnienie człowiekowi, moim zdaniem niezbędnego do godnego życia, żywego kontaktu z bogatym ekosystemem, który przy okazji zapewni znaczny procent zapotrzebowania na najwyższej jakości pokarm. Ówczesna doktryna oficjalnie wykluczała urbanizację gruntów rolnych, bo obowiązywało hasło "każdy kłos na wagę złota". Podstawowym ograniczeniem tej idei, wydawał się być ograniczony areał gruntów. Wtedy wykonałem prosty rachunek. Założyłem, że będzie nas 40mln i będziemy żyć w 5 osobowych rodzinach. Każda z nich będzie mieszkała w domu na działce 2000m2 z czego 1500 m2 będzie biodynamiczna uprawą. Dodałem do tego 200m2 na przestrzeń publiczną drogi itp. Jak łatwo wyliczyć potrzebna pow. to 40mln/5osób*2,2tysm2=17,6tys.km2 było to 9% użytków rolnych. Z których 6% pozostawałoby pod intensywną uprawą zabezpieczającą około 50% zapotrzebowania na żywność. Jak z tego wynika taki model życia nie ma ograniczenia w postaci braku gruntów, wręcz przeciwnie pozwoliłby na radykalne zwiększenie zalesienia i przeznaczenie ogromnych areałów pod uprawy przemysłowe np. konopi. Więcej o tej idei http://www.unic.un.org.pl/nhdr/1996/index.php?rok
Morał z tego jest taki. Diabłem wcielonym jest kapitał, który narzuca reguły gry, zamieniające planetę w gigantyczne składowisko odpadów. Bez poddania kapitału społecznej kontroli już moje wnuki czeka zagłada. Ja zmarnowałem życie poszukując sposobów, które umożliwiłyby ludziom życie w środowisku harmonijnym z ich ewolucyjnie ukształtowaną naturą. To ślepa uliczka. Jedyną szansą jest wyzwolenie z niewoli kapitału i odzyskanie kontroli nad gospodarką. Samoregulujący się rynek jest mitem. Racjonalny konsument jako regulator rynku, umarł wraz z pierwszą reklamą odwołującą się do emocji. Niestety wybór jest taki albo społeczeństwo obywatelskie albo zagłada. Nasza pseudodemokratyczna ojczyzna w kolejnej wyborczej farsie wyłania łupieżców traktujących kraj jako źródło beneficjów. Musimy się zorganizować i odebrać im władzę albo zginiemy. Oczywiście wiem, że ocalić nas może jedynie globalna zmiana systemu ale zawsze będzie się ona składała z sumy lokalnych społeczności.

25.03.2016 11:27 Adi

"Musimy się zorganizować i odebrać im władzę"

@Ludomir

Ale odebranie władzy w tym samym pseudodemokratycznym systemie nic nie zmieni. ONI WON, TERAZ K.... MY, nie burzy systemu.

Zresztą demokracja to dyktatura większości - im większa większość tym słuszniejsza dyktatura ;-)
Wszystkie te bolączki które opisujesz, mieszkalnictwo, demokracja biorą się z przeludnienia, z nadmiaru populacji. Gdyby ludzi było bardzo mało, każdy żyłby po swojemu.

25.03.2016 11:31 Devak

@WJ

"@KRZYSZTOF KUJAWA
Czyżbyś wnosił nadzieję ? :)"

To nie jest nadzieja. to jest spełnienie tego co napisałem wcześniej. Ziemia pozbędzie się wirusa, a przynajmniej radykalnie zredukuje jego liczebność.

25.03.2016 12:10 Ludomir

@ADI
Niestety natura tego rodzaju komentarza jest taka, że musi on być syntetyczny. Pisałem o zmianie władzy przez budowanie społeczeństwa obywatelskiego, z takimi instrumentami jak demokracja partycypacyjna. Demokracja bez społeczeństwa obywatelskiego to w istocie tyrania i wbrew powszechnej opinij nie większości tylko karłowatych wodzów, którzy potrafili tą większość zmanipulować. Jak odebrać im władzę? Nie wiem.Ale mam nadzieję, że jeśli odpowiednio duża liczba ludzi zrozumie, że to nie polityka tylko walka o życie, to znajdą się tacy, którym charyzma i intelekt pozwolą na zorganizowanie powszechnego ruchu oporu. Obecna władza rządzi nie tylko ignorując interes większości, ale nawet nie rządzi interesie tej mniejszości, która ją do władzy wyniosła. Co gorsza może doprowadzić to największej katastrofy, jaką byłby powrót do władzy gangsterów z poprzedniej koalicji.

25.03.2016 12:36 Adi

Od dawna postuluję aby wprowadzić zasadę iż każdy głosujący w dowolnym momencie kadencji może wycofać poparcie dla swojego wybrańca. Jeśli zrobi tak połowa plus jeden wyborców danego wybrańca ów traci mandat. Nie znam skuteczniejszego narzędzia dla - jak słusznie to określiłeś - pseudodemokracji.

25.03.2016 13:06 Kloszard

@ADI
Bardzo dobry pomysł. Popieram.

25.03.2016 13:15 WJ

@LUDOMIR
Brakowało Twojego komentarza. Mnie bardzo....
Dla mnie wzmacniające, że są Ludzie tak myślący.

25.03.2016 13:25 Zając

Symptomatyczne jest również to,że najzagorzalsi propagatorzy depopulacji wcale nie spieszą się do dobrego przykładu.Żyją w zabytku i cieszą się ze nadaDanzel znajdują frajerów którzy się na to łapią np.Al Gore.

Nie twierdzę,że planeta nie ma problemów i ze ekologia to bzdury,ale ekologia w wydaniu promowanym niestety także na tym blogu mnie osobiście odrzuca

25.03.2016 13:39 Kloszard

@ZAJAC
Ten link pisała osoba zdegenerowana intelektualnie. Do tego chemtrails- nieprawdopodobne bzdury.

25.03.2016 13:40 Kloszard

@ZAJAC
Chodziło mi o autora artykułu. IQ ponizej 80.

25.03.2016 15:50 Coyote

Stare bajki pro NWO ... Śmieszne w kontekście tego że 700 mln najbogatszych przeżera ponad 50 % zasobów naturalnych . 40 % najbiedniejszych do których zalicza się większość populacji kraju nad Wisłą odpowiada tylko za zużycie 5 % zasobów i emisji .
Więc mamy masowo mordować swoje dzieci i dać znowu zakuć się w kajdany żeby grube koty latały sobie prywatnymi odrzutowcami pół roku dłużej . Może rok .
Było o tym u Exignoranta , było tutaj .
Za to jakby te 0,7 mld pijaw rozkułaczyć ... Nie zabijać , siłą zmusić do życia na poziomie średniej . Nagle mamy wszystkiego dwa razy więcej , można myśleć o jakiś działaniach . Rozwaleniu konsumpcjonizmu , budowaniu świata gdzie ludzie budowali by swoją wartość pracą swoich rąk i samodoskonaleniem .
Niestety ale jest za późno chyba nawet na to .
Pole do jakiegokolwiek manewru było jeszcze w 90" latach , nie teraz kiedy mamy już takie zmiany klimatyczne , spadek wydobycia ropy i kamuflowany kreatywną statystyką ale realny (światowy wzrost ceny zbóż , liczne wojny) plonów .
Rozsądni ludzie coraz częściej kupują broń , widać po tłoku na komercyjnych strzelnicach .
Kopią studnie głębinowe , nawet robią zapasy żywności i leków choć to akurat wbrew pozorom nie jest aż tak rozsądne . Każdy zapas się kiedyś skończy .

PS , przydałby się jakiś artykuł na temat jadalnych roślin odpornych na suszę i nasz obecny oraz spodziewany klimat i coś o nawadnianiu w niskiej technologii .

25.03.2016 16:31 Kloszard

Nic dodać, nic ująć. Jest to świetny artykuł. Podpisuje się pod jego głównymi tezami czterema kończynami.

25.03.2016 17:53 Mariusz

COYOTE
już raz to zrobiono na Ziemi. Całkiem niedawno rozkułaczono bogaczy w Rosji. Ale akcetptuję, że w demokratycznym kraju nie musiałoby się to skończyć jak w ZSRR (kraju budowanym na gruzach państwa niewolniczego z totalnie niewyedukowanym społeczeństwem):-D

25.03.2016 20:54 Ans

@ADI
Odwoływanie reprezentanta czyli tzw. recall to element demokracji bezpośredniej. Zgadzam się z Ludomirem, że tylko demokracja partycypacyjna, budowanie społeczeństwa obywatelskiego jest szansą na zmianę. Musi nastąpić "przearanżowanie" systemu. I nie chodzi o kierunki lewo-prawo, socjalizm-kapitalizm. Ale o nowe, progresywne myślenie.
Stajemy się współczesnymi niewolnikami, pracującymi po 10 godzin na podstawowe rzeczy. Gdzie czas na refleksję, czytanie, pogłębianie wiedzy? W ten sposób łatwo sterować ludźmi. Czy to celowe działania? Czy konstrukcja systemu? Czy jedno i drugie? Czy można ciągłe odwracanie uwagi od tego, że nasza łódź nabiera wody?
Myślę, że ludzi (na tym portalu, ale i generalnie) można podzielić na więcej grup niż te 2, które wymieniłeś ;-).

25.03.2016 21:37 Kloszard

@ANS
Zgadzam się z Tobą. Ciągłe odwoływanie się różnych izmów czy lewicy/prawicy jest oznaką jakiegoś intelektualnego defetyzmu lub zaczadzenia. Potrzeba progresywnego myślenia, całkowitej przebudowy tego chorego systemu, wprowadzenie czegoś co sie nazywa "evident based policy". Rozdźwięk i przepaść między tym co mówi nauka, a polityką jest wg mnie coraz większy. Ignorowanie badań naukowych w imię jakichs tam ideologii czy różnych izmów (socjalizmu, kapitalizmu etc...) skończy się dla nas tragicznie.

25.03.2016 22:28 Logic

No tak czuje sie zobowiązany odpowiedzieć.
Nie wszystko pasuje mi w prawicy np niemożność samoograniczenia i promowanie postaw samolubnych , bogacenie sie bez umiaru ( po co człowiekowi np miliard dolarów ) po nietolerancje dla środowisk LGBT oraz inności.
Z tym ze teraz szeroko rozumiana lewica (lewactwo z chora poprawnoscia polityczna ) rozrabia w Europie o wiele gozej niz by rzadzila prawica.
Lewica to jest takie hamstwo społeczne.
Skutki tego co robią euroidioci beda opłakane zreszta juz zaczynaja byc - zamiast walczyć z globalnymi problemami to Europa bedzie sie zajmować walka z islamskim śmieciem na własnym terytorium.

25.03.2016 22:30 Krzysztof Kujawa

@WJ,
Tak to są iskry optymizmu. Jak i to, że reakcja świata w dziedzinie rozwoju OZE jest wielokrotnie szybsza, niż się spodziewano na przełomie wieków. Ceny akumulatorów dużej pojemności spadają bardzo szybko, ceny paneli też oraz ceny prądu z wiatru. Liczna instalacji OZE przyrasta w tempie niezwykłym. Daleko jeszcze do sukcesu, ale jednak postępy są. Uważam, że nic nam z nihilizmu dobrego nie przyjdzie. Trzeba w wyborach wszystkich szczebli wybierać osoby które rozumieją i tyle. Gdy myślę o polskiej polityce, o jej miałkości, braku refleksyjności i wizji długoterminowej, to słabo się robi. Tak, czy inaczej, edukacja polska - i ta regularna, i ta "celowa", na razie ponosi porażkę. Nadzieja w kapitalizmie, nawet tym polskim :-)

26.03.2016 3:04 Mariusz R.

Od kilku lat pracuję w wolnych chwilach nad projektem-ideą , której wcielenie w życie mogłoby zatrzymać na czas realizację czarnego scenariusza, który sobie fundujemy. Dzisiejsza dyskusja wywołana artykułem o przeludnieniu sprowokowała mnie do podzielenia się z Wami kilkoma moimi przemyśleniami i poddania pod Wasz osąd możliwość, czy też niemożliwość zrealizowania projektu "Rewolucji Dusz" - jak sobie prywatnie nazywam swój pomysł.
Cel projektu, to zawrócenie naszej cywilizacji z drogi ku "wciąż więcej" (wszyscy czytający ZnR dobrze rozumieją jak to się skończy) na drogę w kierunku "lepiej", czyli najogólniej chodzi o wprowadzenie w życie idei jakości, jakie promują w swych książkach autorzy jak Hubert.
Środki jakimi dysponujemy do realizacji celu to demokracja, technologie komunikacji, 7 miliardów bardzo zróżnicowanych pod względem charakteru, kultury i tradycji, poglądów politycznych oraz wyznania osobników.
Największym wyzwaniem jest zjednanie sobie wystarczającej większości spośród tych 7 miliardów, zwłaszcza, że realna władza oraz jej socjotechniczne narzędzia są w rękach tych, którzy wierzą iż szczęściem jest posiadanie "więcej", a zwiększenie poziomu szczęścia osiągnąć można jedynie poprzez zdobycie jeszcze więcej tego "więcej"!
Kto dzierży w dzisiejszym świecie owe "więcej"? Kilka promili z populacji 7 miliardów? Kilkaset korporacji? Z pewnością u nich nie ma co szukać akceptacji dla "Rewolucji Dusz", ale u pozostałych?
W dzisiejszym świecie problemem jest bezkarność korporacji. Owa bezkarność jest możliwa dzięki potędze skumulowanego pieniądza. Zatem, aby zrealizować nasze cele musimy przy użyciu takich instrumentów jak demokracja, osłabić siłę skumulowanego pieniądza zmieniając prawo w taki sposób, aby pieniądz stał się bardziej rozproszony.
Trzeba doprowadzić do podziału wszystkich wielkich korporacji na tysiące niewielkich firm, gdzie kryterium podziału będzie liczba pracowników i kapitał.
Trzeba też położyć kres możliwości bogacenia się w nieskończoność obywateli. Należy uznać, że istnieje pewien próg posiadania, po przekroczeniu którego dalsze bogacenie się jest po prostu nieetyczne i dokonać odpowiednich regulacji prawnych.
Trzeba też wyeliminować całkowicie pieniądz z obiegu monetarnego, ponieważ materialnego pieniądza nie da się w pełni kontrolować. Pozostać może jedynie pieniądz w formie elektronicznej, ale jego obieg nie może być spętany żadnymi tajemnicami bankowymi czy handlowymi. Obieg pieniądza musi być zatem całkowicie jawny.
Trzeba też zmienić sposób sprawowania władzy. Czy w dobie komunikacji natychmiastowej, kiedy niemal każdy posiada telefon komórkowy potrzebujemy pośrednika, który podniesie w naszym imieniu rękę, aby zdecydować, czy jest nam potrzebna nowa droga, czy nowy szpital?
To jak miałby być zorganizowany świat po "Rewolucji Dusz" trzeba opracować w najdrobniejszych szczegółach, nie można sobie pozwolić na popełnienie nawet małego błędu, czas właściwie już minął, niewielki odsetek z tych 7 miliardów spodziewa się katastrofy i rozumie konieczność zmian, a jeszcze najtrudniejsze: zmian trzeba by dokonać jednocześnie w całym demokratycznym świecie.
Pomysłami co i jak zrobić zapisałem już wiele stron, ale nie chcę tutaj dalej przynudzać, zwłaszcza, że nie mam pojęcia, czy ktokolwiek ze środowiska ZnR chciałby poważnie wziąć pod uwagę możliwość przeprowadzenia "Rewolucji Dusz".

26.03.2016 8:16 Logic

@Mariusz R
To sa utopie dyskutujmy o zeczach realnych a nie o utopiach. Likwidacja gotówki zajebiscie nie bede mógł isc dorobić do sąsiada bo przywali sie urzad skarbowy
to mi śmierdzi NWO i jest odbieraniem ludziom wolności.
Ludzie sami musza zrozumieć i sie samoograniczyc ale o ma byc świadomy wybór i dobra wola inaczej bedzie dyktatura.
To komuniści i nazisci chcieli ludziom opracowywać organizować swiat w najdrobniejszych szczegółach i skończyło sie stosami trupów wiec nie tedy droga.

26.03.2016 9:01 WJ

@MARIUSZ R.
Teraz mam mało czasu, na sensowne uwagi,ale myślę, że "trop" jest właściwy.
Jestem tu w tej chwili, żeby dać słowo, do tego co pisze ANS i KLOSZARD.
Właśnie po to, by tworzyć podłoże do świadomego społeczeństwa obywatelskiego, warto prowadzić dialog z myślącymi inaczej w każdym obszarze i na każdej dostępnej płaszczyźnie. Wykluczeni lub zamuleni intelektualną papką zawsze popłyną w "izmy".

26.03.2016 11:09 adaś

@Mariusz
Projektowanie świata od nowa to może być nawet ciekawe zajęcie. Wielu już próbowało, ale jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.
Jak chcesz się zajmować kwestią pieniądza to warto abyś przeczytał to:
http://doscniewoli.pl/?sp=arts&id=0
Bo może się okazać ,że usiłujesz wyważać otwarte drzwi.

26.03.2016 12:54 Mariusz R.

@LOGIC
"Likwidacja gotówki zajebiscie nie bede mógł isc dorobić do sąsiada bo przywali sie urzad skarbowy"
Chodzi mi raczej o to, że nie będziesz mógł (a raczej będzie Ci znacznie trudniej) kupić od sąsiada kontener broni, aby sprzedać go bojownikom ISIS za ropę w cenie 1/3 ceny giełdowej.

"Ludzie sami musza zrozumieć i sie samoograniczyc ale o ma byc świadomy wybór i dobra wola inaczej bedzie dyktatura."
I dla mnie jest to jasne tak, jak to, że większość ludzi uznaje, że nie można się okładać kijami po ulicach, bo nie służy to dobru ogólnemu, co nie znaczy, że nie ma takich, którzy chcieliby to robić i dlatego ktoś sformułował odnośny paragraf w prawie karnym. Trzeba przekonać większość, aby móc narzucić prawo także mniejszości.

26.03.2016 13:36 Mariusz R.

@ADAŚ
Dziękuję za link!
Sposób tworzenie pieniądza, zadłużanie społeczeństw przez jego przedstawicieli finansowanych przez tych, którzy z tego długu żyją , to jeden z najważniejszych czynników przyspieszających współcześnie upadek cywilizacyjny. Artykuł w bardzo prosty sposób przekonuje do idei zmiany nieuczciwej umowy społecznej.

26.03.2016 16:32 Ans

@Mariusz
Istnieją idee, które wcielone w życie popchnęły by cywilizację w (trochę? sporo?) innym kierunku: demokracja z elementami udziału społeczeństwa w podejmowaniu decyzji (np.: referenda w różnej formie, recall), wsparcie spółdzielczości zamiast korporacji, "zanieczyszczający płaci", podatek węglowy, luksusowy VAT od dóbr luksusowych. Jest tego mnóstwo. Problemem jest przekonanie zaczadzonego społeczeństwa, by odzyskało kontrolę nad swoim życiem, zamiast powierzać ją "specjalistom" od siedmiu boleści: politykom czy prezesom firm. Nie trzeba budować podręcznika, po prostu dać ludziom równe szanse na myślenie, dbanie o dobrze pojęty własny interes (nie bogacenie się, ale zdrowie, bezpieczne środowisko życia itp.)

26.03.2016 22:28 Mariusz R.

@ANS
Wiem, że takie idee istnieją i już w małych enklawach są wprowadzane w życie (to wspaniała inspiracja i ważne poligony doświadczalne), ale, jak sam zwróciłeś uwagę, bez pomysłu, jak przekonać do tego większość nic się nie zmieni. Nie chodzi o stworzenie podręcznika o tym, w co nasza cywilizacja powinna transformować, aby przetrwać, bo to wszyscy tu wiemy (mniej więcej), ale raczej jak przekonać do tego ogół, niezależnie od światopoglądów, potencjału intelektualnego, czy pochodzenia (tu mam kilka własnych przemyśleń). Chodzi też o to, że jak już większość uda się pozyskać, to żeby tego nie spieprzyć i np. nie pogorszyć sytuacji, krótko mówiąc ważniejsze jest jak przeprowadzić ludzkość przez tą transformację nie wywołując niepokojów społecznych, buntów, wojen itp.

26.03.2016 23:35 Logic

@Mariusz R

Przykład bez sesu rząd jednego państwa zawsze znajdzie sposób zeby sprzedać bron rządowi innego państwa a po dupie dostaną jak zwykle szaraczki.

Jak juz muwilem tego nie wprowadzisz bez globalnej dyktatury i czipowania ludzi. Ludzie beda walczyć przeciw temu choćby ja.

27.03.2016 4:21 Mariusz R.

@LOGIC
Przykład miał jedynie zobrazować odpowiedź na postawiony przez Ciebie wcześniej zarzut. Zmiany, takie jak jawność transakcji, przez społeczną kontrolę obywateli, miałyby na celu uniemożliwienie popełniania nadużyć przez osoby pełniące np. funkcje państwowe.

Dla mnie jedyną dopuszczalną formą dyktatury, jest dyktatura większości, a znakowali ludzi w przeszłości faszyści i mam nadzieję, że nie podejrzewasz mnie o takie skłonności.

Tak na marginesie jedna uwaga, jeśli masz przy sobie telefon komórkowy typu android, to właściwie już jesteś dobrze widoczny dla współczesnych systemów. Jedyną różnicą jest to, że z telefonem nie jesteś jeszcze fizycznie połączony, ale patrząc na kierunku rozwoju tych urządzeń, to się niedługo zmieni.

27.03.2016 10:38 Mariusz

Wojny i handel bronią można zakończyć względnie łatwo - poprzez utworzenie Demokratycznego Rządu Światowego (o ściśle wytyczonych i ograniczonych kompetencjach - np z zakazem mieszania się do spraw światopoglądowych w krajach członkowskich), który kontrolowałby JEDYNĄ NA ŚWIECIE ARMIĘ. Wojny skończyłyby się bo jedna armia na nikogo by nie napadła. Nikt tez by na nikogo nie napadł bo nie miałby armi przy użyciu której mozna na kogoś napaść. Nie byłoby więc napadu USA na Irak, chryji na Ukrainie, czy burdelu w Syrii.

Na dodatek warto pomyślec o tym że ta armia mogłaby być 4 razy mniejsza od obecnych połączonyc armii i być jednoczesnie znacznie skuteczniejsza. Zatem emitowałaby wielokrotnie mniej CO2 (a wojsko emituje ogromne jego ilości). Na dodatek zaoszczędzone 75% wydatków na wojsko można przeznaczyc na rewolucję energetyczną. To ponad bilion (tysiąc miliardów$) rocznie !!

27.03.2016 10:57 Mariusz

A pomysł zwirtualizowania waluty jest fajny. Warto choćby zwrócić uwagę na niesłychana efektywność energetyczna jaką miałby system bankowy który mógłby sie ograniczac do kilku dobrych serwerów wykonujących automatycznie operacje przelewów - w porównaniu do obecnej armii 200 tysięcych pracowników harujących w niezliczonych placówkach, któe musza być oświetlane, ogrzewane, sprzątane itp itd i do których klienci musza dojeżdżać samochodami :-D

System zwirtualizowany mógłby jednocześnie być nastawiony na wysoki poziom jawności. Mam na myśli że prywatne przelewy, zakupy i stan konta powinien być tajny ale to co odnosi się do spraw publicznych jak budżet, przelewy do różnych jednostek publicznych i ich operacje finansowe, finanse spółek giełdowych, POWINNY BYĆ JAWNE. Jawne czyli dostepne paroma kliknięciami na specjalnej stronie internetowej. Dzięki temu to my podglądalibyśmy Wielkiego Brata a Nie Wielki Brat nas

Jest cała masa różnych innych korzyści jak choćby możliwość uproszczenia systemu podatkowego - wprowadzenie prostego podatku zryczałtowanego od każdego przelewu (poza wewnętrznymi w rodzinie). Dostarczyłby dochodów do budżetu i nie byłoby żadnych komplikacji ze skomplikowanym prawem podatkowym. I żadnych rozdętych urzędów podatkowych czy zusowskich. Wystarczyłby mały serwer, który wykonałby robotę dziesiątek tysięcy obecnych urzędników (coż za efektywność energetyczna !!! :-D )

Taki system pomógłby pokonać zorganizowaną przestępczość, bo trudniej byłoby sprzedać kradziony samochód, narkotyki, lub cokolwiek w systemie gdzie zapisywany jest każdy przelew i nie ma anonimowych pieniędzy

27.03.2016 12:01 Logic

@Mariusz
Acha czyli wylać dziecko z kompiela przez zgnilych polityków genialne.

Większość nie zawsze ma racje zwłaszcza jesli jest ogłupiona patrz nazizm i komunizm.

Telefonu mogę nie miec lub nie nosić ze soba a wiadomości mogę szyfrować i puszczać przez tora.

Demokratyczny rzad światowy zapewne z nieograniczonymi kompetencjami i samo wybierający sie - nie dziekuje.

A co jesli cześć państw sie na to nie zgodzi na światowy rzad i armie to co zrobisz ? Atom zucisz czy co ?
Po za tym w takim utopijnym systemie po co komu armia czego ona by miała pilnować ? Chyba nie pacyfikowac obywateli ?
Sam sobie przeczysz.

Jak ci juz muwilem nigdy ani ja ani ludzie nie zgodzą sie na totalitaryzm ktory proponujesz.
Czemu do gotówki akurat zes sie przyczepił ?
To co2 chyba jest problemem i przeludnienie a nie gotówka.

27.03.2016 19:25 Ludomir

@Mariusz
Warunkiem koniecznym dla budowy demokracji rozumianej jako ustrój optymalizujący szczęście społeczeństwa wymaga wychowania do demokracji.
Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie demokracji w społeczności pozbawionej, w procesie wielopokoleniowego zniewolenia, kapitału społecznego. Homo Sowietikus nie może zaznać szczęścia w społeczeństwie obywatelskim bo nie ma wykształconego instynktu współpracy. Mało tego jest dla takiego społeczeństwa zagrożeniem bo jego nieusankcjonowanie musi opierać się na fundamencie zaufania. Homo Sowietikus musi mieć wodza bo przeraża go konieczność podejmowania decyzji. Dlatego musimy w pierwszej kolejności budować w dzieciach poczucie sprawstwa i uczyć je współdziałania. Nasze biedne społeczeństwo trafiło z deszczu pod rynnę. Bezwzględna władza monopartii została zastąpiona bezwzględną, bo nie ograniczaną przez zorganizowaną społeczność, władzą kapitału. Niestety nie potrafimy się zorganizować i dlatego jesteśmy bezbronni wobec dyktatu kapitału. Demokracji trzeba uczyć w szkołach. W polskich uczymy wyścigu szczurów. To mądre zwierzęta dlatego co sprytniejsze już opuściły nasz okręt.

27.03.2016 20:32 Mariusz

Logic
Utopia to jest wiara w to, że można sobie rozwijać systemy bojowe w nieskończoność i że żaden wariat nie wykorzysta tego przeciw ludziom. Nadejda takie czasu kiedy jakaś firma z Północnej Korei będzie w stanie wytworzyć nanotechnologiczne mikroroboty (np muchy z wyglądu nie do odróżnienia od naturalnych) zdolne wybić całą ludzką populację przez wstrzyknięcie każdemu trucizny. Albo po prostu ktoś prędzej czy później użyje broni atomowej. I co wtedy?

Jest na to dwa skuteczne rozwiązania. Jedno technokratyczne - to demokratyczny rząd światowy i drugie duchowe - pokojowa przemiana świadomości ludzkiej. Oczywiście chciałbym aby nastąpiło to drugie ale obawiam się że zanim to nastąpi stanie się cos złego. Rząd Światowy da trochę więcej czasu.
cyt"zapewne z nieograniczonymi kompetencjami i samo wybierający sie - nie dziekuje." ale bredzisz nawet nie ma co komentować, jad nienawiści zaślepia ci oczka. Czy ciebie przypadkiem nie tłamsił tatuś w dzieciństwie, że czujesz taką nienawiść do jakiejkolwiek formy społecznej samoorganizacji?

"nigdy ani ja ani ludzie nie zgodzą sie na totalitaryzm ktory proponujesz"

totalitarym to właśnie wprowadzają twoje piękne i wspaniałe prywatne globalne korporacje

27.03.2016 20:49 Mariusz

Ludomir

No ogólnie to się zgadza.
Ja uważam, że ważne jest wprowadzenie do szkół zajęć z budowania zrównoważonego poczucia własnej wartości niezależnego od stanu posiadania, fizycznego wyglądu itp itd, zajęć z radzenia sobie z negatywnymi emocjami, zajęć pokazujących jak różni ludzie w tym biznes stosują manipulacje aby nas przekonać do robienia czegoś.

Ludzie robią niesłychanie dużo niepotrzebnych rzeczy tylko po to aby nie czuć się gorszymi albo poczuć że zasługują na akceptację, miłość czy choćby uwagę. W tym celu kupują auta, ciągle zmieniają drogie ciuchu, kupują niewyobrażalne ilości kosmetyków itp itd

Na dodatek mają trudnoście we współpracy bo często emocje biorą górę. Podobno większość zespołów zajmujących się innowacjami przegrywa bo ludzie nie umieją się dogadywać, a nie z powodu braku pieniędzy czy pomysłów

No i zajęcia pomagające kultywować uczciwość i odpowiedzialność.
Demokracja zaczyna się od szacunku do innych i do samego siebie. A także wzajemnego zaufania.
Kiedyś jeden Polak pojechał do Szwecji. Nad brzegiem jeziora zobaczył dzieci. Dzieci zostawiły portfele i zegarki na molo i na 2 godziny zniknęły gdzieś w nadbrzeżnym lasku. Facet nie mógł wyjść ze zdziwienia, że nawet im nie przyszło do głów że ktoś im może ukrasć ich własność. Szwedzi po prostu dali radę zbudować bardzo uczciwe społeczeństwo. My też dalibyśmy radę tylko trzeba popracować

27.03.2016 21:24 Mariusz R.

@Mariusz
Moim zdaniem nie potrzebujemy władz centralnych, aby dobrze funkcjonować jako społeczność planety. Potrzebujemy jedynie sprawnej organizacji i systemów szybkiego społecznego reagowania na wypadek zagrożeń, które dotyczą większych społeczności, regionów, kontynentów, świata. Potrzebujemy czegoś na kształt "pospolitego ruszenia", ale w całkiem nowoczesnym wydaniu.
Każda nawet mała społeczność potrzebuje szeryfa, strażaka, lekarza czy akuszerki, a tysiące małych społeczności mogą powołać całą armię strażaków, czy lekarzy.
Według mnie człowiek nie zmienił swej natury przez te ostatnie kilka tysięcy lat od porzucenia myśliwskiego i zbierackiego stylu życia i wciąż jest stworzony do funkcjonowania w małych wspólnotach (Liczba Dunbara), bo wierzę, że tylko żyjąc w zgodzie ze swoją naturą będziemy w stanie osiągnąć pełnię oraz zadowolenie z życia. Już nawet ekonomiści i biznesmeni doceniają zalety wspólnot: http://mariuszchrapko.com/150-pracownikow-w-firmie-nie-wiecej/
Moim zdaniem świat należy zorganizować jako zintegrowany system (federację) małych wspólnot, ale respektujących jeden, wspólny, akceptowalny dla wszystkich system wartości (przykład, to Prawo Federalne USA), natomiast lokalnie żyjąc według swoich zasad, choćby mieli i żyć według prawa szariatu (na przykładzie USA: Prawo Stanowe).

Co do reszty Twoich spostrzeżeń dotyczących systemów finansowych, to szedłem podobną drogą rozumowania. Kluczem jest jawność transakcji handlowych i rządowych, a fizyczny brak gotówki ma utrudnić przeprowadzanie nielegalnych transakcji. Oczywiście nadal istnieją metale szlachetne, ale jako środek płatniczy (kapitał) przestępczego półświatka początkowo będą łatwe do w wprowadzenia na rynek, ale ulegną rozproszeniu, przez co trudno będzie komukolwiek ponownie nielegalnie zgromadzić większą ilość takiego kapitału.

27.03.2016 21:39 Mariusz R.

@LUDOMIR
Do demokracji mającej współczesny wizerunek polityka-marionetki wyszkolonej przez speców od PR na usługach dużych pieniędzy, "legalnie" sterowanych lobbingiem, do takiej demokracji nie dojrzejemy nigdy, bo zawsze damy się omamić. Poddają się sugestii współczesnych socjotechnik ludzie niezależnie od posiadanej inteligencji czy wykształcenia.
Powinniśmy zrezygnować z usług polityków i zastanowić się nad systemem, który mógłby ich zastąpić.

27.03.2016 23:10 WJ

@MARIUSZ R.
@MARIUSZ
Pięknie mi się Was czyta ponieważ:
-swoimi poglądami dowodzicie że Ludzie- Idealiści istnieją,
- wychodzicie poza dominujący model funkcjonowania,
-bo w Waszym przekazie jest wiara w dobrą naturę człowieka,
-bo chcecie czegoś z myślą o Innych

28.03.2016 5:00 Coyote

@Ludomir coś z tych waszych opracowań na temat ogrodów biodynamicznych wyszło drukiem ? Jest dostępne do dostania ? Znam blog pana Majdy i "The Complete Book of Self Sufficiency" Johna Seymoura , ale chętnie bym jeszcze poszerzył swoją wiedze . Szkoda że "Complete Book.." nigdy nie wyszła po polsku , jest co prawda napisana tak prostym i przystępnym językiem że zrozumiała nawet dla mnie z moim średnio kiepskim engliszem ale mogła by wtedy dotrzeć do szerszej rzeszy ludzi w naszym kraju .

28.03.2016 13:49 logic

@Mariusz R
Sam bredzisz i do tego sam sobie przeczysz zobacz jak "skutecznie" działa twoja mumia europejska.
I nie wciskaj ludziom ciemnoty że rozwizaniem wszystkich problemow bedzie jeszcze wiekrza centralizacja władzy.
Jeszcze raz ci powtazam ludzie nigdy nie zgodza sie na cos takiego bo to bedzie oznaczac utrate suwerennosci ich państw.
Co zrobisz jedna wielka unie swiataową ? bez granic ? To sa bzdury.
Korporacje mozna opodatkować tylko to twoim ukochanym globalitom brak woli bo biora od nich kase.

28.03.2016 14:25 Mariusz

Mówię o federacji państw narodowych. Na przykład takiej jak USA - to jest federacja 50 stanów czyli państw. Czy te stany są zniewolone przez federację? A w jaki sposób?
Jakby policzyć ile te stany musiałyby wydać na utrzymanie tzw niezależności to wyszłoby więcej niż podatek federalny. Tyle że w odróżnieniu od federalnego podatku nie mieliby usług świadczonych z poziomu federalnego. Tylko same koszty. Na przykład utrzymanie 50 odrębnych krajowych walut gdzie każda fluktuuje w wartości to byłby problem. Wiele stanów mogłoby zbankrutować. Ogólnie to duzy problem dla biznesu który musiałby uwzgledniac koszty ryzyka walutowego. A co z utrzymaniem 50ciu odrębnych armi narodowych? I co jeśli doszłoby do wojen między stanami - a na pewno by doszło ? A co jesli niektóre stany przekształciłyby się w meliny i wylęgarnie mafii narkotykowych i innych - tak jak dzisiaj Meksyk czy Kolumbia? Nie byłoby na nie bata jak dzisiaj nie ma na Meksykanów i szalejące tam gangi narkotykowe

To tylko tak na początek. Utrzymanie odrębności jest związane z dziwnymi kosztami

Poza tym przestań projektować na mnie swoje urojenia o rządzie światowym. Ja mówię o organizacji powołanej do zajmowania się problemami ogólnoplanetarnymi i kosmicznymi, które próbuje obecnie nieudolnie rozwiązywać ONZ. Te problemy ktoś musi rozwiązać albo one nas wykończą.
Nie rozumiem dlaczego uroiło ci się że to ma być jakas dyktatura włażąca każdemu do domu i regulująca wszystko od podłogi do sufitu?
Ja mówię o organizacji działającej w ramach prawa - ze ściśle ograniczonymi kompetencjami i zakazie kompetencji rozszerzającej (zakazie interpretowania swoich kompetencji w sposób rozszerzający). Jesli społeczeństwo zgodzi się na to w referendum to w czym masz problem ??

28.03.2016 14:28 Mariusz

MariuszR

A w jaki sposób taka luźna grupa różnych społeczności poradziłaby sobie z powiedzmy nadlatującymi głowicami wodorowymi wystrzelonymi przez jakiegoś wariata ?

28.03.2016 15:57 Mariusz R.

@LOGIC
Nie jestem pewien, czy Twój komentarz dotyczy rzeczywiście, któregoś z moich postulatów. Sądzę, że chodzi Ci od wypowiedź innego Mariusza, tego bez R.
Jest nas tu dwóch, chodź mamy dość podobne poglądy.

Wracając do problemu centralizacji władzy i Twoich zarzutów do działania UE, to się z Tobą zgodzę, ludzie nie wyciągnęli żadnej nauki z historii Starożytnego Rzymu, którą przecież dość dobrze już poznaliśmy. Rozbuchana administracja, drobiazgowe regulacje prawne, gąszcz przepisów, szalejący nepotyzm, nadużycia, lobbing, wciąż rosnąca inercja procesów decyzyjnych, dzięki m.in. takich atrybutom władzy upadł Rzym i zapewne padnie UE, ale podzielony świat, to jednak żadne rozwiązanie. Trąci to powrotem do XIX wiecznej Europy okopanej, nękanej konfliktami napuszczanych na siebie narodów przez wrogie obozy ówczesnych grup interesów. Wszyscy wiemy do czego to doprowadziło w pierwszej połowie XX wieku.
Musimy znaleźć alternatywę dla tej rzeczywistości, ale musimy też pozostać wciąż zjednoczeni i próbować jednoczyć się z innymi, bo inaczej utoniemy w chaosie, wybijemy się nawzajem, a Ci, którzy przetrwają, jeśli tacy będą, rozpoczną wszystko od początku, popełniając te same błędy i wszystko w końcu się powtórzy. Powinniśmy przerwać ten zaklęty krąg!

Wiem, że jesteś zwolennikiem JKM, a i mnie też zdarzało się na niego oddawać swój głos w paru wyborach, bo podoba mi się jego prosta, logiczna narracja w wielu kwestiach, jego stałość głoszonych poglądów, ale w wielu sprawach się z nim nie zgadzam, jego poglądy na temat spalania węgla i ocieplania się klimatu, "spisku klimatologów" byłyby nawet zabawne, gdyby nie groza zagrażająca całemu życiu na Ziemi, że wspomnę też o jego ironicznych wypowiedziach na temat inteligencji kobiet, a przecież inteligencja, to nie tylko IQ, to też IE. Bez inteligencji emocjonalnej nasi przodkowie nie mieliby szans w walce o przetrwanie i gałąź na drzewie życia dla naszego gatunku dawno by uschła. Tak, przeciętna kobieta posiada niższy wskaźnik IQ od przeciętnego mężczyzny, ale w kwestii IE przeciętny facet nie dorasta jej do pięt!

Dlatego zachęcam każdego do uważniejszego przyglądania się ludziom, którzy nas inspirują i kształtują nasz światopogląd. Nie przejmujmy bezkrytycznie poglądów naszych idoli. Patrzmy na świat z różnych perspektyw, próbujmy dostrzec więcej (przydałoby się więcej empatii), nie dzielmy świata na Dobrych i Złych, Mądrych i Głupich, Bogobojnych i Niewiernych, bo takie granice nie istnieją. Wszyscy mamy w sobie wszystkiego po trochu i czasem małe drobiazgi, a czasem bardzo silne emocje decydują jaką drogą podążamy. Nie zawsze emocje są najlepszym doradcą, ale zimna kalkulacja też czasem prowadzi na manowce. Wydaje mi się, że nawet JKM powiedział kiedyś, że "poglądów nie zmienia tylko krowa".

Ależ się rozpisałem, przepraszam, jestem dziś w pracy i niewiele się dzieje, więc...

28.03.2016 16:58 Mariusz R.

@Mariusz
Według mnie przejście od wspólnoty niezależnych krajów do ogólnoświatowej organizacji mniejszych i w pewnym stopniu niezależnych wspólnot to proces. Proces na pokolenia. Ważne jest tylko, aby na początku zgodzić się co do wspólnych, powszechnie respektowanych zasad, tak jak zrobiły to w XIX w. USA i w ubiegłym stuleciu UE. Istotne jest tylko, aby zmienić owe zasady, które w USA uległy deprecjacji, bo zostały zepchnięte do roli symboli narodowych, którymi macha się ludziom przed oczami przy okazji straszenia ich największym możliwym nieszczęściem, czyli koniecznością rezygnacji Amerykanów z "amerykańskiego stylu życia". UE, choć nowocześniejsza i bardziej ukierunkowana na interes przeciętnego obywatela, również ugina się pod presją lobby korporacji i wielkich pieniędzy.
Powinniśmy się zorganizować i przywrócić równowagę nie tylko naszej umęczonej planecie, ale przywrócić też równowagę w naszych społecznościach. Przykład: Czy można bez cienia wątpliwości zaakceptować fakt, że praca jednego może być warta pracy 100 tys. ludzi? Jeden z greckich myślicieli twierdził, że stosunek najwyższego do najniższego uposażenia nie powinien przekraczać 6 do 1. Nie jestem zwolennikiem równania ludzi i ich dochodów, ale jak można akceptować fakt, że w najbiedniejszych krajach za ciężką pracę przez cały dzień człowiek otrzymuje kilka dolarów, podczas, gdy gdzie indziej prezes banku dostaje kilka tysięcy za godzinę?
W latach międzywojennych najbogatsi amerykanie i europejczycy byli obciążeni ponad 90% podatkiem dochodowym. Dziś najbogatsi płacą najniższe podatki, a to przecież nie jest chyba normalne?

Mariusz, jeśli chodzi o problem głowic, to jasne, że w początkowej fazie procesu silna armia będzie niezbędna, ale w miarę postępu procesu jednoczenia się społeczności, będzie zmniejszać się zagrożenie zewnętrzne.

28.03.2016 18:53 Mariusz

"Według mnie przejście od wspólnoty niezależnych krajów do ogólnoświatowej organizacji mniejszych i w pewnym stopniu niezależnych wspólnot to proces. Proces na pokolenia."

Ja nie uważam, że mamy aż tyle czasu

29.03.2016 13:50 WJ

@MARIUSZ R.
Mam przekonanie, że jako ludzkość mamy już wiele cennych idei np. chrześcijaństwo, socjalizm. A "tu i teraz" takich jak autorstwa Ludomira , Marcina Popkiewicza.
Mamy organizacje powołane z wzniosłych pobudek np. ONZ czy fundacje, stowarzyszenia, inicjatywy obywatelskie np. Fundacja Batorego,Watchdog.
Założenia są budujące i odwołujące się do najcenniejszych wartości.
Problemem jest nasza mentalność i słabość kondycji moralnej. Każdy intelektualny, cenny projekt potrafimy zdeformować, ulegając niskim instynktom, chciwości czy potrzebie natychmiastowej gratyfikacji.
Może najpierw spróbuj znaleźć metodę na zmianę człowieczej natury, żeby Twoja wizja miała szansę realizacji.

29.03.2016 21:25 Mariusz R.

@WJ
@Mariusz
Poznaliśmy diagnozę, ale nikt w pojedynkę nie znajdzie potrzebnych odpowiedzi, nie opracuje koniecznych rozwiązań, nie wprowadzi ich w życie, nie przekona do nich milionów, nie zdoła zmienić świata. Popatrzcie dokoła, przecież większość ludzi nawet nie przeczuwa nadchodzącej katastrofy, ale jak poświęci im się trochę czasu, porozmawia, to otwierają oczy.
Dlatego to intelektualiści, wszyscy, niezależnie od naszych poglądów, którzy rozumiemy, że bez zdecydowanych działań społeczeństw całego świata w ciągu najbliższych kilku lub kilkunastu lat stracimy być może szansę na ratunek, powinniśmy się zorganizować i zacząć działać, stworzyć ponadnarodowe struktury, wyznaczyć cele i opracować strategie.

Kolejne szczyty klimatyczne niczego istotnego nie wniosły i nie wniosą w przyszłości, bo nikt z dzisiejszych dysydentów nie odważy się odrzucić funkcjonujących paradygmatów. Nie mamy się co łudzić. Możni tego świata wierzą, że są bezpieczni, że wpływy i pieniądze pozwolą im się wywinąć z każdej opresji, ale to przecież bzdura. Wierzę, że ostateczne i nawet kilku z nich da się przekonać do rewolucyjnych zmian.

Mariusz, ja też rozumiem, że nie mamy wiele czasu, dlatego nie powinniśmy więcej go tracić, powinniśmy zacząć działać i przekonać do działania innych.

29.03.2016 22:38 Logic

@WJ
O tak socjalizm/komunizm zeczywiscie szlachetne idee kilkadziesiąt milionów ofiar.

29.03.2016 22:45 Logic

@Mariusz R
Tym razem juz do ciebie :)
Ja mysle ze owszem trzeba przekonywać ludzi , uświadamiać ale na globalna skale z tego nic nie wyjdzie. Jest juz o te kilkadziesiąt lat za późno po za tym przeciw sa korporacje media polityka ehh..... lepiej nie mowić.
Ja tam wole sie zwrócić ku wartościom duchowym bo tego swiata juz nie da sie chyba uratować.

29.03.2016 23:01 WJ

@LOGIC
No własnie, dobry przykład- idea była słuszna i zobacz jak została spaczona i wykorzystana przez jednych ludzi wobec Innych, którym miała służyć.....

30.03.2016 9:25 cios w ego

WJ @ idea słuszna tylko okazało się że atawizm jest silniejszy, atawizm czyli stosunek mięsożerców do trawożerców :-)

30.03.2016 15:38 Mariusz R.

@LOGIC
@WJ
@CIOS W EGO
Myślę, że ludzie zawsze mylili ideę z ideologią.
Idea, to przecież pomysł na rozwiązanie jakiegoś problemu, a ideologię zwykle dorabiają do idei Ci, którzy chcą przekonać do tego pomysłu innych i przejąć "rządy dusz".
Komunizm - idea, która nigdy nie została wcielona w życie, a Sowieci przywłaszczyli sobie ideę i dorobili do tego śmiercionośną ideologię, która odebrała godność i życie większej liczbie ludzi niż faszyzm.
A trzy wielkie religie Bliskiego Wschodu? Judaizm, chrześcijaństwo, islam to przecież idee? Czyż ludzie nie dorabiali do nich przerażających ideologii i czyż nadal tego nie robią? Zwyczajowe kamieniowania, pogarda dla kobiet, wojny krzyżowe, nawracanie pogan krzyżem i mieczem, stosy, terroryzm, zabijanie niewiernych, to właśnie skutki działania ideologii w praktyce. Według mnie, aby zrealizować jakąś ideę nigdy nie wolną uciekać to tworzenia do niej ideologii.

Mimo, że jestem człowiekiem niewierzącym, dostrzegam pozytywny potencjał duchowych wartości jakie niesie ze sobą islam czy chrześcijaństwo, ale gardzę używaniem tych idei do napuszczania na siebie wzajemnie ludzi, a własnie po to ludzie tworzą ideologie!

30.03.2016 16:52 WJ

@MARIUSZ R.
Jesteśmy zgodni.
Pisząc wcześniej, myślałam właśnie o tej aberracji pojawiającej się przy wartościowych ideach, będącej pochodną nie treści tychże, lecz nas ludzi, naszych "ciemnych stron".
Wcielając w życie bardzo altruistyczne, sensowne projekty wykorzystujemy je dla własnych korzyści. Zdecydowana mniejszość z nas, wolna jest od myślenia krótko perspektywicznego i egoistycznego.
Jak tego uniknąć- tu widzę problem, a nie w braku kolejnej idei, choć niewątpliwie Twoja stanowi wartościową Wizję.
PS. Człowiek niewierzący też może pielęgnować swój wymiar duchowy :)

30.03.2016 19:33 Mariusz R.

@WJ
Tak, to prawda, że zdecydowana większość z nas nie jest wolna od egoizmu. Ja nawet sądzę, że nikt tak całkiem nie jest. Nawet, jeśli nie myślimy w kategorii sensu stricte "ja", to jest jest to projekcja "ja i moja rodzina", "ja i moja grupa", "ja i mój Bóg".
Wystarczy, że obiektywnie przyznamy co sprawia, że idee umierają pod wpływem ludzkich słabości.
Chciwość, kłamstwo i oszustwo, żądza władzy, chęć dominacji. Lista musi być pełna, a potem jak w równaniu trzeba skompensować te ułomności przez odważne wprowadzenie zasad np. chciwość ograniczyć przez określenie minimalnej płacy, ale i maksymalnego dochodu, kłamstwo i oszustwo poprzez wyeliminowanie pieniądza monetarnego i wprowadzenia jawności transakcji i umów, żądze władzy przez eliminację profesji polityka, chęć dominacji przez np. wprowadzenie progu ograniczającego wielkość korporacji do jakiegoś niegroźnego i sensownego poziomu.
W każdym modelu społecznym, jednostka jest zmuszona w jakimś stopniu rezygnować z własnej swobody w imię korzyści społecznych i dobra ogólnego. Tu chodzi w istocie o to, aby odebrać jednostce tylko te wolności, które obiektywnie krzywdzą innych.
Można to wszystko zrealizować, trzeba jedynie
zgodzić się w sprawie swoistego egalitaryzmu światopoglądów i zaakceptować nawzajem własną nieszkodliwą różnorodność i to chyba, biorąc pod uwagę nasz wrodzony egotyzm, jest największym wyzwaniem!

31.03.2016 16:47 WJ

@MARIUSZ
No właśnie...
'Można to wszystko zrealizować, trzeba jedynie
zgodzić się w sprawie swoistego egalitaryzmu światopoglądów i zaakceptować nawzajem własną nieszkodliwą różnorodność i to chyba, biorąc pod uwagę nasz wrodzony egotyzm, jest największym wyzwaniem!'
Gdybyż to było wykonalne, już dawno wcielona byłaby w życie zasada "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" i problemy Świata zostały uproszczone :)

Chyba się starzeję ;), bo pomimo docenienia Twoich intencji, jak i samej Idei, jestem sceptyczna co do możliwości realizacji.

Myślę, że Twój projekt mógłby być impulsem, inspiracją dla Innych posiadających specjalistyczna wiedzę z poszczególnych, sygnalizowanych w nim obszarów, koniecznych do funkcjonowania całości.
Myślałeś jak i z kim podzielić się swoim pomysłem ?
Jak go dopracować, wzbogacić, skorzystać z zasobów wiedzy Innych Osób ?

01.04.2016 10:58 Tadek

Artykuł wstrząsający.
Ale ja widzę pozytywne zmiany w społeczeństwach.
Ludzie zaczynają dostrzegać różnicę pomiędzy ilością a jakością.
I coraz częściej wiedzą, że ilość posiadanych dóbr nie idzie w parze z jakością życia.
Tak w skrócie bo jak zwykle nie mam czasu ....... :/
Zobaczcie co się dzieje w sklepach rowerowych, sportowych, siłowniach itp itd.
Ludzie zaczynają dostrzegać czym jest szczęście. Szanować zdrowie, przestają wierzyć w cudowne pigułki.
Apogeum wiary w cudowne rozwiązania problemów zdrowia (również tego psychicznego) mamy chyba za sobą.
Liczba "niepełnosprawnych" nieszczęśliwych ludzi z powodu otyłości, lenistwa i chciwości powoduje, że nie chcemy tak żyć i zaczynamy się realizować nie poprzez ilość a jakość.
Przemysł jest głównym "hamulcowym" zmian w społeczeństwach - tylko tyle, i aż tyle ........

03.04.2016 11:20 Ludomir

@COYOTE
przepraszam, że tak późno
Ogród biodynamiczny przy domu Dorota Metera

03.04.2016 12:52 Ludomir

@ Mariusz R
Dotknąłeś istoty rzeczy. Nasze ewolucyjnie wytworzone mózgi mają pewne właściwości, ignorowanie których prowadzi do katastrofy. Możemy efektywnie współpracować z relatywnie wąskim kręgiem ludzi. I to musi być fundamentem ustroju, jeśli jego celem ma być maksymalizacja sumy szczęścia na planecie. Zatem fundamentem takiego ustroju musi być hierarchiczna struktura społeczna w której fundamentem jest samorządowa jednostka terytorialna np. grupa sąsiedzka o liczebności umożliwiającej uzgodnienie wspólnoty interesów i wybór reprezentanta np. 150 osób. Jego wybór powinien być demokratyczny w szerszym rozumieniu. Może to być przywódca plemienia, klanu czy rodziny wybrany w celu reprezentowania interesów jednostki samorządowej na zewnątrz. Kolejna hierarchiczne jednostka znowu musi być ograniczona liczebnie do wielkości umożliwiającej skuteczne uzgodnienie interesów i wybór reprezentanta do wyższej struktury. Fundamentem takiej struktury musi być bezwzględnie respektowana zasada subsydiarności. Czyli odseparowanie obszarów władztwa. Kompetencje struktury wyższej nie mogą się pokrywać z kompetencjami struktury niższej. Do wychowania dla takiego ustroju idealnie nadaje się system oświaty w którego istotą byłaby samorządność uczniowska. Moim zdaniem demokracja tylko wtedy nie jest najgłupszą formą rządzenia, gdy istotą demokratycznych wyborów jest nieistotność wyboru. Dla zobrazowania tego dam przykład. Dla społeczności klasy nie jest istotne czy z dwojga dzieciaków, które zdaniem klasy najbardziej nadają się na przewodniczącego zostanie wybrany którykolwiek z nich. I tak jest na każdym szczeblu hierarchicznej struktury samorządu. Ponieważ, im wyższy szczebel tym więcej razy, każdy z konkurujących został wybrany, w związku z czym różnice miedzy kandydatami nie mogą być istotne. Dramatyczny jest wybór na prezydenta pomiędzy elektrykiem, biznesmenem a dziennikarzem. Z mniej lub bardziej wypaczonymi elementami takiego ustroju, mieliśmy do czynienia w USA do momentu, w którym władze zagarną kapitał. W taki sposób mógłby powstać rząd światowy którego obszar władztwa obejmowałby jedynie te kwestie, które dotyczą całego świata np. negocjacje z inną cywilizacją czy eliminacją skutków katastrofy planetarnej. Obecnie panujące systemy demokratyczne, poza kilkoma wyjątkami z Szwajcaria i Skandynawią na czele, są marnie maskowanymi tyraniami wąskich grup interesów, których jedynym mandatem do sprawowania władzy jest respektowanie interesów wielkiego kapitału.

03.04.2016 13:08 PRAKTYK

Tak na marginesie denerwuje mnie podawanie "informacji" jakoby co minutę czy dziennie znikało ileś tam gatunków - dowody proszę!!!!
Szukam od jakiego czasu katalogu takiej zagłady i nic!
Dla mnie to jest demagogia i nic więcej. Są informacje o zagrożonych gatunkach roślin i zwierząt ale jeżeli chodzi o wymarłe to wszędzie są te, które już dawno wyginęły + delfin chiński i może parę innych. Na jakiej podstawie ktoś formułuje takie tezy?!!

Znacie może jakieś wiarygodne opracowanie na ten temat czy strony www, cokolwiek oprócz propagandy?

03.04.2016 19:40 Ans

@Praktyk
Co to znaczy "oprócz propagandy"?
Takim najpopularniejszym, wiarygodnym źródłem w temacie jest: http://www.iucnredlist.org/

04.04.2016 6:32 Hokurn

Przez tego typu bzdurne artykuły Marcin Popkiewicz i jemu podobni są często traktowani jako banda oszołomów,co bronią interesów jakiejś abstrakcyjnej Matki Ziemi chcąc ograniczyć populację do 2 mld.


" Cztery główne przyczyny przedwczesnej śmierci a więc choroby serca, cukrzyca, nowotwory i udary wynikają z masowej konsumpcji śmieciowego jedzenia, a w szczególności spożywania niskich jakościowo produktów zwierzęcych "

Akurat rozwój chorób cywilizacyjnych łączy się ze zwiększonych spożyciem węglowodanów, w szczególności szybko wchłanialnych szczególności cukrów.

04.04.2016 11:28 Coyote

@Ludomir Dzięki ! :)

04.04.2016 11:38 Kloszard

@HOKURN
Chooj z planetą. Przecież to jakiś abstrakcyjny twór. Tak kiedys mówili o Wyspie Wielkanocnej. Niestety nasz gatunek jako zbiorowość ma inteligencję drożdży lub bakterii. Możliwe, że tłumaczy to też paradoks Fermiego - dlaczego przy ogromnje liczbie galaktyk, nadal nie znaleźliśmy śladów obcych cywilizacji - po prostu zuzyły dostępne im zasoby. Niestety ludzkość to zbiorowisko HOKURN-ów, dlatego nasze szanse są marne. Z mentalnością łowcy-zbieracza nie ocalimy planety, a co dopiero mżonki o kolonizacja i terraformowaniu innych planet.

04.04.2016 15:49 Mariusz R.

@LUDOMIR
Bardzo Ci dziękuje za Twój post! Nie potrafiłbym tak zwięźle przedstawić kierunku w jakim musimy reorganizować zarządzanie naszą Planetą.

04.04.2016 16:10 Mariusz R.

@PRAKTYK
Nie musiałbym oglądać żadnych konkretnych dowodów na poparcie tezy o największym masowym wymieraniu w historii naszej planety. Wystarczy, że widzę na zdjęciach satelitarnych w jakim tempie wycinamy lasy, jak szybko powiększają się obszary nienadające się do życia (wcale nie mam na myśli warunków dla ludzi) i jak szybko znikają jeziora oraz rzeki świata, a te, które pozostają zamienianie są w kanały melioracyjne. Wystarczy mi wiedza, że w ciągu mojego życia populacja ludzi i zwierząt hodowlanych wzrosła trzykrotnie, by wiedzieć że biosfera nie jest rozciągliwa i ta cała masa dzikich zwierząt i roślin została zastąpiona masą ludzi oraz zwierząt i roślin hodowlanych! Dziś chronimy marne resztki tego, co było powszechne jeszcze 200 lat temu i jestem pewien, że w obliczu wyboru, czy wyciąć kolejny kawałek lasu pod uprawę, czy też pozostawić ludzkie potrzeby niezaspokojone, ludzie podejmą bardzo przewidywalną decyzję (patrz wycinka Puszczy Białowieskiej), a na koniec nie pozostawimy w spokoju nawet piędzi Ziemi! Sądzisz, że gatunki dzikich zwierząt ocalą komercyjne ogrody zoologiczne?!

04.04.2016 16:34 Mariusz R.

@HOKURN
"Akurat rozwój chorób cywilizacyjnych łączy się ze zwiększonych spożyciem węglowodanów, w szczególności szybko wchłanialnych szczególności cukrów."
Akurat masz rację, ale nie widzę sprzeczności z cytowanym przez Ciebie fragmentem, w końcu całe śmieciowe jedzenie faszerowane jest węglowodanami i cukrami.
Ale ja nie o tym. Wystarczy zauważyć zmiany, jakich dokonały fabryki żywności w samej istocie uprawy rośli i hodowli zwierząt i zestawić to z wiedzą, czym w istocie jest nasz pokarm, aby dojść do wniosku, że korporacyjna "żywność" nie może być zdrowa.
To, co jemy dostarcza nam energii, ale wraz z przyswajaną żywnością do naszego organizmu zawsze trafiała niemal cała tablica Mendelejewa substancji, które organizmy nauczyły się pobierać i znalazły dla tych substancji zastosowanie w tysiącach reakcji biochemicznych.
Skoro dziś z 1 ha udaje się rolnikom stosującym uprawę przemysłową wymuszoną przez korporacje wyprodukować nawet trzydziestokrotnie większą masę żywności niż dawniej, a hodowcom utuczyć zwierzaka nawet czterokrotnie szybciej, to czy jest możliwe, aby roślina, czy zwierzę zdołało zgromadzić w sobie tyle mikroelementów co wcześniej?
Dzisiejsza żywność jest niezdrowa, bo jest jałowa, pozbawiona mikroelementów, tuczymy się nią, bo nasze ciała próbując dostarczyć wystarczającą ilość mikroskładników zmuszają nas do pochłaniania większej ilości żywności.

04.04.2016 17:23 WJ

@MARIUSZ R.
Co za zbieżność :)
Własnie zbierałam się do odparcia postu HOKURN-a.
To może jeszcze coś dorzucę.
Śmieciowe jedzenie w najprostszym ujęciu, dostarcza kalorii, lecz ubogie jest w składniki odżywcze czyli węglowodany w formie kuszących słodyczy, które oferują nam koncerny, by zarobić na naszych słabościach, bynajmniej nie karmiąc nas, jak najbardziej temu odpowiadają,
Mięso z masowych hodowli, także, MARIUSZ R. swietnie to wyjaśnił.
Poza tym, w większości przypadków my nie jadamy ciał innych istot, tylko kawałek szynki lub kotlet.

. Sama jem mięso, ale z pełna świadomością co to za zwierzą, mam taka możliwość. Pamiętając, że to było inne życie. I rozumiem Ludzi jedzących białko zwierzęce z braku wyboru z przemysłowego tuczu. Natomiast mój sprzeciw wywołuje bezmyślne opychanie się mięsem jak kolejnym sklepowym produktem albo wyrzucanie tego do kubła jak plastikowej butelki, bo
za dużo się kupiło.
@HOKURN
Dzięki Tobie pomyślałam, że oprócz śmieciowego jedzenia istnieje tez śmieciowa mentalność. Powstaje w wyniku indoktrynacji wszechobecnymi prawami konsumpcji i zysku. Zaspokajanie wykreowanych przez rynek potrzeb wchłaniania kolejnych produktów, usług, zabiegów wizerunkowych, powoduje, że by na to zarobić, część społeczeństwa wkręca się w kierat zwiększenia za wszelka cenę dochodu i małe ma szanse na odczucie złożoności Istnienia. Mamy prawo do swoich wyborów, tylko oby świadomych. Mentalność śmieciowa podlewana medialna papką bardzo to utrudnia.
Matka Ziemia to pojęcie abstrakcyjne- zgoda, ale jest bliskie temu co można odczuć otwierając się na wielowymiarowość Istnienia.

04.04.2016 18:31 Galahad

@Praktyk
Jakby Ci tu odpowiedzieć krótko... To nie jest żadna propaganda tylko rozpacz. Jakbyś faktycznie przeszukał internet znalazłbyś dużo udokumentowanych źródeł. Problem w tym, że nie nadążamy z dokumentowaniem zagłady gatunkowej bo jest nas (biologów terenowych) zbyt mało, szczególnie w tropiku, To co znajdziesz na liście IUCN to tylko gatunki, których wymarcie (ewentualnie tzw wymarcie funkcjonalne, kiedy występują jeszcze pojedyncze okazy ale z różnych przyczyn są już skazane) zostało potwierdzone po kilku latach specjalnych poszukiwań. Dotyczy to więc przede wszytskim a) gatunków łatwych do obserwacji; b) znajdujących się na terenach objętych intensywnymi badaniami; c) takich które wcześniej były znane nauce. Co chwila przecież znajdujemy kolejne gatunki i to dziesiątkami - o ile naukowcy byli w jakimś lesie pierwsi - przed drwalami lub plantatorami palmy olejowej z karnistrem benzyny. Najlepiej udokumentowany przykład tego co dzieje się z gatunkami w lasach tropikalnych to tzw. epizod centinelski. Akurat tu udało się uchwycić wymieranie na żywo - bo badacze wcześniej przebadali to pasmo wzgórz. 32 endemiczne gatunki roślin w ciągu 10 lat na ledwie 20 km2. Też znajdziesz w necie. Pomnóż to sobie przez 32 000 ha znikające każdego dnia z powierzchni ziemi i przestań mówić o progagandzie. Nie jesteśmy w stanie podać ci konkretnej liczby - ale na pewno są to tysiące gatunków w ciągu roku w samych tylko lasach tropikalnych. Poczytaj mongabay.com, znajdź dane na temat Living Planet Index - i dopiero dyskutuj, wrrrrrrr

04.04.2016 18:38 PRAKTYK

@ANS - tutaj masz definicję propagandy z wikipedii "Propaganda (od łac. propagare – rozszerzać, rozciągać, krzewić) – celowe działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegające na manipulacji intelektualnej i emocjonalnej (czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów). Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji."

@MARIUSZ R. - nie kwestionuje ekspansji cywilizacji i wszystkiego co się z tym wiąże. Uznaje, że to nadmiar ludzi jest problemem, którego nie rozwiążą żadne postawy ekologiczne, energetyczne itd. Nie będę się nad tym rozwodził. Natomiast jestem sfrustrowany ponieważ słucham, czytam tu i ówdzie różnych ekspertów (których dee facto szanuje) i idę za nimi i szukam tych wymarłych gatunków i mam przypuszczenia, że ktoś mną manipuluje.

04.04.2016 18:54 PRAKTYK

@GALAHAD - dzięki za linki poczytam. Argumentujesz w ten sam sposób pomnóż sobie to i tamto - po co? Zróżnicowanie biologiczne na różnych terenach jest inne czyż nie? Konkrety - jakie gatunki i gdzie wymarły.
Jak nie można podać tysiąców to może ze 100 się uda, co?

04.04.2016 19:25 Ans

@Praktyk
A zajrzałeś do linku który podałam? Może jak to takie trudne to napiszę tylko, że w dziale "extinct" wymienione są 834 gatunki.

05.04.2016 7:14 PRAKTYK

@ANS - tak znam z grubsza tą listę - nie z tej konkretnie strony (dzięki za link); gdyby dziennie wpisywano na nią po 30 gatunków to ta lista byłaby dłuższa tylko za jeden miesiąc.

06.04.2016 3:10 Z-big ŚwiTT

2.05 Trafiłem tu przypadkiem: no i...wywarzacie otwarte drzwi! Już dawno (od co najmniej 87 r...!) wiem"wszystko" co trzeba by ludziom żyło się dostatnio:TU I TERAZ= znaczy nikomu niczego nie brakowało: dachu nad głową i chleba! A i przy okazji wielu innych radoch jakie tam sobie możecie tylko wyobrazić ! Zauważyliście opis...chinoli sprzed kilku laty? "Jedyną tam rozrywką-na wsi...był? SEKS!"
Zauważyłem po sobie też,że kiedy ogarnia mnie tzw.szał twórczy(szadenfroude...) to...biedna zona idzie w odstawkę !Do burdeli nie chadzam ani sąsiadek na złą drogę nie sprowadzam!JAM przy tem:LISTONOSZ!
A co ja takiego niby tworzę?Nieustannie właściwie od poczęcia...do teraz!A lat sie ma:63...(złośliwi zobaczą tu:666...a dobrzy? 33-33-33...skojarzenia mile widziane!) .NIE PODLEGAM WPŁYWOM OTOCZENIA...chyba,że się zapomnę,na odczepnego itp.Pozwala mi na to wchłonięcie od ur.potwornej ilości wiedzy w każdem temacie,acz nie wsio na raz! A co najciekawsze wiedza to została przemyślana i...SPRAWDZONA: JAK TO BĘDZIE GDY...???
Wykonałem też wiele testów na...was !!!Na waszą zdolność pojmowania...Iiii???Jakaś taka ona mała,malutka...niemal zerowa! A sie napisałem :najsampierw ręcznie,potem na maszynie do pisania i w końcu w necie...Jak pewien znany gość rzekł w tymże;JESTEM ZNANY NA CAŁYM ŚWIECIE !
zNANY I...UNI-KA+NY(11.9 x 3=?Zaraz wyjaśnię!)
jak piekielny ogień !
Kiedy zaczynacie(jak dotąd ZAWSZE...)coś tam kumać: wnet(Osie+b!)wołacie:APAGAE SATANAS!
Oczekujecie NADZIEJI...ŚWIATEŁKA W TUNELU... a kiedy ono(znaczy ja...ŚWIT AL SKI sie nazywam!) zaczyna pobłyskiwać...przyjaźnie:...???
Wy w długąąąąą,,,SKI:do D.n..O MUuuuuuuuuuu!
Trochę humoru nad tą...TRUMNĄ waszą nie zawadzi!!! Ta trumna...została już PRZYGOTOWANA i to sporo laTemu! Dlaczemu?Ano dlatemu...,że:
zapomnieliście o...BOGU(-ACHH...czy tzw.UFOlach!).
A TO...ONinf.o tej trumnie dla CAŁEJ LUDZKOŚCI od lat i to wielokroć !
Policzcie choćby CZAS...: 1987(wtedy sie zaczęło!) + 29=2016 jak BYK! O tym roku ZAGŁADY sie mówi ostatnio w necie niemal na okrągło! Do mnie np.BÓG...mrugnął porozumiewawczo w dopiero co obejrzanym Discawry: W poszukiwaniu Boga via M.Freeman!Oto mówi on tak:Spalenie...zwłok i rozrzucenie prochów w rzece(Indie!) zapewnia zakończenie ...CYKLU ! Clou tej sytuacji polega na tym,że: gdy TO mówi ...łódź przepływa w tle !Niby nic...ale jak każda niemal mała jednostka ma wymalowany na sobie nr...: A jaki ci ON...wam podrzucił ? Ano...wspomniane wam już : 63 !!!
Dla ugruntowania owej ZAGŁADY (CYWILIZACJI?TAK dokładnie tak!O czem daLEY...) zajrzeć radzę do...Biblii:Ks.POWTÓRZONEGO(sic!)PRAWA:
28.63: Jak podobało się Panu dobrze czynić wam, rozmnażając was, tak będzie się Panu podobało zniszczyć i wytępić was, i usunąć z powierzchni ziemi, którą idziecie posiąść.
Sie składa koteczki,że...wiara w jakiejkolwiek religii nie ma tu większego znaczenia ! ON...jest(?A JES+b!) ponadczasowy...pozaprzestrzenny...i WIECZNY...tak więc?Nic co ludzkie nie jest Mu obce !Zresztą dokładnie 24.10.1987 r wyłożył pewnej Warszawiance o co tu biega(odjął jej wpierwej świadomość...):
MYŚLĘ TAK SAMO JAK TY znaczy? MY!
No i ja właśnie z tym do was:MYŚlenie(?) ma wielką przyszłość !A czasu coraz mniej: 12.7.2016 r mija mi 63 lecie ur.!
Powiecie,że co ten(=10? !!!) gościu nawija:trawki sie nażarł,ma odjazd,urojenia...???
Nie kochani...jakbyście sie wzięli za myślenie...sprawdzanie...szukanie...MOICH SŁÓW jakie rzuciłem na ŚWIAT CAŁY(przeklętych?Zdarzyło się parę razy...i może starczy bo oglądanie ich ...efektów wcale mnie nie bawi,że o poszkodowanych nie wspomnieć !Pokolenia będą leczyć rany !!!) a robię TO w tak spec(!)yficzNY...sposób,że NIKT TAK NIE PISZE!
Cóż nawet słynny Nostradamus ujął=widział to tak: NIKT TAKI WIĘCEJ NA ŚWIAT NIE PRZYJDZIE!
Że to o mnie?Np.Taki T.Owsianko na NTV J.Zagórskiego ost.powiedział jasno: TYLKO JEDEN CZŁEK ZDAŁ TEST !!! Miał TO...posłyszeć od samego Boga Ojca!
Więc CO?("COO"!) = Do piaCHU CHU...???
Wam iść nada...o ile się nie Z-ref.lek:TU jecie:!
A wasze wpisy niestey...ale nie pokazują mi jakiejś WYRAZISTEJ drogi wyjścia z tego m-AKA:?Brrr.ycznEGO...im:P.A.:SU...? 123 oczywiście!
Ost.sie napisałem niemal w całości opisując swe życie TU NA ZIEMI z jego(?)znaczy moimi(2 w 1!) cudami niewidami...u gościa co zbiera grupę ludzi i...medytując chce zmienić...TRAGICZNY WASZ LOS .
Ponoć tak też można,ale JAM JEST PRAKTYK...:
SAMo(U)robek od ur.! SAM wsio robię,naprawiam,konstruuję,buduję...Naturalnie już dawno wykopałem studnię...i STAW w formie tak niezwykłej,że...nie uświadczysz tego bodaj NIGDZIE na Ziemi całej(!!!) ,widać go z...KOSMOSU(OKO...lice znaczy swe skierujcie deczko na płdn zach.od K-lina: jakieś 13 km...).Zbudowałem(nadal...) DOM...a spłodziłem 4 córy synem z braku laku stałem się SAM swym : w w.60 lat wyzerowałem licznik! 120 więc...??).
Ta data 12.7.2016 r jest SZCZYTEM...umierać będziecie mlnami...cały rok : wiecie ilu ludzi choruje teraz m-cami ???Nijak tego wyleczyć...pozbyć się !Nie tylko u nas:z-angolony polonus kwęka w necie,że tamże TOCZKA TO SAMO!Choruje już 5-ty mc i...nadal !
BÓG nie chce od was niczego więcej(!!!) jak tylko:trzymania nad głową..tablic kamiennych z 10 przykazaniami! Reszta SAMA się tak jakby ułoży...z dnia na dzień...krok po kroku:EWO?LUcycy?J:nie:!
Choć musicie wiedzieć,że...UFOludy rzekły(?wykrzyczały nawet bodaj w...53 r właśnie: JEDYNĄ WASZĄ NADZIEJĄ SĄ...DZIECI!!
Kończąc bo ileż można...(na raz!) tak np.Matka Shipton ur w 1488 r...koło mistycznej studni rzekła:
SREBRNY WĄŻ BĘDZIE WIDOCZNY BY ZMIESZAĆ ZIMNO ZE SWYM GORĄCEM...i WYPLUJE LUDZI NOWEGO RODZAJU...POKORNI..td.
D.N..O: 3.09 6.4.16

06.04.2016 12:28 WJ

@Z-BIG ŚWITT
Ale jazda !
Swoją naskórkową percepcją,( niczym się od wielu lat nie wspomagam) jeszcze głębi nie chwyciłam, choć poczułam, ze w TYM czai się UWOLNIENIE.
Czekam na jeszcze z nadzieją, że Ci nie szkodzę.

08.04.2016 21:08 Mariusz

Polecam lekturę książek Roberta Monroe i podróżach poza ciałem. Na pewnym etapie swojego zycia zaczął on doświadczać dziwnych stanów w których wychodził ze swojego ciała i mógł podróżowac gdzie chciał w innym - duchowym ciele.

Odbywał również podróże do przyszłości i przeszłości bo w tym stanie nie ma takich ograniczeń jak w fizycznym ciele. W dalszej przyszłości (za kilka tysięcy lat) na Ziemi żyje kilkadziesiąt MILIONÓW ludzi i praktycznie nie ma technicznej cywilizacji :-) Jest za to superzaawansowana duchowa cywilizacja z ludźmi posiadającymi dość niezwykłe umiejętności

09.04.2016 16:06 Ludomir

@Mariusz
Poprawiłeś mi samopoczucie ta wizją. Choć współczuję tym, którym przyjdzie żyć w czasach depopulacji.

09.04.2016 18:23 Mariusz

Sam jeszcze wróciłem do książki i nie wiem czy zapodawać ten rozdział. Jest tu tyle pojęć, których osoby niewtajemniczone w temat podróży poza ciałem nie zrozumieją że obawiam się że uznają to za totalne głupoty. Ale ... co tam
http://www.gromek.waw.pl/ebooks/Robert%20Monroe%20-%20Dalekie%20Podr%C3%B3%C5%BCe/013-16.htm

Zmniejszenie populacji zostało zaplanowane (nie wynikało z katastrofy wywołanej przez człowieka)

Nie poruszałbym tematu gdyby nie to że wiem że takie podróże sa możliwe. Sam bywałem poza fizycznym ciałem ładnych pare razy

10.04.2016 17:29 Ludomir

@Mariusz
Miąłem kilka razy przyjemność uczestniczyć w seminariach prof. K. Maurina na Wydziale Fizyki i jestem daleki od przekonania, że paradygmat współczesnej nauki to wyczerpujący opis świata, dlatego dziękuję Ci za ten link.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto