Artykuly

Czy Chiny złapią wiatr w żagle?

chinski-smokChiny stoją obecnie przed bardzo poważnymi decyzjami. Mają do wyboru dwie drogi: albo będą nadal budować nowe autostrady dla masowo pojawiających się nowych samochodów, stawiać luksusowe rezydencje i pola golfowe, naśladując amerykański styl życia, albo przyłożą się do inwestowania w odnawialne źródła energii - a mają na tym polu spore osiągnięcia.

Chińska Republika Ludowa boryka się z dwoma poważnymi problemami: kryzysem ekonomicznym oraz degradacją środowiska.

Skutki światowego kryzysu ekonomicznego Chiny odczuły wyjątkowo dotkliwie. W ostatnim roku dziesiątki tysięcy fabryk zostało zamkniętych, 20 milionów ludzi straciło pracę, drastycznie spadł poziom eksportu chińskich produktów oraz PKB. Rosną jedynie niepokoje społeczne.

Chiny borykają się także z problemem zanieczyszczenia środowiska. W najgorszym stanie jest powietrze w wielkich miastach – tak zanieczyszczone przez spalanie węgla, że jednodniowy pobyt w Pekinie kończy się dla turysty silnym bólem głowy, nudnościami oraz dezorientacją. Niestety, także powietrze na obszarach wiejskich przesycone jest sadzą. Szacuje się, że straty spowodowane mniejszą produktywnością Chińczyków, wywołaną przez zanieczyszczenie powietrza, rocznie kosztują ich kraj średnio 7 procent PKB. Jak wynika z sondaży, 70 procent ankietowanych Chińczyków uważa zanieczyszczenie powietrza za poważny problem. Za równie zgubne uważają oni także zanieczyszczenie wody.

Kolejnym problemem jest pustynnienie i dotkliwe braki wody, które ze względu na ocieplanie się klimatu będą się nasilać w przyszłości. Topnienie lodowców w Himalajach, susze i powodzie, a także spowodowane podnoszeniem się poziomu wód oceanów zalewanie miejscowości położonych na wybrzeżu, na pewno nie polepszą sprawy.

Nie jest przesadą twierdzenie, że los świata zależy od tego, którą z dróg wybiorą Chiny.

china smog

Rys. Smog nad Chinami.

Emisje dwutlenku węgla do atmosfery od roku 1980 wzrosły w Chinach o
370 procent. Obecnie wzrost gospodarczy nie nadąża za zużyciem energii.
W kategorii „największy emiter gazów cieplarnianych” Chiny prześcignęły
już USA i stały się światowym liderem, a jeśli ich zużycie energii nie
zmaleje, to za 25 lat będą emitowały więcej niż cała uprzemysłowiona
reszta świata razem wzięta. Jeśli to nastąpi, nie będziemy mieli szans
na powrót do poziomu 350 ppm CO2 w atmosferze, którego
utrzymanie, według ekspertów, powinno zapobiec katastroficznym,
samonasilającym się, niekontrolowanym zmianom klimatu. Należy także
wspomnieć, że obecnie średnie stężenie CO2 w atmosferze wynosi 388 ppm i co roku rośnie o kolejne 2 ppm.

Jeszcze niedawno Chiny twierdziły, że pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych jest zbyt drogie i że takimi inwestycjami powinny się zainteresować USA i UE, gdyż to ich rozwój spowodował tak duże emisje gazów cieplarnianych do atmosfery. Teraz jednak stanowisko rządu Chin ulega zmianie i dzięki zagwarantowanemu przez Protokół z Kioto Mechanizmowi Czystego Rozwoju (Clean Development Mechanism – CDM), energetyka wiatrowa prężnie się tam rozwija. Wszystkie inwestycje wiatrowe otrzymują dopłaty z CDM. Do tej pory w Chinach zarejestrowano prawie 300 inwestycji tego typu, co stanowi 25 procent wszystkich wydatków programu (5 miliardów dolarów przepływa rocznie w postaci czystych technologii z krajów uprzemysłowionych do krajów rozwijających się). Być może Chiny byłoby stać na takie wydatki i bez subsydiów, ale na pewno przyspieszyły one zapoczątkowanie procesu. Jasnym stało się też, że elektrownie wiatrowe są nie tylko przyjazne środowisku, ale i efektywne ekonomicznie. Przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, są źródłem nowych miejsc pracy oraz mają wiele innych zalet. W Chinach inwestuje się także w energetykę wodną, słoneczną oraz biomasę, ale tak gwałtowny rozwój energetyki wiatrowej pozostawia inne odnawialne źródła energii daleko w tyle.

tama

Rys. Zapora Trzech Przełomów.

Nie zawsze było jednak tak różowo. Pierwszy wiatrak został sprowadzony z USA i stanął w Chinach w 1986 roku. Potem przez 15 lat niewiele się działo w tym temacie. W roku 2001 uchwalono dziesiąty Plan Pięcioletni i nastąpił przełom. Do roku 2005 wybudowano 59 farm wiatrowych o całkowitej mocy 1.2 GW, co uplasowało Chiny na ósmym miejscu w rankingu światowych producentów energii wiatrowej. Obecnie moc produkowana przez farmy wiatrowe wzrosła o ponad 800 procent, a Chiny są już na miejscu czwartym. Przewiduje się, że w ciągu następnych dwóch lat moc produkcyjna podwoi się i osiągnie 20 GW. Celem rządu chińskiego jest uzyskiwanie 15 procent energii ze źródeł odnawialnych do roku 2020 (przewidywania Greenpeace’u są nawet jeszcze bardziej optymistyczne).

Do tych zmian nie doszłoby jednak, gdyby nie zdecydowana polityka rządu: regulacje, nakazy, preferencyjne kredyty, wyższe od rynkowych stawki za zieloną energię, ulgi podatkowe oraz dopłaty do rozwoju energetyki odnawialnej. Kluczową rolę odgrywa tu Państwowa Komisja ds. Rozwoju i Reform – organ odpowiadający za centralne planowanie w Chińskiej Republice Ludowej. To ona wyznacza obszary, na których rozwijać się będzie energetyka wiatrowa, a potem rozdziela je pomiędzy firmy (co stanowi też ogromne pole do nadużyć!). Na początku procesów inwestycyjnych chińskie firmy wykupiły od firm europejskich licencje na technologie budowy elektrowni wiatrowych. Ponieważ rząd chiński wymagał, by 40 procent z części używanych do budowy wiatraków było lokalnie wytworzonych (obecnie udział ten zwiększono do 70 procent), najlepsi światowi wytwórcy turbin (duński Vestas, niemiecki Nordex, hiszpańska Gamesa oraz amerykański General Electric) mieli do wyboru: albo przenieść się do Chin, albo ulec wykluczeniu z błyskawicznie rozwijającego się chińskiego rynku zielonej energii. Wybrali to pierwsze i wybudowali fabryki w Chinach. Dwie największe na świecie, działające w Chinach, firmy tworzące turbiny i generatory do elektrowni wiatrowych, Goldwind i Sinovel, są w części finansowane z pieniędzy rządowych. Pewnie z tego powodu energetyka wiatrowa w Chinach owiana jest mgiełką tajemnicy. Elektrowni praktycznie nie można zwiedzać, nie mówiąc już o fabrykach produkujących turbiny…

Pomimo szybko rozwijającej się w energetyki wiatrowej, Chiny mają z nią duże problemy.

Większość, nadających się pod farmy wiatrowe, terenów leży w północnej i północno-zachodniej części kraju. Natomiast przeważająca część populacji zamieszkuje tereny na wschodzie i południowym wschodzie kraju. Sieć elektryczna w Chinach jest słabo rozwinięta, przeładowana i celowo zdecentralizowana. Tak naprawdę, zamiast jednej spójnej sieci, Chiny mają mnóstwo małych, często niepołączonych ze sobą sieci lokalnych. Efektem tego są duże straty energii w czasie przesyłania jej z miejsca wytworzenia do miejsca wykorzystania. W wielu miejscach taki przesył jest także po prostu niemożliwy. Odbudowa i modernizacja sieci pozostaje daleko w tyle za wymykającym się spod kontroli zapotrzebowaniem na energię. Dotkliwie odczuli to zeszłej zimy Chińczycy, gdy, ze względu na silne opady śniegu, linia została przerwana, a naród pogrążył się w mroźnych ciemnościach.

Chiny podjęły jednak wyzwanie i planują do 2020 roku postawić 15 długich, bezpośrednich linii wysokiego napięcia, które połączyłyby część intensywnie zamieszkaną przez ludzi z częścią przemysłową ze źródłami energii. W centralnie planowanej gospodarce jest to całkiem realny cel, zwłaszcza że dwie największe firmy przesyłowe są w dużej części finansowane z rządowych pieniędzy. Chiny walczą także ze stale zwiększającym się zapotrzebowaniem na energię. W 2006 roku stworzyły najbardziej restrykcyjny program zwiększenia efektywności energetycznej na świecie. Jego celem jest ograniczenie o 20 procent zużycia energii na jednostkę PKB. Osiągnięcie tego celu oznaczałoby efekt ograniczenia emisji CO2 pięć razy większy niż ten, do którego zobowiązały się wszystkie kraje UE w ramach Protokołu z Kioto. Program obejmuje m.in. rozebranie setek małych elektrowni opalanych węglem.

Niestety, historia Chin i zmian klimatu nadal jest raczej ponura.

Chiny to ekonomiczny, demograficzny i polityczny gigant na glinianych nogach. Dopóki udaje mu się iść, wygląda to jak rozwój, ale wystarczy niewielkie potknięcie, by wszystko runęło. Głównym problemem jest węgiel, który zaspokaja 80 procent potrzeb energetycznych kraju. Na Chiny przypada 40 procent światowego zużycia węgla. Chiny są też jego największym importerem na świecie. Jeszcze dwa lata temu budowano w nich dwie ogromne elektrownie węglowe co tydzień. Teraz proces ten trochę zwolnił, ale i tak tempo budowy nowych elektrowni jest niesamowite. Jeden analityk określił to w następujący sposób: „Jeśli Chiny mają dobry rok, to budują tyle elektrowni węglowych, ile obecnie istnieje w całej Wielkiej Brytanii. Jeśli rok jest gorszy, to budują tylko tyle, ile przypada na Kalifornię…”.

Pomimo tego, że rząd jest świadomy zagrożenia związanego z globalnym ociepleniem, realnie patrzy na obecną sytuację Chin i zdaje sobie sprawę z tego, że całkowita transformacja tak olbrzymiej gospodarki, opartej głównie na węglu, na energię odnawialną, jest w najbliższej przyszłości niemożliwa, nie ma więc złudzeń co do redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Według analityków istotne zmiany w zmniejszeniu udziału węgla w światowej energetyce mogą nastąpić dopiero po roku 2020. Niestety, taki horyzont czasowy, raczej nie uchroni przed katastrofą ani Chin, ani też reszty świata.

ang więcej w thenation

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly