Zmiany klimatu zachodzą powoli, prawda? Cóż… nie.
Zmiana ilości lodu w Arktyce jest jednym z najbardziej widocznych i trudnym do podważenia objawem postępującego globalnego ocieplenia. Najłatwiej jest mierzyć powierzchnię pokrywy lodowej, którą można oszacować ze zdjęć satelitarnych. Regularne obliczenia objętości lodu jest znacznie trudniej osiągnąć. Jest tak z prostego powodu, że potrzebne do tego dane są ograniczone ze względu na koszty i czas potrzebny do ich zebrania. Skonstruowany przez naukowców model PIOMAS (Pan-Arctic Ice Ocean Modeling and Assimilation System), zawiera najlepsze dostępne dane trendów objętości lodu w Morzu Arktycznym. Model uwzględnia wpływ cyrkulacji oceanicznych i czynników atmosferycznych takich jak prędkość wiatru, temperatura powietrza i zachmurzenie, oraz wszystkie inne dostępne pomiary. PIOMAS jest stale weryfikowany poprzez porównywanie z dostępnymi pomiarami robionymi z powierzchni lodu, z boi pomiarowych, łodzi podwodnych i satelitów. Poniższy rysunek pokazuje aktualne wyniki opublikowane przez Polar Science Center, University of Washington, USA.

Anomalie (odchylenia od średniej) masy lodu Arktyki w latach 1979-2012 na postawie PIOMAS (uaktualniony 29 czerwca 2012). Jednostki osi pionowej są w tysiącach kilometrów sześciennych. Trend liniowy (oznaczony linią niebieską) wynosi -3 tys. km3 na dziesięć lat. Kolory szare pokazują jedno i dwa standartowe odchylenia od trendu liniowego. Arctic Sea Ice Volume Anomaly and Trends
Lód w Arktyce znika w tak bezprecedensowym tempie, że w ostatnich latach trzeba było skalę wykresu poszerzać od dołu, bo inaczej wykresy obrazujące zanik lodu wyszłyby z dołu diagramu.
Jeśli spojrzeć nie na wykres odchyleń od średniej, lecz na wykres całkowitej ilości lodu w Arktyce, widać, że z roku na rok podczas letniego minimum coraz bardziej zbliżamy się do zera – zupełnego braku lodu w Arktyce.

Objętość lodu w Arktyce. PIOMAS.
Łatwo zauważyć, że masa lodu w Arktyce spada i że tempo topnienia uległo w ostatniej dekadzie przyśpieszeniu. Trend liniowy nie oddaje tu dobrze rzeczywistości. Korzystając z trendu liniowego zakładamy, że tempo topnienia lodu w przyszłości będzie mniej więcej takie, jak dotychczas, co jest wielkim uproszczeniem. Z lekcji fizyki wiemy, że powierzchnie jasne dobrze odbijają promienie słoneczne, a im są ciemniejsze, tym więcej energii słonecznej pochłaniają. Kurczenie się obszaru lodu (który odbija dużą część promieniowania) oznacza, że ilość energii słonecznej absorbowanej przez otwarte wody Oceanu Arktycznego z roku na rok wzrasta. Pokrywa śnieżna zaś kurczy się w niesamowitym tempie. Tak zmieniała się pokrywa śnieżna w czerwcu.

Ustanowiony w 2010 roku rekord został pobity o zapierające dech w piersiach ponad 1 mln km2.
Ta dodatkowa pochłaniana przez Ziemię energia wywołuje z kolei dodatkowe topnienie. Dane pomiarowe już pokazują bardzo wyraźnie ten efekt.
Jak bardzo zmaleje ilość lodu w tym roku? Popatrzmy na wykresy ilości lodu podczas wrześniowego minimum.

Objętość lodu w Arktyce podczas wrześniowego minimum. PIOMAS.
A teraz weźmy pod uwagę, że już teraz, pod koniec czerwca, objętość lodu w Arktyce jest o 1110 km3 mniejsza niż w rekordowym 2011 roku i o 1713 km3 mniejsza, niż w zajmującym dotychczas drugie miejsce 2010 roku.
Jeśli różnica ta nie zmieni się (a ze względu na pochłanianie dodatkowej energii słońca przez ciemne wody Oceanu Arktycznego jej zwiększenie się jest dość prawdopodobne), to tegoroczne minimum wyniesie 2700 km3. Jeśli tak się stanie, to w ciągu jednego roku odnotujemy zanik 1/3 ilości letniego lodu w Arktyce. W takim tempie pozostałyby jeszcze dwa lata i Arktyka byłaby w ogóle wolna od lodu.
Kilka lat temu prof. Masłowski, oceanolog z Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Monterey w Kalifornii, prognozował, że lód może zaniknąć latem w Arktyce w ciągu kilku najbliższych lat, o całe dekady szybciej, niż prognozowały to dotychczas modele klimatu.

Objętość lodu w Arktyce na podstawie różnych serii pomiarowych. Linie proste to trendy z ostatnich kilkunastu lat. Wynika z nich, że ilość lodu w Arktyce może spaść do zera już przeciągu kilku najbliższych lat. Źródło: Postęp i Ograniczenia w Zrozumieniu i Przewidywaniu Zmian Klimatu Arktyki.
Większość klimatologów uznała prognozy Masłowskiego za zbyt pesymistyczne.
Jednak tegoroczne 2,7 tys. km3 wypadłoby praktycznie dokładnie na czerwonej linii prognozy z końca 2004 roku.
Na koniec pozwolę sobie na przewidzenie, co powiedzą „Sceptycy zmian klimatu”. Im więcej lodu zniknie w lecie, tym większa powierzchnia Oceanu Arktycznego będzie mogła zamarznąć zimą, a więc tempo rozrostu pokrywy lodowej zimą będzie rekordowo wysokie. W miesiącach zimowych usłyszymy więc zapewne: „widzicie, tak szybko lodu jeszcze nigdy nie przybywało”. Ciekawe, jak wielu naiwnych to kupi?
Chyba, że zajęci trawieniem papkowatych mainstreamowych wiadomości będą żyli bieżącymi newsami o tym, jakie alimenty swojej żonie będzie płacił bramkarz Artur Boruc, chudnięciu Miley Cyrus albo o tym, że nastoletnia prostytutka robi karierę w świecie mody.
Kto by się tam przejmował zdychającym kanarkiem w kopalni?
A powinniśmy, bo wolna od lodu Arktyka to wstęp do kolejnych coraz gwałtowniejszych zmian klimatu.








