Przez lata zagorzali zwolennicy wolnego rynku, przeciwni jakimkolwiek rządowym regulacjom, poszukiwali sposobów by wzbudzić wątpliwości w świadomości opinii publicznej na temat zagrożeń związanych z paleniem tytoniu, kwaśnymi deszczami czy zanikiem warstwy ozonowej. Obecnie zastosowali tą samą taktykę w sprawie globalnego ocieplenia, jak się okazuje niezwykle skutecznie.
W ostatnich miesiącach grupa zwana Cooler Head Coalition, stworzona przez waszyngtoński prawicowy Competitive Enterprise Institute (CEI), nadała wizerunkowi nauk o klimacie, charakteru przestępczego spisku. CEI oskarżyło NASA , największą organizacją zajmującą się badaniem klimatu, o fałszowanie danych. W lutym senator z Oklahomy James Inhofe , którego stanowisko i opinię są chętnie przedstawiane i promowane przez CEI, zażądał wszczęcia śledztwa przeciwko grupie 17 naukowców pochodzących z różnych organizacji, w sprawie ich rzekomego fałszowania i zniekształcania danych, wykorzystywanych w badaniach sponsorowanych z pieniędzy podatników.
Ostatnia zmiana w zachowaniu sceptyków polegająca na przejściu od atakowania wyników badań naukowców prezentujących główny nurt badań nad klimatem, do oskarżania ich o udział w kryminalnym spisku, jest niepokojącym sygnałem w długotrwałej kampanii na rzecz zdyskredytowania dobrze ugruntowanego naukowego faktu, wskazującego spalanie paliw kopalnych jako główną przyczynę zmian klimatycznych. Taktyka ta idealnie wpisuje się w schemat działań od dawna stosowanych przez czołowe think-tanki wspierające niczym nieograniczony rozwój wolnego rynku, takie jak American Enterprise Institute, Cato Institue, Heartland Institute, a w szczególności przez George C. Marshall Institute. Wszystkie te organizacje mają jedną cechę wspólną: promują rozwiązanie palących problemów środowiskowych na drodze rozwiązań wolnorynkowych, i wszystkie z nich długo zaprzeczały naukowym dowodom tychże problemów.
W trakcie prac nad książką na temat sceptyków globalnego ocieplenia, niejednokrotnie czuliśmy się przygnębieni skutecznością strategii szerzącej wątpliwości dotyczące globalnego ocieplenia oraz stopniem w jakim opinia publiczna jej uległa. Z drugiej jednak strony wyrażaliśmy ostrożny optymizm, ponieważ dysputy i walki wokół takich zagadnień jak palenie tytoniu, kwaśne deszcze czy dziury ozonowa, w końcu kończyły się triumfem faktów naukowych i regulacjami prawnymi mającymi na celu stawienie czoła problemowi.
Nie dokończoną kwestią pozostawała sprawa globalnego ocieplenia. Ale wydawało się, że na tym polu osiągnięto znaczny postęp, jako, że zarówno główne media jak i politycy dostrzegali wagę problemu. „Debata jest zakończona” – stwierdził w 2005 roku gubernator Kalifornii Arnold Schwarzaneger. „Znamy fakty naukowe. Zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą ze sobą zmiany klimatyczne”.
Teraz wydaje się, że cały postęp został odwrócony. W ostatnich miesiącach, gdy Senat USA przygotowywał legislacje dotyczące energii i zmian klimatu, powstał szeroki front, którego celem było umniejszenie przytłaczających dowodów na antropogeniczną przyczynę zmian klimatycznych. Tak jak robili to z kwestami palenia tytoniu czy kwaśnymi deszczami, ich głównym celem było teraz wzbudzenie wątpliwości w świadomości opinii publicznej i zapobieżenie wszelkim regulacjom.
W przypadku globalnego ocieplenia, okazuje się, że kampania prowadzona przez tzw. sceptyków zmian klimatycznych zaczyna przynosić sukcesy, co odzwierciedlają wyniki ostatnich badań, w których ponad połowa Amerykanów nie traktuje tej sprawy poważnie, a 40% respondentów stwierdziło, iż w środowisku naukowym nie ma konsensusu co do tego, czy zmiany klimatyczne rzeczywiście zachodzą. Taki wynik może nie dziwić jeśli się weźmie pod uwagę fakt ciągłej nagonki prawicowych i finansowanych przez lobby naftowo-węglowe organizacji, które w swych kampaniach używają rozgłośni radiowych (szczególnie tych z sympatiami prawicowymi), Internetu i telewizji takiej jak choćby Fox News.
Historia zaczyna się od wysiłków koncernów tytoniowych, mających na celu zamaskowanie bezpośredniego związku między paleniem, a jego skutkami zdrowotnymi, wliczając w to raka płuc. Jednym z naukowców zwerbowanych na potrzeby przemysłu tytoniowego był Frederik Seitz – fizyk i gorący zwolennik wykorzystania osiągnięć nauki i zdobyczy technologii na potrzeby militarne. Na przełomie lat 50 i 60 jego pozycja znacznie się wzmocniła, jako że wśród wielu stanowisk, jakie obejmował znalazło stanowisko przewodniczącego Narodowej Akademii Nauk USA (National Academy of Sciences).
W 1979 jednakże u schyłku swojej kariery podjął się nowego zadania na rzecz R.J.Reynolds Tobacco: poprowadzić warte 45 milionów dolarów badania naukowe, których celem była obrona „produktu”, czyli tytoniu, poprzez podważenie praktycznie już wtedy jednomyślnego stanowiska naukowców, wykazujących szkodliwe skutki palenia papierosów.
Przytaczając tu słowa zawarte w jednym z dokumentów firm tytoniowych, zadanie Seitza polegało na stworzeniu „wyczerpujących i dobrze uzasadnionych danych naukowych, broniących przemysł przed atakami”. Celem było zwalczanie nauki nauką, albo przynajmniej wykorzystanie pewnych niewiadomych, bądź nieścisłości istniejących w dotychczasowych badaniach, a także prowadzeniu własnych badań, które odwróciłyby uwagę od zasadniczej kwestii szkodliwości palenia. Mowa tu między innymi o pracach, które miały podkreślać związek diety oraz nastawienia psychicznego pacjenta w powstawaniu i rozwoju miażdżycy.
W 1984 Seitz podjął się kolejnego projektu. Wraz z dwoma znaczącymi fizykami Wiliamem Nierenbergiem i Robertem Jastrowem założyli George C. Marshall Institute. Został on stworzony, aby bronić projektu Ronalda Reagana pod nazwą Strategic Defense Initiative, przed atakami fizyków reprezentującymi główny nurt. Instytut Marshalla hojnie czerpał z finansowego źródła, jakim były konserwatywne organizacje polityczne i w końcu udało mu się obronić projekt SDI, poprzez wygłaszanie poglądów lansujących tezę o przytłaczającej militarnej przewadze ZSSR, które kilka lat później okazały się być, w najlepszym wypadku znacznie przesadzonymi. Pomimo tego, że zimna wojna dobiegła końca i minęło zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego, Instytut Marshalla nie złożył broni. Zamiast tego znalazł sobie nowych wrogów – organizacje ekologiczne.
We wczesnych latach 80 Nierenberg przewodniczył Narodowej Akademii Nauk, która akurat miała zająć oficjalne stanowisko w sprawie globalnego ocieplenia. Już pod koniec lat 70 większość naukowców podzielała pogląd, że spalanie paliw kopalnych na masową skalę przyczynia się do zmian klimatycznych, które niosą ze sobą szereg poważnych konsekwencji jak: wzrost poziomu morza zagrażający obszarom położonym blisko wybrzeża, topienie się lodowców i pokrywy lodowej, ekspansję pustyń i wynikający z tego spadek produkcji żywności, a także gwałtowne zmiany w ekosystemach zagrażające bioróżnorodności planety. Ale jako przewodniczący panelu, Nierenberg odrzucił wnioski swoich kolegów i zatrudnił kilku ekonomistów, którzy argumentowali, iż zamiast podejmować wysiłku mające zapobiec nadchodzącemu zagrożeniu, lepiej po prostu przeczekać i zobaczyć co się stanie, podejmując jakiekolwiek działania dopiero w momencie urzeczywistnienia się najgorszego scenariusza. Jeśli adaptacja okazałyby się niemożliwa, ludzie ostatecznie mogliby się przenieść w inne miejsce, konkludował Nierenberg, ignorując to, że masowym migracjom w historii ludzkości nieodłącznie towarzyszyło ogromne cierpienie.
Nierenberg dołączył także do innego fizyka, S. Freda Singera, próbującego zapobiec regulacjom emisji dwutlenku siarki, głównego sprawcy kwaśnych deszczy. W odpowiedzi na dwa raporty Narodowej Akademii Nauk, które stwierdzały, że zjawisko kwaśnych deszczy rzeczywiście istnieje, stanowi olbrzymi problem i znany jest jego powód, prezydent Reagan zlecił niezależne badania dotychczas zgromadzonych dowodów. Większość członków nowopowstałego panelu rzeczywiście była niezależna i podtrzymała stanowisko Akademii Nauk w sprawie konieczności wprowadzenia regulacji. Jednak NIerenberg i Singer nie pogodzili się z oficjalnym raportem panelu, forsując własne rozwiązania w postaci aneksu (nie zaakceptowanego przez ogół członków), który po pierwsze zalecał zastosowanie wolnorynkowych metod kontrolujących emisję zanieczyszczeń, a po drugie zawierał konkluzję (nie popartą analizą ilościową), wedle której koszty walki z kwaśnymi deszczami znacznie przekraczałaby ewentualne korzyści. Nierenberg zakulisowo współpracował także z doradcą naukowym Białego Domu George Keyworthem, by zmiękczyć ostateczne stanowisku zawarte w raporcie i sprawić by miało ono bardziej niejednoznaczną wymowę, niż w pierwotnej postaci.
Pomimo wszystkich tych machinacji raport był jednak znacznie bardziej restrykcyjny, niż życzyła by sobie tego ekipa Reagana, która zwlekała z jego opublikowaniem, aż do momentu, gdy Kongresowi udało się w końcu wprowadzić niezbędną legislację.
Minęło jednak kilka lat, zanim program walki z kwaśnymi deszczami, podczas prezydentury George H. W. Busha, został wdrożony. W pewnym sensie program ten odniósł sukces, ograniczając zjawisko kwaśnych deszczy na północnym wschodzie USA o 50% oraz – na przekór twierdzeniom Singera – za 1/10 przepowiadanych kosztów. Okazało się jednak, że nawet to nie wystarczyło, gdyż wynik badań wskazują na kontynuację procesu obumierania lasów na północnym wschodzie USA.
Pod koniec lat 80 Instytut Marshalla zajął się zaprzeczaniem zmianie klimatu. W momencie, gdy zebrane dowody naukowe świadczyły, że wzrost temperatury nie jest pieśnią przyszłości, ale faktycznie ma miejsce, ataki instytutu stały się coraz mocniejsze i bezkompromisowe. Polegały one głównie na krytyce twierdzeń i dowodów wyjętych z kontekstu, a także na zakłamywaniu i przeinaczaniu tego, co było publikowane w literaturze naukowej. Przykładowo w 1989 rozpowszechniono publikację, która twierdziła, że badania Jamesa Hansena – klimatologa z NASA , wiązały wzrost temperatury ze wzrostem aktywności słonecznej, co było ewidentną nieprawdą.
Kiedy przedstawiono sceptykom niepodważalne dowody na to, że ich argumenty oraz dane wyrwane z szerszego kontekstu są niepoprawne, odmówili oni korekty błędów i nadal rozpowszechniali dezinformację. W miarę jak przybywało dowodów wpływu człowieka na system klimatyczny, ich ataki stały się coraz bardziej zjadliwe, personalne i pozbawione reguł.
W 1995 roku IPCC opublikował swój drugi raport w którym stwierdzało, że wpływ ludzkości na klimat jest już dostrzegalny. W tym samym roku grupa Global Climate Coalition, sponsorowana przez przemysł wydobywczy paliw kopalnych oskarżyła Benjamina Santera , naukowca z Lawrence Livermore National Institute Laboratory i głównego autora kluczowych działów drugiego raportu IPCC o celowe usuwanie fragmentów, po to by nadać bardziej niezaprzeczalny charakter globalnemu ociepleniu, niż było ono w rzeczywistości. Ludzie z instytutu Marshalla umieścili swoje oskarżenia na pierwszych stronach magazynu Wall Street Journal. Jednak przeprowadzone śledztwo nie wykazało żadnych uchybień. W rzeczywistości to, co zrobił Santer, polegało na zamieszczeniu nowych rezultatów badań, zasugerowanych przez kolegów recenzentów oraz poprawkach językowych. Koledzy i naukowcy z IPCC bronili Santera, próbując wyjaśnić sprawę, ale dla sceptyków nie miało to znaczenia. W 2007 Fred Singer, emerytowany profesor Virginia University, powtórzył oskarżenia w swojej nowej książce, które, pomimo wykazania ich błędności, nadal są rozpowszechniane w Internecie.
Wszystko to wydaje się być znajome. Podobne ataki były skierowane przeciwko naukowym dowodom dziury ozonowej, szkodliwości biernego palenia oraz DDT. Jak to ujął w 1969 r. jeden z wyższych menedżerów pewnego koncernu tytoniowego – „Wątpliwości są naszym produktem, ponieważ jest to najskuteczniejsza metoda walki z faktami, istniejącymi w świadomości opinii publicznej”. Rozpowszechnianie wątpliwości odnośnie dorobku naukowego w sprawie zmian klimatu stanowi część starań mających zapobiec wprowadzeniu regulacji w spalaniu paliw kopalnych.
Przeciwnicy nauki są głównie skrajnymi zwolennikami wolnego rynku, niechętnymi do zaakceptowania faktu, że globalne ocieplenie oraz inne zjawiska wywołane zanieczyszczeniami są w rzeczywistości porażką mechanizmów rynkowych, które nie są w stanie poradzić sobie z problemami na skalę planetarną, i że niezbędna jest interwencja państwa oraz współpraca międzynarodowa. Wierzą oni, że wolny rynek jest kluczem do rozwiązania wszelkich społecznych problemów, a interwencjonizm może przynieść tylko szkody. Jednakże rzeczywistość wskazuje, że wolny rynek eksternalizuje koszty związane z zanieczyszczaniem środowiska – są one przenoszone po prostu na przyszłe pokolenia. I jak zauważył to ostatnio Lord Nicholas Stern – globalne ocieplenie jest największą porażką wolnego rynku. Mimo to, nadal jest to fakt, którzy skrajni liberałowie wolą zignorować.
Kampanie sceptyków zaczynają odnosić sukcesy. Wielu Amerykanów przyjmuje ich twierdzenia jako niezaprzeczalny fakt albo przynajmniej jest zdezorientowana i dlatego nie wie co myśleć lub komu ufać. Naukowe fakty i badania zostały skutecznie podważone, czego efektem jest spadek poparcia opinii publicznej dla zdecydowanych działań mających na celu uniknięcie najgorszych skutków zmian klimatycznych.
Tłumaczenie: Tomasz Kłoszewski
Źródło: YALEenvironment360








