Artykuly

Porzucony sprzęt rybacki zabija życie morskie. A rządy się tym nie przejmują

Trawler na morzu. Źródło: Canva.

Pewien szkocki rybak był tak rozwścieczony zarzucaniem sieci do morza, że przyszedł do mnie – wieloletniego krytyka swojej branży – z dowodami – pisze George Monbiot w felietonie dla „The Guardian”.

Jak mogliby być tak nieostrożni? W jaki sposób statki rybackie tracą tak wiele sieci i sznurów haczykowych, że ten „sprzęt widmo”, dryfujący przez oceany, stanowi teraz śmiertelne zagrożenie dla wielorybów, delfinów, żółwi i dużej części życia morskiego? Przecież sprzęt wędkarski jest drogi. Jest albo mocno przymocowany do statku, albo przy użyciu nowoczesnych technologii łatwo go zlokalizować.

Zadawałem sobie te pytania przez jakiś czas i myślę, że teraz mam odpowiedź. Pochodzi z nieprawdopodobnego źródła: rybaka pracującego w Szkocji. Nie jestem zwolennikiem trałowania, ale zdaję sobie sprawę, że niektóre operacje są bardziej szkodliwe niż inne. Wydaje się, że ów rybak i jego koledzy wciągają na pokład więcej sieci niż ryb. Połów po połowie, łowią ogromne ilości sieci skrzelowych i sznurów haczykowych, często owiniętych wokół zwierząt morskich. Rybak przysłał mi swoje zdjęcia, które są tak niepokojące, że ledwo mogę znieść ich widok: utopione ptaki morskie, pozbawione głów foki oraz ryby i skorupiaki wielu gatunków, które umierały powolną śmiercią. Skąd pochodzą te sieci i liny? Rybak mówi, że są celowo wyrzucane do morza.

Gdzie te sieci?

Sprawdziłem jego tożsamość, ale chce pozostać anonimowy. Podobnie jak inne lokalne trawlery, jego łódź przywozi własne odpady na ląd. Problem tkwi – jak mówi – w dużych statkach (wiele pochodzi z Francji i Hiszpanii), które spędzają na morzu od czterech do sześciu tygodni. Nie mają wystarczająco dużo miejsca na odpady, które generują: większość ładowni przeznaczona jest na mrożone ryby. Zgodnie z przepisami zużyte sieci skrzelowe i sznury haczykowe należy zwrócić do portu w celu ich utylizacji. Ale te wydobywane przez niego mają charakterystyczną cechę: drogie części, które można ponownie wykorzystać – spławiki, ciężarki i haki – zostały odcięte. Uważa to za dowód celowego działania: jeśli znajdziesz taką sieć lub linę, to znaczy, że została ona wyrzucona za burtę celowo.

Jak opowiada rybak, on i jego koledzy często obserwują francuskie i hiszpańskie łodzie wyładowujące mnóstwo ryb w szkockich portach. Ale nie odpady. Szacuje, że typowa 20-osobowa załoga podczas miesięcznego rejsu wytworzyłaby około 20 metrów sześciennych odpadów, nie licząc narzędzi połowowych. Gdzie one są? Wskazówką mogą być inne odpady, które wyciąga jego łódź: worki na śmieci pełne francuskich i hiszpańskich opakowań po żywności. Jeśli chodzi o sprzęt, mężczyzna mówi mi, że widzi łodzie wpływające do portu i „kilometry nowych sieci skrzelowych umieszczanych na pokładzie, ale nigdy nie widać sieci wyciąganych na ląd w celu wyrzucenia”.

Sieci, z których korzystają te łodzie, są ogromne: każdy duży statek używa ich od 80 do 110 kilometrów. Ale sieci skrzelowe szybko się zużywają. Rybak mówi mi: „Statek, na którym pracuję, zabiera na ląd średnio około jednego metra sześciennego wyrzuconych sieci skrzelowych co cztery, pięć dni”. To dużo sieci.

Teren dla bandytów

Sieci skrzelowe zostały zakazane na wielu akwenach z powodu bardzo wysokiego wskaźnika przyłowów i ich tajemniczej tendencji do znikania bez śladu. W Szkocji są zabronione w promieniu 9,5 kilometra od wybrzeża. Ale statki, o których mówi rybak, łowią dalej od brzegu. Mój kontakt mówi, że powyżej 19 kilometrów jest to już „terytorium bandytów dla każdego statku niezarejestrowanego w Wielkiej Brytanii”, bo brytyjskie prawo nie ma tam zastosowania. Twierdzi też, że chociaż lokalne łodzie są ściśle regulowane, praktycznie nie ma monitoringu statków zagranicznych.

Konkurencja między krajowymi flotami rybackimi to trudny temat, który dodatkowo obciąża Brexit. Początkowo byłem ostrożny wobec tych oskarżeń, ponieważ wiem, jak zacięta stała się rywalizacja. Ale dowody fotograficzne mówią same za siebie, a zeznania rybaka są przekonujące.

Co więcej, jasne jest, że na wielu lokalnych łodziach, które desperacko chcą ratować swoje łowiska, pojawił się nowy nastrój. Większość z nich jest zaangażowana w program „Fishing for Litter” i wyładowuje porzucony sprzęt oraz inne złapane śmieci. Ale prawdopodobnie to tylko niewielka część wyrzucanego sprzętu. Mój kontakt jest przekonany, że jeśli wyrzucanie sieci skrzelowych i sznurów haczykowych nie zostanie powstrzymane, cały morski ekosystem w końcu się zawali.

Lekceważenie

On i inni rybacy „pisali do władz do upadłego”, ale – jak mówi rybak – wciąż odbijali się od ściany. To oznaka desperacji, że przyszedł do mnie, wieloletniego krytyka swojej branży.

Kiedy zwróciłem się do szkockiego rządu, powiedziano mi: „Poważnie traktujemy ochronę środowiska morskiego i jesteśmy pewni, że wszelkie formy zatapiania odpadów i innych nielegalnych działań są całkowicie niedopuszczalne. Zachęcamy każdego, kto ma informacje dotyczące podejrzanych działań statków, do zgłaszania ich do nas przez stronę internetową”.

Jednak, jak wskazuje raport rządu szkockiego, „nie ma żadnych danych ani badań” pokazujących, skąd pochodzi wyrzucany sprzęt. Dzieje się tak pomimo faktu, że na północy regionu Highlands komercyjny sprzęt połowowy stanowi aż 90% oceanicznego plastiku zbieranego przez osoby sprzątające plaże, a zaplątanie się w porzucony sprzęt wędkarski jest główną przyczyną śmierci płetwali karłowatych i humbaków w Szkocji. Istnieje niezawodna zasada administracji publicznej: jeśli rząd rzeczywiście interesuje się daną kwestią, zleca jej zbadanie przez naukowców. Brak danych oznacza brak zainteresowania.

Problem nie tylko w Szkocji

Problem występuje na całym świecie. Tego typu praktyki zmniejszyły populację morświna kalifornijskiego – najmniejszego na świecie członka rodziny wielorybów i delfinów, który żyje na meksykańskim Morzu Corteza (Zatoka Kalifornijska) – do mniej niż 20. Niedawno w wodach Antarktydy zauważono młodego humbaka z odciętą płetwą grzbietową i sieciami przecinającymi skórę wokół ogona. Ponieważ światowe spożycie owoców morza podwoiło się w ciągu 50 lat, problem ten staje się coraz pilniejszy.

Jednak większość rządów jedynie „zachęca” rybaków i producentów narzędzi do odpowiedzialnego postępowania, bez odpowiednich sankcji i bodźców. Żaden statek nie powinien opuszczać portu, jeśli nie ma wystarczająco dużo miejsca na przechowywanie wszystkich śmieci. Obowiązkowe systemy zwrotu kaucji zapewniłyby, że rybacy zwracaliby zużyty sprzęt do producentów po zakończeniu jego eksploatacji. Wszystkie sieci powinny być identyfikowalne z łodziami, które ich używają. Chociaż niektóre elementy wyposażenia mogą zostać przypadkowo zgubione, nietrudno zauważyć wzorce celowego wyrzucania.

Ale, podobnie jak fikcyjny prezydent USA w filmie „Nie patrz w górę”, rządy świata w obliczu ekologicznego załamania ponownie zdecydowały się „siedzieć spokojnie i ocenić”.

Na podstawie artykułu George’a Monbiota w „The Guardian”.

Szymon Bujalski

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly