Wyrok Sądu I Instancji przyznaje
rację naszemu krajowi w kwestii błędów proceduralnych przy
zatwierdzaniu Krajowego Planu Rozdziału Uprawnień do Handlu Emisjami
(KPRU), co może prowadzić do uchylenia decyzji Komisji Europejskiej
przyznającej Polsce uprawnienia w wysokości 208,5 mln ton CO2 . Polska
występowała z propozycją 284 mln ton CO2.
Nie można tutaj jednak mówić o sukcesie.

większych zysków. Kalkulacja przedstawiona przez dziennik
Rzeczpospolita, pokazująca, że 10 największych polskich elektrowni może
zarobić 250 mln euro rocznie, jest bezzasadna. Trzeba zrozumieć, że
jeżeli na rynku będzie znacznie więcej uprawnień, ich cena spadnie.
Niższa będzie także wartość wcześniej przyznanych uprawnień.
Taki sposób myślenia, który nie jest obcy politykom i przedsiębiorcom
świadczy, że Polska traktuje handel uprawnieniami jak zwykły biznes a
nie jako narzędzie ochrony klimatu – co jest kolosalnym
nieporozumieniem.
System handlu emisjami nie został wprowadzony po to, aby na nim
zarabiać, ale po to, żeby ograniczyć emisje. Jeżeli dodatkowe
uprawnienia, o które występuje rządy i przedsiębiorcy, nie są potrzebne
do zaspokojenia bieżących potrzeb a mają służyć jedynie ich
odsprzedaniu i osiągnięciu szybkiego zysku, to znaczy, że kompletnie
nie zrozumiano po co ten system został wprowadzony.
Po drugie, wyrok pokazał, że były podstawy
proceduralne do negocjacji z Komisją Europejską wyższych limitów pod
warunkiem bardziej elastycznej postawy polskiego rządu. Upieranie się
przy absurdalnej wielkości 284 mln ton CO2 usztywniło proces
negocjacyjny.
Koalicja Klimatyczna od początku negocjacji zwracała uwagę na
zdecydowanie nadmierne oczekiwania związane z przydziałem uprawnień do
emisji, sugerując wielkość 221 mln ton CO2.
W kuluarach wysocy urzędnicy ministerstwa środowiska przyznawali
przedstawicielom Koalicji Klimatycznej rację potwierdzając, że
proponowana przez rząd wielkość jest ok. 20% przeszacowana, co oznacza
że limit powinien wynosić 230 mln ton CO2 .
W konsekwencji proces wdrażania KPRU i uzyskanie pozwolenia ze strony
Komisji na uruchomienie systemu handlu znacznie się opóźnia,
ograniczając uczestnictwo w nim polskich przedsiębiorstw. To są
faktyczne straty.
Uzyskanie uprawnień do emisji 220-230 mln ton CO2 z punktu widzenia
Polski było uzasadnione i możliwe do wynegocjowania z Komisją
Europejską, ale w roku 2006 kiedy KPRU zostało przygotowane i nie
przewidywano kryzysu finansowego [przyp.red.: i związanego z nim spadku
emisji].
Rzeczywiste zapotrzebowanie Polski na uprawnienia do emisji pokazał rok
2008, w którym przekroczyły one o 1,5% limit przyznany przez Komisję,
ale były niższe aż o 25% od propozycji polskiego rządu.
Wyrok Sądu po uprawomocnieniu może oznaczać konieczność przeliczenia
podstaw KPRU i może doprowadzić, w związku z kryzysem gospodarczym i
mniejszymi z tego tytułu emisjami, do przyznania wielkości uprawnień
niższych niż obecnie tzn. poniżej 208,5 mln CO2. Oznaczałoby to
rzeczywistą korzyść dla klimatu.
Po trzecie, jeżeli nastąpiłby oczekiwany przez
polityków i przedsiębiorców wzrost przydziału uprawnień, oznaczałoby to
większą emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Jest to zły sygnał
dla świata. Pamiętajmy, że przed Szczytem Klimatycznym w Kopenhadze
toczą się trudne negocjacje związane z ograniczaniem emisji. Tylko
znacząca redukcja emisji pozwoli uchronić świat przed trudnymi do
oszacowania, postępującymi negatywnymi skutkami zmian klimatu.
Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że Polska nie jest i nie będzie
wolna od skutków zmian klimatu. Huraganowe wiatry w większej ilości i o
większej sile, ulewne deszcze, susze i powodzie to konsekwencje,
których doświadczamy już dziś. W przyszłości czeka nas również
podniesienie poziomu wód Bałtyku.
Nie można rozdzielać zagrożeń związanych ze zmianami klimatu od
wielkości emisji, które nasz kraj wytwarza. Byłoby to hipokryzją.
Po czwarte, wyrok Sądu I Instancji jest nieprawomocny i Komisja Europejska może go zaskarżyć do II Instancji.
Andrzej Kassenberg
Instytut na rzecz Ekorozwoju
Źródło: ChronmyKlimat.pl










