Ponad 30 mln dolarów nadmiarowych zysków co godzinę – tyle wynosił dodatkowy przychód 100 największych na świecie koncernów paliwowych w pierwszym miesiącu wojny w Iranie.
Wojna na Bliskim Wschodzie to nie tylko zagrożenie dla żyjących tam ludzi, lecz również wielki kryzys międzynarodowy. W jego sercu znajdują się ogromne złoża ropy i gazu, których przepływy zostały zablokowane.
Drożejące ceny surowców energetycznych wpływają na wiele branż i państw, w tym Polskę. I to na tyle poważnie, że rząd Donalda Tuska postanowił ustalić górne limity cen na stacjach benzynowych.
Ale co dla jednych oznacza stratę, dla innych oznacza zyski. Obecny kryzys jest już kolejnym w ciągu kilku lat, który przynosi gigantyczne pieniądze koncernom paliwowym.
Koncerny paliwowe i miliony z wojny
W pierwszym miesiącu wojny w Iranie 100 największych światowych firm naftowo-gazowych zarobiło ponad 30 milionów dolarów na godzinę w postaci nadmiarowego zysku.
To wniosek z ekskluzywnej analizy, którą przedstawił „Guardian”. Jak informuje brytyjski dziennik, wojna podniosła ceny ropy naftowej do średnio 100 dolarów za baryłkę (względem ok. 70 sprzed wybuchu konfliktu). Przełożyło się to na szacowane 23 mld dolarów nieoczekiwanego zysku dla koncernów. Jeśli podobna średnia cena utrzyma się do końca roku, przedsiębiorstwa te zarobią kolejne 234 mld dolarów.
„Nadwyżki zysków pochodzą z kieszeni zwykłych ludzi, którzy płacą wysokie ceny za tankowanie samochodów i zasilanie domów, a także z kieszeni firm, które ponoszą wyższe rachunki za energię” – zauważa „Guardian”.
Jeżeli rządy decydują się na ingerencję na rynku, posiadają zaś mniej pieniędzy na usługi publiczne. Drogą tą poszła nie tylko Polska, lecz także wiele innych państw, w tym m.in. kilka europejskich, Australia, RPA i Brazylia.
Opodatkować koncerny
Rosnące koszty wojny dla gospodarek sprawiają, że rośnie też presja, by dodatkowo opodatkować koncerny paliwowe. Chodzi o tzw. windwall tax, czyli podatek od nadmiarowych zysków w czasie wojny.
Na początku kwietnia wniosek do Komisji Europejskiej w tej sprawie skierowali wspólnie ministrowie finansów Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Portugalii i Austrii. W swym liście piszą, że niezbędny jest jasny sygnał: ci, którzy czerpią zyski ze skutków wojny, muszą dołożyć starań, aby zmniejszyć obciążenie społeczeństwa.
„Umożliwiłoby to sfinansowanie tymczasowej pomocy, zwłaszcza dla konsumentów, i powstrzymanie rosnącej inflacji bez nakładania dodatkowych obciążeń na budżety publiczne” – napisali ministrowie.
Podobnych działań domaga się też część organizacji eksperckich. „Rządy powinny wykorzystać podatki od nieoczekiwanych zysków, aby przyspieszyć przejście na zieloną energię, zamiast pogłębiać zależność od paliw kopalnych” – uważa Beth Walker, ekspertka ds. polityki energetycznej w think tanku E3G.
Jak informuje „Politico”, Komisja Europejska nie widzi żadnych przeciwwskazań, by poszczególne kraje wprowadzały podatek od nadmiarowych zysków. Trwają natomiast ustalenia, czy podobne działanie jest realne również na poziomie unijnym. „Sprawdzamy, czy uda nam się opracować bardziej skoordynowane podejście na poziomie europejskim. Obecnie jest to oceniane” – powiedział podczas niedawnego posiedzenia w europarlamencie Valdis Dombrovskis, komisarz ds. gospodarki.
Kto na wojnie zarabia najwięcej?
Teoretycznie mogłoby się wydawać, że największym przegranym wojny na Bliskim Wschodzie będą koncerny z Bliskiego Wschodu. W praktyce zdecydowanie najwięcej nadmiarowych zysków ma jednak Saudi Aramco. Przy utrzymaniu średniej cen ropy na poziomie 100 dol. za baryłkę potentat z Arabii Saudyjskiej może zyskać do końca tego roku dodatkowe 25,5 mld dolarów. Jak widać przedsiębiorstwo to o wiele więcej zarabia na rosnących cenach paliw niż traci na blokadzie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowej ropy i gazu.
Kolejne miejsce na liście firm z szacunkowo największym nadmiarowym zyskiem do końca 2026 r. zajmują Kuwait Petrolelum Corporation (12,1 mld dol.), ExxomMobil (11 mld), Gazprom (10,8), Chevron (9,2), PetroChina (9,2). Pierwszą dziesiątkę uzupełniają Petrobras (8), Shell (6,8), Rosnieft (6,6) i ADNOC (6,4).
Wiele z tych firm – jak chociażby Saudi Aramco i Gazprom – pochodzi z państw, które od dziesięcioleci sprzeciwiają się działaniom na rzecz klimatu.
Dodatkowo wojna w Iranie „otworzyła skarbiec” Władimirowi Putinowi, który zyskał miliardy na zasilanie wojny w Ukrainie. „Trzy rosyjskie firmy – Gazprom, Rosnieft i Łukoil – mają osiągnąć do końca roku szacowane zyski w wysokości 23,9 mld dolarów z tytułu wojny z Iranem” – podaje „Guardian”.
Nie tylko zyski…
Sytuacja nie jest jednak tak zero-jedynkowa. Potentaci paliwowi zarabiają na wzroście cen, ale jednocześnie wojna sprawia, że rynek staje się niestabilny, droższy w obsłudze i politycznie toksyczny. Gdy zachwiane są globalne łańcuchy dostaw, a światowemu eksportowi grozi paraliż, nie tylko gigantyczne marże mają dla branży znaczenie.
Nie bez znaczenia jest też „wyposażenie” w solidny argument przeciwników paliw kopalnych. Kolejny już kryzys pokazuje, że zależność od nich to nie tylko problem dla klimatu, lecz również z powodu bezpieczeństwa.
Jak więc widać, wojna na Bliskim Wschodzie jest mieszanką nadzwyczajnych zysków i poważnych zagrożeń dla całego sektora.
…ale jednak zyski
Z drugiej strony trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości: im więcej kryzysów, tym większe zyski koncernów i najbogatszych.
Pierwszy rok wojny w Ukrainie przyniósł piątce czołowych koncernów paliwowych na świecie (BP, Shell, TotalEnergies, ExxonMobil, Chevron) ponad dwukrotnie większe zyski. Sięgnęły one rekordowych 219 miliardów dolarów. Większość z tej kwoty wypłacono akcjonariuszom.
Raport Oxfam International wykazał zaś, że w ciągu dwóch pierwszych lat pandemii majątek miliarderów wzrósł bardziej niż przez wszystkie 23 wcześniejsze lata razem wzięte. Miliarderzy zajmujący się produkcją energii i żywności wzbogacili się w tym czasie o ponad 450 miliardów dolarów, a więc o miliard dolarów co dwa dni. W obecnym tempie pierwszego w historii bilionera możemy „otrzymać” już w ciągu dekady, a ubóstwa nie wyeliminujemy nawet przez kolejnych 200 lat.
„Pandemia, a teraz gwałtowny wzrost cen żywności i energii, były dla nich, mówiąc najprościej, błogosławieństwem. Niezwykle bogaci i potężni czerpią korzyści z bólu i cierpienia” – komentowała Gabriela Bucher, dyrektor wykonawcza Oxfam International.












