Artykuly

Przyroda i lokalne społeczności ofiarami kryzysu w Wenezueli

Upadający kraj

Wenezuela i jej obywatele znaleźli się w poważnych tarapatach. W 2017 roku pogłębił się trwający tam od paru lat kryzys gospodarczy, humanitarny i polityczny. Kraj znalazł się na krawędzi, za którą może stać się państwem upadłym. Według badaczy z School of International and Public Affairs na Uniwerystecie Columbia, około 11,4% żyjących w tym kraju dzieci jest niedożywionych. Wenezuelska gospodarka z powodu niskich cen ropy i złej polityki rządu, oraz amerykańskich sankcji gospodarczych wymierzonych w dyktatorskie rządy Nicolása Maduro się kurczy. PKB kraju może spaść o 20,7%, licząc od 2014 roku. Inflacja sięga niebotycznych wartości – 1700%, ale bardziej aktualne szacunki mówią, że w 2017 roku wartość tak sięgnie nawet 2700%.

Rys. 1 Zdesperowani ludzie plądrują sklepy w stolicy kraju Caracas. Photo by Prensa Presidencial – Government of Venezuela

To kolejny rok problemów Wenezueli. W tym roku sytuacja się pogorszyła. Kraj cierpi niedobory żywności, paliwa i lekarstw, co staje się przyczyną licznych grabieży. Jak doniósł w styczniu brytyjski The Guardian, sklepy z żywnością są rabowane przez tłumy zdesperowanych ludzi. „To sprawia, że chce ci się płakać. Myślę, że zmierzamy w kierunku chaosu”, lamentuje jeden z właścicieli sklepów spożywczych. Ponad 100 masowych kradzieży odnotowano w ciągu tylko 11 dni stycznia. Kryzys jest na tyle poważny, że grabione są nawet statki rybackie, głodni ludzi zabijają krowy, a nawet rasowe konie, po to, by tylko napełnić brzuchy, w kraju, w którym sytuacja znacznie przewyższa to, co przeżywała Polska w najgorszych czasach PRL.

Złoto czerpane przez głodujących

W miarę jak rozpadał się przemysł naftowy kraju z powodu bardzo niskich cen ropy, a jej sprzedaż spadła do najniższego od 2002 roku poziomu, prezydent Maduro podjął się próby zażegnania problemu poprzez sprzedaż bogactw mineralnych kraju. Maduro chcąc zachęcić zagranicznej spółki wydobywcze i zagranicznych inwestorów, ogłosił otwarcie w 2016 roku strefy wydobywczej Orinoco Arco Minero. W 2017 roku ogłosił także wprowadzenie wenezuelskiej wersji Bitcoina, Petro – waluty którą zasilać będą bogactwa naturalne kraju.

Jesienią ubiegłego roku Bram Ebus, dziennikarz pracujący dla Mongabay’a udał się do Wenezueli, aby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda sytuacja w Arco Minero – strefie, która obejmuje liczący 112 tys. km2 obszar w stanie Boliwar w południowo-wschodniej części kraju. Arco Minero leżący na południe od rzeki Orinoko na terenie amazońskiej puszczy jest bogaty w takie surowce jak złoto i diamenty. Wyprawa Ebusa nie była bezpieczna, został on bezprawnie zatrzymany i przesłuchany przez Wenezuelską Gwardię Narodową, która na szczęście potem go zwolniła. Pracujący dla Mongabay’a holenderski dziennikarz opisał dla Mongabay’a i strony internetowej InfoAmazonia prawdziwą sytuację regionu. Chciał przez to wyjaśnić czytelnikom, że tak naprawdę w Arco Minero panuje nędza i ma tam miejsce kryzys środowiskowy.

Ten bajecznie bogaty w drogocenne minerały i różnorodność biologiczną obszar jest dotknięty skrajnym ubóstwem. Bram Ebus donosi o skorumpowanych dowódcach wojskowych, którzy zakładają swoje własne górnicze włości, o uzbrojonych gangach nielegalnie pracujących górników, a także o pracujących w górnictwie rdzennych mieszkańcach Amazonii, którzy żyją w biedzie, cierpią na różne choroby, którzy z trudem mogą wyżywić swoje rodziny. Ebus donosi także o ludności tubylczej, które z powodu podyktowanej inflacją biedy musi porzucić swój tradycyjny tryb życia i zająć się górnictwem.

Życie ludzi pracujących w górnictwie nie wygląda dobrze. Cały dzień pracy pod ziemią, czy po szyje w brudnej rzece, a potem noc pod plastykowymi płachtami na pozbawionych lasu błotnistych zboczach. Żyją z dnia na dzień w Arco Minero, a ich sytuacja sprawia, że nie specjalnie interesuje ich los środowiska naturalnego.

Ludzie pod bronią na każdym kroku

W jednej ze swoich relacji dziennikarz Mongabay’a pisze o tym, jak militaryzacja i górnictwo stały się mieszanką zapalającą w wenezuelskiej części Amazonii, armia i gwardia narodowa konkurują ze sobą, wraz z uzbrojonymi gangami o prawo do udziałów w wydobyciu cennych surowców. „Nie możesz prowadzić samochodu przez 30 minut nie natykając się na przeszkody i potencjalne szkody, powiedział miejscowy, „Nie denerwuj się, zobaczysz tu wiele broni”.

Działalność górnicza w Arco Minero sprawia, że zagrożone jest środowisko i jego bogata bioróżnorodność. W regionie znajduje się Park Narodowy Canaima, znajdujący się na liście UNESCO, ma powierzchnię 30 tys. km2, na której rosną tropikalne lasy zamieszkiwane przez takie gatunki jak jaguar czy gigantyczna wydra arirania. Obszar, który ma być objęty wydobyciem obejmuje także rezerwat leśny Imataca, oraz rezerwaty La Paragua i El Caura. W regionie znajduje się także Cerro Guanay Natural Monument – chroniony obszar górski i przełom rzeki Caroni.

Upadek tradycji

Ebus informuje też o wpływie górniczego boomu na 198 rdzennych społeczności, żyjących od pokoleń w lasach tropikalnych Arco Minero. Ludzie ci stają się obiektem ataku, gdyż stoją na drodze tym, którzy chcą zakładać kopalnie. Rdzenni mieszkańcy lasów dołączają do górników. Nie mają wyjścia, zmusza ich do tego trudna sytuacja gospodarcza kraju. Nie są to bowiem ludzie całkowicie odizolowani od cywilizacji. Mężczyźni domagają się praw do pracy w kopalniach tak samo jak inni, z kolei kobiety znajdują zatrudnienie jako praczki, kucharki, a nawet prostytutki. Warunki życia są trudne, więc łatwo o takie choroby jak malaria. Praca przy wydobyciu, jak i obróbce złota nie jest bezpieczna. Do obróbki złota stosowana jest rtęć, która jest toksycznym pierwiastkiem. Za pracę górnicy otrzymują niewiele, a przemoc wśród ludzi jest na porządku dziennym.

W stanie Amazonas, leżącym obok Boliwaru sytuacja jest podobna. Przemysł wydobywczy odsika piętno na ludności tubylczej. Wenezuelska armia, gwardia narodowa, uzbrojone gangi, także kolumbijscy partyzanci wykorzystają przemoc i metody zastraszania, do kooptowania rdzennych przywódców. W ten sposób przejmują władzę na ziemiami, pod którymi znajdują się zasoby mineralne. „Nie jest daleko, by być etnocydem”, powiedział Liborio Guarulla, ustępujący gubernator stanu Amazonas, będący przedstawicielem ludności tubylczej.

„Nadchodzi XXI wiek”

W stolicy kraju Caracas, z dala od codziennego koszmaru życia w Arco Minero, rząd Maduro szuka sposobów na izolację zamożnych elit od upadłości państwa. W kolejnym artykule Ebus pisze o gospodarczym show prezydenta – promocji krypto waluty Petro, które zgodnie z myślą prezydenta będzie rosła w siłę dzięki ropie naftowej i innym surowcom, jak tym pozyskiwanym w Arco Minero.

Rys. 2 Maduro chce ratować kraj przy pomocy kopalni złota i lokalnej kryptowaluty. Photo by Prensa Presidencial – Government of Venezuela

Problem w tym, że większość tego rzekomego bogactwa w Arco Minero nigdy nie została zweryfikowana. Chodzi o 7000 ton złota o wartości około 200 mld $, złóż kołtanu wartego 100 mld $ i 3 mld karatów w diamentach. Minerały te mogą znajdować się w takiej ilości pod ziemią, a może i nie. To po prostu bomba spekulacyjna. Mimo to Maduro ma nadzieję, że dzięki temu przyciągnie zagranicznych inwestorów i międzynarodowe korporacje, i w ten sposób uratuje słabnącą gospodarkę. To stara i zła strategia, bo od 1914 roku Wenezuela przyciągała zagraniczne kompanie naftowe do takich miejsc jak jezioro Maracaibo. Jaki był efekt? Wzrost zamożności wśród elit, brak poprawy sytuacji wśród biednych, i w końcu degradacja środowiska naturalnego.

Prezydent Wenezueli niezrażony perspektywą niepowodzenia misji, przedstawił w grudniu zeszłego roku rzekomo rewolucyjną krytpowalutę Petro – czyli odpowiednik dobrze znanego nam Bitcoina. „Nadchodzi XXI wiek”, oświadczył Maduro. „Wenezuela znalazła się w awangardzie świata. Pierwszy kraj, który stworzył kryptowalutę opartą na bogactwach naturalnych swojego kraju”.

Upadek człowieka

Jednym z problemów z upadłymi państwami takimi jak Syria, Somalia lub Wenezuela jest to, że są one niebezpieczne dla chcących jej odwiedzić dziennikarzy. Regiony takie jak Arco Minero są podwójnie odległe. Z jednej strony, bo są daleko od większych miast. Z drugiej też dlatego, że można tam napotkać na drodze ciężko uzbrojony patrol wojskowy lub milicyjny, których członkowie, to niezbyt gościnni ludzie.

Na nowo powstałej stronie internetowej Arco Minero, stworzonej przez InfoAmazonia, Bram Ebus opowiada o tym, jak został bezprawnie zatrzymany przez Wenezuelską Gwardię Narodową podczas zbierania materiałów prasowych dla Mongabay’a. Żołnierze uzbrojeni w broń szturmową przetrzymywali Ebusa i jego kolegów na terenie jednej z firm wydobywczych przez całe popołudnie i większą część nocy, nie pozwalając na żaden kontakt ze światem zewnętrznym. O trzeciej nad ranem dziennikarze Mongabay’a do których celowano z broni, zostali zmuszeni do wejścia do pick-upów, po czym zostali odwiezieni. Następnie, bez żadnych wyjaśnień, 24 godziny po uwięzieniu, Ebus i jego ludzie zostali zwolnieni. Reporterzy nie zostali skrzywdzeni przez żołnierzy, ale mimo to dano im wyraźnie do zrozumienia, że nie są tu mile widziani.

Taki sposób postępowania, jakim jest zastraszanie dziennikarzy, sprawi, że te upadające państwo stanie się informacyjną czarną dziurą, z której będzie wypływać niewiele raportów dotyczących środowiska. W miarę jak przemoc będzie się nasilać, Wenezuelę upuszczą badający dziką przyrodę naukowcy i organizacje pozarządowe, jak wielu dziennikarzy. Obawy o zagrożone wyginięciem jaguary i gigantyczne wydry zostaną pogrzebane, gdyż nadużycia humanitarne dominują w informacjach prasowych.

To jeden z powodów, dla których doniesienia takich dziennikarzy jak Bram Ebus są teraz tak ważne. W swoim cyklu dla Mongabay’a i InfoAmazoni, Ebus ilustruje dynamikę „ekonomi katastrofy”, która może zmusić rdzenne społeczności – zdesperowanych ludzi, którzy wybierają złą stronę – do porzucenia swojego tradycyjnego stylu życia i oddania swoich ziem pozbawionym skrupułów firmom wydobywczym. „Zostaliśmy uznani za obrońców dżungli. Nie jesteśmy już nimi. Jesteśmy niszczycielami dżungli”, powiedział miejscowy prawnik Juan López.

Na nieszczęście świata Arco Minero w Wenezueli nie jest wyjątkiem. Podobne scenariusze rozgrywają się w mniejszym lub większym stopniu w krajach, które ogarnięte są konfliktami i chaosem, w krajach upadłych, taki jak Honduras, Demokratyczna Republika Konga i wielu innych państwach, łącznie z dobrze nam znaną Syrią. To kraje, gdzie występują silne niepokoje społeczne, represje i przemoc. W krajach tych ma miejsce skrajna eksploatacja zasobów przez przemysł wydobywczy i rolnictwo z pomocą skorumpowanego rządu. W takiej sytuacji, gdzie przepisy prawne nie istnieją lub są martwe, dobro przyrody i rdzennej ludności nie ma żadnego znaczenia. Prawdę powiedziawszy, narracja upadłego państwa, tak jaj dziś ma to miejsce w Wenezueli, może stać się jedną z wielkich historii politycznych, społecznych i ekologicznych XXI wieku.

Hubert Bułgajewski na podst. Venezuela: can a failing state protect its environment and its people?

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly