Artykuly

Richard Heinberg: Żonglując odbezpieczonymi granatami

Żyjemy w świecie stojącym w obliczu społecznego upadku. Szereg prac przytacza argumenty, które co najmniej potwierdzają ryzyko upadku cywilizacji.

Wydobycie ropy naftowej, dynamika jej cen i wzrost gospodarczy

Kiedyś uważano, że w miarę wyczerpywania się zasobów ropy jej ceny pójdą w górę, aż w końcu zniszczą światową gospodarkę lub, jeszcze przed ewentualnym upadkiem, zachęcą świat do zastąpienia ropy innym paliwem, szczególnie w transporcie. Z perspektywy minionej dekady, w której ceny ropy były bardzo niestabilne, oczywiste jest, że założenie to było nadmiernie uproszczone i nie nadające się dla celów planowania. Opracowanie opublikowane w marcu 2017 roku w BioPhysical Economics and Resource Quality (Illig i Schiller, 2017) jest interesującą próbą znalezienia realistycznego i mocno wspartego licznymi danymi wyjaśnienia zachowań cen ropy oraz gospodarki w sytuacji, gdy zasoby ropy się wyczerpują.

Autorzy pracy stwierdzają, że zanim zacznie spadać produkcja ropy, to jej wysokie ceny otworzą drogę do zwiększenia produkcji, nie wpływając zbytnio na popyt surowca. Z kolei niskie ceny ropy zachęcą do zwiększenia jej popytu, bez zbytniego zmniejszania jej produkcji. W ten sposób, przy niskich cenach rośnie gospodarka, zwiększając przy okazji stopniowo popyt na ropę. To samoregulujący się system, którego zasady zna każdy ekonomista.

Ropa jest kluczowym czynnikiem w światowej gospodarce. Jest zasobem nieodnawialnym i wciąż trudnym do zastąpienia. Proste ekonomiczne podejście do sprawy nie wyjaśnia obecnego problemu z ekonomią tego paliwa. Okazuje się bowiem, że po znacznym uszczupleniu złóż ropy osiągnie się punkt, za którym znacząco zmienia się relacja między cenami ropy a gospodarką. Mamy sytuację, w której wysokie ceny ropy pozwalają na zwiększenia nakładów na wydobycie, ale jednocześnie duszą popyt i gospodarkę. Niskie ceny z kolei zwiększają ponownie popyt, ale zniechęcają do wzmożonego wydobycia surowca. System staje się samo destabilizujący – gospodarka znajduje się w stagnacji, przemysł naftowy mniej inwestuje w przyszłe zdolności produkcyjne, a tempo wydobycia zaczyna hamować.

Autorzy opracowania wskazują, że po rozpoczęciu spadku wydobycia ropy, dynamika cen przyspieszy spadek tempa jej wydobycia. Nastąpi zmniejszenie wydobycia ropy ze względu na spadek opłacalności, związany z niskimi cenami surowca. Jednocześnie w opinii autorów po rozpoczęciu spadku wydobycia ropy decydenci zaczną wdrażać plany awaryjne. Mamy tu na myśli rozwój odnawialnych źródeł energii i wszystkiego, co może stać się substytutem ropy.

Peak Oil już nastąpił, a jego nadejście nie zostało najwyraźniej zauważone. Mieliśmy do czynienia z przesuwaniem się szczytu wydobycia w czasie. Nie było dostatecznej wiedzy, by przewidzieć dokładny moment, kiedy Peak Oil będzie miał miejsce. Był jednak przynajmniej jeden ekspert w tej dziedzinie, który dokładnie ocenił moment nadejścia szczytu wydobycia ropy. Geolog zajmujący się tą kwestią, Jean Laherrère w 2002 roku przewidział dwa szczyty: pierwszy padł w 2010 roku i był związanym z ropą konwencjonalną, drugi miał miejsce 5 lat później i był związany z ropą niekonwencjonalna, w tym m.in. ropą z łupków. Prognoza nie okazała się do końca trafna, aczkolwiek w 2008 roku doszło do gigantycznego wzrostu cen ropy, co wiązało się z niewydolnością przemysłu wydobywczego. Trudno jest bowiem ocenić moment Peak Oil jeśli nie weźmie się pod uwagę złożoności i wciąż słabo zrozumianej dynamiki interakcji między gospodarką i ceną surowca. Raport Hirscha z 2005 roku wskazał, że proces odchodzenia od ropy musi rozpocząć się co najmniej 10 lat przez szczytem wydobycia ropy, by powstrzymać upadek gospodarki. Jak się okazało przesuwający się w czasie z powodu pojawiania się nowych technologii Peak Oil przez 10 lat dawał nam ostrzeżenia, że w końcu nadejdzie. Świat czekał. Zamiast działać, wielu ekspertów podawało Peak Oil w wątpliwość z powodu braku wystarczających dowodów na to, że to może to się stać lada dzień.

Szef Saudi Aramco: z braku inwestycji możliwe niedobory ropy

Dziś mamy nadmiar ropy, tak to prawda. OPEC zmniejszył wydobycie tego surowca, by podbić ceny. Ale w kwietniu 2017 roku szef Saudi Aramco Amin Nasser na łamach Financial Times przestrzegł przed niedoborami ropy naftowej – nie tak zaraz, ale też nie w bardzo odległej perspektywie. Ponieważ ceny ropy w ostatnich latach spadły, to inwestycje w przyszłe zdolności produkcyjne ropy w ciągu ostatnich trzech lat też znacznie się obniżyły.

Warto przy tym spojrzeć na nie w dłuższej perspektywie czasowej: obecna cena około 50 dolarów za baryłkę jest na tle okresu powojennego całkiem wysoka, nawet uwzględniając inflację. Problemem koncernów naftowych są nie tyle niskie ceny, tylko to, że koszt znalezienia i wydobycia ropy jest zbyt wysoki, pomimo olbrzymiego postępu technologicznego w tym obszarze. Ceny nie są dość wysokie by pozwolić na osiągnięcie zysków, przemysł nie ma więc wyboru i musi ograniczać inwestycje w projekty, które dałyby wydobycie za kilka lat.

Amin Nasser, szef Saudi Aramco, największej na świecie firmy zajmującej się wydobyciem ropy, podczas wystąpienia na Szczycie Energetycznym w Columbia University w Nowym Jorku powiedział, że aby zaspokoić rosnący popyt na ropę oraz spadek wydobycia z aktualnie eksploatowanych złóż, trzeba będzie w najbliższych latach oddać do użytku nowe projekty naftowe dające wydobycie 20 mln baryłek ropy dziennie. „To dużo mocy wydobywczych, a inwestycje, które teraz widzimy są coraz mniejsze i mniejsze – nie wystarczą do osiągnięcia tego celu”. Nasser stwierdził też, że rynek ropy zbliża się do zbalansowania podaży i popytu, choć w krótkoterminowej perspektywie wciąż trendy wskazują na nadwyżkę w związku z rosnącym wydobyciem ropy łupkowej w USA. Jednak według szefa Saudi Aramco nawet to nie wystarczy do zaspokojenia dostaw ropy w nadchodzących latach, znacząco spadły bowiem inwestycje. Od momentu spadku cen ropy w 2014 roku odłożono lub w ogóle zarzucono inwestycje naftowe i gazowe o wartości 1000 miliardów dolarów. Nasser powiedział też, że w ostatnich czterech latach odkrycia konwencjonalnych złóż ropy spadły o połowę.

Saudyjczycy nigdy nie promowali pojęcia „Peak Oil”. Zawsze powtarzali, że są „zaopatrzenie w ropę jest wystarczające. Teraz ich nastroje wobec produkcji brzmienie ich wypowiedzi się zmieniło, choć Nasser nie odwołał się do „Peak Oil” bezpośrednio. Bez wątpienia stwierdziłby, że zasobówy jest wciąż dużo; problemem są tylko niskie ceny i zbyt małe inwestycje. Jasne. Nigdy nie należy mówić o wyczerpywaniu się zasobów – to by rozwaliło całą grę.

Jak wyczerpywanie się zasobów energii wpływa na dobrobyt? Matematyka minimalnegoj zwrotu energii z inwestycji (EROI)

W swojej najnowszej pracy, która opiera się na dziele Charlie’ego Halla, Adam R. Brandt, zastanawia się nad kwestią EROI, czyli minimalnego zwrotu energii z inwestycji w jej produkcję (Brandt, 2017). Kwestia ta dotyczy tego, jaka jest wartość EROI, zapewniająca normalne funkcjonowanie gospodarki i społeczeństwa. Niestety obliczenia EROI nie dają precyzyjnej odpowiedzi, bo zależą od rozpatrywanych granic systemu. Jeśli nakreślić granice wąsko (same procesy wydobycia surowców i działania fabryk) uzyska się wysokie EROEI, jeśli szeroko (działanie rządu, sklepów, marketingu i reszty naszej złożonej cywilizacji) – EROEI zacznie zbliżać się do 1 (w końcu cała pozyskiwana energia służy zasilaniu naszej cywilizacji, łącznie z turystyką czy restauracjami). ogniw fotowoltaicznych są w zakresie 20:1, podczas gdy inne dają tylko 2:1. Dodatkowo wynik zależy od tego, gdzie te ogniwa umieścimy – czy w Kuwejcie czy Norwegii.

W swojej pracy Brandt w dużej mierze unika kwestii granic systemu i nie próbuje uzyskać precyzyjnych wartości EROI. To co robi Brandt to zweryfikowanie ogólnego pojęcia minimalnego EROI. Zauważa, że w ciągu ostatniej dekady nastąpił spadek EROI. W swojej pracy dostarcza też argumentów na rzecz tak zwanego „klifu” EROI. Jeśli EROI jest większe niż 10:1, to praktyczny wpływ wzrostu lub spadku wskaźnika jest stosunkowo niewielki. Jednak jeśli spada on poniżej 10:1, to każda dalsza zmiana EROI staje się bardziej odczuwalna. Potwierdza to również koncepcję Ugo Bardi’ego, odnoszącą się do tak zwanego „klifu Seneki”. Z godnie z „klifem Seneki” upadek społeczny po szczycie produkcji i zużycia energii może być znacznie szybszy niż wzrost przed szczytem.

„Ciężar dowodu: Kompleksowy przegląd możliwości działania systemu energetycznego opartego w 100% na energii odnawialnej”

Autorzy książki pod tym tytułem, która ma zostać wydana we wrześniu 2017 roku, zwracają uwagę na to, o czym pisaliśmy w książce „Nasza odnawialna przyszłość”. Żaden z przedstawionych planów (wliczając w to Marka Jacobsona i współautorów) nie wychodzi obronną ręką.

Oczywiście, da się częściowo zastąpić paliwa kopalne odnawialnymi źródłami energii, takimi jak wiatr czy słońce, wykorzystując wytwarzanie energii z paliw kopalnych do ich uzupełniania (już teraz dzieje się tak w niektórych państwach, np. w Danii czy Niemczech). Ale osiągnięcie 100% OZE z dotychczas stworzonych mocy OZE będzie bardzo trudne i kosztowne. Koniec końców będzie to wymagać redukcji zużycia energii i przeprojektowania całych systemów, wliczając w to produkcję żywności, transport, budynki i przemysł).

Niestabilność społeczna jest kwestią czasu

Ponad 10 lat temu ekolog Peter Turchin zaczął opracowywać naukę, którą nazwał kliodynamiką. Traktuje ona historię za pomocą metod empirycznych, w tym analiz statystycznych i modelowania. Badając tymi technikami swój kraj, czyli USA, doszedł do zaskakujących wniosków. Jego badania wykazały, że około 40 pozornie różniących się wskaźników społecznych (jednak powiązanych w ramach kliodynamiki), doświadczyło punktów zwrotnych w latach 70. XX wieku. Z historycznego punktu widzenia, takie zmiany posłużyły jako wskaźniki prognozujące niepokoje społeczne. Model Turchina wskazał, że niestabilność społeczna i przemoc osiągną szczyt w latach 20. tego wieku.

Turchin uważa, że ostatnie wybory prezydenckie w USA potwierdzają jego prognozę. „Zdaje się, że jesteśmy na dobrej drodze do szczytu niestabilności w latach 20. tego wieku… negatywne tendencje wydają się przyspieszać”, powiedział. Uważa też, że Donald Trump jest bardziej jednym z objawów tych negatywnych trendów, a nie kimś, kto wyznacza ich kierunek.

Model Turchina śledzi czynniki takie jak zmieniające się dochody, nierówności społeczne czy stagnację w gospodarce, a nawet takie zmienne jak spadające samopoczucie Amerykanów, czy też dysfunkcja rządowa. Naukowcy badający społeczeństwo często skupiają się tylko nad jedną z tych kwestii. Zdaniem Turchina zmiany te są ze sobą powiązane, a społeczeństwo jest systemem, w którym różne części oddziałują na siebie, często w nieoczywisty sposób.

Turchin szczególną uwagę przywiązuje do tego, co nazywa „nadprodukcją elit”, czyli sytuację gdy społeczeństwo generuje więcej elit niż może uczestniczyć w kształtowaniu polityki. Wynikiem tego jest rosnąca konkurencja wśród elit politycznych, która niepotrzebnie marnuje zasoby i napędza ogólny upadek społeczny. Jest wiele historycznych przykładów, kiedy to nadprodukcja elit napędziła falę przemocy politycznej. Dziś w Ameryce jest znacznie więcej milionerów niż miało to miejsce kilka dekad temu, a ludzie bogaci są bardziej aktywni politycznie od ubogich. Powoduje to rosnącą polaryzację polityczną (milionerzy finansują kandydatów mających ekstremalne poglądy polityczne), erozję kooperacji i skutkuje uformowaniem się klasy politycznej niezdolnej do rozwiązywania prawdziwych problemów społeczeństwa.

Uważam, że opracowana przez Turchina metoda, która identyfikuje i śledzi zmienne społeczne, wykorzystując historię jako przewodnik, jest przydatna. Z pewnością jest to narzędzie oferujące trzeźwą prognozę – ostrzeżeni względem kierunku, w którym zmierzają Stany Zjednoczone (i nie tylko one) w perspektywie najbliższych lat. Uważam jednak, że jego metoda pomija kilka kategorii zagrożeń. Dawne społeczeństwa nie podlegały tym samym cyklom wzrostu i spadku napędzanych przez zużywanie paliw kopalnych, których nasza cywilizacja doświadczyła w ostatnim stuleciu. Nie doświadczyły one też tak szybkiego wzrostu liczby ludności, jak w ostatnich dziesięcioleciach (Syria i Egipt zwiększały swoją populację od lat 60. o 4% rocznie) ani nie były poddawane presji ze strony antropogenicznej zmiany klimatu, tak jak dziś. Tak więc perspektywa upadku społecznego jest nawet bardziej prawdopodobna niż wynika to z analizy Turchina.

Podsumowanie

Utrzymanie cywilizacji jest zawsze balansowaniem, które prędzej czy później kończy się upadkiem. Już 7 tysięcy lat temu kombinacje takich czynników jak presja rosnącej populacji, wyczerpywanie zasobów, nierówności społeczne, zanieczyszczenia czy zmiany klimatu podkopywały stabilność złożonych społeczeństw. Ośrodki miejskie były w stanie rozkwitać importując zasoby z peryferii, a eksportując tam odpady i niestabilność. Wykorzystywały też rozwarstwienie społeczne w celu wygenerowania tymczasowych nadwyżek bogactwa. Procesy te podlegają jednak prawu malejących korzyści: w końcu każdy boom przechodził w upadek. Pod pewnymi względami cykle postępu i upadku cywilizacyjnego odzwierciedlają cykle adaptacyjne w systemach ekologicznych, w których załamanie się jednego cyklu otwiera drogę dla początku następnego. Być może cywilizacja dostanie jeszcze kolejną szansę, możliwe że następna inercja będzie lepsza, zbudowana na wzajemnej pomocy i równowadze z naturą. Powinniśmy już teraz zasiewać jej nasiona.

Chociaż współczesna cywilizacja podlega ograniczeniom cyklicznym, to w naszym przypadku rozwój był napędzany do bezprecedensowego poziomu dzięki jednorazowo dostępnej energii paliw kopalnych, która powstawała na przestrzeni dziesiątków milionów lat. Tak czy inaczej lokomotywa naszego postępu przemysłowego wyleci z szyn, a ponieważ wznieśliśmy się na tak ryzykowne wyżyny wielkości populacji i poziomów konsumpcji, upadek nastąpi ze znacznie większej wysokości niż w przypadku wcześniejszych cywilizacji.

Być może jest kilka milionów ludzi na świecie, którzy znają historię, antropologię, nauki przyrodnicze i ekonomiczne, by zrozumieć zaistniały problem. Istnieje też pewna liczba stron internetowych, książek i komentatorów śledzących oznaki zbliżającego się upadku i rozważających możliwe trajektorie przyszłego upadku. Te wysiłki mogą być użyteczne dla tych, którzy przygotowują się na zmiany i starają uniknąć zawieruchy, a przynajmniej zminimalizować jej następstwa dla siebie – prawdopodobnie będzie ona bowiem długotrwała i nierównomiernie rozłożona. Być może nastąpi nawet poprawa jakości życia przez zwiększenie odporności społeczeństw.

Wiele z antycypujących upadek osób pogrąża się w mrocznej fascynacji tą katastrofą. W pisanych przeze mnie tekstach staram się unikać tej pułapki i skupiać na użytecznych praktycznie działaniach. Ale i tak czasem warto zrobić krok wstecz i popatrzeć z dystansu na zachodzące wydarzenia. Jak powiedziałby Grek Zorba: „Cóż za piękna katastrofa!”

Hubert Bułgajewski, Marcin Popkiewicz na podst. Juggling Live Hand Grenades

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly