Toczący się u naszych granic konflikt na Ukrainie, dobitnie uświadamia w jak delikatnym i skomplikowanym świecie żyjemy. To, co się dzieje, dotyczy nas tak (Polski, Europy i Świata) w stopniu tak wielkim, że zwykle aż nieuświadamiany. Nie moją specjalnością jest analizowanie zachodzących zdarzeń z perspektywy gry geopolitycznej (robią to całkiem ciekawie inni), przyjrzymy się tu sytuacji przez pryzmat energii – a stawka jest tu bardzo wysoka. Nie bez powodu sankcje gospodarcze Zachodu wobec Rosji wydają się symboliczne.
Rosyjska ropa
Rosja jest drugim największym na świecie eksporterem ropy, zaraz za Arabią Saudyjską. W zasadzie te dwa kraje stanowią klasę same dla siebie.

Rysunek 1. Eksporterzy ropy. Źródło: EIA.
Gdyby sytuacja pogorszyłaby się do takiego poziomu, że Rosja przestała eksportować ropę (czy to ze względu na embargo, czy też własną decyzję o wstrzymaniu wydobycia i eksportu), nastąpiłby gwałtowny szok cenowy na rynku ropy. Jego skala i gwałtowne tempo zagwarantowałyby poważną światową recesję.
Rosyjski gaz – dla Europy czy dla Chin?
Dalej, Rosja dostarcza Europie 1/3 gazu ziemnego. W odwecie za zachodnie sankcje Kreml mógłby zażądać radykalnie wysokich cen (1000$/1000 m3?) Odrzucenie tych żądań i zaprzestanie eksportu gazu przez Rosję spowodowałoby gwałtowny niedobór gazu na rynku i wzrost cen. W połączeniu z kryzysem naftowym skutki dla gospodarki europejskiej byłyby katastrofalne.
Oczywiście, przychody Rosji też by się załamały, ale zdeterminowana, będąca w gorączce nacjonalistycznej i siedząca na setkach miliardów dolarów rezerw Rosja zniosłaby to znacznie lepiej od Europy. Wkrótce już zresztą Rosja będzie sobie w stanie poradzić sobie bez Europy. Bezgraniczny wręcz apetyt Chin na surowce energetyczne ma zostać w dużym stopniu zaspokojony gazem i ropą z Rosji. W zeszłym miesiącu, po dekadzie negocjacji, Rosja zobowiązała się dostarczać Chinom gazu ziemnego. Zgodnie z zakrojonym na 30 lat kontraktem Gazprom od 2018 roku ma dostarczać rocznie Chinom 38 mld m3 gazu (docelowo do 60 mld m3). Dla porównania Niemcy importują 33 mld m3.
Ten kontrakt to poważny sygnał ostrzegawczy – Rosyjskie wydobycie i eksport gazu od lat pozostają na stałym poziomie i nie zapowiada się, żeby miały wzrosnąć – szczególnie jeśli działające dotychczas w Rosji zachodnie koncerny naftowe ograniczą swoje tamtejsze inwestycje.

Rysunek 2. Wydobycie, zużycie i eksport gazu przez Rosję. Źródło: Przegląd statystyczny zasobów i zużycia energii British Petroleum (BP) 2013.
Jest oczywiście teoretycznie możliwe, że Rosja zwiększy wydobycie gazu o ilość wysyłaną do Chin. Nie jest to jednak wcale zagwarantowane. O ile Rosja będzie w stanie poradzić sobie bez Europy, to czy Europa poradzi sobie bez Rosji? To bardzo istotna przyczyna bezradności Europy w relacjach z Rosją.
Za kilka lat Chiny zaczną pobierać 1/5 dostępnego na eksport rosyjskiego gazu, z perspektywą wzrostu do 1/3. Jeśli wydobycie gazu nie wzrośnie, to ponieważ tego samego gazu nie da się wyeksportować w dwa miejsca jednocześnie, jacyś obecni odbiorcy będą musieli obyć się bez tego gazu.
Ryzyko kryzysu energetycznego
Sankcje gospodarcze przeciwko Rosji, niezależnie od tego, co myśleć o słuszności ich zastosowania, niosą za sobą szereg daleko idących ryzyk.
Rosja może się zrewanżować po prostu wstrzymując eksport ropy i gazu w krótkim horyzoncie czasowym – być może tylko do Europy, a być może w ogóle. Zgromadzone przez Rosję rezerwy spokojnie pozwoliłyby jej na wstrzymanie eksportu na wiele tygodni, a nawet długich miesięcy. Kryzys naftowy rozłożyłby gospodarki krajów Europy (a prawdopodobnie też innych krajów uprzemysłowionych) i doprowadził do załamania finansowego. W dłuższym horyzoncie czasowym Rosja mogłaby po prostu skierować swój eksport gdzie indziej, na przykład do Chin, Indii czy Japonii.
Można by spodziewać się, że doświadczywszy zagrożenia w dostępie do ropy i gazu, zdawszy sobie sprawę z uwiązania na energetycznej smyczy Putina, nasi krajowi decydenci (bo nie wszędzie panuje aż taka ślepota) rozpoczną proces ambitnego programu efektywności energetycznej, uniezależniania się od paliw kopalnych i rozbudowy lokalnych źródeł energii. Wciąż jednak chyba żyją w rzeczywistości z minionej epoki, ignorując długoterminowe działania.
Ryzyko konfliktu wojskowego
Na tym ryzyka się nie kończą. Nie jest zupełnie nie do pomyślenia (na pewno nie bardziej niż w maju 1914 roku, na niecałe trzy miesiące przed wybuchem I wojny światowej), że dojdzie do konfliktu zbrojnego Rosji z krajami Zachodu. Mógłby on zupełnie zburzyć obecny porządek świata.
Zdolność Stanów Zjednoczonych do interwencji w każdym zakątku świata wynika z dominacji ich marynarki wojennej, jej zdolności do przerzucenia w dowolne miejsce potężnych ilości wojska i zaopatrzenia oraz zdolności do zmasowanego uderzenia lotniczo-rakietowego za pośrednictwem lotniskowcowych grup uderzeniowych.
Z osłoną powietrzną, samolotami wczesnego ostrzegania, bliską obroną rakietową i systemami obrony powietrznej Phalanx amerykańskie grupy lotniskowcowe są postrzegane jako praktycznie nieosiągalne dla wrogich samolotów i rakiet.
Konflikt z Rosją mógłby zmienić tę percepcję. Używane przez US Navy systemy obrony przeciwrakietowej w zetknięciu z nową generacją rosyjskich rakiet przeciwlotniczych mogą okazać się nieskuteczne. Warto obejrzeć film z wystrzelenia rosyjskiej rakiety przeciwokrętowej P-800 Oniks.
Więcej na temat rakiet Oniks (film po rosyjsku).
Nie chodzi tylko o osiąganą przez rakietę prędkość 2,5 Mach, ale o wysoką manewrowość. Dzięki sterowaniu nie za pomocą lotek, lecz ciągowi wektorowanemu (patrz na filmie zmiana toru lotu 1:22-12:25) rakieta może dokonywać wręcz akrobatycznych manewrów – gwałtowne zmiany kursu mogą uniemożliwić systemowi Phalanx przewidzenie, gdzie znajdzie się za chwilę wroga rakieta i wystrzelenie pocisków w cel. A co jeśli jednak lawina pocisków trafi w cel? Dlatego celując w lotniskowiec nie strzela się pojedynczą rakietą, ale całą ich grupą.
Jeśli dojdzie do wymiany ognia między Rosją i USA, a US Navy zacznie tracić statki, mit niezwyciężoności amerykańskich grup lotniskowcowych pryśnie, a wraz z nim niekwestionowana dominacja USA na oceanach świata.
Rosja eksportuje rakiety Oniks (w eksportowej wersji noszą nazwę Jachont), sprzedała je m.in. Indonezji i Syrii. Arabom marzy się ich wykorzystanie przeciw Amerykanom (film Youtube).
Kryzys świata-jaki-znamy
Co by się stało, gdyby okazało się, że Stany Zjednoczone nie są w stanie skutecznie chronić swoich interesów zagranicznych za pomocą marynarki wojennej, szczególnie w rejonie Bliskiego Wschodu? Warto zauważyć, że w odróżnieniu od USA Rosja i Chiny mają tam dostęp lądem.
Cała architektura amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie i szczególna rola [petro]dolara zostałaby gwałtownie przedefiniowana. Arabia Saudyjska musiałaby znaleźć sobie innych przyjaciół, a znaczenie dolara jako światowej waluty rezerwowej (w dużym stopniu bazujące na percepcji militarnej supremacji USA) zostałoby mocno podkopane (lub nawet zniszczone). Dotychczasowy porządek świata zostałby zburzony.
Jeśli napięcie będzie nasilać się, wojna gospodarcza eskalować (lub wręcz dojdzie do konfliktu zbrojnego pomiędzy Zachodem i Rosją), czeka nas wiele bardzo poważnych (i w dużym stopniu nieoczekiwanych) konsekwencji.
To oczywiście tylko możliwość, pokazuje jednak, jak delikatna i wielowymiarowa jest sytuacja, nic nie jest dane raz na zawsze, a problemy mogą zacząć się w dowolnym miejscu świata od pozornie mało znaczącego zdarzenia, ulegając stopniowej eskalacji. W świecie z nasilającymi się konfliktami o ropę, wodę, ziemie uprawne, metale i inne zasoby, okazji do destabilizacji sytuacji będzie coraz więcej. I kto potem będzie w stanie powiedzieć, że brak trwałego odrodzenia gospodarki po konflikcie miał coś wspólnego z wyczerpywaniem się ropy, zasobów i ogólnie granicami wzrostu?
Autor: Marcin Popkiewicz








