Opowiemy Wam drastyczną historię (dzieci na pewno już śpią). Pewien młody człowiek postanowił być odpowiedzialny, ustatkować się. Ponieważ już wcześniej przejawiał sporo rozsądku i potrafił zadowolić się rano rozpuszczalną kawą zamiast kubkiem marzeń i lepszego mniemania o sobie z logo z zieloną syrenką, odłożył trochę pieniędzy…
Właściwie całkiem sporo pieniędzy. Przed trzydziestką zgromadził oszczędności w wysokości 60 tysięcy złotych. Zaczął na poważnie myśleć o mieszkaniu. Udał się do najprzenikliwszego doradcy finansowego w mieście i wspólnie uradzili, że 240 tysięcy złotych kredytu plus 60 tysięcy wkładu własnego to optymalne rozwiązanie.
Był piękny czerwiec 2008 roku, frank szwajcarski kosztował 2,1 zł, a raty dla kredytu we frankach były niższe niż dla złotówkowego, więc nasz bohater wziął równowartość 240 tysięcy złotych we frankach, czyli 115 tysięcy CHF i po kilku tygodniach był szczęśliwym posiadaczem niedużego, wartego 300 tysięcy złotych mieszkania w przyzwoitej dzielnicy. Wiadomo, ryzyko inwestycji niewielkie – jakby coś poszło nie tak, zawsze można sprzedać mieszkanie i wycofać się na z góry upatrzone pozycje.
Niestety „coś” rzeczywiście poszło nie tak. Frank szwajcarski drożał i drożał. Już po roku jego mieszkanie warte było mniej niż ilość pieniędzy, które był winny bankowi. „A mój wkład własny? Moje oszczędności życia!?” – myślał zrozpaczony. „Jakby wsiąknęły w te ściany w kolorze magnoli” – biadolił nie wiedząc, czy projektant wnętrz był aby na pewno lepszym fachowcem od doradcy finansowego.
Na szczęście rok 2010 ukoił nieco jego nerwy. Do wyjścia na zero wprawdzie było jeszcze daleko, ale przynajmniej udało się odrobić nieco strat.
A potem przyszedł rok 2011… Stan amerykańskiej gospodarki wyprowadził z równowagi nawet Wołodię Putina, którego twarz nie drgnęła przecież ani wtedy, gdy oglądał zdjęcia z 70. urodzin Kim Dzong Ila, ani gdy zobaczył kręgi zbożowe w Wylatowie. A frank piął się w górę. W czerwcu przebił 3,3 zł, chwilę później zostawił w tyle, prognozowany przez ekspertów na koniec roku poziom 3,5 zł, a w sierpniu pobił historyczny rekord wynikiem 3,72 zł.
Nasz zdesperowany bohater, pogrążony w poczuciu osaczenia i osamotnienia, wydrapał na ścianie (tej w kolorze Hawaii Sunset) następujący rysunek:

Ta historia wydarzyła się 700 tysiącom Polaków.








