Artykuly

Z kotwicą u szyi

Kiedy George W. Bush obejmował urząd w styczniu 2001 roku, zadłużenie budżetu USA wynosiło 5 700 mld dolarów, kiedy go zaś zdawał w styczniu 2009, sięgało ono już 10 700 mld dolarów – inaczej mówiąc, zadłużył on kraj prawie w takim stopniu, co wszyscy wcześniejsi prezydenci USA razem wzięci, od George Washingtona do Bila Clintona. Już po niecałych dwóch latach rządów Barack Obama zadłużył kraj do kwoty ponad 14 000 mld dolarów, a rok 2010 zamknął się rekordowym deficytem w wysokości ponad 1 650 miliardów dolarów – ponad 11% amerykańskiego PKB. Na 2011 rok przewidywany jest jeszcze większy deficyt. Barack Obama jest więc na dobrej drodze, aby zadłużyć kraj bardziej, niż wszyscy prezydenci przed nim razem – z George W. Bushem włącznie.

Jak wielka jest skala problemu? Jakie oszczędności należałoby poczynić, by zrównoważyć budżet? Zapraszam do zabawy – oto wydatki budżetu federalnego USA w 2010 roku, zestawione z deficytem.

Wydatki USA

Wydatki i deficyt budżetu federalnego USA w 2010 roku. Źródło US Department of Treasury: Budżet, Deficyt.

Twoje zadanie: Zetnij deficyt do zera. Musisz obciąć wydatki rzędu 1650 mld dolarów.

W mojej opinii drobne działania kosmetyczne (jak obcięcie z wydatków kilkudziesięciu miliardów, przeprowadzone przez Kongres USA wiosną 2011 roku) przy tej skali deficytu nic nie dadzą. Trzeba będzie ruszyć „duże pozycje”.

Odsetki od długu (i tak absurdalnie niskie w wyniku sztucznego utrzymywania przez FED niskich stóp procentowych) trzeba spłacać – zaprzestanie ich regulowania oznaczałoby bankructwo kraju. Poza tym tnij według uznania. Zawiesić świadczenia medyczne? Zlikwidować emerytury i renty? Rozwiązać siły zbrojne? Obciąć środki na policję, sądownictwo, edukację? Zaprzestać ochrony środowiska i badań kosmosu? Zlikwidować pomoc międzynarodową?

Niełatwe zadanie.

Uważam, że zbliża się czas drastycznego ograniczenia (a nierzadko likwidacji) przywilejów społecznych epoki wzrostu. Będzie to dotyczyć zarówno funduszy medycznych, jak i emerytalno rentowych, szczególnie, że wraz ze starzeniem się pokolenia baby boomers, wydatki te gwałtownie rosną. Decyzje te będą bardzo niepopularne i przez to odkładane tak długo, jak będzie to tylko możliwe. Jednak okażą się raczej nieuniknione. Po drodze możemy spodziewać się cięć w wydatkach (czyli zwolnień) w edukacji, sądownictwie, policji i innych agendach, ograniczania środków na ochronę środowiska i badania podstawowe, a także rosnącej niechęci do pomagania innym krajom – co jest zresztą naturalnym pokłosiem problemów wewnętrznych.

Można oczywiście podnieść też podatki, które w Stanach Zjednoczonych są dość niskie, również grozi to jednak wybuchem niezadowolenia społecznego, dalszym spadkiem rekordowo niskich oszczędności, zniechęceniem ludzi do pracy, a wreszcie zduszeniem i tak będącej w kiepskim stanie gospodarki. W ramach pakietów stymulacyjnych prowadzona jest odwrotna polityka, polegająca na wstrzykiwaniu pieniędzy do gospodarki właśnie poprzez ulgi podatkowe.

A co ze wzrostem gospodarczym, który, jak triumfalnie obwieścił rząd amerykański, w 2010 roku wyniósł ponad 4% PKB? Czy problemów budżetowych nie da się rozwiązać „hodując” po prostu większą i bogatszą gospodarkę?

Jedną ze składowych PKB jest wysokość deficytu budżetowego (Wydatki rządowe – Podatki). Deficyt budżetowy w wysokości 11% PKB oznacza, że rzeczywisty wzrost gospodarczy nie związany z zadłużaniem się wyniósł minus 7%.

PKB

Wydatki i deficyt budżetu federalnego USA w 2010 roku. Źródło US Department of Treasury: Budżet, Deficyt.

Artykuł jest fragmentem książki „Ziemia na Rozdrożu” Marcina Popkiewicza

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly