Artykuly

Wojna domowa w Iraku – zapowiedź największego kryzysu naftowego w historii? cz.2

Wewnętrzne tarcia w Iraku odzwierciedlają napięcia całego Bliskiego Wschodu. Ten wrzący kocioł etnicznych i religijnych resentymentów znajduje się na skraju eksplozji. A to może się przełożyć na kryzys naftowy, jakiego nie zna historia.

W części pierwszej opisaliśmy obecną sytuację w Iraku oraz regionalne reperkusje konfliktu, pokazując, że wojna w Iraku może przełożyć się na konflikt na całym Bliskim Wschodzie. W drugiej części analizujemy, czy iracka wojna domowa może doprowadzić do załamania dostaw ropy i wielkiego kryzysu naftowego, co może nieuchronnie wpędziłoby globalną gospodarkę w recesję i kryzys finansowy.

Ropy już brakuje

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) wezwała ostatnio OPEC do zwiększenia wydobycia ropy, bo dostawy ledwie zaspokajają światowe zapotrzebowanie. Wszyscy eksporterzy spoza OPEC wykorzystują pełne moce wydobywcze. Ponieważ deklaracje OPEC w sprawie rezerw są nieweryfikowalne, wśród decydentów panuje powszechna nadzieja, że kraje takie jak Arabia Saudyjska, mogą zwiększyć wydobycie. Problem w tym, że spośród 12 członków OPEC, u 8 wydobycie ropy spada (z przyczyn geologicznych i politycznych). Tylko jeden znacząco zwiększył wydobycie w ostatnich latach – i był to właśnie Irak, gdzie wydobycie wzrosło o 1,5 mln baryłek/dzień.

Taka ilość ropy zniknie z rynku, jeśli dżihadyści z ISIS uniemożliwią wydobycie i eksport:

Rys. 1: Wydobycie ropy w Iraku w tysiącach baryłek dziennie. Źródło: peakoilbarrel.com.

IEA wzywa OPEC do zwiększenia wydobycia o kolejne 1,2 mln baryłek/dzień do końca bieżącego roku – i to kiedy iracka ropa płynie szerokim strumieniem. Utrata nawet części wydobycia Iraku sprawi, że ceny ropy skoczą z okolic 110 do 150 USD za baryłkę.

Wielką niewiadomą jest Arabia Saudyjska. Co, jeśli już wykorzystuje pełnię swoich mocy wydobywczych? Mają one wynosić 12,5 mln baryłek/dzień i może tak jest – nie dowiemy się tego, dopóki Saudyjczycy rzeczywiście nie wypompują takich ilości. Brak otwartości w kwestii rezerw tylko podsyca wątpliwości. Skoro Saudyjczycy nie mają niczego do ukrycia, to dlaczego tak wiele ukrywają? Największe saudyjskie złoża są eksploatowane naprawdę długo, bo 50-60 lat. Czy wyczerpią się jutro, czy za 10 lat – będzie to definitywny koniec Ery Taniej Ropy. A to będzie miało dramatyczne reperkusje.

Czym grozi wojna w Iraku?

Irak może się stać zarzewiem konfliktu na całym Bliskim Wschodzie. Pierwsze skrzypce będą w nim grać szyicki Iran i sunnicka Arabia Saudyjska. Dzieli je Zatoka Perska, najważniejszy wodny szlak transportu ropy na świecie. Przez wąską Cieśninę Ormuz przepływa 17 mln baryłek/dziennie, co stanowi aż 40% światowego eksportu ropy.

Rys. 2: Zatoka Perska. Na niebiesko oznaczone „wąskie gardło” Cieśniny Ormuz. Źródło: marsecreview.com

Od szarży grupki rebeliantów w Iraku do blokady Cieśniny Ormuz droga daleka, jednak tak właśnie może eskalować konflikt między Szyitami i Sunnitami. Jeśli tak się stanie, będzie to dramatyczny cios dla globalnej gospodarki. Warto się na to przygotować.

Jeśli zniknie z rynku iracka ropa, ceny surowca mogą wzrosnąć do poziomu 150 USD za baryłkę. Jeśli blokada Cieśniny Ormuz odetnie cały eksport OPEC, ceny ropy skoczą do astronomicznych poziomów. Uwzględniwszy stan magazynów, światowe zużycie ropy i wydobycie krajów spoza OPEC, światowe zapasy wyczerpią się w 50-60 dni. Niedobory i racjonowanie zacznie się znacznie wcześniej, bo jakaś ilość surowca musi krążyć w systemie, by nie spadło ciśnienie w rurociągach.

Racjonowanie obejmie przede wszystkim zwykłych posiadaczy samochodów. Dostawcy żywności, karetki, samochody wojskowe, policyjne i straży pożarnej muszą przecież jeździć tak długo, jak to tylko możliwe.

Prognozy na najbliższą przyszłość

Rozważmy trzy scenariusze rozwoju wypadków.

Scenariusz 1: Rebelianci z ISIS zostają na dziś zajętych pozycjach i nie postępują dalej na południe.

Następuje eskalacja przemocy, już wcześniej nękającej rozdarty konfliktem Irak. Na porządku dziennym są zamieszki na tle religijnym, samobójcze ataki bombowe i eksplozje samochodów – pułapek.

Na północy kraju, zajętej przez ISIS, na wiele lat zamrożone zostają zachodnie inwestycje w pola roponośne. Co gorsza, pod kontrolą ISIS znajdują się główne rurociągi transportujące ropę i gaz na północ i na zachód.

Poniższa mapa ilustruje sytuację wspólnie dla wszystkich trzech scenariuszy:

Rys. 3: Mapa irackich gazociągów i ropociągów. Źródło: blogs.platts.com.

Rebelianci z ISIS mogą te rurociągi wysadzić w powietrze, spuścić z nich ropę lub też zażądać horrendalnych sum za transport surowca.

W tym scenariuszu wciąż jednak trwają dostawy z południa kraju i utrzymany jest obecny poziom wydobycia. Niemniej jednak następuje paraliż inwestycji naftowych, bo niestabilność polityczna odstrasza inwestorów zagranicznych.

W tym scenariuszu w najlepszym razie Irak utrzyma obecny poziom wydobycia, tj. 3,5 mln baryłek/dzień. Wydobycie nie wzrośnie co najmniej przez kolejny rok.

Oznacza to, że tylko Arabia Saudyjska może pokryć różnicę między podażą a popytem – a przecież nikt nie wie, czy Saudyjczycy są w stanie zwiększyć wydobycie. Jeśli tak, ceny ropy skoczą „tylko” do 120 USD za baryłkę i utrzymają się na tym poziomie przez kolejny rok. Jeśli do tego czasu sytuacja w Iraku się ustabilizuje, wzrośnie tam wydobycie i spadną ceny ropy. Jeśli nie – baryłka będzie kosztować 130 USD.

Jeśli Saudyjczycy nie będą w stanie rzucić na rynek dodatkowych baryłek surowca, znajdziemy się na równi pochyłej. Wzrost cen ropy dotknie biedniejsze kraje i niżej uposażone grupy społeczne. Bankructwa, wzrost wydatków społecznych, zasiłki, umorzenia długów … to tylko niektóre z konsekwencji wzrostu cen energii.

Scenariusz 2: Rebelianci ISIS zajmują Bagdad i przesuwają się na południe.

Podobnie, jak w scenariuszu 1, ISIS kontroluje gazociągi i ropociągi. Stają zachodnie inwestycje w nowe złoża. Sytuację pogarszają brutalne zamieszki w całym kraju. Iraccy nafciarze wracają do domów, by bronić rodzin. Pracownicy, obsługujący naftową infrastrukturę, dołączają do uchodźców, zbijających się w silniejsze grupy. Wydobycie ropy spada poniżej poziomu z przełomu lat 2013/14 (3,5 mln baryłek dziennie).

W świetle tego, USA są zmuszone wesprzeć reżim szyicki w Bagdadzie, stając tym samym u boku Iranu. To jeszcze bardziej rozsierdza Arabię Saudyjską, która już 2013 r. silnie krytykowała zaangażowanie USA w Syrii i Iraku.

Piętnując sojusz między USA i Iranem, Arabia Saudyjska wstrzymuje dostawy ropy (co przypomina bolesne embargo OPEC z lat 70). W samym Iraku, w najlepszym razie wydobycie ropy spadnie do 2,5 mln baryłek dziennie (mniej o 1 mln), co przełoży się na wzrost ceny do 130 USD za baryłkę. W najgorszym razie wydobycie ustabilizuje się na poziomie zaledwie 0,5 mln. To scenariusz analogiczny do kryzysu libijskiego, kiedy to obalenie reżimu Kadafiego rozpętało krwawe walki między zwolennikami dwóch odłamów Islamu i doprowadziło do spadku wydobycia i eksportu ropy.

Rys. 4: Wydobycie ropy w Libii, w tys. baryłek dziennie. Źródło: peakoilbarrel.com

Jeśli sytuacja w Iraku rozwinie się podobnie i iracka ropa zniknie z rynku na rok lub dłużej, ceny surowca przekroczą rekordowe 150 USD za baryłkę.

Co oznaczałoby to dla światowej gospodarki? System finansowy ugina się pod ciężarem bankructw i pękających baniek kredytowych. Drastyczny głód ropy nieuchronnie pociąga za sobą interwencję zbrojną USA i sojuszników. Swój interes w Iraku próbują zabezpieczyć również Rosja, Chiny, Arabia Saudyjska i Iran. Przełamanie tego politycznego pata zajęłoby długie lata. W międzyczasie kończy się cud amerykańskiego gazu łupkowego. Świat na dobre wkracza w kryzys Ery Po Taniej Ropie.

Scenariusz 3: Konflikt rozlewa się na cały region

W tym scenariuszu narastający konflikt o kurczące się zasoby, tysiące lat etnicznych i religijnych napięć oraz sto lat obcych interwencji przekłada się na ogólnoregionalny wybuch. Sunnici i Szyici rzucają się sobie do gardeł, a krajom z zewnątrz pozostaje tylko stanąć po jednej lub po drugiej stronie. To konflikt Iranu i Arabii Saudyjskiej, a w szerszym sensie – Kurdów, chrześcijan, Szyitów i Sunnitów. To nie tylko upust dla resentymentów, ale też próba nakreślenia granic w sposób odzwierciedlający rzeczywistą mozaikę etniczno-religijną.

W Zatoce Perskiej tankowcom z ropą grozi ostrzał rakietowy. Firmy ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać tych statków, co samo w sobie „odcina” Cieśninę Ormuz. Transport ropy jest po prostu zbyt ryzykowny. Na światowe rynki dopływa 40% ropy mniej. Rujnuje to gospodarkę nieporównywalnie bardziej, niż kryzys naftowy lat 70.

Świat w szybkim tempie wyczerpuje magazyny ropy. Ceny za baryłkę osiągają astronomiczne poziomy: 150, 200, 300 USD … Ropa staje się bezcenna, choćby dla tych, którzy nie mogą zawieść chorego dziecka do lekarza.

Zachodnie rynki papierów wartościowych nie zwykły uwzględniać ryzyka związanego z brakiem ropy. Teraz ceny akcji lecą na łeb na szyję, urzędy nadzoru zamykają giełdy. Panika rozszerza się cały światowy system gospodarczy.

Bankom centralnym brakuje narzędzi, by zatrzymać falę bankructw. Zwykli zjadacze chleba w panice wyprzedają majątki. Po zaledwie 30 dniach rządy wprowadzają racjonowanie paliwa.

Staje transport międzynarodowy. Obnaża to słabość dzisiejszego systemu produkcji, gdzie komponenty sprowadza się z całego świata za pomocą statków i samolotów. Bez tych komponentów następuje paraliż łańcucha dostaw i całej światowej gospodarki.

Chaos gospodarczy jest niewyobrażalny. Rządy wprowadzają regulacje kryzysowe – każą za oszustwa cenowe, spekulacyjne gromadzenie ropy itp. Przejmują niewypłacalne przedsiębiorstwa, jednak tym razem nie uśmierzy to kryzysu.

40 lat eskalacji długu (wołającego o spłatę dziś i jutro) zderza się z „dziś”, które skarlało w przeciągu miesięcy – gdyż dramatycznie skurczyła się światowa gospodarka. Wyparowują niezliczone miejsca pracy, choćby w sektorze finansowym.

Rządy zaciskają pasa, a bezrobocie, nawet w zamożnych krajach, sięga 50% – zaledwie rok po wielkim kryzysie naftowym roku 2014.

Konkluzja

Nie powinno dziwić, że rzesze zdesperowanych biedaków, zamieszkujących dysfunkcyjne państwo, radykalizują się w ramach swoich grup etnicznych i religijnych. Winę za ten stan w dużej mierze ponoszą obce mocarstwa: niegdyś Brytyjczycy i Francuzi, a teraz Amerykanie: najpierw atakując Irak na podstawie kłamliwych przesłanek, a potem partacząc powojenną odbudowę.

Wszyscy stajemy teraz w obliczu zagrożenia, na które nie jesteśmy zupełnie przygotowani, a im bardziej wyczerpujemy zasoby ropy, tym bardziej wzrasta ryzyko geopolityczne. „A nie mówiłem” naprawdę nie da mi żadnej satysfakcji.

Marta Śmigrowska, Marcin Popkiewicz na podst. PeakProsperity.com, PeakOilBarrel.com i in.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly