Medialny spin
Międzynarodowa
Agencja Energii (International Energy Agency – IEA) przedstawiła ostatnio raport
World Energy Outlook (WEO) 2012 (polskie
streszczenie). Możemy się z niego dowiedzieć m.in., że
Niedawne
rozbudzenie produkcji ropy i gazu ziemnego w USA, spowodowane zastosowaniem
technologii wydobywczych pozwalających uwolnić ropę zaciśniętą („light tight
oil”) i gaz ziemny z pokładów łupkowych (…) zmieniając stopniowo rolę USA w
globalnym handlu energią. Przewiduje się, że około 2020 r. USA staną się
największym światowym producentem ropy naftowej (wyprzedzając Arabię Saudyjską
aż do około 2025r.) i odczują wpływ nowych rozwiązań wspierających efektywność
energetyczną w sektorze transportu. W efekcie nadal obniżał się będzie import
ropy przez USA do tego stopnia, że około 2030 r. Ameryka Północna stanie się
eksporterem ropy naftowej netto.
Już
wcześniej pojawiały się opinie o przełomie na rynkach ropy, jaki może przynieść
wydobycie ropy łupkowej, jednak oficjalne przedstawienie tak optymistycznych
perspektyw przez IEA nadało tym opiniom „moc urzędową”, powodując wysyp
optymistycznych wiadomości w mediach.
Gazeta
Wyborcza w artykule W USA dzięki
złożom w łupkach rodzi się „nowy Bliski Wschód” donosi więc:
- do
2020 r. Stany Zjednoczone zostaną największym producentem ropy naftowej na
świecie, wyprzedzając Arabię Saudyjską oraz Rosję, a potem ten tytuł USA utrzymają
do 2035 r. – prognozuje MAE - MAE
ocenia, że już w przyszłej dekadzie Stany Zjednoczone mogą eksportować więcej
ropy, niż importować. Innymi słowy, staną się znaczącym nowym graczem na
światowym rynku ropy naftowej - już
w zeszłym roku po raz pierwszy od 1948 r. eksport paliw z USA był większy od
ich importu
Dziennik
Gazeta Prawna w artykule Ropa
łupkowa: II etap rewolucji informuje zaś:
- produkcja
ropy łupkowej w USA w tym roku wzrosła o 7 proc., do 10,76 mln baryłek dziennie - USA
za osiem lat zostaną największym producentem ropy na świecie, deklasując Arabię
Saudyjską - zgodnie
z przewidywaniami MAE już w 2020 r. wydobycie ropy za oceanem będzie większe
niż w Rosji czy Arabii Saudyjskiej. W efekcie kraj nie tylko osiągnie
samowystarczalność energetyczną, lecz także zaleje swoim surowcem światowe
rynki. - jak
twierdzi agencja, już w 2030 r. USA zostaną eksporterem netto ropy –
wyprzedzając Rosję i Arabię Saudyjską.
Czyż to
nie muzyka dla uszu wszystkich zmotoryzowanych patrzących z niepokojem na ceny
na stacjach benzynowych, ekonomistów drżących o wzrost gospodarczy i polityków
myślących o bilansie płatniczym i bezpieczeństwie energetycznym (no i o
przychylności wyborców, rzecz jasna)?
W
prasowych stwierdzeniach jest jednak tak wiele błędów i przekłamań, że trudno
traktować je jak rzetelne źródło informacji. Raport IEA zdecydowanie wymaga
bliższego przyjrzenia się, szczególnie w kwestii ropy łupkowej. Pisaliśmy o
niej już nieraz, przed lekturą dalszej części artykułu zachęcam więc do przeczytania artykułów z
linków i odświeżenia wiedzy.
Kluczowe wnioski
Raport IEA
jest baaardzo optymistyczny, nawet w porównaniu z raportami mającej długą
historię malowania rzeczywistości na różowo amerykańskiej EIA (statystycznego
ramienia Departamentu Energii USA). Długa historia nadmiernie
optymistycznych i weryfikowanych
przez realia przewidywań związana jest z tym, że IEA i EIA funkcjonują w
strukturach odpowiednio OECD i administracji USA, które wpływają
na brzmienie raportów. Co chcą usłyszeć ich mocodawcy? Że ropa będzie tania
i będzie dobrze. Gdyby otwarcie przewidywały zbliżanie się kryzysu naftowego i
nienadążanie podaży za popytem, cena ropy skoczyłaby w górę, deficyty krajów
importujących ropę (prawie wszystkie kraje OECD) by wzrosły, giełdy poleciały
by w dół a za tym wszystkim wzrost gospodarczy.
Streszczenie
raportu (a który dziennikarz czyta coś więcej?) w porównaniu z samym raportem
zawiera starannie dobrane najlepsze informacje, do tego napisane językiem
sugerującym czytelnikom coś, co wcale nie ma miejsca.
W
rezultacie media przedstawiły wnioski raportu w niesamowicie
hurraoptymistycznym i zafałszowanym (nawet względem IEA WEO 2012) świetle. Większość
przedstawionych na początku cytatów z Gazety Wyborczej i Dziennika Gazety
Prawnej jest po prostu błędna i nie oddaje treści raportu.
Jak
mogłyby wyglądać kluczowe wnioski oparte na rzeczywistych informacjach podanych
w IEA WEO 2012? Na przykład tak:
- Światowy
szczyt wydobycia konwencjonalnej ropy naftowej miał miejsce w 2008 roku - Wcześniejsze
prognozy IEA wydobycia ropy w 2030 roku były regularnie obniżane:
-WEO
2004: 121 mln b/d
-WEO
2006: 116 mln b/d
-WEO
2008: 106 mln b/d
-WEO
2010: 94 mln b/d
Sądząc ze spinu medialnego wokół raportu
można odnieść wrażenie, że ten trend spadkowy zdecydowanie musiał się odwrócić.
Jakie wydobycie ropy w 2030 roku prognozuje IEA w tym „przełomowym” raporcie?
95 mln b/d – to w zasadzie
potwierdzenie wcześniejszych mizernych prognoz. Prawdziwa rewolucja, prawda? - Sumaryczne
wydobycie ropy (wraz ze źródłami niekonwencjonalnymi i NGL) do 2035 roku będzie
rosnąć w symbolicznym tempie 0,6% rocznie, zderzając się z eksplozją popytu ze
strony krajów rozwijających się - Już
obecnie wysokie ceny ropy duszą światową gospodarkę - Ceny
ropy będą już tylko rosnąć - Coraz
większa część wydobycia będzie zostawać w krajach naftowych oraz płynąć do Chin
i Indii, przez co zużycie ropy w krajach uprzemysłowionych musi już tylko
spadać – na zawsze - Zwiększanie
wydobycie ropy z łupków w USA z wielu względów będzie coraz trudniejsze, złoża
będą się też szybko wyczerpywać, przez co wydobycie osiągnie szczyt już za około 10 lat, po czym
zacznie nieodwołalnie spadać - Stany
Zjednoczone nie zostaną eksporterem ropy, nawet jeśli podejmą bezprecedensowy
wysiłek poprawy efektywności energetycznej - Zrealizowanie
celu wzrostu wykorzystania niekonwencjonalnych złóż paliw kopalnych będzie
oznaczać katastrofę klimatyczną
Zupełnie
inny wydźwięk, prawda? A wszystko to znajduje się w pełnym raporcie IEA WEO
2012.
Skąd więc takie
informacje medialne? I jak pogodzić tak skrajne wnioski? Czytaj dalej, a
dowiesz się.
Światowy rynek
ropy
W komentarzach prasowych dużo mówi się o
wzroście wydobycia ropy w Iraku, Brazylii i Kazachstanie, piaskach roponośnych
Kanady i Wenezueli, a szczególnie o ropie łupkowej z USA.

Ilustracja 1. Zmiany produkcji paliw ciekłych w wybranych krajach w
okresie 2011-2035 w scenariuszu referencyjnym IEA WEO 2012
Ale to tylko kilka krajów. A co z
resztą? Jak kształtuje się całościowy obraz wydobycia ropy na świecie?
Za kluczowy wykres przedstawiony w IEA
WEO 2012 można uznać prognozę światowej produkcji paliw ciekłych.

Ilustracja
2. Ilustracja
2. Produkcja paliw ciekłych na świecie w
scenariuszu referencyjnym IEA WEO 2012.
Produkcja ropy
(poza nie dającymi korzyści energetycznych zyskami rafineryjnymi) ma wzrosnąć z
84 mb/d w 2011 roku do 97 mb/d w 2035 roku, przy czym wzrost w całości pochodzi
ze źródeł niekonwencjonalnych i NGL (etan, propan butan i cięższe węglowodory).
Wydobycie ropy konwencjonalnej (trzy dolne niebieskie pola) stopniowo spada do
65 mb/d, nigdy już nie osiągając historycznego szczytu wydobycia z 2008 roku na
poziomie 70 mb/d. Wydobycie ropy łupkowej rośnie do poziomu ok. 4 mb/d w latach
20., po czym maleje.
IEA po raz
kolejny potwierdza więc, że światowy szczyt wydobycia konwencjonalnej ropy
naftowej jest już za nami i miał miejsce kilka lat temu. Pomimo prognozowanego
(choć wcale nie gwarantowanego) wielkiego wzrostu wydobycia ropy w Iraku,
Brazylii czy Kazachstanie.
IEA ma długą
historię obniżania swoich prognoz. Przyjrzyjmy się ewolucji raportów IEA w
ostatnich latach.

Ilustracja 3. Przewidywania wydobycia ropy w kolejnych
raportach IEA z lat 2004-2010. Źródło: IEA WEO 2004-2010
W kolejnych
swoich raportach IEA regularnie obniżała prognozy całkowitego światowego
wydobycia ropy. Jak wiele to mówi o tym, jak bardzo trafne były wcześniejsze
szacunki i jak skuteczna jest w ogóle metoda wykorzystywana do szacowania
wydobycia? Obecny raport, prognozujący wydobycie na poziomie 97 mb/d w 2035
roku, jest w zasadzie bliskim potwierdzeniem prognozy z WEO 2010 roku, którą
podsumowaliśmy artykułem Więdnący
urzędowy optymizm. Gdzie tu więc przełom?
Powiedzmy,
że tegoroczna prognoza IEA zostanie zrealizowana. Wzrost wydobycia z poziomu 84
mb/d w 2011 roku do 97 mb/d w 2035 roku oznacza średnie roczne tempo wzrostu na
poziomie 0,6% rocznie (i w ogóle pomijamy tu kwestię mniejszej zawartości
energii w baryłce NGL czy wzrostu ilości energii zużywanej w samym procesie
wydobycia). Innymi słowy IEA uważa, że wydobycie (szeroko rozumianej) ropy
zamrozi się na praktycznie niezmienionym poziomie.
Na uwagę zasługuje stwierdzenie z raportu: „Wydobycie z pól eksploatowanych w 2011 roku spada do 2035 roku o 2/3,
do poziomu 26 mln baryłek dziennie. Z tego powodu prognozowane wydobycie na
poziomie 65 mb/d w 2035 roku wymaga uruchomienia w tym okresie blisko 40 mb/d
nowych mocy wydobywczych. Z tego 26 mb/d (66%) pochodzi z już odkrytych, ale
jeszcze nie uruchomionych pól, w większości leżących w krajach OPEC, a
pozostałe 13 mb/d z pól, które dopiero czekają na odkrycie, głównie w
krajach spoza OPEC.”
W WEO 2010 wydobycie z pól mających zostać odkrytych do 2030 roku było
szacowane na 19 mb/d. Teraz prognoza została znacząco obniżona do 13 mb/d (do
tego w okresie dłuższym o 5 lat).
Potwierdza to kolejne stwierdzenie z raportu: „W 2011 roku odkryte zostały złoża zawierające 12 mld baryłek, co
odpowiada 40% wydobycia w tym roku”. Ponieważ zużywamy 30 mld, a odkrywamy
12 mld, wyraźnie widać, że pula dostępnych zasobów szybko się kurczy.
Ropa łupkowa

Ilustracja
4. Prognoza
wydobycia ropy w USA wg IEA WEO 2012.
Widać, że wydobycie ropy konwencjonalnej w USA
nieprzerwanie spada, a cały prognozowany wzrost pochodzi z wydobycia ropy
łupkowej i ciekłych frakcji gazu ziemnego NGL. W 2035 roku połowa wydobycia
ropy konwencjonalnej ma pochodzić z jeszcze nieodkrytych złóż, co wymagałoby
otwarcia dla eksploatacji nowych obszarów (zamknięty
obecnie dla odwiertów szelf oceaniczny i ANWR).
Gdyby nie złoża ropy łupkowej w Północnej Dakocie
(Bakken) i Teksasie (Eagle Ford), wydobycie ropy w USA, łącznie z Alaską,
spadałoby coraz bardziej.

Ilustracja 5. Wydobycie ropy w poszczególnych regionach USA, Źródło EIA 2012
Warto zauważyć, że prognoza IEA względem ropy łupkowej
jest nawet znacznie bardziej agresywna od tegorocznej prognozy EIA (statystycznego
ramienia Departamentu Energii USA).

Ilustracja
6. Prognoza wydobycia ropy w USA, EIA
2012
EIA w swoim tegorocznym raporcie przedstawia 4
scenariusze wydobycia ropy łupkowej:

Ilustracja
7. Scenariusze wydobycia
ropy łupkowej (ciasnej) w USA, EIA 2012.
TRR = Technically
Recoverable Resources (Technicznie wydobywalne zasoby),
EUR = Estimated
Ultimate Recovery (Szacowane całkowite wydobycie).
Scenariusze:
– Niskie EUR: EUR na
odwiert równe 50% scenariusza referencyjnego (17 Gb)
– Referencyjne EUR: 33
Gb
– Wysokie EUR: EUR na
odwiert równe 150% scenariusza referencyjnego (50 Gb)
– Wysokie TRR: jak w
scenariuszu “Wysokie EUR”, ale 8 odwiertów na milę kwadratową (89 Gb)
Zauważ, że poza scenariuszem Wysokiego TRR wydobycie
ropy łupkowej spada już od końca lat 20.
Wg EIA „….do wydobycia
całości zasobów gazu i ropy łupkowej potrzebnych będzie ponad 630 000 nowych odwiertów.
Wg stanu na rok 2010, w USA wywierconych zostało w sumie 37 500. Skatalogowanie,
przygotowanie do wydobycia i wydobycie tych zasobów wymagać będzie czasu i
pieniędzy.” (str. 59). EIA uważa więc, że będzie to wielki wysiłek. Jednak IEA
jest zdania, że wydobycie można uruchomić szybciej. Nałóżmy na siebie prognozy
EIA i IEA.

Ilustracja
8. Zestawienie
prognoz wydobycia ropy łupkowej wg EIA i IEA (linia czerwona).
Prognozy
IEA są więc bardziej agresywne nawet od najwyższego scenariusza EIA. Jednak, o
ile prognoza IEA zostanie zrealizowana, to szybki wzrost wydobycia oznacza
szybsze wyczerpanie złóż (obie agencje szacują je na poziomie mniej więcej 33 mld
baryłek, czyli niecałej
połowy zasobów Morza Północnego, będących rzędu 75 Gb).
Wysokość
wydobycia ropy jest zaciemniona przez „włożenie” między ropę konwencjonalną a
łupkową ciekłych frakcji gazu ziemnego NGL. Wykres bez nich pokazuje
rzeczywistą skalę „garbu łupkowego”, będącego rzeczywiście mniejszą wersją
garbu wydobycia na Morzu Północnym.

Ilustracja 9. Zestawienie prognoz wydobycia ropy IEA z historycznym
wydobyciem ropy (dane
BP)
Widać
też, że wydobycie ropy, nawet z ropą łupkową, nie sięga nie tylko rekordowego
poziomu z roku 1970, ale nawet poziomu „garbu alaskańskiego” z lat 80.
Stwierdzenie
z Dziennika Gazety Prawnej „produkcja ropy łupkowej w USA w tym roku wzrosła o 7
proc., do 10,76 mln baryłek dziennie”
jest wręcz kuriozalne. Wydobycie ropy łupkowej jest obecnie rzędu 1 mb/d. Nawet
wydobycie całości ropy w USA jest rzędu 6 mb/d, a wszystkich paliw ciekłych 8
mb/d. Ostatni raz wydobycie ropy na poziomie 10,78 mb/d w USA miało miejsce w
1973 roku.
„USA wyprzedzą w wydobyciu
ropy Arabię Saudyjską”
Informacja,
że USA mają wydobywać więcej ropy niż Arabia Saudyjska brzmi rewolucyjnie,
jednak bliższe przyjrzenie się danym wygląda już mniej spektakularnie. Tak
wygląda prognoza wydobycia dla USA:

A
tak dla Arabii Saudyjskiej:

Jeśli
zestawimy te informacje na rysunku, otrzymamy:

Ilustracja 10. Zestawienie prognoz wydobycia ropy IEA WEO 2012 dla USA i
Arabii Saudyjskiej. Źródło: IEA WEO 2012, tabele 3.5 i 3.6 http://worldenergyoutlook.org/
„O
grubość lakieru i na chwilę”, chciałoby się powiedzieć. Gazetowe stwierdzenia o
deklasacji Arabii Saudyjskiej są…
hm… lekko przerysowane. Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu: poważna
wątpliwość, czy za 20 lat Arabia Saudyjska rzeczywiście będzie w stanie nie
tylko utrzymać wydobycie ropy, ale wręcz je zwiększyć. Choć to i tak jeszcze nic w porównaniu z krytyczną sytuacją wydobycia ropy w Rosji.
USA eksporterem ropy netto
Czy czytając cytat z początku artykułu wyczytałeś, że
USA około 2030 roku zostaną eksporterem ropy?
Nie, wcale nie zostaną. Nie Ty jeden dałeś się
wkręcić. Dziennik Gazeta Prawna w artykule Ropa
łupkowa: II etap rewolucji pisze „już
w 2030 r. USA zostaną eksporterem netto ropy”. Tymczasem IEA, wplatając to
w paragraf, w którym co chwila występuje USA, pisze tu o Ameryce Północnej: około 2030 r. Ameryka Północna stanie się eksporterem
ropy naftowej netto. Stwierdzenie
o eksporcie ropy jest prawdziwym majstersztykiem manipulacji. Dało
się na to wkręcić nawet nasze Ministerstwo Skarbu Państwa.
Stany Zjednoczone, według prognozy IEA, wcale nie
zostają eksporterem ropy, choć udaje im się zmniejszyć import.

Ilustracja 11. Zestawienie prognoz wydobycia i zużycia ropy IEA WEO 2012
dla USA
Wydobycie
ropy w USA w 2011 roku wyniosło 8,1 mln baryłek dziennie, a zużycie ropy 17,6
mln baryłek dziennie. Według IEA zużycie ropy do 2035 roku da się zmniejszyć o
5 mln baryłek dziennie, redukując import z 9,5 mln baryłek do 3,4 mln baryłek
dziennie. I nie będzie to łatwe zadanie – według IEA będzie to wiązać się nie
tyle ze wzrostem wydobycia ropy, co z daleko idącą poprawą efektywności
energetycznej.

Ilustracja 12. Prognoza importu ropy przez USA wg IEA WEO 2012.
Największy wkład w spadek importu ma poprawa efektywności
energetycznej.
To trudne do pogodzenia z potencjalnym wzrostem
gospodarczym. Oszacujmy skalę wymaganej poprawy efektywności energetycznej. IEA
szacuje wzrost amerykańskiego PKB na 2,4% rocznie (tab. 1, str. 37), więc aby
osiągnąć spadek zużycia z poziomu 17,6 mln baryłek dziennie do 12,6 bln baryłek
dziennie, efektywność co roku powinna poprawiać się o 3,7%, przez co zużycie
paliw ciekłych na jednostkę PKB spadłoby o zapierające dech w piersiach i
zupełnie bezprecedensowe w skali świata 60%. Teoretycznie jest to możliwe, bo bardzo niska
efektywność energetyczna pojazdów w USA daje spore pole do oszczędności, ale
przy utrzymaniu kultury przedmieść (a w tak krótkim czasie trudno wyobrazić
sobie głęboką transformację infrastruktury mieszkalnej i usługowo-handlowej) i
wielkich samochodów będzie to trudne do osiągnięcia. Oczywiście niższy wzrost
gospodarczy, jego brak, lub wręcz kurczenie się gospodarki mogą zbić zużycie
energii, ale taka sytuacja spowodowałaby też załamanie wydobycia ropy (o czym
później) i finansów USA.
Warto też dodać, że w odróżnieniu od IEA, EIA w ogóle
nie przewiduje spadku zużycia paliw w USA, a wręcz jego wzrost.

Ilustracja 13. Prognoza
zużycia paliw ciekłych w USA wg EIA 2012.
Jak to się
ma do stwierdzeń prasowych, że „Już w
zeszłym roku po raz pierwszy od 1948 r. eksport paliw z USA był większy od ich
importu.”? Otóż USA mają wiele rafinerii – przywozi się do nich ropę, która
jest przerabiana na paliwa takie jak diesel czy benzyna, które następnie są
wysyłane za granicę. Ma to znaczenie z biznesowego punktu widzenia, ale nie z
energetycznego – ale kto z dziennikarzy zna się na takich niuansach?
Drill baby, drill
Wydobycie 33 mld baryłek ropy ze złóż łupkowych będzie
wiązać się z wielkimi nakładami. Tabela EIA pokazuje, że do wydobycia tej ropy
trzeba będzie wykonać prawie 220 000
odwiertów. Będzie to ostra konkurencja dla programu wydobycia gazu
łupkowego, do realizacji którego potrzebnych będzie kolejnych 410 000
odwiertów.
Warto zauważyć, że firmy wydobywcze optymalizują swoje
działania do maksimum, przyspieszając operacje i tnąc koszty. Jak możemy przeczytać w
raporcie EIA „Jedną z ostatnich innowacji przemysłu jest mobilna wiertnica, mogąca
przemieszczać się z jednego miejsca odwiertu na inne, co sprzyja wzrostowi
wydajności. Podczas przedstawionej na zdjęciu operacji wiercenia, operator
wiertnicy Naboros przetransportował w pełni zmontowaną wiertnicę z miejsca
odwiertu w inne, odległe o milę. Koszt [finansowy i czasowy] demontażu i
montażu może być na tyle wysoki, że bardziej opłaca się zbudować drogę pomiędzy
miejscami odwiertów, przetransportować zmontowaną wiertnicę i móc jej użyć od
razu po przybyciu na nowe miejsce.”

Ilustracja 14. Zmontowana
wiertnica przejeżdża z jednego miejsca wiercenia na kolejne. EIA 2012.
Szyby
wydobywające ropę łupkową charakteryzują się bardzo szybkim spadkiem tempa
wydobycia (o czym pisaliśmy tutaj).

Ilustracja 15. Typowy
profil wydobycia ropy z szybu na złożu Eagle Ford – wydobycie szybko maleje, a
w ciągu pierwszego roku wydobywane jest 30% całości ropy. EUR = Estimated
Ultimate Recovery (szacowane całkowite wydobycie): EIA 2011.
„Na
początku eksploatacji złoża, wysokie wydobycie z odwiertów skutkuje znaczącym
wzrostem wydobycia w miarę powstawania nowych odwiertów. Długość czasu, w jakim
można utrzymać ten wzrost zależy od ilości dostępnych zasobów i rozmiaru 'najlepszych punktów’ obszaru złoża. W dłuższym okresie wydobycie wyhamowuje, w
miarę jak wzrost wydobycia z nowych szybów zderza się ze spadkiem tempa
wydobycia z już istniejących, a aktywność wydobywcza jest rozszerzana na mniej
produktywne obszary. W rezultacie, w późniejszych stadiach eksploatacji złoża,
utrzymanie wydobycia na stabilnym poziomie wymaga znaczącego wzrostu wierceń”.
(EIA AEO 2012,
str. 57)
Dlatego, aby choćby utrzymać wydobycie na
niezmienionym poziomie, trzeba wiercić coraz więcej odwiertów. Ropa jest droga,
gaz tani, więc wiertnice kierowane są do złóż ropy. Czy tą pogoń za ropą
łupkową widać w wykorzystaniu wiertnic? Poniższy wykres pokazuje liczbę
aktywnych wiertnic w USA.

Ilustracja 16. Liczba
aktywnych wiertnic w USA. Dla uproszczenia, wiertnice są przypisane do ropy lub
gazu w zależności od głównego celu odwiertu, choć często odwierty dają zarówno
ropę jak i gaz. Baker
Hughes
Widać, że coraz większa ich liczba jest kierowana na
złoża ropy, umożliwiając obserwowany wzrost wydobycia. W rezultacie jest bardzo
prawdopodobne, że zdusi to wzrost wydobycia gazu. Na wykresie widać też, że
kiedy cena ropy i gazu jest zbyt niska – jak pod koniec 2008 roku – wiercenia
są wstrzymywane.
Szyby
wydobywcze złoża Bakken już teraz wykazują
objawy malejących korzyści z wydobycia. Najlepsze lokalizacje zostały już
wykorzystane, a te, które zostały, charakteryzują się gorszymi warunkami i dają
gorszy zwrot z inwestycji. Typowy szyb z Bakken dla opłacalnego funkcjonowania
wymaga ceny ropy na poziomie 80-90$ za baryłkę – jeśli więc myślimy o dalszym
znaczącym wzroście wydobycia, to cena ropy będzie musiała rosnąć wyżej i wyżej,
aby budowa coraz większej liczby szybów w coraz gorszych lokalizacjach wciąż była
opłacalna.
Są też
inne problemy. Skoro trzeba wiercić coraz więcej szybów tylko po to, by
utrzymać poziom wydobycia, a jeszcze więcej, by móc je zwiększyć, napotykamy na
ograniczenia w ilości dostępnych wiertnic, pracowników, wody do szczelinowania
czy utylizacji płynu do szczelinowania. Co gorsze, natura samego procesu
inwestycyjnego wymaga znacznych inwestycji początkowych, co dla niewielkich
firm wydobywczych oznacza konieczność korzystania z kredytów, coraz większych w
miarę wzrostu liczby odwiertów. Analizy pokazują, że przepływy
gotówkowe inwestycji w ropę i gaz łupkowy są napięte do granic możliwości.
W pewnym momencie firmy wydobywcze osiągają limit bezpiecznego poziomu
zadłużenia i muszą wstrzymać się z nowymi inwestycjami, aż zwrócą się inwestycje
z wcześniejszych odwiertów.
Wzrost wydobycia ropy został więc okupiony rzuceniem
„na front” prawie wszystkich dostępnych zasobów. Dalsze zwiększanie wydobycia
przy obecnych mocach wiertniczych stanie się wkrótce niemożliwe. Oczywiście,
można sobie z tym poradzić, budując tysiące nowych wiertnic i zatrudniając przy
wydobyciu setki tysięcy nowych pracowników. Kiedy to piszę, przypominają mi się
„Granice wzrostu” – bo cała ta sytuacja zaczyna wyglądać jak żywcem z nich
wyjęta – konieczność eksploatacji coraz trudniejszych zasobów będzie angażować
coraz więcej kapitału i pracy, jednak zwrot z inwestycji będzie coraz mniejszy.
W końcu społeczeństwo, starając się zaspokoić wszystkie coraz trudniejsze do
zaspokojenia potrzeby przy pozyskiwaniu paliw, metali, żywności, wody, drewna
czy przeciwdziałaniu następstwom zanieczyszczeń, przestanie być w stanie
przeznaczyć na te cele wystarczające zasoby – i tak właśnie osiągniemy granice
wzrostu.
NGL
Zauważalny
w IEA WEO 2012 wzrost wydobycia paliw ciekłych udaje się uzyskać dzięki
zwiększonemu wydobyciu ciekłych frakcji gazu ziemnego NGL. Przede wszystkim należy
jednak zauważyć, że każda baryłka NGL ma w sobie jedynie 2/3 energii baryłki
ropy, więc stawianie znaku równości pomiędzy tymi nośnikami energii zawyża
ilość dostępnej energii. Ponadto, NGL to produkt uboczny wydobycia gazu –
historycznie rzecz biorąc, od dziesięcioleci frakcje NGL stanowią niezmiennie
średnio 15% całości wydobywanego gazu, tak więc ilość NGL jest blisko związana
z ilością wydobywanego gazu. Jak zauważa sama IEA w WEO 2012 „wzrost wydobycia gazu łupkowego przyczynia
się do wzrostu produkcji ciekłych węglowodorów w USA. Wydobycie NGL do roku
2020 rośnie o 1 mb/d, do poziomu 3,2 mb/d, po czym stopniowo spada, w roku 2035
sięgając poziomu 2,3 mb/d, w miarę jak złoża bogate w cięższe frakcje gazu wyczerpują
się.”. NGL też jest więc przejściowym rozwiązaniem niedoborów paliw
ciekłych.
Klimat
Im dłużej i im więcej wydobywamy paliw kopalnych, tym
poważniejsze będzie zaburzenie klimatu. IEA WEO 2012 wyróżnia scenariusze
właśnie pod tym kątem:
- Scenariusz Bieżących
Polityk zakładający brak działań wychodzących poza te już podjęte i
uzgodnione. Koncentracja CO2 do końca stulecia rośnie do 950
ppm. - Scenariusz Nowych
Polityk (referencyjny), zakładający realizację obecnych zobowiązań i
(niewiążących) deklaracji ograniczania emisji gazów cieplarnianych.
Koncentracja CO2 do końca stulecia rośnie do 660 ppm. - Scenariusz 450,
zakładający realizację działań mających zapobiec wzrostowi temperatury
powyżej niebezpiecznego progu +2C. Koncentracja CO2 rośnie do
450 ppm. - Scenariusz Efektywnego
Świata, w którym zastosowane zostają wszystkie opłacalne ekonomicznie sposoby
poprawy efektywności energetycznej.

Ilustracja
17. Emisja
dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych w różnych scenariuszach IEA WEO
2012.
To, o ile wzrośnie temperatura planety, nie zależy od
tego, jak szybko spalimy paliwa kopalne – czy utrzymamy obecne tempo ich
spalania, czy zwiększymy je dwu- lub pięciokrotnie, czy też zmniejszymy o
połowę. Liczy się jedynie całkowita
ilość spalonych paliw kopalnych. Z punktu widzenia zmiany klimatu i tak
mamy do dyspozycji zbyt wiele rezerw paliw kopalnych, a kolejne ich zasoby w
ropie łupkowej i gazie łupkowym, piaskach roponośnych czy łupkach bitumicznych.
mogą tylko doprowadzić do katastrofy.
Jak wiele paliw kopalnych możemy spalić, żeby uniknąć
przekroczenia progu wzrostu temperatury o +2C? Wg IEA WEO 2012 (str. 259) w
okresie 2000-2050 możemy wprowadzić do atmosfery maksymalnie 1440 mld ton CO2.
Do roku 2011 spaliliśmy 420 mld ton CO2. Biorąc pod uwagę, że ze
źródeł „nieenergetycznych” (produkcja cementu, wylesianie, …) wrzucimy do
atmosfery odpowiednik 136 mld ton CO2, możemy jeszcze co najwyżej wyemitować
884 mld ton CO2. Tymczasem spalenie znanych rezerw oznaczałoby
emisję aż 2860 mld ton CO2. Cytując za WEO 2012 (str. 241): „Jeśli chcemy uniknąć wzrostu temperatury
powyżej progu +2c, do roku 2050 możemy wyemitować jeszcze tylko niecałe 900 mld
ton CO2, co oznacza, że przy braku masowego zastosowania CCS, ponad
2/3 obecnych rezerw paliw kopalnych nie może zostać wykorzystane”.
I wcale
nie możemy być pewni, że próg +2C jest bezpieczny. Cytując Jamesa Hansena,
klimatologa z NASA: „Przez miliony lat,
nawet w najcieplejszych okresach międzylodowcowych temperatura Ziemi nie była
nigdy wyższa nawet o +1C niż w Holocenie. Znaczny wzrost temperatury w
regionach polarnych w tych interglacjałach i w Pliocenie nie wskazują na to,
żebyśmy mieli znaczący bufor pomiędzy obecnym klimatem a niebezpiecznym
ociepleniem, lecz raczej, że wywoływane przez nas ocieplenie klimatu Ziemi
doświadczy silnego wzmocnienia. Tak więc oficjalnie przyjmowana maksymalna dopuszczalna
granica ocieplenia o +2C nie jest bezpieczna – to recepta na katastrofę.”
Cena ropy,
gospodarka i konsekwencje
Wg IEA WEO
2012 cena ropy w scenariuszu referencyjnym (Nowych polityk) w 2035 roku
wyniesie 125 dolarów. Prognoza cen w innych scenariuszach jest zbliżona.

Ilustracja
18. Graficzna reprezentacja prognoz cen ropy w różnych scenariuszach IEA WEO
2012 złożona z dotychczasowymi zmianami cen ropy Brent.
Z jednej
strony można powiedzieć, że IEA potwierdza, że tanio to już było, a na spadek cen nie ma co liczyć, z drugiej
jednak wzrost cen jest minimalny. Tak niskie ceny, ze względu na konieczność
sięgania do coraz trudniejszych i kosztowniejszych w eksploatacji złóż, nie
zapewnią wydobycia na postulowanym poziomie. Nie jest to tylko moja opinia, ale
też np. analityków MFW, przewidujących dwukrotny
wzrost cen ropy już do 2020 roku.
Już teraz
pojawiają się sygnały, że wydobycie ropy łupkowej, nawet przy obecnych cenach,
zbliża się do granic opłacalności, między innymi ze względu na konieczność
coraz większego zaangażowania sprzętu i personelu jedynie dla utrzymania
poziomu wydobycia. Jedynym sposobem na dalszy znaczący wzrost wydobycia (może
poza jakąś nie znaną jeszcze rewolucją technologiczną) jest wzrost cen ropy –
znacząco powyżej poziomów w IEA WEO 2012.
Jednak
wyższe ceny ropy to poważne problemy dla całej gospodarki. Sama IEA w swoim
pierwszym slajdzie prezentacji
dla mediów zauważa, że już obecne ceny ropy duszą gospodarkę. Wyższe ceny
ropy oznaczają też dodatkowy wzrost kosztów wydobycia.
Gdy
wysokie ceny ropy wpychają gospodarki krajów importujących ropę w recesję,
popyt na ropę spada. W rezultacie spadają jej ceny, zmniejszając zachęty
finansowe do inwestowania w nową infrastrukturę wydobywczą – co z kolei w
średniej perspektywie czasowej spowoduje spadek wydobycia.
Nawet
jeśli po ziemią jest jeszcze wiele ropy (choć drogiej i trudnej w wydobyciu),
konsumenci mogą uznać, że ich na tę ropę nie stać. Patrząc z tej perspektywy na
„Oil Peak”, możemy go postrzegać nie jako szczyt wydobycia, lecz jako szczyt
popytu – nikt nie dyskutuje z tym, że popyt na ropę po 200 dolarów za baryłkę
to tylko cień popytu na ropę po 20 dolarów za baryłkę. Rezerwy ropy w zasadzie
są więc dostępne, tylko że gospodarka nie może sobie na nie pozwolić. Kwestia
ta ostatnio stała się przedmiotem analizy MFW w raporcie Oil and the
World Economy: Some Possible Futures (Ropa i gospodarka światowa: możliwe
przyszłości), dostarczającym ciekawego materiału do przemyśleń względem
dalszego rozwoju sytuacji.
Owszem, na świecie wciąż są złoża, z których wydobycie jest opłacalne
nawet przy cenie 60, 50 czy nawet 40 dolarów za baryłkę, ale konieczne jest
sięganie po zasoby coraz droższe w wydobyciu. Marginalny
koszt wydobycia ropy w 2011 roku w krajach spoza OPEC i byłych krajów Związku
Radzieckiego dla 10% najdroższych projektów przekraczał
92 dolary za baryłkę. To bardzo dużo, a co gorsze, koszt ten, w realnym
ujęciu, rośnie o 12% rocznie. Nawet średni marginalny koszt wydobycia rośnie
o 7% rocznie, przez co próg opłacalności wydobycia zmierza w stronę 100
dolarów za baryłkę. Dotyczy to nawet
Arabii Saudyjskiej.
Jeśli
trend wzrostu marginalnego kosztu wydobycia o 7% rocznie (właściwie należałoby
przyjąć 12%, ale bądźmy konserwatywni) nie zmieni się, to próg opłacalności
wydobycia baryłki ropy wzrósłby z obecnych 92 do 169 dolarów w 2020 roku – co
jest nawet ostrożniejszym szacunkiem od przewidywań
MFW. W 2035 roku koszt baryłki wyniósłby zaś już 467 dolarów – znacznie
powyżej prognoz IEA. Nie można wykluczyć, że może nastąpi jakiś kolejny przełom
wydobywczy, który zmieni obecne trendy, ale nie ma na to żadnych gwarancji.
Światowe
wydobycie ropy od 2005 roku znajduje się na plateau (co przyznaje IEA), nie
nadążając za wzrostem gospodarki, co coraz wyraźniej stanowi hamulec dla tej
ostatniej (co też stwierdza IEA). Najsilniej dotknięte obecną sytuacją są
gospodarki i budżety krajów importujących ropę naftową.
Konieczność
coraz mocniejszego opierania wydobycia o złoża niekonwencjonalne skutkuje
wzrostem kosztów wydobycia i cen ropy, a wraz z nią cen żywności. Rosnące
wydatki na paliwo i żywność zmuszają konsumentów do ograniczenia innych
wydatków, prowadząc do spadku popytu na inne dobra i usługi, takie jak zakupy
sprzętu elektronicznego, samochodów czy podróże. Zwolnienia w tych branżach przekładają
się z kolei na spadek popytu na wszystkie inne dobra i usługi w gospodarce
(może poza windykacją długów). Wszystko to prowadzi do utraty zdolności ludzi do
spłaty kredytów, a przez to problemy sektora bankowego. W sytuacji spadku siły
nabywczej społeczeństwa i utrudnionego dostępu do kredytów ceny nieruchomości
spadają, dodatkowo nasilając problem zadłużenia i bankructw.
Rządy
wpadają w problemy na wiele sposobów naraz. Spadają wpływy z PIT (ludzie nie
zarabiają), CIT (firmy nie mają zysku) i VAT (maleje sprzedaż). Rosną wydatki
na osłony społeczne dla osób bez pracy. Wsparcia domaga się sektor bankowy,
który bez zastrzyku tysięcy miliardów z pieniędzy podatników już jakiś czas
temu ogłosiłby masowe bankructwo, paraliżując działanie gospodarki. Spadające
PKB woła o pakiety stymulacyjne, mające już nawet nie tyle przywrócić
koniunkturę, co zapobiec totalnemu krachowi rynków finansowych. W rezultacie
deficyty rządów eksplodują, podobnie jak dług publiczny. W szczególnie
niekorzystnej sytuacji znajdują się państwa uzależnione od importu ropy, takie
jak kraje UE, USA czy Japonia – same kraje Unii Europejskiej na sam import ropy
codziennie wysyłają za granicę dobrze ponad miliard dolarów. Prognozowany przez
IEA krótkotrwały wzrost wydobycia ropy łupkowej do poziomu trochę ponad 4 mln
baryłek dziennie w latach 20., ze spadkiem wydobycia już w latach 30. może
złagodzić problemy w krótkiej skali czasowej, ale nie zmieni sytuacji w skali
makro.
Prognozy
IEA, EIA, MFW i innych organizacji to tylko prognozy, różnią się od siebie
zresztą znacząco. Nie można wykluczyć, że w naszej pogoni za kolejnymi zasobami
paliw kopalnych dokonamy kolejnych innowacji technologicznych, wydobędziemy
ropę spod dna Arktyki i głębokich oceanów, piasków roponośnych, nauczymy się
wydobywać ropę z łupków bitumicznych, sięgniemy po pokłady węgla obecnie
uznawane za zupełnie nieopłacalne w wydobyciu, a nawet po gaz z hydratów metanu
i zwiększymy dostępny do spalenia zasób paliw kopalnych 2, 3 lub 4-krotnie.
Wielu uzna to za wspaniały sukces.
Koszt
tego sukcesu byłby potworny. Jak zauważa
IEA, utrzymanie obecnego kursu to droga do podniesienia temperatury
powierzchni Ziemi nie o+2C, lecz o +6C. Należy z całą mocą podkreślić, że
jakikolwiek większy sukces na polu dalszego sięgania po zasoby
niekonwencjonalnych paliw kopalnych będzie oznaczać katastrofę dla klimatu, z
praktycznie gwarantowanym zdestabilizowaniem się wiecznej zmarzliny i
wyzwoleniem się metanu z oceanicznych hydratów metanu.
A
jak bardzo rozwiązałoby nasze problemy energetyczne, powiedzmy czterokrotne
zwiększenie ilości dostępnych paliw kopalnych? Zanim przeczytasz dalej,
proponuję, żebyś zapoznał się z historią bakterii z prezentacji o
wzroście wykładniczym i zadał sobie pytanie, o której godzinie skończyłaby
się ich historia, gdyby dostały do dyspozycji czterokrotnie większe zasoby.
Obecnie
zużycie energii na świecie rośnie dokładnie w tempie wzrostu PKB (czyli rozmiaru światowej gospodarki), a emisje dwutlenku węgla nawet jeszcze szybciej.

Ilustracja 19. Zmiany
światowego realnego PKB,
zużycia
energii i emisji
CO2 ze spalania paliw kopalnych
Przy
wzroście na poziomie 3% rocznie, skala gospodarki i zużycie energii podwajają
się po 25 latach. Po kolejnych 25 latach będą już czterokrotnie większe. Tak
więc czterokrotnie większe zasoby wystarczą na 50 lat. Podobnie historia
bakterii skończyłaby się nie o 12:00, lecz o 12:02 – czterokrotnie większe
zasoby wystarczają na dwa podwojenia.
Oczywiście,
poprawa efektywności energetycznej może tu pomóc, przedłużając cały proces o
ileś lat – tyle, że od kilkunastu lat efektywność energetyczna światowej
gospodarki wcale się nie poprawia. Mogłoby też pomóc wyhamowanie wzrostu PKB,
ale wzrostem tego współczynnika przecież obecnie mierzymy nasz postęp…
Przekaz medialny
z IEA WEO 2012
W
mediach w ogóle nie porusza się tych krytycznie ważnych dla naszej przyszłości
kwestii, a raport IEA WEO 2012 został przedstawiony pobieżnie, z naciskiem na
krótkoterminowe korzyści wynikające z wydobycia i spalenia większej ilości
paliw kopalnych. Co gorsza, ilość błędów merytorycznych, na które pozwolili
sobie dziennikarze każe zwątpić, czy w ogóle zapoznali się z raportem, o którym
napisali, czy choćby jego streszczeniem, nie mówiąc już o bardziej dogłębnej
analizie i porównaniu źródeł. Owszem, teksty do gazet piszą dziennikarze, a nie
analitycy, ale finalny stopień dezinformacji społeczeństwa jest porażający. I
nie mówimy tu o dziennikarzach tabloidów, od których nikt nie wymaga rzetelnego
przedstawiania informacji, ale o dziennikarzach wiodących gazet
opiniotwórczych, adresowanych do górnej części społeczeństwa, biznesu i
urzędników. Ich czytelnicy – w dużej mierze decydenci – po lekturze artykułów
wyrabiają sobie kompletnie zafałszowany i merytorycznie błędny obraz świata. I
idą podejmować decyzje. Groza.
Mogę
zresztą zrozumieć, że dziennikarze, nawet dzienników opiniotwórczych, nie mają
czasu ani kompetencji, żeby merytorycznie poprawnie zmierzyć się z tak złożonym
tematem. Jednak kiedy widzę te same błędy w dokumentach rządowych, które
stanowią podstawę do budowy polityk na szczeblu krajowym, unijnym i w
negocjacjach międzynarodowych, to jest to już naprawdę przerażające. Spotykam
się z ekspertami ds. energii i wielokrotnie przeżyłem szok, doświadczając ich
braku wiedzy i zupełnej nieobecności szerszego poglądu na sprawy (choć nie u
wszystkich). Być może to właśnie Ci eksperci przygotowują takie opracowania.
Wywołany
przez IEA spin wokół ropy łupkowej zadomowił się w umysłach planistów i
decydentów. Przygotowanie do zbliżającego się kryzysu naftowego – i tak już
spóźnione – zostaną opóźnione jeszcze bardziej.
Amerykanie
używają czasami akronimu SISO – Shit In,
Shit Out, oznaczającego, że kiedy jesteś karmiony g(ucio) wartymi
informacjami, to podejmowane przez Ciebie na ich podstawie decyzje, też będą
g(ucio) warte. Tak właśnie jest z przedstawieniem ostatniego raportu IEA.
Opracowanie: Marcin Popkiewicz, tłumaczenie wykresów na polski: Irek Zawadzki








