Gdy teoretycy zabierają sie do rozwiązania problemu Peak Oil w kontekście znalezienia substytutu, który pozwoli nam zachować obecny styl życia, załamują ręce. Można wymienić wielu potencjalnych kandydatów do zastąpienia ropy jako skoncentrowanej i łatwo magazynowalnej energii, lecz żaden z nich nie jest równie dobry jak sama ropa. Ci, którzy zainwestowali w obecne status quo chcieliby – co zrozumiałe- zachować je. Jednak nawet dla tych, którzy zainwestowali najwięcej, jasne staje sie że to status quo jest już stracone, może być utrzymane co najwyżej tymczasowo i to za cenę szybko narastających kosztów środowiskowych. Przemiana, przed którą stoimy, to nie jest jedynie zmiana rodzaju paliwa. To przejście do zupełnie innej infrastruktury, zarówno fizyczne jak i psychologiczne. To odejście od dużych elektrowni, linii dystrybucyjnych i płacących regularne rachunki konsumentów. Odejście od kapitałochłonnych wierceń, rafinowania, dystrybucji i stacji paliwowych. W szerszym kontekście jest to odejście od centralizacji, koncentracji i wszystkich instytucji społecznych z tym związanych.
Zarówno system energetyczny, jak i monetarny oparte są na akumulacji i koncentracji władzy. Nie tylko nasza infrastruktura energetyczna ale i dominujący – choć niewidzialny – sposób myślenia o energii z góry zakłada scentralizowany system dystrybucji oparty na silnie skoncentrowanym źródle energii. Alternatywne źródła energii rozwijają się tak wolno nie tyle z powodu ograniczeń technologicznych, ale też dlatego że po prostu nie pasują do naszej infrastruktury fizycznie, finansowo i psychologicznie.
Między koncentracją energii w ropie naftowej i energii w pieniądzach istnieje silna analogia. Skoncentrowane źródło energii które może być łatwo przechowywane pozwala na skoncentrowanie społecznej i politycznej władzy w rękach tych którzy je kontrolują. To kreuje zupełnie inną dynamikę społeczną niż oparcie na źródłach energii, które są szeroko dostępne i nieustannie odnawiane. Potencjał zysku w tym drugim przypadku jest oczywiście niższy – kiedy już sprzedasz pompę geotermalną lub panel słoneczny, klient staje się energetycznie samowystarczalny, w przeciwieństwie do konsumenta energii produkowanej konwencjonalnie, który nieustannie musi uiszczać opłaty. Zależność energetyczna i zależność ekonomiczna są ściśle powiązane. Podobne wzorce obowiązują także w innych dziedzinach. Na przykład w medycynie, powszechna wiedza sprzed stuleci która zwykłe chwasty zamieniała w lekarstwa dała podstawy dla systemu w którym zarówno wiedza jak i leki zostały skoncentrowane i zastrzeżone na wyłączność. Sam mniszek lekarski czy łopian nie dadzą zbyt dużych zysków. Wiejski zielarz lub małomiasteczkowy doktor nie zarobią milionów. To samo można powiedzieć o migracji władzy ustawodawczej od nieformalnych mechanizmów rozwiązywania sporów w lokalnych społecznościach do scentralizowanych, skodyfikowanych i w tym sensie – skoncentrowanych struktur prawnych. Jak również o edukacji, rozrywce czy wiadomościach medialnych.
W każdym z tych przypadków trend rosnącej koncentracji albo już osiągnął szczyt, albo też zbliża się do niego. Szczyt przejawia się na różne sposoby. Czasem jako wyczerpywanie się zasobów, czasem jako nasycenie zapotrzebowania lub jest związany z rozwojem technologii. Na przykład dzięki rozwojowi Internetu dochodzi do decentralizacji w dziedzinie rozrywki i informacji gdzie pojawia się coraz więcej amatorskich produkcji. Powoli osiągamy więc „peak hollywood”, podobnie jak szczyt opieki medycznej, szczyt zanieczyszczeń, szczyt reklam, szczyt rybołówstwa i wydobycia ropy. To nie powinno zaskakiwać. A skoro motyw zysku jest głównym czynnikiem powstania tych szczytów, zatem możemy również oczekiwać szczytu pieniądza – a konkretnie szczytu długu. Kryzys systemu finansowego jest silnie powiązany z kryzysami w każdej innej sferze, ponieważ żywotność naszego systemu finansowego jest uzależniona od wzrostu – przekształcania zasobów środowiska w towary, a relacji między ludźmi w usługi. Proces ten nie może postępować już dalej ze względu na wyczerpywanie się zasobów środowiska oraz niezdolność społeczeństw i biosfery do zniesienia większych ilości zniszczeń. Niektórzy zawężają pojęcie wzrostu gospodarczego do wzrostu zużycia ropy naftowej, jednak w istocie wzrost oznacza zwiększanie użycia wszystkiego. Przez dekady i stulecia utrzymywaliśmy wzrost początkowo przez zaspokajanie podstawowych potrzeb, potem przez tworzenie nowych potrzeb, a potem przez przeliczenie naszej kultury i niematerialnych sfer życia – na pieniądze. Społeczność może być eksploatowana jak zasoby węgla- wystarczy włączyć w sektor finansowy takie obszary ludzkiej aktywności jak opowiadanie bajek, rozwiązywanie sporów, opieka nad dziećmi i niepełnosprawnymi, rekreacja, wypoczynek, imprezy towarzyskie itd. Jednak zarówno w sferze materialnej jak i społecznej te procesy osiągają swoje granice. W istocie więc wkraczamy w okres szczytu wszystkiego.
Kryzys monetarny jest odbiciem kryzysów w obszarze energii, środowiska i każdym innym. Trudność w znalezieniu substytutu ropy ma swoje źródła w ekonomii. Wyobraźmy sobie, co moglibyśmy osiągnąć, gdyby miliony karier naukowych i setki miliardów dolarów poświęconych w ciągu ostatnich 50 lat ropie naftowej i energii atomowej przeznaczyć na rozwój alternatywnych źródeł energii. Wyobraźmy sobie, że na początku lat 60tych ubiegłego wieku podjęliśmy naukowy wysiłek, przewyższający ten przeznaczony na wyścig kosmiczny, by stworzyć społeczeństwo wolne od zanieczyszczeń. To się oczywiście nie stało. I był ku temu dobry powód – nie było w tym zysku w formie pieniędzy. Alternatywne źródła energii nie sprzyjają wzrostowi gospodarczemu i nigdy nie będą rozkwitać w systemie monetarnym, który zmusza do wzrostu i od wzrostu zależy. Światło słoneczne, wiatr, oszczędność, geotermia, a nawet zimna fuzja mają wspólną cechę: ich źródła energii są mniej lub bardziej wszechobecne i łatwo dostępne, więc ich użytkownicy nie muszą być zależni od bieżących dostaw ograniczonych ilości paliwa. Ta właściwość stawia alternatywy paliw kopalnych w sprzeczności z interesami naszego systemu monetarnego, który zależy od tworzenia i utrzymywania deficytu. Żeby na czymś zarobić – tego czegoś musi być mało i musi być trudnodostępne. Porównajmy wysokiej klasy farmaceutyki z wszędobylskimi chwastami w medycynie ludowej. Podobnie jest z informacją. Stąd intensywne zabiegi ze strony producentów cyfrowej muzyki, książek i filmów, by stworzyć sztuczny niedobór poprzez zabezpieczenia kopii i wprowadzenie prawa własności intelektualnej. Lecz jest to walka w przegranej sprawie. Gdy koszty produkcji obojętnie jakiego produktu dochodzą do zera, naturalny punkt cenowy tego produktu również zmierza do zera. Pierwsza kopia programu Microsoft Word kosztuje setki milionów dolarów, lecz każda kolejna – prawie nic. Podobnie jest z odnawialnymi źródłami energii. Początkowy koszt może (lub nie) być wysoki, lecz z chwilą, gdy instalacja zostaje ukończona, koszty bieżące stają sie ekstremalnie niskie lub wręcz zerowe. Przywracając energię do strefy nie monetarnej, walnie przyczyniają sie do odwrócenia wzrostu. Pomyślcie o tym, gdy znowu będziecie słyszeć argumenty ekonomistów odnośnie sposobów „stymulowania zapotrzebowania” i ” nakręcania wzrostu gospodarczego”. W obecnym systemie przy braku wzrostu takie zjawiska jak bezrobocie, bieda i nierówności majątkowe są potęgowane. W obecnym systemie ekonomiczny dobrobyt jest niezgodny z technologiami energii alternatywnych. Historia powstrzymywania rozwoju alternatyw dla paliw kopalnych jest długa, lecz nie trzeba się uciekać do teorii spiskowych, by to wytłumaczyć. Zwyczajna ekonomia w zupełności wystarczy.
Rozważmy następujący przypadek:
Nie jest trudno zbudować domy, które prawie wcale nie wymagają zewnętrznego źródła energii do ogrzewania i chłodzenia. Używając materiałów o dużej pojemności cieplnej, studni geotermalnych, pasywnego ogrzewania słonecznego itd., dom budowany w technologii pasywnej, odpowiednio wyposażony w panele fotowoltaiczne mógłby być całkowicie niezależny od sieci energetycznej. Dlaczego nikt nie buduje w ten sposób?
Jednym z powodów jest na pewno kultura i nawyki w przemyśle budowlanym, lecz główna przyczyna to finanse.
1. Przyszłe oszczędności energii generalnie nie są w pełni brane pod uwagę w szacowaniu wartości nieruchomości.
2 Ale nawet gdyby były, nasz system finansowy oparty na odsetkach i skoncentrowany tylko na przyszłym zysku, zmotywuje nas do poniesienia kosztów inwestycji tylko wtedy, gdy oszczędności z tego tytułu przewyższą kwotę odsetek.
3. Do tego, obecny system energetyczny cieszy się wysokim poziomem ukrytych dotacji w związku ze społeczną i środowiskową eksternalizacją kosztów swojego funkcjonowania.
Punkt pierwszy łatwo wyjaśnić. zakładając odsetki w wysokości 2,5%, obecna wartość netto 1000 PLN rocznych oszczędności energii to 40 000 PLN. Jednak tak skromny poziom efektywności energetycznej rzadko przyczynia się do podniesienia wartości domu.
Co do punktu 2 – co jest bardziej racjonalne ekonomicznie: kupić dom za 600 000 PLN i płacić 6000 PLN rocznie za prąd czy kupić dom za 900 000PLN i płacić 600 PLN rocznie za prąd? Zakładając, że odsetki od kredytu hipotecznego wynoszą 5% dużo bardziej racjonalnie jest płacić 6000 PLN przez wieczność. Nawet jeśli nie musisz brać pożyczki, możesz zarobić więcej niż 2% na tych dodatkowych 300 000 PLN.
Po trzecie cena energii z paliw kopalnych jest sztucznie zaniżona. Koszty zanieczyszczeń, wojen, wycieków, wypadków atomowych itd. nie są wliczane w koszt litra benzyny lub cenę prądu. Są przenoszone na społeczeństwo i przyszłe pokolenia. To podatnicy będą musieli zapłacić za duży wyciek ropy lub wypadek w elektrowni jądrowej, zaś firmy energetyczne działają z darmowym ubezpieczeniem. Ludzie narzekają że energia wiatrowa lub słoneczna są konkurencyjne tylko dzięki subsydiom – jednak to paliwa kopalne cieszą sie daleko większymi dotacjami. I nie są one wynikiem jedynie decyzji politycznych. Są wbudowane w nasz system monetarny.
Ale jak mógłby wyglądać taki nowy system finansowy?
Może zamiast brać początek z monopolu mógłby być powszechnie dostępny. Zamiast być magazynowany w skoncentrowanej formie mógłby wymagać nieustannego odnawiania. Zamiast wymagać nieustannych opłat za dostarczanie zaopatrzenia (poprzez odsetki), mógłby funkcjonować bez kosztów.
System, który nie korzysta z eksternalizacji, który odbudowuje wspólnotę, wzmacnia społeczność, odwraca trend skupiania się wyłącznie na zyskach, działa, gdy ekonomia nie rośnie lub sie kurczy i systematycznie zniechęca do gromadzenia dóbr materialnych. System, w którym funkcjonują lokalne waluty, kredyty wzajemne, opodatkowanie zasobów i zanieczyszczeń zamiast dochodów oraz dywidendy społeczne.
Już teraz można wprowadzić ujemne odsetki które umożliwiałyby cyrkulację pieniędzy przy nieobecności wzrostu PKB. Dziś takie propozycje wydają sie oczywiście radykalne, lecz gdy stare oczywistości się załamią, to co kiedyś było radykalne, zyska sens. Niestety, zacietrzewieni w upartej negacji nie chcemy zobaczyć, że obecna infrastruktura energetyczna jest skazana na upadek. To samo odnosi się również do infrastruktury finansowej. W rzeczy samej – ta para jest nierozerwalnie złączona i upadnie razem.
Dlatego właśnie wysiłki na rzecz zreformowania systemu energetycznego muszą iść ręka w rękę z reformami finansowymi. Jedno nie jest ważniejsze od drugiego. To dwie strony tego samego medalu. Rozpad każdej z nich jest elementem rozpadu całego sposobu funkcjonowania obecnej cywilizacji i całego stanu rzeczy leżącego u jej podstaw, który oczyszcza drogę dla nowego systemu zgodnie z uniwersalnym cyklem narodzin i śmierci. To, co było do tej pory moglibyśmy nazwać wzlotem ludzkości. Była to epoka wzrostu, dominacji, poskramiania dzikiej przyrody, rozszerzania wpływów człowieka, stawania się panami i posiadaczami natury. Ta epoka właśnie się kończy, a zaczyna nowa – kreatywnej współpracy z przyrodą. Epoka w której zrozumiemy że jesteśmy współzależni, nie oddzieleni. Przyszły system energetyczny i system finansowy muszą ucieleśniać ten związek.
Tłumaczenie Tomasz Asztemborski
Na podstawie: The oil drum








