Trzy tygodnie temu, kilku naukowców, analizując zrobione na głębokości
1.5 km obrazy wideo wydobywającej się z uszkodzonego szybu ropy
zasugerowało, że wyciek wynosi nie 5000 baryłek dziennie, jak twierdziło
BP, lecz 25000. Koncern naftowy stwierdził, że to banda pomyleńców,
których nie warto słuchać.
Dyrektor zarządzający BP, Robert Dudley, wypowiadając się w telewizji PBS, określił te niezależne oszacowania jako 'alarmistyczne, sugerujące, że zagrożona dewastacją może być cała Zatoka Meksykańska, aż po brzegi Florydy’.
Powołana przez rząd federalny USA grupa naukowców stwierdziła, że te wczesne oszacowania 'alarmistów’ rzeczywiście były niedokładne, a rzeczywista ilość wyciekającej ropy to 35000-60000 baryłek dziennie. Czyli znacznie więcej, niż szacowali wyśmiani przez BP 'alarmiści’.
Dane mówiące o wycieku ropy dwukrotnie większym, niż szacowali pesymiści jeszcze tydzień temu, pojawiły się akurat na kilka godzin przed wystąpieniem Prezydenta Obamy do narodu i poświęconemu wyciekowi ropy, jego konsekwencjom i temu jak może – czy powinien – wpłynąć na kształt polityki energetycznej kraju.
Dane te pojawiają się też w dniu, w którym BP został zmuszony do czasowego zatrzymania zbierania ropy po tym, jak piorun trafił w wieżę wiertniczą na zbierającym ropę statku, wzniecając na nim pożar. Zupełnie, jakby bogowie w greckiej tragedii chcieli pokazać, co o tym myślą…
Źródło: MarketWatch.com








