Światowe wydobycie ropy jest ograniczane przez wyczerpywanie się pól naftowych i wywołany kryzysem spadek inwestycji. Wszystko to przygotowuje grunt dla drastycznego wzrostu cen ropy, powyżej rekordów z roku 2008, już w najbliższych 2-3 latach.
Właściwie dla wszystkich śledzących rozwój sytuacji Oil Peak nie jest to żadna niespodzianka, wydaje się też, że po stronie podaży niewiele da się już teraz zrobić, żeby do tego nie doszło. Nie wiadomo nawet, skąd mielibyśmy wycisnąć dodatkową ropę, a w ciągu najbliższych 20 lat potrzebowalibyśmy uruchomienia wydobycia na poziomie dziesiątek milionów baryłek dziennie z nowych złóż.
Na pewno nie z Meksyku – wydobycie z jego pól naftowych spada w oczach (dla największego pola Cantarell 30 procent rocznie), a Pemex ani nie ma kompetencji do uruchamiania trudnych nowych złóż, ani prawnych możliwości wejścia w partnerstwo z kimś, kto mógłby sobie z tym poradzić. Wenezuela też nie rokuje dobrze – Chavez położy rękę na wszystkich środkach, które popłyną do jego kraju. Kanada też nie – piaski roponośne są przerażająco drogie w eksploatacji i prawdopodobnie nie uda się zwiększyć produkcji z nich nawet do poziomu 3 milionów baryłek dziennie. Rosja też nie – ma już za sobą szczyt wydobycia ropy. Również nie Brazylia – nawet jeśli te 8 miliardów baryłek ze złoża Tupi wypompujemy szybko w ciągu 10 lat, to da nam to tylko 2 miliony baryłek na dzień. Na pewno również nie ANWR czy formacja Bakken, które w sumie dadzą może 2 miliony baryłek dziennie.
NIE MA rozwiązania tego problemu po stronie wydobycia. Zasoby pozwalająca na kontynuację obecnego scenariusza rozwoju NIE ISTNIEJĄ. Ceny ropy wystarczająco wysokie, aby opłacało się wydobywać ją w potrzebnych ilościach, zabiłyby gospodarkę, zanim jeszcze ropa z tych nowych projektów dotarłaby na rynek. Jedynym sposobem na rozwiązanie dylematu jest ograniczenie popytu poprzez przestawienie się na alternatywne źródła energii i agresywne redukowanie zużycia.
Jak przygotowują się na to Stany Zjednoczone? Planują wypełnić drogi nowymi pojazdami…
…równie paliwożernymi, jak dotychczas. Nowa ustawa, mająca jakoby wyzielenić flotę samochodową w USA („Cash for Clunkers” bill HR2751) zakłada dopłaty 3500 dolarów za wymianę samochodu na minimalnie bardziej efektywny (przejeżdżający na litrze paliwa kilometr dalej) i 4500 dolarów za wymianę samochodu na przejeżdżający na litrze paliwa 2.5 kilometra dalej. Można więc wymienić starą półciężarówkę na Hummera i otrzymać dotację „proekologiczną”.

Pomoże to dilerom samochodów oczyścić place z zalegającego na nich żelastwa, ale w żaden sposób nie przyczyni się do rozwiązania RZECZYWISTYCH problemów:
- Nie zredukuje znacząco zużycia paliwa, które wciąż będzie spalane nieefektywnie.
- Nie zmieni złego miksu produkcyjnego amerykańskich koncernów motoryzacyjnych, spowoduje jedynie wzrost popytu na auta równie paliwożerne jak te jeżdżące dziś po drogach.
- Co najgorsze – pozostawi nas na długie lata ze świeżo wyprodukowaną flotą nieefektywnych pojazdów, które będą jeszcze jeździć latami.
Wygląda to zupełnie tak, jakby proponowana ustawa miała przyczynić się do pogrążenia USA.
Jeśli ceny ropy sięgną w 2012 roku 200 dolarów za baryłkę, to typowy posiadacz spalającej 14 l/100 km terenówki, zarabiający rocznie 40 tysięcy dolarów, będzie musiał przeznaczyć na paliwo około 10 procent swoich dochodów!
A ten koszt to dodatek do kryzysu kredytowego. USA powinny spłacać swoje długi, a nie zaciągać jeszcze większe. Czy będziemy w stanie sfinansować całą flotę nowych paliwożernych pojazdów, a następnie jeszcze zaimportować ropę do nich? A może zamiast tego doświadczymy fali upadku kolejnych firm, bankructw i przejęć domów, które przyćmią wszystko to, czego byliśmy świadkami w ostatnim roku?
Co powinien zrobić rząd USA? Na pewno cokolwiek podobnego do ustawy HR2751 nie ma w ogóle racji bytu. Powinny być ustanawiane wiodące standardy energooszczędności, zamykane fabryki ciężarówek i przebudowywane do produkcji turbin wiatrowych, a w pozostałych zakładach samochodowych powinny być produkowane najbardziej oszczędne istniejące modele pojazdów. Koncerny motoryzacyjne, jeśli już mają dostawać środki z kieszeni podatnika, to na takie zmiany, a nie dalszą produkcję monstrów z innej epoki.
A przede wszystkim USA powinny podnieść cenę paliwa i stale ją zwiększać, aby pieniądze pozostawały w kraju, a nie wypływały do krajów naftowych.
więcej w The Oil Drum










