W swojej wypowiedzi w zeszłego tygodnia, komisarz Unii Europejskiej ds. polityki energetycznej Andris Piebalgs mówi o Oil Peak w czasie przeszłym i ostrzega, że obecne niskie ceny ropy są chwilowe. Dodaje też, że każda baryłka ropy, którą zużywamy jest jedną z ostatnich.
„Czy zmierzamy do nowego kryzysu naftowego?
Jedną z nielicznych dobrych dla ekonomii wiadomości (być może jedyną) jest fakt spadku cen ropy z poziomu 147 dolarów za baryłkę w lipcu 2008 do poziomu 50-60 dolarów obecnie. Niskie ceny ropy przekładają się również na niskie ceny gazu, powiązanego cenowo z ropą. Pamiętając trudności doświadczane w zeszłym roku przez europejskich rybaków i kierowców ciężarówek, możemy sobie wyobrazić, jak wyglądałyby ich dzisiejsze problemy w czasach kryzysu, gdyby musieli radzić sobie z cenami ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę.
Nie powinniśmy jednak żyć iluzjami. Obecny spadek cen ropy jest po prostu konsekwencją dramatycznego spadku popytu wywołanego ogólnoświatowym kryzysem gospodarczym, połączonego z obawami rynków finansowych w inwestowanie w surowce naturalne (może za wyjątkiem najbezpieczniejszych, np. złota). Fundamentalna sytuacja na rynku energii wcale się nie zmieniła. Kiedy obecny kryzys ekonomiczny zacznie ustępować, zapotrzebowanie na paliwa znów poszybuje w górę, szczególnie w krajach rozwijających się. I niektóre kraje przygotowują się na to. Na przykład rząd chiński udzielił kredytu rosyjskiej państwowej kompanii naftowej Rosnieft na kwotę 25 miliardów dolarów, w zamian za codzienne dostawy 48000 ton ropy (w sumie ponad 20 miliardów baryłek ropy).
Świat ma świadomość, że wydobycie z istniejących szybów naftowych zanika, oraz, że nowe odkrycia są coraz rzadsze i droższe. Niektórzy eksperci są zdania, że światowy szczyt wydobycia ropy (Oil Peak) na poziomie 84 milionów baryłek dziennie mamy już za sobą. Obecny kryzys ekonomiczny może tylko pogorszyć sytuację. Niskie ceny, którymi cieszymy się obecnie, mogą okazać się bardzo złą wiadomością. Przy tej cenie ropy koncerny wydobywcze zostały zmuszone do odłożenia wielu niezbędnych inwestycji w nowe moce produkcyjne. A trzeba pamiętać, że w tej branży proces inwestycyjne zajmują nawet dekady. W rezultacie, jeśli obecny kryzys gospodarczy się zakończy, a zapotrzebowanie na energię powróci, doświadczymy ogromnych niedoborów dostaw, które mogą prowadzić do ekstremalnie wysokich cen.
Jak wysokich? Według Sekretarza Generalnego Międzynarodowej Agencji Energetycznej (International Energy Agency – IEA), Nabuo Tanaki, ceny ropy już w ciągu najbliższych 4 lat mogą podskoczyć do poziomu 200 dolarów za baryłkę. Szybki rzut oka na sytuację z zeszłego roku, kiedy cena baryłki wynosiła raptem 147 dolarów, daje pojęcie o możliwych konsekwencjach, kiedy ceny znajdą się o 35 procent wyżej.
Obecne niskie ceny ropy dają chwilę wytchnienia pozwalając na przygotowanie się do zbliżającego się nowego kryzysu naftowego. Musimy ograniczyć nasze uzależnienie we wszystkich tych obszarach, w których czarne złoto nie jest niezastąpione, m.in. w ogrzewaniu i wytwarzaniu elektryczności. W tych obszarach, w których nadal będziemy zależni od ropy, jak transport, musimy przyspieszyć badania nad alternatywami, jak biopaliwa, samochody elektryczne czy wodór. A we wszystkich sektorach, musimy przyspieszyć poprawę efektywności energetycznej, ze świadomością, że każda baryłka ropy, którą zużywamy jest jedną z ostatnich.
Dokładną datę następnego kryzysu naftowego trudno jest przewidzieć. Jak ujął to kiedyś laureat Nagrody Nobla Niels Bohr „przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o przyszłość”.
Jednak jedna rzecz jest pewna, pewnego dnia ropa nam się wyczerpie, a na to, aby na ten dzień się przygotować, kończy nam się już czas”.
Właściwie nic więcej nie trzeba dodawać – ten tekst mógłby wyjść spod naszego pióra. To niesamowite, że świadomość problemu wreszcie zaczyna docierać tak wysoko, szczególnie, że pamiętamy, jak jeszcze niedawno, w 2006 roku, Piebalgs mówił, że „Oil Peak to nic więcej, tylko teoria”.
Na tak radykalną zmianę świadomości komisarza wpłynęły na pewno zdarzenia, których był świadkiem podczas swojej kadencji. Kiedy obejmował urząd, ropa kosztowała poniżej 40 dolarów za baryłkę, ale konsekwentnie drożała do poziomu 147 dolarów, w wyniku czego Komisja musiała zmierzyć się z protestami ludzi zależnych od taniej ropy: rybaków, kierowców ciężarówek czy farmerów. Piebalgs opuszcza urząd podczas najgłębszej od dawna recesji, zapoczątkowanej wzrostem cen ropy. O ile podczas pierwszej połowy swego urzędowania Piebalgs nie akceptował hipotezy o poważnych problemach w dostawach energii, to w końcu zrozumiał sytuację i zaakceptował stan rzeczy.
Najpierw wyznaczając cele 20-20-20, a następnie opracowując Strategiczny Przegląd Energetyczny Komisja pokazała, że rozumie (przynajmniej w pewnym stopniu), że zapewnienie energii dla Europy jest zagrożone. Właściwie, wystarczy do tego jeden wykres, pokazujący rosnące zapotrzebowanie UE na energię, spadającą jej produkcję na miejscu i szybujące w górę zapotrzebowanie na paliwa z importu.

Rys: Zapotrzebowanie na energię w UE, produkcja energii na miejscu i import.
Pomimo to, w Komisji wciąż pokutuje stary pogląd na paliwa i energię, że jest to coś, co będzie można łatwo dostać na rynku światowym. Stąd mało ambitny cel 20-20-20, szkodliwe pomysły na rozwój technologii CCS, biopaliw 1 generacji czy bezrefleksyjna wiara, że Rynek załatwi sprawę. Co do CCS czy biopaliw można zrozumieć, że działania te są podejmowane pod naciskiem różnych lobby, a Komisji trzeba oddać sprawiedliwość, że jednak zdołała ograniczyć ilość pilotażowych instalacji CCS i przemyśleć cele dla biopaliw. Największym niedostatkiem Polityki Energetycznej Komisji był brak zintegrowanego podejścia do sektora transportowego, który pochłania większość importowanej ropy. Wciąż subsydiowane jest paliwo lotnicze i LPG, Unia wciąż jest poważnie uzależniona od transportu drogowego (szczególnie towarowego), sieć szybkiej kolei nie jest zintegrowana pomiędzy krajami, a do wielu (jak Polska) w ogóle nie dociera.
Wydaje się, że do polityków europejskich nie dociera myśl, że zbliżający się spadek zużycia paliw kopalnych będzie spowodowany ich wyczerpywaniem się, a rozwiązania czysto rynkowe są zupełnie nieadekwatne do skali problemu. Jak widać Andris Piebalgs ma wiedzę dużo głębszą od przeciętnej i zdecydowanie dystansuje się od tego rodzaju energetycznego analfabetyzmu. I za to należą mu się słowa uznania.
Owszem, zajęło mu całą kadencję zrozumienie tego, ale w końcu udało się. Pytanie jednak, czy ta wiedza przetrwa kadencję Piebalgsa. Prawdopodobnie w nowej Komisji nie będzie dla niego miejsca. Pochodzący z Łotwy Komisarz prawdopodobnie zostanie zastąpiony przez Niemca lub Włocha, którzy skoncentrują się na budowaniu relacji z Rosją. Oby Parlament Europejski wybrał na to stanowisko kogoś z wiedzą porównywalną z obecną wiedzą Piebalgsa…
Oby, bo jak na razie mamy długą historię doświadczeń, pokazującą, jak nieefektywny jest obecny system polityczny w proaktywnym planowaniu długoterminowym – dopiero gdy kryzys uderza, wszyscy zauważają problem i zaczynają reaktywnie działać – zupełnie, jak w przypadku obecnego kryzysu finansowego.

„Czy zmierzamy do nowego kryzysu naftowego?






