Portal TwojaPogoda.pl, zajmując się kwestiami pogodowo-klimatycznymi, opublikował wiele bardzo dobrych artykułów opisujących konsekwencje zmiany klimatu i potrzebę jego ochrony. Olbrzymim zaskoczeniem był więc artykuł Polska przeciw ograniczaniu emisji CO2, bo zdrożeje prąd.Czytając go aż zdębiałem, bo nie rozumiem, ale to zupełnie nie rozumiem, jak redakcja portalu, mając praktycznie codzienny bliski kontakt z rozpędzającym się walcem zmiany klimatu może pisać coś takiego.
A może to nie redakcja? Artykuł jest anonimowy i szczerze mówiąc wygląda na propagandówkę sponsorowaną przez koncerny BigEnergy. A może to nie artykuł sponsorowany, a redakcji wszystko jedno, co pisze, byle na portalu był ruch?
Z żalem muszę zauważyć, że po raz pierwszy w historii moich komentarzy na portalu Twoja Pogoda mój komentarz – było nie było podpisany imieniem i nazwiskiem osoby, która na portalu Twoja Pogoda opublikowała kilkanaście artykułów – został ocenzurowany.
Zbliżony do poniższego tekst wysłaliśmy jako sprostowanie do redakcji portalu Twoja Pogoda. Co z tym zrobią: czy opublikują, przeproszą i zadbają na przyszłość o wysoki poziom artykułów; czy też będą próbować zamieść temat pod dywan? Zobaczymy…
A przechodząc do meritum kwestii redukcji emisji gazów cieplarnianych…
Nasze emisje gazów cieplarnianych, w szczególności dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych gwałtownie zmieniają klimat naszej planety. W scenariuszu biznes-jak-zwykle, w którym ludzkość nie podejmie żadnych nowych działań ukierunkowanych na ograniczenie emisji, możemy spodziewać się wzrostu temperatury do końca stulecia o około 4,5°C, a w kolejnych stuleciach docelowo nawet 2-3 razy tyle. Efekty byłyby katastrofalne. Dość powiedzieć, że 4°C to różnica średniej globalnej temperatury w maksimum epoki lodowcowej i w holocenie – tyle, że wtedy taka zmiana klimatu trwała 10 000 lat, teraz zaś raptem 100.

Rysunek 1. Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi od ostatniego maksimum epoki lodowcowej (20 000 p.n.e) przez Holocen (pomiary na podst. proksy – linia niebieska) do czasów obecnych (pomiary instrumentalne HadCRUT – linia czarna) oraz różnymi scenariuszami przyszłej zmiany klimatu (czerwony scenariusz RCP8.5 odpowiada spaleniu wszystkich dostępnych zasobów ropy, węgla i gazu). Prostokąty obrazują progi przekraczania punktów krytycznych ziemskiego systemu klimatycznego – kolor żółty oznacza „możliwe”, kolor czerwony „pewne” (Schellnhuber, Rahmstorf i Winkelmann, 2016).
Podczas negocjacji międzynarodowych, na konferencji klimatycznej w Paryżu narody świata zobowiązały się do „utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza ponad poziom przedindustrialny i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5 stopnia.” Powstrzymanie ocieplenia na poziomie poniżej 1,5°C jest już właściwie nierealne, bo wymagałoby całkowitego zaprzestania spalania węgla, ropy i gazu w ciągu kilku lat. Oznacza to na przykład, że ekosystem raf koralowych czeka prawdziwa hekatomba. Oznacza też stopnienie części lądolodu Grenlandii i Antarktydy Zachodniej i nieunikniony (choć trwający stulecia) wzrost poziomu morza o kilka-kilkanaście metrów.
Powstrzymanie ocieplenia klimatu na poziomie 2°C względem okresu przedprzemysłowego też nie będzie proste. Biorąc pod uwagę, że nie liczy się tempo emisji, lecz to ile wyemitujemy w sumie, mamy do dyspozycję pewną ich pulę, zwaną „budżetem węglowym”. W scenariuszu ograniczenia wzrostu temperatury o 2°C należałoby szybko redukować emisje, do połowy stulecia do 10% obecnego poziomu i do zera wkrótce potem, w sumie pozwalając sobie na spalenie jedynie mniej więcej połowy paliw kopalnych spalonych w dotychczasowej historii.

Rysunek 2. Budżet sumarycznych emisji od 2017 r. pozwalający z 66% prawdopodobieństwem utrzymać wzrost średniej globalnej temperatury poniżej progu 2°C (~800 GtCO2) przy obecnym tempie emisji (~40 GtCO2) zostałyby wyczerpany w 20 lat. Źródła Peters i in. 2015, Global Carbon Budget 2016.
Nawet najbardziej optymistyczne szacunki ograniczenia wylesiania prowadzą do wniosku, że wyemitujemy z tego źródła jeszcze ok. 160 mld ton CO2 (GtCO2), na emisje z paliw kopalnych pozostaje więc ok. 650 mld ton CO2. Warto zwrócić uwagę, że dostępne ekonomicznie ich rezerwy w gotowych do eksploatacji złożach są ponad czterokrotnie większe. W zasadzie już spalenie dostępnej ropy wyczerpie budżet z naddatkiem.

Rysunek 3. Rezerwy paliw kopalnych przeliczone na emisje CO2. Źródło BP Statistival Review of Worlkd Energy. Czerwona linia pokazuje limit emisji z paliw kopalnych pozwalający z 66% prawdopodobieństwem utrzymać wzrost średniej globalnej temperatury poniżej progu 2°C.
W związku z tym pojawia się pytanie, jak należałoby ten budżet rozdzielić, zarówno pod kątem rodzaju paliw (węgiel, ropa, gaz), jak i regionów. Biorąc pod uwagę największą wartość ekonomiczną ropy, a potem gazu, największe redukcje czekają węgiel (więcej w Granice wydobycia paliw kopalnych), będący jednocześnie paliwem o najwyższej emisyjności na jednostkę energii.
Niezależnie od przyjętej metody podziału budżet węglowy pozostający dla krajów Unii Europejskiej jest wymaga szybkiej redukcji emisji.

Rysunek 4. Deklaracje ograniczenia emisji (INDC) Unii Europejskiej zestawione z redukcjami koniecznymi do ograniczenia ocieplenia o 2°C przy różnych sposobach podziału pozostałego budżetu węglowego. Populacja: Pozostały budżet węglowy dzielony na podstawie obecnej populacji. Inercja: Pozostały budżet węglowy dzielony na podstawie obecnych emisji. Źródło Peters i in. 2015; Global Carbon Budget 2016.
W artykule na portalu TwojaPogoda.pl przeczytamy też, że Polska od 1990 roku już ograniczyła znacząco emisje. Ale warto zdać sobie sprawę, że cała redukcja emisji miała miejsce w poprzednim wieku, przy czym najszybsza była na przełomie lat 80. i 90., kiedy to urealniliśmy ceny energii i wyeliminowaliśmy postkomunistyczne marnotrawstwo przemysłu ciężkiego (ograniczając np. produkcję czołgów). Chwalimy się więc osiągnięciami sprzed ponad ćwierć wieku, mówiąc, że „my już swoje zrobiliśmy”, choć wkład ostatnich rządów w redukcje emisji był praktycznie żaden.

Rysunek 5. Polskie emisje CO2 ze spalania paliw kopalnych. Dane CDIAC, BP
W artykule na portalu TwojaPogoda.pl przeczytamy, że będziemy mogli bez szkody dla klimatu spalać węgiel dalej, kompensując te emisje zadrzewianiem:
Szyszko stawia sobie za cel zwiększenie pochłanialności dwutlenku węgla przez lasy, z pomocą tworzonych właśnie Leśnych Gospodarstw Węglowych, w których za pomocą inżynierii ekologicznej będą kształtowane procesy przyrodnicze, budując swego rodzaju magazyny CO2.
Na ile można skompensować emisje ze spalania paliw kopalnych prowadząc zalesianie? Pewną wskazówką są oszacowania Lasów Państwowych odnośnie potencjału tzw. „Leśnych gospodarstw węglowych”. Zdaniem Lasów Państwowych, taka gospodarka w ciągu 10 lat pozwoliłaby zakumulować 40 mln ton dwutlenku węgla w polskich lasach. Biorąc pod uwagę, że rocznie emitujemy ponad 300 mln ton CO2 ze spalania paliw kopalnych okazuje się że 10-letni program sadzenia lasów skompensuje około 1,5 miesiąca emisji z węgla, ropy i gazu. To zdecydowanie nie wystarczy.
Oczywiście na pewno można stworzyć ambitniejszy program zalesiania. Jak wiele udałoby nam się osiągnąć zalesianiem, gdybyśmy na całym świecie zalesili co się da, przywracając wszystkie lasy rosnące 10 000 lat temu? Oznaczałoby to zaledwie odwrócenie skutków przeprowadzonego przez nas wcześniej wylesiania i innych zmian użytkowania terenu: do ekosystemów lądowych po prostu wróciłby węgiel, który wcześniej był w nich zgromadzony. Pozostała nadwyżka CO2, wprowadzona przez nas do szybkiego cyklu węglowego w wyniku spalania paliw kopalnych, pozostanie w nim – w atmosferze, ekosystemach lądowych i oceanach. Każda kolejna tona CO2 wyemitowana do atmosfery dokłada się do tego bilansu. Jeśli pójdziemy tą drogą, zagwarantujemy sobie katastrofalną zmianę klimatu. Co więcej, w takim scenariuszu posadzone dziś drzewa za kilka dekad znajdą się w nieodpowiedniej dla siebie, cieplejszej strefie klimatycznej. Zgromadzony w lasach węgiel wróci do atmosfery – w rezultacie fal upałów, pożarów czy inwazji szkodników.
Jaka jest więc skala realnie możliwych działań?Wg Czwartego raportu IPCC ekonomicznie realny potencjał ograniczenia emisji CO2 dzięki gospodarce leśnej wynosi dla całego świata między 1,27 a 4,23 GtCO2 rocznie (dla roku 2030) – to ok. 10 razy mniej, niż rokrocznie emitujemy do atmosfery! Na przeszkodzie „pochłaniania w skali przemysłowej” stoi sama natura lasów. Po pierwsze tylko lasy zdrowe i „w sile wieku” (liczące sobie 10-80/100 lat) pochłaniają więcej CO2, niż emitują. Pozostałe wydzielają tyle samo, co absorbują, a niektóre są wręcz emitentem dwutlenku węgla – to np. młodniki, lasy stare (pełne butwiejącego drewna) czy wiatrołomy. Po drugie nawet lasy „w sile wieku” pochłaniają CO2 w ograniczonym tempie 1-35 ton CO2/ha/rok (zależnie od regionu i gatunku drzew). Żeby zlikwidować połowę nadwyżki CO2 w atmosferze, trzeba by pokryć lasami (absorbującymi 9 ton CO2 na hektar rocznie) obszar wielkości Europy – i odczekać stulecie. Wyprodukowane drewno trzeba by bezpiecznie zmagazynować: jeśli spłonie lub się rozłoży, zwróci węgiel do atmosfery.
A jaki wpływ miałoby masowe zadrzewianie na temperatury? Szacunki pokazują (Arora i Montenegro, 2011), że powtórne zalesienie połowy powierzchni uprawnej Ziemi (co musiałoby przynieść klęskę głodu) obniżyłoby średnią temperaturę pod koniec XXI wieku zaledwie o ok. 0,25°C – wobec prognozowanego wzrostu temperatury rzędu 1-4°C. Niestety, ochrona i sadzenie lasów, przy dalszym trzymaniu się paliw kopalnych, nie skompensują rosnących emisji dwutlenku węgla. Więcej na ten temat w Mit: By zwalczyć globalne ocieplenie, wystarczy sadzić więcej drzew, Rola lasów w pochłanianiu CO2 w pytaniach i odpowiedziach.
Krótko mówiąc: zalesianie nawet w najbardziej agresywnych scenariuszach nie odsunie całkowitego odejścia od paliw kopalnych o więcej niż kilka lat.
Dziś wielkie koncerny energetyczne traktują atmosferę jak prawie darmowy ściek, wrzucając do niej zanieczyszczenia ze swoich kominów. Najskuteczniejszym rynkowym sposobem ograniczania tego szkodliwego postępowania jest wprowadzenie zasady „zanieczyszczający płaci”. Europejski system handlu uprawnieniami do emisji jest właśnie wdrożeniem tej zasady w praktyce – zanieczyszczający muszą kupować uprawnienia do zanieczyszczania. W swoim czasie wylobbowali nadmierną pulę uprawnień, dlatego ich ceny są nadzwyczaj niskie, nie zachęcają więc do inwestowania w czyste źródła energii. Działania Unii Europejskiej idą w kierunku urealnienia ilości dostępnych na rynku uprawnień, tak, żeby ich cena wzrosła, stymulując przedsiębiorstwa do redukcji emisji zgodnie ze zobowiązaniami podjętymi na szczycie w Paryżu. Wielkie koncerny energetyczne oczywiście dalej chciałyby mieć licencję na prawie darmowe wprowadzanie zanieczyszczeń do atmosfery i o to walczą.
A artykuły takie jak ten na portalu TwojaPogoda.pl konserwują tę rzeczywistość.








