Artykuly

Spełnienie marzeń Filstranta: wszystkie paliwa kopalne do atmosfery!

Filstrant wielokrotnie kibicował wzrostowi emisji, biciu kolejnych rekordów stężenia CO2, zakwaszaniu oceanów i wizji destabilizacji pokładów hydratów metanu. Narzekał przy tym na zbyt wolne tempo ocieplania się klimatu, stwierdzając, że „warunki klimatyczne wraz z ociepleniem będą się poprawiać”, a „jak bardzo będzie to korzystne zobaczymy dopiero przy znacznie większym ociepleniu”.

W swoich komentarzach twierdził też, że: „nie wszyscy naukowcy chcą ograniczyć emisję CO2, nie wszyscy mówią, że bilans globalnego ocieplenia będzie niekorzystny, nie wszyscy spodziewają się jakiejkolwiek katastrofy klimatycznej.”

Poproszony o to, na jakich opiniach naukowców i źródłach opiera swoje poglądy o korzystnym bilansie globalnego ocieplenia powołał się na blogi i prawicową publicystykę Opinia wiarygodnej organizacji naukowej? Wpis na blogu 'Królowa Superstar’!.

W swoim czasie już pisałem o „korzyściach” ze skrajnego globalnego ocieplenia (Globalne ocieplenie będzie korzystne?) lansowanego przez Filstranta. Jego poglądy są jednak tak fascynujące, że napiszę o tym ponownie.

Jako że Filstrant reklamując ocieplenie nie ma na myśli, czy ocieplenie o 1 czy 2°C będzie miało więcej czy mniej plusów, lecz należy zatrzymywać się na tak mało ambitnym celu, lecz podnieść temperaturę planety tak bardzo, jak to tylko możliwe, popuśćmy wodze fantazji i zobaczmy świat z wizji Filstranta.

Gdyby Filstrant mógł zrealizować swoje marzenia, spaliłby wszystkie możliwe do wydobycia (pewnie nawet nieszczególnie opłacalnego) zasoby paliw kopalnych. Oszacujmy je na ambitnie na 15 000 GtC, pomijając kwestie wyczerpywania się łatwo dostępnych zasobów czy kosztów wydobycia złóż niskiej jakości. Doliczmy do tego jeszcze destabilizację wiecznej zmarzliny i hydratów metanu. W sumie, jak dobrze pójdzie, kolejne 10 000 GtC. Razem 25 000 GtC wrzucone do atmosfery na tyle szybko, żeby nie zdążyły zadziałać stabilizujące sprzężenia zwrotne, łącznie z wyciąganiem węgla w głębiny oceaniczne (przy działającej cyrkulacji termohalinowej czas rzędu 1000 lat). Jaki byłby rezultat spełnienia marzeń Filstranta?

Mniej więcej taki.

Rysunek 1. Reakcja systemu klimatycznego na wrzucenie do szybkiego cyklu węglowego określonej skumulowanej ilości emisji. W oparciu o prosty model opisany rysunek 3 tutaj (z założeniem, że przy dużych emisjach w atmosferze pozostaje 80% CO2). Na górze zmiana atmosferycznego stężenia CO2, na dole wzrost temperatury, brązowa linia to wzrost krótkoterminowy (+3C w odpowiedzi na podwojenie stężenia CO2), czerwona linia to wzrost długoterminowy (+5C w odpowiedzi na podwojenie stężenia CO2).

Oczywiście przy skrajnych wartościach emisji (powyżej 3000 GtC, a już na pewno 10 000 GtC) szacunki odpowiedzi systemu klimatycznego są baaardzo orientacyjne, bo czegoś takiego klimat Ziemi jeszcze nigdy nie przerabiał.

No dobrze, popuśćmy wodze fantazji, co by się działo w tym wymarzonym świecie Filstranta.

Stężenie CO2 szybko rośnie do blisko 10 000 ppm. Oceany gwałtownie zakwaszają się, koncentracja jonów węglanowych spada do poziomu masowej eksterminacji organizmów z wapiennymi szkielecikami i muszlami. Koralowców już nie będzie. Stężenie CO2 w powietrzu przekracza nie tylko normy zalecane, ale wręcz normy bezpieczeństwa. Ludzie czują się, jakby żyli w dusznej atmosferze U-boota. Kreatywność, inteligencja, zdolność przyswajania informacji i myślenia strategicznego dramatycznie spadają.

Średnia temperatura powierzchni Ziemi rośnie o ponad 20°C. Już przy wzroście o połowę mniejszym większość lądów stałaby się fizycznie niezdatna do zamieszkania przez ssaki (temperatura mokrego termometru przekraczałaby okresowo 35°C). W scenariuszu Filstranta być może do zamieszkania nadawałyby się rejony górskie na Antarktydzie. A i to raczej nie, bo…

Przy takim wzroście temperatury gwałtownie wzrosłaby ilość pary wodnej w atmosferze, do poziomu wilgotnej szklarni. Gdyby stan ten się utrzymał, oceany by odparowały, a Ziemia utraciła wodę i zamieniła w Wenus. Prawdopodobnie do tego nie dojdzie, bo w wysokiej temperaturze i wilgotności (ku zmartwieniu Filstranta) procesy wietrzenia skał bardzo przyspieszą, a nadwyżka CO2 zostanie usunięty z atmosfery zanim Ziemia utraci swoje oceany.

Jednak przy tak wysokiej wilgotności temperatura mokrego termometru prawdopodobnie w każdym miejscu Ziemi będzie przekraczać poziom pozwalający na przeżycie ssaków.

W takiej sytuacji jedynym ratunkiem byłaby geoinżynieria, ale przecież Filstrant by na nią nie pozwolił, bo przecież chciał, żeby było ciepło.

Gwałtowne ocieplenie zdestabilizuje wieczną zmarzlinę. Cała uwięziona w niej materia organiczna trafi do szybkiego cyklu węglowego. Podobnie będzie z hydratami metanu. Ich wyzwalanie będzie odtleniać wodę. Jeszcze wcześniej gwałtowny wzrost temperatury powierzchni oceanów (szybszy od krążenia oceanicznego, co nie ma precedensu w przeszłości) połączony z wypływem słodkiej wody z topniejących lądolodów doprowadzi do stratyfikacji oceanów i wyłączenia oceanicznej cyrkulacji termohalinowej. Tlenu w głębinach nie będzie. W rezultacie głębiny oceanów (i całe oceany) opanują bakterie siarkowe, które w tych warunkach będą mieć się całkiem nieźle, zastępując życie tlenowe. Będący produktem ich metabolizmu siarkowodór trafi do atmosfery, zacznie rozkładać warstwę ozonową i jako gaz toksyczny dla życia tlenowego dobijać to, co być może jeszcze z życia tlenowego zostało.

Wszystkie wielkie wymierania w historii bledną wobec skali tego zdarzenia.

Jeszcze wcześniej poziom morza wzrośnie o kilkadziesiąt metrów, zatapiając wszystkie porty i tereny nadbrzeżne. Przesuną się strefy klimatyczne, zmuszając do migracji miliardy ludzi.

Po tym, jak tereny tropikalne i subtropikalne (a potem umiarkowane) przestaną nadawać się do produkcji żywności i życia, ludzie będą uciekać w kierunku biegunów. Do Europy będą dobijać się setki milionów mieszkańców Bliskiego Wschodu i Afryki. Oj, będzie się działo. O suszach, zaniku lodowców, dużo silniejszych huraganach, stepowieniu Amazonii itp. nawet nie warto wspominać, bo w tym scenariuszu to niegodne wzmianki drobiazgi.

Niektóre z tych zdarzeń w tym scenariuszu są gwarantowane (jak np. wzrost światowego poziomu morza o 70 metrów), część zaledwie „prawie pewna” (np. większość Ziemi niezdatna do zamieszkania przez ssaki), inne po prostu „prawdopodobne” (np. anoksja oceaniczna, rozkwit bakterii siarkowych, największe w historii planety wielkie wymieranie gatunków), a niektóre zaledwie „nie na 100% wykluczone” (np. odparowanie oceanów i zamiana Ziemi w Wenus).

Kiedy Filstrant narzeka na zbyt wolne tempo ocieplania się klimatu, stwierdzając, że „jak bardzo będzie to korzystne zobaczymy dopiero przy znacznie większym ociepleniu”, zastanawiam się, co właściwie ma na myśli. Jego opinia jest odmienna od opinii ośrodków badawczych, które zgodnie ostrzegają, że duża zmiana klimatu będzie katastrofą (nawet reklamowany jako „bezpieczny” próg ocieplenia klimatu o 2°C i tak oznacza podniesienie się poziomu oceanu o 20 lub więcej metrów, no, ale chyba Filstrant w odróżnieniu ode mnie nie pała sympatią do Gdańska). Jaka jest szansa, że środowisko naukowe się myli, a czerpiący z blogów i swoich fantazji wiedzę („wiedzę”?) Filstrant wie lepiej?

Filstrant. Nie dlatego masz bana na komentowanie, bo Twoja argumentacja jest przekonująca, tylko dlatego, że potwornie i niemerytorycznie zaspamowujesz komentarze, wielokrotnie powtarzając te same teksty.

Sorry, ale przeginasz. Tym niemniej, nie stosuję cenzury i wiem, że bardzo Cię ciśnie, żeby wszystkim udowodnić, że zmiana klimatu to pic na wodę. Twoich komentarzy w innych wątkach nie będzie, ale proszę bardzo, w tym wątku masz Hyde Park i możesz uzasadniać swoje stanowisko do woli.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly