.Niedawno opublikowaliśmy artykuł
naświetlający spojrzenie zaprzeczaczy na zmiany klimatu w Arktyce. Tamino
poddał merytorycznej krytyce artykuł Joe D’Aleo. Było wesoło (a w każdym razie
byłoby, gdyby nie powaga tematu). Ale naprawdę ciekawie zrobiło się, gdy
kolejny sceptyk – Verity Jones – napisał artykuł
odpowiadający na zarzuty. Tamino przyjrzał się również temu artykułowi.
D’Aleo umieścił wykres zatytułowany „Temperatury w regionie Arktycznym”,
który bez wątpienia ich nie przedstawiał. Stacje pomiarowe umieszczone na
wykresie zostały specjalnie dobrane, aby stworzyć wrażenie, że lata ’30 i ’40
XX wieku były „w regionie arktycznym” równie ciepłe, co obecnie.
Wygląda na to, że ani D’Aleo, ani Verity Jones ani nie są w stanie obronić
stwierdzenia o „temperaturach w regionie Arktycznym”, ani zaprzeczyć, że stacje
zostały specjalnie dobrane. W swojej „obronie” D’Aleo Jones pisze:
Przepraszam bardzo, ale oczywiście, że stacje zostały specjalnie dobrane,
ale nie z powodów, o których pisze Tamino.
Łoł! W swojej obronie przeciwko zarzutom o celowy dobór stacji pomiarowych,
Jones przyznaje, że “oczywiście, że zostały specjalnie dobrane”. Ale, nie po
to, aby pokazać temperatury w Arktyce, ale – aby pokazać cykliczną zmienność.
Dalej czytamy:
Ależ nie, stacje na wykresie wcale nie miały reprezentować całej Arktyki.
Acha, czyli Joe D’Aleo podpisuje
wykres “Temperatury w regionie Arktycznym”, który, jak się okazuje, dotyczą
nielicznych i specjalnie dobranych stacji. Pięknie.
Kolejnym kwiatkiem jest używanie kolejnych “wykresów spaghetti” temperatur w
Arktyce, aby okres 1930-1950 wydawał się równie ciepły, co obecny, nawet jeśli
nie po prostu „w Arktyce” przynajmniej „gdzieś w Arktyce”.
Widzimy więc piękny wykres spaghetti zrobiony na podstawie 15 dobranych
stacji z północnej Kanady:

Wykresy spaghetti mają swoje zastosowania, jednak jeśli chcemy znać regionalne temperatury (a jak rozumiem,
o tym pisze Jones), powinniśmy policzyć średnią. Oczywiście pełne szumu
„wykresy spaghetti” są idealne, jeśli chcemy sprawę zamotać.

No to weźmy tych samych 15 stacji, co Jones i… policzmy średnią. Oczywiście
nie będą to „temperatury w Arktyce”, bo są to stacje z północnej Kanady, ale
przynajmniej nie będzie to plątanina spaghetti.

No cóż. Wygląda na
to, że obecnie w północnej Kanadzie jest znacznie cieplej, niż w latach ’30 i
’40.
Kolejny „raport regionalny”, który serwuje nam Jones pochodzi od Eda Caryla,
który stacje z dalekiej północy podzielił na „miejskie” (z możliwym wpływem
ocieplającym ludzi) oraz „izolowane” (bez niego). Dla stacji „izolowanych”
Caryl nie stwierdził trendu ocieplającego. To poważny przypadek statystycznego
samooszukiwania się: Caryl bierze stacje wykazujące najsilniejszy trend ocieplający
i nazywa je „miejskimi”, a pozostałe (które, jak uważa, nie wykazują trendu
ocieplenia), określa jako „izolowane”. Trudno wykryć jakieś inne kryterium – na
przykład stacja Eureka została u Caryla zakwalifikowana jako „miejska”, choć
zimą przebywa tam 4-5 osób, a latem do 20. Toż to prawie metropolia…
Ale nawet, jeśli zaakceptujemy wybrane przez Caryla „izolowane” stacje jako reprezentatywne dla Arktyki, to co
dostajemy? Verity Jones pokazuje nam oczywiście strasznie nieczytelny wykres
spaghetti:
Jeśli po prostu uśrednimy te dane, nie dostaniemy poprawnego wyniku, bo
niestety proces
normalizacji danych Eda Caryla pokazuje, że nie ma on pojęcia, jak zestawić
zapisy z różnych stacji. Zróbmy to za niego i policzmy średnią dla tych „Stacji
na Dalekiej Północy”:

Łoł! Ostatnia dekada, w porównaniu do wcześniejszych, bije wszelkie rekordy,
także w porównaniu z okresem 1930-1950. I pamiętajmy – to nie dane ze
wszystkich stacji, lecz z tych specjalnie dobranych przez Eda Caryla, aby ukryć
ocieplenie w Arktyce. Te stacje, gdzie temperatury rosły najszybciej, zostały przez niego usunięte z analizy, jako
„miejskie”.
Wyraźnie to wszystko, na co stać zaprzecza czy takich jak Joe D’Aleo, Verity
Jones, Ed Caryl i ich gospodarz Anthony Watts. Zbieranie wisienek, celowy szum
i zamieszanie. Kiedy rozebrać ich argumenty na czynniki pierwsze, cała ich
konstrukcja rozsypuje się jak domek z kart. Co aż rozśmiesza do łez, to fakt,
że w obronie techniki zbierania wisienek słyszymy pisk „Przepraszam bardzo,
ale oczywiście, że stacje zostały specjalnie dobrane”, a w obronie naciągania/fałszowania
„temperatur w regionie Arktycznym” argument, że „stacje na wykresie wcale
nie miały reprezentować całej Arktyki.”
Ale właściwie to muszę sprostować własny błąd. D’Aleo i jego „sceptyczni” przyjaciele
wcale nie zbierają wisienek, lecz po prostu wymyślają fakty i tworzą
sfabrykowaną rzeczywistość i sfabrykowane wątpliwości.
Z niecierpliwością czekamy na kolejną porcję „sprostowań” ze strony
zaprzeczaczy.









