Na pewno słyszeliście, że klimatolodzy fałszują dane o zmianach klimatu, a afera, która rozrosła się wokół e-maili wykradzionych przez rosyjskich hakerów z Centrum Badań Klimatu Uniwersytetu Wschodniej Anglii dorobiła się już nazwy Climategate.
Z e-maili możemy się dowiedzieć m.in., że klimatolodzy blokują publikacje sceptyków, a nawet grożą im pobiciem. Do tego „stosują triki, żeby ukryć spadek (temperatury oczywiście)” a także przyznają, że „faktem jest, że nie umiemy wyjaśnić braku ocieplenia i jest to zupełna kpina”.
To właściwie wszystkie zarzuty, jakie udało się wyciągnąć z kilkunastu lat korespondencji całego zespołu naukowego. Czy są dowodem spisku? Czy w ogóle mają jakąkolwiek wartość z punktu widzenia zdyskrydytowania powszechnie uznawanej wiedzy o klimacie?
Skoro są to najmocniejsze, starannie i w pocie czoła wyselekcjonowane argumenty sceptyków, to – który to już raz – można stwierdzić, że argumentów merytorycznych nie mają żadnych i wychodzą z założenia, że jak rzuca się garściami błoto, to coś z niego może się przykleić.
Źródło Chrońmy Klimat









