Rośnie zainteresowanie inwestorów budową farm wiatrowych na morzu bałtyckim. W ciągu dekady mogą powstać farmy off-shore o mocy 2 GW, ale pod warunkiem, że rząd stworzy ułatwienia w prawie.
Do polskich urzędów i instytutów morskich zgłaszają się inwestorzy zainteresowani wybudowaniem farm wiatrowych na Bałtyku.

Morskie elektrownie wiatrowe mogą być dwa razy bardziej efektywne od lądowych. W przypadku najlepszych lokalizacji wydajność jest lepsza niż ta, którą mają elektrownie węglowe starego typu, a więc takie, które dominują w Polsce. – W związku z tym rozwój morskich farm wiatrowych w Europie jest intensywniejszy niż lądowych – przekonuje Juliusz Gajewski z Instytutu Morskiego w Gdańsku.
Żaden z inwestorów zainteresowanych Bałtykiem nie uzyskał jeszcze pozwolenia ministra infrastruktury na „wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp i konstrukcji w polskich obszarach morskich”. Pozwolenie takie jest potrzebne, bo polskie morze nie ma planów zagospodarowania przestrzennego.
„Rz” ustaliła, że najbliższa zdobycia tego pozwolenia może być spółka Karpacka Mała Energetyka. – Firma ta wybrała dobrą lokalizację, na granicy obszaru Natura 2000, między pasmami planowanej morskiej autostrady ze Szczecina do Gdańska – mówi Ryszard Hamerski z Urzędu Morskiego w Słupsku.
Karpacka Mała Energetyka chce wybudować w okolicach Rowów farmę o mocy 120 MW, na co spółka musiałaby wydać ponad 1 mld zł. Taką samą sumę jest gotowy wydać Wiatropol na farmę w okolicach Dębek, o ile uzyska pozwolenie środowiskowe. Łącznie z planowanymi inwestycjami Polskiej Grupy Energetycznej wydatki na farmy na Morzu Bałtyckim wyniosłyby do 2020 r. 16 mld zł.
– Dopóki nie będzie zmienionej ustawy o obszarach morskich, to żadna spółka nie przystąpi do inwestycji – zauważa Maciej Bartmański z Polskiego Towarzystwa Energetyki Wiatrowej.
Wskazuje, że farmy wiatrowe są przedsięwzięciem obliczonym na działanie przez 25 – 30 lat, a pozwolenia na wznoszenie sztucznych wysp i konstrukcji są wydawane zgodnie z prawem tylko na pięć lat. Poza tym przepisy obowiązującego prawa nie gwarantują przedsiębiorcy wyłączności obszaru, na który uzyskał pozwolenie.
Co więcej, w przypadku lokalizacji farmy inwestor musi zapłacić 1 proc. wartości planowanego przedsięwzięcia. Dla PGE, które planuje inwestycje w morskie farmy wiatrowe za 13,4 mld zł, opłata wyniosłaby 134 mln zł.
ZA I PRZECIW ENERGII WIATROWEJ
ZA
– elektrownie wiatrowe korzystają z darmowego źródła energii
– wiatr jest zasobem, który w przeciwieństwie do paliw kopalnianych nigdy się nie wyczerpie
– elektrownie wiatrowe na morzu są bardziej wydajne od starych elektrowni węglowych
– farmy wiatrowe nie muszą płacić za prawa do emisji CO2 tak jak elektrownie węglowe czy gazowe
– dzięki rządowemu wsparciu są atrakcyjną ekonomicznie inwestycją – firmy interesują się taką formą produkcji energii
– elektrownie wiatrowe cieszą się poparciem Komisji Europejskiej. Bruksela przeznaczyła dodatkowe dotacje dla farm wiatrowych na morzu
PRZECIW
– bez pomocy państwa energetyka odnawialna nie byłaby opłacalną inwestycją
– wiatraki szpecą krajobraz, mogą przeszkadzać mieszkańcom, są też krytykowane przez ekologów
– wiatraki powodują duże zakłócenia w sieci elektroenergetycznej
– jest to mało wydajne źródło energii (farmy lądowe) i niestabilne, bo zależy od pogody
– obsługa techniczna elektrowni jest trudna i kosztowna
– farmy wiatrowe na morzu są nowszą technologią, a przez to mniej sprawdzoną
– budowa farm wiatrowych na morzu jest uważana wciąż za ryzykowne przedsięwzięcie
– w polskim prawie wybudowanie farmy wiatrowej wiąże się z szeregiem pozwoleń, które wydłużają proces inwestycyjny do co najmniej pięciu lat
Źródło: „Rzeczpospolita”










