Artykuly

Atmosfera jak darmowy ściek – w biznesie naftowym liczy się zysk

Jeden ze światowych liderów przemysłu naftowego, uważany za jednego z tych o raczej umiarkowanym światopoglądzie, stwierdził ostatnio, że spalimy wszystkie paliwa kopalne i to niezależnie od konsekwencji dla środowiska.

Uzasadnieniem ma być fakt, że rosnące populacje krajów rozwijających się będą potrzebować energii, by podźwignąć się z biedy. Według reprezentantów koncernów naftowych nie ma szans, by do końca wieku odnawialne źródła energii zaczęły dominować w globalnym miksie energetycznym, a politycy nie mają ani odwagi, ani narzędzi, by ograniczyć im wydobycie surowców kopalnych.

Ów prezes przyznał, że spalenie wszystkich zasobów ropy naftowej niemal na pewno podniesie temperatury o nawet 4°C w stosunku po poziomu sprzed ery przemysłowej. Uważa jednak, że nie należy ograniczać wydobycia paliw kopalnych w imię ochrony środowiska, zamiast tego skupiając się na ograniczaniu strat z tym związanych, na przykład poprzez wychwyt i składowanie dwutlenku węgla (CCS).

Nie on jeden tak myśli. W liście do akcjonariuszy z maja ubiegłego roku Shell napisał, że – w kontekście wzrostu zapotrzebowania na energię – świat jeszcze przez wiele dekad będzie spalał ropę i gaz. Shell zakłada, że wszystkie posiadane przez niego złoża będą zyskownie wydobyte i spalone. Wyraża też opinię, że nie zostanie przyjęta polityka klimatyczna, która zapobiegłaby spaleniu wszystkich rezerw paliw kopalnych, dzięki czemu aktywa Shella nie trafią do kategorii tzw. stranded assets, czyli aktywów osieroconych.

Optymizm Shella co do pełnego wykorzystania rezerw paliw kopalnych podziela też ExxonMobil. W raporcie koncernu z marca 2014 roku czytamy: Wierzymy, że wydobycie tych surowców jest kluczowe dla zaspokojenia rosnącego popytu na energię na świecie.

Na myśl o tym, jak bardzo zarządy koncernów naftowych troszczą się o los najbiedniejszych, aż łza się w oku kręci. Jacy to dobrzy ludzie tam są. No bo przecież nie chodzi im tylko o swoje zyski, prawda?

„Jaki sens ma ratowanie Ziemi, jeśli cierpią ludzie”

Na tegorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos spotkać można było dwóch najbardziej szanowanych aktywistów klimatycznych świata – byłego wiceprezydenta USA Ala Gore i ekonomistę zajmującego się zmianami klimatu lorda Nicholasa Sterna. Poproszono ich o komentarz do wypowiedzi przedstawicieli przemysłu naftowego.

Według Ala Gore argumentacja lobby surowców kopalnych zwyczajnie nie trzyma się kupy. Zwierzył się, jak bardzo zdumiał go pewien dyrektor spółki naftowej, który postawił pytanie: Jaki sens ma ratowanie Ziemi, jeśli cierpią ludzie? Jak zauważył Gore: Musiałem się długo zastanawiać, co on właściwie miał na myśli. To jakiś dziwny konstrukt myślowy.

Gore zauważa, że pod ziemią musi pozostać 80% pokładów węgla i 2/3 złóż ropy, inaczej nie powstrzymamy wzrostu temperatur pod progiem 2°C. Cytuje słynne słowa szejka Ahmeda Zaki Yamani, byłego ministra ds. ropy Arabii Saudyjskiej: Epoka kamienia łupanego nie skończyła się dlatego, że zabrakło kamienia. Tak samo era ropy skończy się na długo przedtem, zanim zabraknie nam surowców.

Kiedy już przekroczymy punkt, w którym ilość instalacji rozproszonej energetyki będzie rosnąć szybciej, niż dostępność surowców kopalnych, wtedy nieuchronnie zaczniemy odchodzić [od ropy]. To się stanie, pytanie tylko, jak szybko.

Menedżerowie koncernów naftowych, którzy mówią, że spalimy całą ropę, uprawiają myślenie życzeniowe. Nie damy rady jej spalić. Nawet jeśli rządy nic nie zrobią, matka natura pokaże nam, że to nie jest zrównoważona ścieżka rozwoju.

Koncerny idą w zaparte

Lord Nicholas Stern (autor słynnego „Raportu Sterna” z 2006 roku analizującego gospodarcze konsekwencje zmiany klimatu) nie dziwi się, że dyrektorzy koncernów naftowych idą w zaparte. Cytuje bohaterkę brytyjskiego seksskandalu lat 60. Mandy Rice-Davies, która tak oto skomentowała zaprzeczenia lorda Astona, jakoby kiedykolwiek miał z nią romans: Było oczywiste, że zaprzeczy, czyż nie?

Stern podkreśla, że elementarna matematyka wskazuje, że jeśli spalimy wszystkie światowe zasoby paliw kopalnych, nie unikniemy katastrofalnych konsekwencji tej decyzji. Wskazuje, że temperatura Ziemi ostatni razy była wyższa o 3C miliony lat temu, a o 4C dziesiątki milionów lat temu.

Jak zauważa Stern, wskutek takiego ocieplenia wielkie połacie globu będą nieustannie pustoszone przez ekstrema pogodowe, niektóre tereny zamienią się w pustynie, a inne znikną pod wodą.

Wielu ludzi w przemyśle naftowym i gazowym chce wierzyć, że będą grać główne skrzypce w produkcji energii jeszcze przez kolejne 100 lat – stwierdza Stern. Jednak ich postawa jest nierozsądna, wręcz szalona. Pytanie tylko, jak długo musi narastać presja zmian, aby do tych zmian doszło. Ludzie zaczynają rozumieć, jak groźne jest spalanie paliw kopalnych, jak szybko zmieniają się technologie, co mogą zrobić, by zmniejszyć zużycie energii, rozwinąć energetykę słoneczną, czy zbudować zrównoważone miasta.

Liczy się szybki zysk. Bez względu na konsekwencje

Znany brytyjski działacz na rzecz ochrony środowiska Jonathon Porritt przez lata rozmawiał z koncernami naftowymi. Dziś jest przekonany, że te nie zaadaptują się do nowych warunków. Menedżerowie spółek wydobywczych mają bowiem niewielkie pole manewru – naciskani przez akcjonariuszy pilnują krótkoterminowego zysku i bronią przed erozją „niewyobrażalną wartość gospodarczą” zamkniętą w paliwach kopalnych.

To było dla mnie raczej bolesne doświadczenie – komentuje Porritt swoją współpracę z koncernami. Tak bardzo chciałem wierzyć, że zdrowy rozsądek, rzetelne podstawy naukowe i dobra wola przyczynią się do powstania strategii przejściowych dla tych przedsiębiorstw. Jednak uczymy się nieustannie. Te firmy też wreszcie dojrzeją do zmian, choć może nie w bliskiej przyszłości.

Atmosfera jak darmowy ściek

Zapytano Ala Gore, czy warto wywrzeć silniejszą presję na koncerny naftowe, by zmusić je do zmiany strategii. Według Amerykanina najlepsze narzędzia to nałożenie ceny na emisje dwutlenku węgla, a – w sensie politycznym – izolowanie tych, którzy negują potrzebę ochrony klimatu.

Koncerny wydobywcze wciąż chcą traktować atmosferę jako swój prywatny darmowy rynsztok – stwierdza Gore. Dawno temu w Londynie pewien słynny lekarz powiązał epidemię cholery ze ściekami zalewającymi miasto. Teraz my znajdujemy powiązania między brudną energią a złą pogodą. By wywołać naprawdę konstruktywną zmianę, musimy nałożyć cenę na wypuszczany do atmosfery dwutlenek węgla.

Tłumaczenie Marta Śmigrowska, na podstawie The Guardian.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly