Negocjacje
klimatyczne w Doha zakończyły się uzgodnieniem symbolicznych celów, zupełnie
bezwartościowych z punktu widzenia zatrzymania, czy choćby spowolnienia
przyspieszania zmiany klimatu.
Po kolejnym szczycie klimatycznym można mieć uczucie déjà vu – to już było. Kompletnie bezowocne spotkanie, po którym politycy mówią o sukcesie i przełomie. Bezpośrednio po zakończeniu negocjacji Niemiecki Minister Środowiska Peter Altmaier oświadczył, że spotkanie „otworzyło drzwi” do porozumienia w temacie przyszłego porozumienia w sprawie ochrony klimatu”. Takie komentarze już od kilkunastu lat mają miejsce po każdym szczycie klimatycznym. Politycy ogłaszają sukces, ale rzeczywiste rezultaty są bliskie zera. W tym roku, szczyt o włos uniknął kompletnego załamania i dopiero w ostatnim momencie udało się uzgodnić, że globalny traktat o redukcji emisji zostanie uzgodniony w 2015 roku. Ko jeszcze pamięta zobowiązania, że zostanie on uzgodniony w 2009 roku w Kopenhadze?
Już nawet definicja „sukcesu” stała się swoim cieniem. Jak zauważył Hans-Joachim Schellnhuber, wieloletni doradca klimatyczny rządu niemieckiego, „mówimy o sukcesie, bo udało się uniknąć załamania procesu negocjacyjnego”. Kosztem rezygnacji z jakichkolwiek wiążących ustaleń.
Zamiast tego, w negocjacjach udało się (jak zwykle) porozumieć jedynie co do tego, że porozumienie kiedyś będzie.
Niektóre
kraje rozwinięte wręcz cofnęły się w negocjacjach, powtarzając jedynie swoje
dotychczasowe zobowiązania i odmawiając podjęcia nowych – zauważa Monika Marks z WWF Polska.
– Postęp zablokowała nieugięta postawa państw takich jak Polska, Rosja, Kanada,
Stany Zjednoczone i Japonia. Kolejny, aż ośmioletni okres rozliczeniowy
Protokołu z Kioto rozpoczyna się ze znikomej wartości celami, osłabionymi
dodatkowo przez nadwyżkę uprawnień do emisji.
Doniesienia
naukowe, a przede wszystkim tegoroczne bolesne doświadczenia milionów ludzi,
wskazują wyraźnie, że kwestii zmian klimatu nie można dziś odsuwać na dalszy
plan. Każdy rok opóźnienia w podjęciu działań obróci się przeciwko ludziom.
Do
kluczowych zadań tegorocznego spotkania należało rzeczywiste ograniczenie
emisji, realne i konkretne zobowiązania finansowe oraz zbudowanie podwalin pod
nowe porozumienie, które w 2015 roku miałoby w sprawiedliwy sposób objąć
wszystkie państwa. Efekt szczytu w Doha jest tak daleki od naukowych
rekomendacji, że poddaje w wątpliwość, czy najsilniejsi uczestnicy negocjacji
faktycznie rozumieją, w jak krytycznym momencie się znajdujemy.
Najważniejszym
osiągnięciem spotkania w Doha było to, co stało się poza obszarem negocjacji.
Ruchy społeczne, związki zawodowe i organizacje pozarządowe zjednoczyły się w
sprzeciwie wobec pozbawionej ambicji, opieszałej postawy światowych przywódców.
Ludzie doświadczeni przez skutki zmian klimatu domagają się bezpieczeństwa, żywności,
wody, czystej energii i sprzeciwiają się brudnym inwestycjom na całym świecie,
apelując o prawdziwą zmianę. Po raz pierwszy w historii apel o rzeczywiste
działania zabrzmiał w Katarze.
Polska,
stanowczo sprzeciwiając się rezygnacji z nadwyżki uprawnień do emisji (AAU) w
drugim okresie zobowiązań Protokołu z Kioto, stała się w Katarze przedmiotem
szczególnej krytyki. Organizacje
członkowskie zrzeszone w Climate Action Network aż dwukrotnie przyznały
polskiej delegacji niechlubny tytuł „Skamieliny dnia”. Wiadomość o tym, że to
właśnie Polska będzie gospodarzem przyszłorocznego szczytu wzbudziła niepokój
nie tylko wśród obserwatorów, ale i samych delegatów.
Wysiłek
organizacyjny związany ze skalą wydarzenia to nic, w porównaniu z prawdziwym
wyzwaniem, przed jakim stoi dziś Polska – dodaje Marks. – Jako gospodarz COP19 musi wreszcie
wznieść się ponad partykularne interesy i przełożyć szczytne deklaracje na
faktyczne działania. Jeśli osiągnięcie porozumienia jest dla polskiego rządu
tak ważne, jak często deklaruje to minister środowiska – nie ma czasu do
stracenia. Blokowanie przez Polskę postępu w negocjacjach nie tylko na poziomie
unijnym, ale i globalnym, bez konstruktywnych propozycji nie jest sposobem na
przełamanie impasu. Bez zwiększenia zobowiązań na rzecz ograniczenia emisji,
żadne porozumienie nie odniesie tego skutku.
Na podstawie Der Spiegel, Chrońmy Klimat








