ArtykulyZmiany klimatu

Warto obejrzeć: film Leonarda DiCaprio„Czy czeka nas koniec?”

Do 6 listopada dostępny jest do obejrzenia cały 96-minutowy film „Czy czeka nas koniec?” (w oryginale „Before the Flood”) Leonarda DiCaprio.

Choć osoby mające szeroką wiedzę o zmianie klimatu nie dowiedzą się z filmu wielu nowych faktów naukowych, to jest to wciągający film, nie tylko dlatego, że jest profesjonalnie zrobiony, ale przede wszystkim ze względu na perspektywę osobistą, pokazującą uświadamianie sobie przez DiCaprio wagi zmiany klimatu.

Leonarda DiCaprio, który jako Posłaniec Pokoju ONZ przez trzy lata jeździł po świecie spotykając się ze światowymi przywódcami, naukowcami, liderami organizacji społecznych i z dotkniętymi zmianą klimatu osobami. Status gwiazdy filmowej otwiera przed DiCaprio drzwi i pozwala mu robić wywiady z Papieżem Franciszkiem, Barackiem Obamą, Sekretarzem Generalnym ONZ Ban Ki-Moonem, założycielem Tesli Elonem Muskiem czy Sekretarzem Stanu USA Johnem Kerrym.

Podróż w „krainę świadomości” zaczęła się w 2000 roku od spotkania z Alem Gore, kiedy DiCaprio nie miał „bladego pojęcia” o zmianie klimatu. Uwagę zwraca, że DiCaprio otwarcie mówi o uzależnieniu obecnego społeczeństwa od konsumpcji, stwierdza, że amerykański konsumpcyjny sposób życia jest nieznośnym obciążeniem dla planety, a jego własny odcisk środowiskowy jest jeszcze większy od typowego amerykańskiego. W filmie czuć też zaskakujący u celebryty pesymizm i poważną refleksję na temat stanu świata i tego co z nim robimy. Przypuszczam, że dysonans poznawczy i odczuwanie, że „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego” grają dużą rolę w wyraźnie dręczących DiCaprio wyrzutach sumienia. Cóż, faktem jest, że ma nad czym pracować i jego wysokoemisyjny styl życia podkopuje wiarygodność, ale przyznanie się do uzależnienia zawsze jest pierwszym krokiem.

Już na samym początku filmu DiCaprio otwarcie stwierdza, że jako aktor nie jest ekspertem naukowym, ale też nie oznacza to, że nie może zabierać głosu w mediach i na konferencjach, wypowiadając się w ważnej dla ludzkości i istotnej dla niego sprawie. Ale to w sumie dobry objaw, że dyskusja z łam czasopism naukowych i sal konferencyjnych przesuwa się do mediów i na usta nie-ekspertów, a nawet celebrytów…

Oryginalny tytuł filmu bierze swoją nazwę ze sceny słynnego tryptyku Hieronima Boscha „Ogród rozkoszy ziemskich”. Malowidło to wisiało nad łóżeczkiem DiCaprio, gdy ten był dzieckiem i wyraźnie zapadło mu w serce, stanowiąc klamrę i punkt odniesienia w opowieści.

W filmie DiCaprio przekonująco opowiada bardzo osobistą historię o tym, jak ostatni panel tryptyku, pokazujący „zdegradowany i zniszczony raj” może stanowić metaforę tego co robimy z zastanym przez nas pięknym światem i co nas czeka jeśli nie zmierzymy się skutecznie ze zmianą klimatu.

Bardzo mocną sceną jest rozmowa DiCaprio z byłym astronautą dr Piersem Sellersem. Na tle krótkich filmów pokazujących piękno Ziemi ze stacji kosmicznej Sellers opowiada, jak z początku interesował się naukami o Ziemi z perspektywy czysto naukowej, ale po zobaczeniu planety z orbity zmienił sposób patrzenia na naszą planetę, uświadamiając sobie jej piękno i delikatność. Następnie, kiedy na tle zdjęć Ziemi Sellers opowiada, jak zdiagnozowano u niego raka z przerzutami i jak wtedy, zdając sobie sprawę, że zostało mu już niewiele czasu, postanowił zrobić coś dobrego i skupić się na robieniu wizualizacji Ziemi, aby edukować ludzi i kierować ich uwagę na zmianę klimatu i jej konsekwencje. Pomyślałem, jak silny charakter musi mieć ten śmiertelnie chory człowiek, poświęcający resztę życia na ratowanie świata, podczas gdy większość ludzi woli wybierać ignorancję i wypieranie problemów.

Strona wizualna filmu robi bardzo mocne wrażenie. Zdjęcia piękna – raf koralowych, lasów deszczowych, lodowców czy Ziemi z orbity przeplatane są kontrastującymi zdjęciami naszej działalności przemysłowej i jej następstw. Wali po głowie.

Ciekawym momentem jest spotkanie z Elonem Muskiem, w którym ten mówi, że wystarczy 100 fabryk takich jak Gigafabryka, by wyprodukowane baterie pozwoliły na magazynowanie prądu. Szybko sprawdziłem, czy stwierdzenie to jest choćby w przybliżeniu poprawne. Świat dziennie zużywa ok. 50 TWh prądu. Gigafabryka ma wytwarzać rocznie baterie o pojemności 150 GWh (0,15 TWh). Sto takich fabryk wyprodukowałoby w ciągu 20 lat (prognozowany na za kilka lat średni czas życia baterii do zastosowań stacjonarnych) 300 TWh, co pozwoliłoby zmagazynować prąd na świecie przez 6 dni, co zasadniczo wystarczyłoby. Faktycznie, stwierdzenie okazało się jakościowo poprawne.

W ostatniej scenie filmu pokazane jest wystąpienie DiCaprio w kwietniu tego roku przez Zgromadzeniem Ogólnym ONZ:

Nie potrzebujemy więcej gadania, więcej wymówek, więcej 10-letnich badań. Ta organizacja może zrobić to, co należy, Wy – siedzący w tej sali. Świat na Was patrzy. Albo będziecie opiewani przez przyszłe pokolenia, albo przez nie szkalowani.

Film jest w zdecydowanej większości poprawny merytorycznie, choć zdarzają się drobne wpadki. Największą był błąd w polskim tłumaczeniu, kiedy to DiCaprio mówi o badaniach pokazujących nieuchronny rozpad części lądolodu Antarktydy i wzrost poziomu morza o 4-6 metrów, co w polskiej wersji zostało przetłumaczone na 4-6 cm.

Po stronie minusów można też odnotować to, że półtoragodzinny dokument, bez specjalnej fabuły i akcji może być dla osób dobrze znających temat miejscami przydługi, szczególnie podczas wywiadów. A także bardzo konwencjonalne myślenie, obrazowane przez stwierdzenie, że „będziemy musieli przesiąść się do innych samochodów”, bez refleksji, że może powinniśmy używać mniej samochodów, a więcej rowerów, transportu zbiorowego, a także tak projektować miejsca w których żyjemy, żeby większość spraw dało się wygodnie załatwić chodząc, a nie jeżdżąc samochodami.

Cały film w wersji polskiej (do 6.11.2016?)

Cały film w wersji angielskiej (do 6.11.2016?)

Strona BeforeTheFlood.com

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly