Zmiany na biegunie północnym są wyraźnym znakiem, że ludzkość czeka wielkie wyzwanie.
Kriosfera Arktyki zmniejsza się bardzo szybko
Na Ziemi tak szybkie zmiany jeszcze nigdy nie zachodziły. Wielu nie chce w to wierzyć, ale robione przez satelity zdjęcia potwierdzają ten fakt. Zasięg lodu zmniejsza się tak szybko, że wyniki obserwacji zaskakują naukowców. Prawdopodobnie przed 2020 rokiem zasięg kriosfery będzie na tyle mały, że wszystkie jednostki morskie będą mogły w lecie pływać po Oceanie Arktycznym bez asysty lodołamaczy.

Polar Sea Ice Cup and Snow – Cryosphere Today
Powyższe zdjęcia w pełni oddają obraz tego bezprecedensowego zjawiska. Jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku powierzchnia arktycznego lodu był w dobrym stanie.
Średnia powierzchnia lodu w latach 1979-2010 wynosi 6,29 mln km2. W 2007 roku powierzchnia lodu wyniosła zaledwie 2,92 mln km2. W 2008 i w 2009 roku powierzchnia czapy lodowej nieznacznie się zwiększyła – odpowiednio do 3,0 i 3,4 mln km2. Zaprzeczający zmianie klimatu ogłosili „odrodzenie się lodu”. W 2010 roku powierzchnia kriosfery zaczęła ponownie się obniżać się, do 3.0 mln km2, a w 2011 roku wynikiem 2,90 mln km2 pobity został rekord z 2007 roku.

Zasięg lodu w Arktyce (większy od powierzchni – za zasięg lodu przyjmuje się obszar, na którym jest co najmniej 15% lodu) w 2007 roku spadł do rekordowych 4,27 mln km2, jednak rekord ten nie utrzymał się długo i został pobity w zeszłym roku wynikiem 4,24 mln km2. Wszystkie te wartości opisują miesiąc wrzesień, czyli okres minimalnego zasięgu rocznego. Te dane uzmysławiają nam, że poważny ubytek w lodzie arktycznym, spowoduje ogrzanie się Oceanu Arktycznego ze wszystkimi tego konsekwencjami. Taką konsekwencją jest topnienie lodu grenlandzkiego w wyniku działania cieplejszego Oceany Arktycznego i podniesienie się poziomu mórz. Należy zwrócić uwagę na to iż poziom morza nie podniesie się w wyniku ubytków czapy lodowej, gdy jest to topnienie lodu pływającego. Za to nagrzewająca się Arktyka i znikanie „zwierciadła lodowego” w lecie przyspiesza proces akumulacji ciepła. Topi się lądolód okolicznej Grenlandii, a nagrzewające się oceany podtapiają od dołu lodowce szelfowy Antarktydy, co szczególnie mocno zaczęłoby działać, gdyby ocieplenie w Arktyce wyłączyło Golfsztrom i energia, którą teraz transportuje on na północ, pozostała na półkuli południowej, nagrzewając tamtejszą wodę i topiąc lodowce szelfowe Antarktydy Zachodniej.
Kolejnym potencjalnie poważnym w następstwach skutkiem zaniku kriosfery i nagrzewania się oceanów jest emisja z dna Oceanu Arktycznego rosnących ilości metanu – silnego gazu cieplarnianego.

NASA Earth Observatory
Powyższe zdjęcie wykonane przez satelitę NASA ukazuje nam stan czapy lodowej Arktyki w 2011 roku. Na zdjęciu wyraźnie widać, że oba północne szlaki morskie są otwarte. Pokazują je także kolorowe strzałki reprezentują trasy statków morskich.
Elementem, który jest powiązany z zanikiem kriosfery to temperatura. Nie tylko ta w oceanie, ale i ta atmosferyczna.

Powyższy wykres pokazuje jak gwałtownie wzrosły temperatury na Arktyce w ciągu ostatnich stu lat. Różnica pomiędzy okresem od początku naszej ery, aż po przełom XIX/XX wieku jest ogromna. W ciągu ostatnich 100 lat temperatura wzrosła o 1,4oC.
Przyszłość arktycznej kriosfery wygląda bardzo źle. IPCC (Międzyrządowy Panel do spraw Zmian Klimatu) przewidywał, że czapa lodowa Arktyki stopi się w okresie letnim całkowicie w okolicy roku 2030. Jednakże wg ostatnich szacunków może stać się to wcześniej. Profesor Peter Wadhams z Uniwersytetu Cambrigde szacuje na przykład, że w okresie późnego lata lód w Arktyce może zniknąć prawie całkowicie już w 2015 roku. Do tego roku zostały nam już tylko trzy lata. Nawet jeśli te przewidywania okażą się zbyt pesymistyczne, to i tak Arktyka może być wolna od lodu przez kilka czy kilkanaście letnich dni w okresie 2020-2030. Czy rzeczywiście Arktyka będzie okresowo bez lodu już w roku 2015 i całkowicie wolna od lodu około roku 2031? Dokładnej odpowiedzi na to pytanie na razie nie znamy, ale dotychczasowe pomiary i obserwowane trendy wskazują jednak na bardzo duże prawdopodobieństwo, że lody Oceanu Arktycznego znikną znacznie wcześniej, niż jeszcze niedawno prognozowali to nawet najbardziej pesymistycznie patrzący na sprawę naukowcy.
Zdjęcie z 2011 roku (minimum kriosferyczne) pokazuje powierzchnię lodu arktycznego, na tle średniej z lat 1979-2000.

Średnia z lat 1979-200 (pomarańczowa linia), na tle czapy lodowej z września 2011 roku
Przyczyną tej sytuacji jest nasza działalność, a szczególnie emisja CO2 i w pewnym stopniu także sadzy, która pochodzi głównie ze spalania węgla. Sadza osiadając na lód powoduje jego ciemnienie i przez to szybsze nagrzewanie, co przyspiesza topnienie lodu.
Można pocieszać się, że dziesiątki i setki tysięcy lat temu następowały szybkie i znaczące regionalne ocieplenia, także w Arktyce, którymi sterowały zmiany orbity Ziemi i zmiany prądów oceanicznych. Obecnie wpływ zmian orbity Ziemi działa w kierunku ochładzania klimatu, jest jednak wielokrotnie słabszy od powodowanego przez nas ocieplania klimatu. Zmiany prądów oceanicznych mogły powodować ocieplenie regionalne, tym razem jednak po raz pierwszy od dawna, ocieplają się równocześnie obie półkule.
Co będzie w tym roku? Lato dopiero się rozpoczęło – zobaczymy. Na chwilę bieżącą widać jednak, że w tym roku ilość lodu w Arktyce jest jeszcze mniejsza, niż w rekordowych 2011 i 2007 roku.
Co raz bardziej ekstremalny klimat na Ziemi
Pogoda w wielu miejscach na Ziemi udowadnia nam, że klimat zmienia się na oczach. Najpoważniejsze ekstrema wystąpiły ostatnio w Chinach i w Stanach Zjednoczonych. W wyniku ostatnich gwałtownych burz we wschodnim pasie wybrzeża USA zginęło 15 osób, a 3 mln ludzi zostało pozbawionych prądu. W czterech amerykańskich stanach wprowadzono stan nadzwyczajny. Przyczyną były wysokie temperatury, gdzie przy okazji padł historyczny rekord temperatury w Waszyngtonie. Zanotowane ponad 40oC pobiło rekord z 1934 roku, kiedy temperatura wynosiła wtedy 38,3oC.
Zdaniem meteorologów z portalu AccuWeather.com nawałnica, która w piątek zostawiła po sobie liczący około 800 km pas zniszczeń w środkowo-atlantyckich stanach, była przypadkiem „super derecho”. Derecho jest rozległą i długotrwałą burzą, gdzie występuje silny wiatr powyżej 100 km/h.
W Polsce też ekstremalnie
Choć nie padły u nas historyczne rekordy ciepła, to i tak było bardzo gorąco. Stacja klimatyczna w Tomaszowie Mazowieckim odnotowała 36,5oC. W Warszawie na Okęciu zanotowano 34,6oC. Od ostatnich dni czerwca w Polsce utrzymują się wysokie temperatury. Choć nie jest to pierwsza fala upałów, takie sytuacje będą się powtarzać z roku na rok coraz częściej.
Sama pogoda także jest ekstremalna. Setki powalonych drzew, zalane piwnice i zniszczone dachy, to efekt ostatnich burz, jakie przeszły nad Polską. Ostatnio nad terytorium Polski, głównie jej centralnym pasie, od Śląska pod Warmię, przechodzą intensywne burze z piorunami, silnymi opadami deszczu i wiatrem. W jednym z miast w województwie Warmińsko-Mazurski spadł grad wielkości kurzych jaj, który zniszczył ponad tysiąc dachów. Takie wydarzenia pogodowe pokazują nam jak zmienia się klimat w Polsce, gdzie burze mają bardziej ekstremalny charakter niż kiedyś.
Przyszłość
Przyszły klimat zarówno w USA jak i w Polsce nie wygląda różowo. W wyniku rosnącej koncentracji CO2 w atmosferze, ludzie będą musieli liczyć się z jeszcze silniejszymi falami upałów i ekstremalną pogodą. 15 lat temu miała miejsce „powódź tysiąclecia i choć miało to miejsce już dawno, to następna taka mega-powódź, jest tylko kwestią czasu. Możliwe następstwa globalnego ocieplenia na naszym podwórku – jeśli nie podejmiemy działań zapobiegających poważnej zmianie klimatu – pokazuje artykuł „Historia przyszłości Polski”.








