ArtykulyPowiązania

System pożera sam siebie

Fragment artykułu Craiga Collinsa z 15 lutego 2021 r. Autor wykłada politologię i prawo ochrony środowiska na Uniwersytecie Stanu Kalifornia w East Bay.

W przeszłości kapitalizm przemysłowy żywił się wzrostem gospodarczym napędzanym paliwami kopalnymi. Jednakże stulecia, jakie upłynęły pod znakiem wyczerpywania źródeł taniej energii i konsumowania stale powiększającego się „tortu ekonomicznego”, minęły bezpowrotnie; podobnie zresztą jak podnoszący się poziom życia. Dziesięciolecia stagnacji, baniek nadmuchiwanych długiem i pakietów pomocowych na koszt podatników dobiegają końca. Globalny kapitalizm wkracza w fazę kataboliczną. W biologii katabolizm jest procesem metabolicznym, w trakcie którego żywa istota pożera samą siebie. Kapitalizm kataboliczny to spragniona energii, autodestrukcyjna gospodarka, której nienasycony głód zysku można zaspokoić jedynie poprzez rozszarpanie podtrzymującego ją społeczeństwa.

Zarabiając na upadku

Nasza pogrążona w stagnacji gospodarka globalna ma coraz mniej energii, pustoszy żyjącą planetę i marynuje się we własnych toksynach. Ale błędem jest zakładać, iż kapitalizm nie może funkcjonować przez pewien czas bez wzrostu. Głównym jego dążeniem jest zysk, a nie wzrost. Oczywiście powiększający się „tort ekonomiczny” stwarza po temu większe możliwości. Ci, na których pracuje ten system, nie zejdą ze sceny historii tylko dlatego, że boom zamienił się w krach. Społeczeństwo zostało skutecznie uwarunkowane, aby akceptować gospodarkę wyzyskującą ludzi i wyniszczającą Ziemię dla pieniędzy, zatem na kryzysach, konfliktach, katastrofach i desperacji można zarabiać do woli. W trwającym już stadium dezintegracji katabolicznej najpierwsi kapitaliści są de facto handlarzami nieszczęść, wymuszeń, grabieży i wojen.

W minionej epoce ekspansji industrialnej kapitaliści kataboliczni czaili się w cieniu gospodarki wzrostu. Handlowali nielegalnie bronią i narkotykami; zajmowali się stręczycielstwem, praniem brudnych pieniędzy, spekulacjami, lichwą, windykacją długów i przejmowaniem majątków; byli najemnikami, przemytnikami, piratami, kłusownikami i kupcami na czarnym rynku; nadzorowali nielegalne wysypiska śmieci, operacje wydobywcze, połowy i wycinkę lasów. Wskutek postępującej atrofii sektora produkcyjnego – pochodnej niedostatku energii – ten nowotworowy sektor kataboliczny szybko przeszedł w postać złośliwą. Zbija teraz fortunę na przestępstwach i kataklizmach; niedoborach, gromadzeniu i spekulacjach; izolacji, rozpaczy i uprzedzeniach; strachu, złości i zamęcie.

Dzisiejszy podzielony krajobraz medialny ujawnia, jak działa katabolizm. Giganci telewizji kablowej i Internetu manipulują użytkownikami, by się na nich wzbogacić. Ich algorytmy polecają i kroją sensacyjne treści na miarę, aby nakłonić odbiorców do kompulsywnego klikania i przewijania. Ciekawość wciąga nas w „królicze nory” – w ich mrokach nasze lęki i uprzedzenia karmi marketing niedorzecznych spisków, ksenofobii, fanatyzmu religijnego, chorego patriotyzmu i wrogości rasowej. Producenci broni również mają dogodną pozycję, ażeby dyskontować kataboliczne warunki poprzez dostawy potężnego arsenału rządom oraz skromniejszego uzbrojenia terrorystom, „prawdziwym” patriotom, orędownikom białej supremacji, gangom narkotykowym, przestępcom i przerażonej opinii publicznej. Dzięki katabolicznym wstrząsom popyt na ich śmiercionośny towar osiąga rokrocznie rekordowe poziomy.

Klęski żywiołowe spotęgowane i spowodowane przez zmianę klimatu poprawiają już wyniki finansowe wielu korporacji. Depresja gospodarcza wywołana przez koronawirusa przyniosła rekordowe zyski potentatom obsługującym karty kredytowe, ponieważ bezrobotni pracownicy sięgnęli po plastik, aby związać koniec z końcem. Fundusze hedgingowe i specjaliści od finansowania w ramach private equity przekonali zdesperowanych właścicieli małych firm do zaciągnięcia wysoko oprocentowanych pożyczek ostatniej szansy. Dla liderów internetowych i farmaceutycznych – takich jak Facebook, Microsoft, Amazon, Johnson & Johnson, CVS i Pfizer – pandemia generuje horrendalne profity.

Rozkręcający się chaos klimatyczny wykorzystują spekulanci wodni – agresywnie lobbują za prywatyzacją publicznych systemów magazynowania i dostarczania wody na dotkniętych suszą obszarach południowo-zachodniej Ameryki. Z kolei spekulanci finansowi stają się magnatami ziemskimi, ponieważ ocieplenie przeobraża należące do nich, skute do niedawna lodem prerie kanadyjskie w cenne pola uprawne. Po Katrinie i Ricie większość środków pomocowych, które powinny były trafić do najbardziej zniszczonych przez huragany stref Zatoki Meksykańskiej, przekazano dużym przedsiębiorstwom zlokalizowanym w strefach sponiewieranych w stopniu najmniejszym. W Kalifornii prywatne jednostki straży pożarnej świadczą swoje usługi ubezpieczonym posiadaczom luksusowych posiadłości i koncernom, podczas gdy strażacy z niedofinansowanych jednostek publicznych i więźniowie z prywatnych gułagów walczą z żywiołem, który obraca w popiół całe osiedla.

Nawet po dramatycznym roku 2020 ludziom trudno jest sobie wyobrazić przyszłość mającą postać nieprzerwanej serii „recesji” katabolicznych. Zakładają więc, że ich społeczności nie będą stale nękane przez wirusy, huragany, powodzie, susze i pożary. Oczekują, że żywność zawsze będzie dostępna w supermarketach, paliwo na stacjach benzynowych, gotówka w bankomatach, prąd w gniazdkach, a lekarstwa w aptekach i szpitalach. Kiedy globalna gospodarka zacznie pikować, rok 2020 będzie wspominany jako zwykła turbulencja. Rządy sięgną po drakońskie środki, aby utrzymać swoje zwierzchnictwo w ślad za zamrożeniem kredytów, wyparowaniem aktywów finansowych, gwałtownymi wahaniami kursów walut oraz paraliżem międzynarodowego transportu i handlu.

W trakcie burzy kryzysów finansowych kapitaliści kataboliczni zwiększą obroty silnika zysku przejmując podupadające biznesy, sprzedając je na części, wyrzucając na bruk „zasoby ludzkie” i przejmując ich świadczenia emerytalne. Firmy kapitałowe najpierw wykupią zagrożone przedsiębiorstwa i opuszczone nieruchomości, a potem ogołocą je z cennych zasobów i przeznaczą na złom. Nielegalni pożyczkodawcy będą naliczać skandaliczne stopy procentowe i zatrudniać bandytów, by zastraszali pożyczkobiorców – zmuszali ich do spłaty należności lub pracy na rzecz wierzyciela. Zamiast inwestować w przedsiębiorstwa borykające się z trudnościami, kapitaliści kataboliczni obstawią w globalnym kasynie brak wzrostu – będą gromadzić ograniczone surowce i praktykować krótką sprzedaż kontraktów terminowych, papierów wartościowych i walut.

Mimo pogarszającej się kondycji gospodarek, kapitał kataboliczny będzie unikał płacenia podatków i nawoływał ubożejące w zastraszającym tempie społeczeństwa do walki z „wielkim rządem” i wysokim opodatkowaniem. Pozbawione dostatecznych wpływów władze państwowe i lokalne będą obcinać wydatki socjalne lub pożyczać na ich konto. Ostatecznie obie strategie sprawią, że dysfunkcyjne rządy i samorządy będą tonąć w długach.

Głód podatkowy oznacza, że formy ochrony socjalnej, prawnej i regulacyjnej – czyli fundament nowoczesnego społeczeństwa – zostaną ograniczone lub zniesione, by poprawić bilans. W imię reformy podatkowej kapitaliści kataboliczni skorzystają na zburzeniu demokratycznych zabezpieczeń i barier prawnych. Organy regulacyjne, które odpowiadały za ochronę przed zanieczyszczeniami przemysłowymi, szkodliwymi produktami, niebezpiecznymi miejscami pracy, łamaniem praw pracowników, kradzieżą tożsamości i oszustwami finansowymi, zostaną zlikwidowane. Przestępczość korporacyjna będzie się rozrastać, a rdzeń społeczeństwa zanikać.

Instytucje wymiaru sprawiedliwości, prawa i bezpieczeństwa publicznego staną się jednymi z pierwszych ofiar tego przestępczego natarcia. Bezpieczeństwo publiczne zostanie rozmontowane, sprywatyzowane i zaoferowane tym, którzy zdołają za nie zapłacić. Budżety sądów będą topnieć, a prywatne więzienia będą coraz bezwzględniej wykorzystywać osadzonych. Policja będzie sporadycznie reagować na rozboje i kradzieże. Prywatne firmy ochroniarskie i zamknięte osiedla zabezpieczą majątki bogaczy. Zdani na siebie biedacy – czyli my, reszta społeczeństwa – znajdą się w polu rażenia eksplozji przestępczości. Rządy podejmą próbę zachowania władzy i rozprawienia się z przejawami sprzeciwu: ich szczuplejące budżety sfinansują militaryzację policji, która otrzyma najnowszą broń, sprzęt do zamieszek, technologię inwigilacji i kontroli tłumu.

Po wypatroszeniu usług publicznych, ubezpieczeń i opieki społecznej kapitaliści kataboliczni przejdą do okradania zwłok zbankrutowanych rządów. Rozsypujący się transport publiczny i dziurawe autostrady zostaną zamienione w prywatne arterie, łatane przez skazańców lub niewolników kontraktowych. Po przejęciu za grosze zakładów użyteczności publicznej, systemów magazynowania wody i gospodarowania odpadami korporacje będą świadczyć podstawowe usługi wyłącznie tym firmom i społecznościom, które będzie na nie stać. Zadłużone szkoły i biblioteki publiczne będą zamykane, a ekskluzywne prywatne akademie zatrudnią garstkę bezrobotnych nauczycieli i profesorów do kształcenia klasy zamożnych studentów.

Mroczny sojusz

W okresie narastających niedoborów wszystkiego głównymi beneficjentami depresji katabolicznej będą potentaci branży wydobywczej. Pomimo katastrofalnych już konsekwencji klimatycznych zanikania lodu morskiego, amerykańskie, rosyjskie, kanadyjskie, chińskie i skandynawskie rządy i koncerny naftowe rozpoczęły rywalizację o węglowodory zalegające w dnie Oceanu Arktycznego. Korporacje energetyczne, wodne, rolnicze, drzewne i górnicze mobilizują swoje armie lobbystów, ażeby całkowicie sprywatyzować kluczowe surowce naturalne i wzbogacić się dzięki dotacjom rządowym, ulgom podatkowym i regulacyjnym. Gdy gospodarka kurczy się, potężne konglomeraty mogą maksymalizować zyski poprzez tworzenie karteli, gromadzenie najważniejszych surowców, miażdżącą dominację rynkową, podwyższanie cen, eliminowanie barier w postaci ochrony środowiska i sprawiedliwej dystrybucji.

Potężny sojusz zawarty między spekulantami wydobywczymi i katabolicznymi wywrze presję na niewypłacalne rządy, aby zignorowały przepisy ochrony środowiska i zezwoliły na bezwarunkowe przejęcie dóbr wspólnych. Jego ciągiem dalszym będą wolne od jakichkolwiek ograniczeń wiercenia u wybrzeży, szczelinowanie łupków, eksploatacja węgla i piasków bitumicznych. Warunki kataboliczne sprzyjają ekspansji przestępczych operacji wydobywczych i kłusowniczych. Za zasłoną pozorów legalności mafijne układy z lokalnymi włodarzami umożliwią ekstremalną eksploatację przyrody i siły roboczej. Zadłużenie rządowe będzie spłacane na aukcjach. Pod młotek pójdą parki narodowe, obszary dzikiej przyrody i grunty publiczne. Szczęśliwymi nabywcami będą korporacje budowlane, energetyczne, drzewne i górnicze.

Święci bojownicy” kapitalizmu katabolicznego

Rosnące znaczenie ekonomiczne sektora katabolicznego będzie szło w parze ze wzbierającą ambicją zdobycia władzy politycznej. Tak się składa, że katabolizm ma poważny problem wizerunkowy. Musi zatem ukrywać swoje drapieżne, zabójcze motywy poprzez aktywne wspieranie zwolenników, którzy gloryfikują czynniki warunkujące jego rozkwit. Idealnym partnerem politycznym katabolizmu jest zaraźliwa plemienność. Żerując na nienawiści na tle narodowościowym, rasowym i religijnym; wzniecając konflikty; deprecjonując i demontując demokrację; ignorując prawa człowieka; gardząc ochroną środowiska naturalnego, toksyczna plemienność zapewnia ekstremistyczne poparcie i przygotowuje dochodowe pole bitwy dla kapitału katabolicznego.

Trudno zaprzeczyć, że zjawiska toksycznej plemienności w Stanach Zjednoczonych i na Bliskim Wschodzie łączy ropa naftowa. Reakcyjna plemienność muzułmańska i chrześcijańska wyłoniła się w dwóch regionach Ziemi, które doświadczyły najbardziej destabilizujących wzlotów i upadków będących następstwem skrajnego uzależnienia od nafty. Wypaczyły one i osłabiły strukturę społeczną Ameryki i Bliskiego Wschodu. Wytworzyły też nadmierne dysproporcje w dystrybucji bogactwa i władzy; skrajną niestabilność i rozkład społeczny; a także zawiedzioną nadzieję i oczekiwania na „dobre życie”. Te traumy ekonomiczne położyły podwaliny pod ultrakonserwatywne odpowiedzi religii na destrukcyjną dekadencję współczesnego społeczeństwa zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w USA.

Szalejąca plemienność to symptom energetycznego głodu i planetarnego ekobójstwa. Religijny fanatyzm jest podsycany przez imperialny program poddania kontroli i spalenia ostatnich rezerw ropy naftowej nawet za cenę unicestwienia biosfery. Napływ uchodźców z Bliskiego Wschodu to bezpośredni skutek interwencji militarnych Zachodu, represyjnych petro-tyranii, powstań dżihadystów, konfliktów w upadłych i upadających państwach oraz spowodowanych zmianą klimatu niedoborów wody i żywności. Na Zachodzie islamofobia jest reakcją mediów i kościołów na niezdolność zwalniającej globalnej gospodarki do włączenia tych ludzi do zanikającej klasy średniej. To nie przypadek, że imigranci są popularnym celem ataków polityków plemiennych, którzy chcą zbudować ksenofobiczne zaplecze swojej autokratycznej władzy. Potrzeba wiary w silnego przywódcę potrafiącego przywrócić „stare dobre czasy” pomaga w zjednywaniu gorliwych wyznawców, mimo że formułowane przez tyranów plemiennych fałszywe obietnice i egoistyczne rozwiązania gwarantują pogorszenie sytuacji.

W sercu toksycznej plemienności znajduje się wielkie kłamstwo: ludzkości i ziemskiemu życiu nic nie zagraża. Apele o zjednoczenie i porzucenie sztucznych podziałów w obliczu prawdopodobnej zagłady traktowane są jak herezja i zdrada. Lojalność plemienna uchodzi za wartość nadrzędną. Plemiona rasowe, religijne i nacjonalistyczne muszą pokonać wrogów, aby odzyskać utracony dobrobyt i wielkość. Walka w imię wyimaginowanych różnic odbywa się przy jednoczesnym negowaniu autentycznych zagrożeń egzystencjalnych. Trybaliści chcą mieć pewność, że zajmą najlepsze miejsca na górnym pokładzie Titanica.

Źródło: Blog Exignoranta

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly