Wilki nam przeszkadzają. Nawet w większej od Polski rzadko zaludnionej Szwecji uznano, że aż 400 wilków to zbyt wiele i należy część z nich zabić. Lepiej, żeby nie było ich więcej niż 250, bo szkodzą.
Jaka jest różnica pomiędzy ekosystemem, w którym są obecne drapieżniki szczytowe, a taki, w którym ich nie ma (zwykle dlatego, bo nam przeszkadzały)?
Wyrazistym przykładem jest to, do czego doszło po 1995 roku w Parku Narodowym Yellowstone, kiedy to reintrodukowano do niego wilki.
Ludzie rzecz jasna, jako zarządzający tym, co dzieje się na Ziemi, podjęli działania w celu kontroli jeleniej populacji. Jednak populacja jeleni w Parku Narodowym i tak rosła.
Po tym, jak do Parku Yellowstone reintrodukowano wilki, natychmiast zajęły się one polowaniem na swój przysmak. W rezultacie jelenie zaczęły zmieniać swoje zachowanie, unikając tych miejsc w parku, gdzie warunki dla wilczych pułapek były najlepsze. Rosnące tam roślinność, wcześniej będąca pod presją jeleni, zaczęła się regenerować. Jałowe części parku zaczęły zmieniać się w las pełen wcześniej nie spotykanych tam zwierząt.
Pojawiły się ptaki śpiewające. Sprowadziły się bobry – i zaraz zaczęły budować tamy, które dały życie jeziorkom. Na kaszki, piżmaki, wydry i ryby nie trzeba było długo czekać.
Wilki zaczęły polować na kojoty i ograniczać ich populację. To pozwoliło na rozrośnięcie się populacji myszy i królików. W parku pojawiły się więc zaraz lisy, łasice i sowy. Do imprezy dołączyły też orły bieliki i sokoły. A następnie niedźwiedzie grizli, którym bardzo smakowały ryby i jagody, które pojawiły się w nowym ekosystemie.
Wilki zmieniły nie tylko ekosystem, ale i topografię terenu, w tym nawet rzeki – zmiany w roślinności ograniczyły erozję, dzięki czemu rzeki przestały tak bardzo meandrować.
Wszystko jest połączone. Istnienie szczytowych drapieżników jest niezbędne dla zdrowia ekosystemu. Jeśli ich nie ma, klniemy na bobry, dziki, jelenie, łosie, … i domagamy się ich odstrzału. A to po prostu konsekwencja chorego ekosystemu.








