ArtykulyPowiązania

Węgiel – polski czarny skarb (cz. 3/5)

Nasz opór wobec transformacji energetycznej uzasadniamy posiadaniem wielkich złóż taniego węgla, stanowiącego podstawę naszej taniej produkcji energii i bezpieczeństwa energetycznego. Polska węglem stała, stoi i długo stać będzie, mówimy. Owszem, kiedyś mówienie o tanim polski węglu miało rację bytu, ale to było w minionej epoce, w której niestety wciąż żyje jeszcze wielu polskich decydentów.

Część 1: Węglowa obfitość

Część 2: Węglowa czarna dziura

Cz. 3 Koszty uboczne

To, czemu przyjrzeliśmy się wcześniej, to tylko koszty widoczne „na powierzchni”. Tymczasem nasz polski biznes węglowy ma wiele wspólnego z górą lodową – nie tylko „jest pod wodą” biznesowo, ale też większość kosztów pozostaje ukryta przed wzrokiem niewtajemniczonego obserwatora. Dla Titanica bliski kontakt z taką górą lodową okazał się brzemienny w skutkach. A jak kontakt z „węglową górą lodową” znosi nasza gospodarka?

Kolejne programy pomocy finansowej dla górnictwa, od połowy lat 1990 do chwili obecnej pochłonęły zawrotne kwoty. W latach 1990–1992 z budżetu państwa wydatkowano na górnictwo węgla kamiennego w formie dotacji i umorzeń poszło 16 850 mln zł (wszystkie kwoty podane w tym paragrafie są wyrażone w cenach z 2002 roku). Lawinowo narastające zobowiązania branży osiągnęły kwotę 13 370 mln zł – przewyższyły więc należności o 9477 mln zł. W latach 1993-1995 nadwyżka zobowiązań nad należnościami osiągnęła 11 190 mln zł, a wysokość dotacji budżetowych – 3462 mln zł. W okresie 1996-2000 program poprawy rentowności górnictwa węgla kamiennego wsparto dotacją budżetową w łącznej kwocie 3209 mln zł. Kolejny (najbardziej zresztą skuteczny program poprawy rentowności górnictwa autorstwa rządu prof. Jerzego Buzka) z lat 1998-2002 kosztował 7180 mln zł dotacji oraz 6900 mln zł umorzonych zobowiązań. Tych dziesiątek miliardów nie widzimy w cenie węgla.

Warto przeanalizować skutki, jakie dała pomoc publiczna wynosząca 6380 mln zł udzielona Kompanii Węglowej S.A. latach 2003-2011. Ten największy przedsiębiorca górniczy w Polsce i Europie, zatrudniający 60 tys. osób, to dobra ilustracja niskiej efektywności pomocy publicznej dla branży wydobycia węgla kamiennego. Pomoc publiczna w okresie 2003-2011 ponad 8-krotnie przewyższyła skumulowany zysk netto tej spółki. Bez ciągłego zasilania finansowego z budżetu państwa Kompania Węglowa dawno by zbankrutowała. Nie widzimy tego w cenie węgla.

Państwo (podatnik) wspiera też wydobycie węgla pośrednio – dotując emerytury górnicze. Średnia emerytura górnika jest wyższa niż średnia emerytura lekarza czy naukowca – są zresztą ku temu powody, bo praca pod ziemią do lekkich nie należy, a jej konsekwencje zdrowotne rzeczywiście bywają paskudne. Emerytury górnicze są nie tylko bardzo wysokie, ale też są przydzielane już po 25 latach pracy pod ziemią lub na odkrywce (25 lat dla mężczyzn, dla kobiet jest to 20 lat). Jednak emerytury takie są przydzielane także osobom pracującym w górnictwie, lecz nie przy wydobyciu – osoby takie dodatkowo muszą spełnić warunek wieku powyżej 55 lat. Na sowite emerytury dla młodych emerytów zrzucają się wszyscy podatnicy – również nie widać tych kosztów w cenie węgla.

Spółki górnicze masowo zalegają ZUSowi z zapłatą składek. Samo zadłużenie Kompanii Węglowej względem ZUS wynosi blisko 300 mln zł. Rząd zaproponował projekt ustawy, według którego długi mają być spłacone do 2017 roku, ale równie dobrze mogą nie zostać spłacone w ogóle. Podobną ustawę Sejm uchwalił w roku 2007. Wówczas posłowie prolongowali dawne długi kopalń wobec ZUS o osiem lat [x]. Oczywiście widać, że długi te nie będą miały zostać z czego spłacone, a zamiast tego będą zaciągane kolejne. Będzie kolejna prolongata, a jak zajdzie potrzeba, to jeszcze następna. Zgodnie z ustawą zadłużenie to nie jest oprocentowane. Tysiące przedsiębiorców mających zaległości wobec ZUS musi płacić karne odsetki, ale kopalnie węgla – nie. W ten sposób do ZUS nie wpłyną setki milionów, więc dziurę w jego kasie będzie musiał zasypywać budżet, czyli podatnicy. Po przejęciu pieniędzy z OFE najwyraźniej rząd uznał, że nasze oszczędności z OFE pójdą na spłatę długów kopalń. Tak oto na szereg sposobów odbieramy środki z przyszłości przejadając je tu i teraz.

Kopalnie są dotowane i utrzymywane przy życiu przez podatników, nawet, kiedy nie ma w nich już prawie węgla. Kiedy w 2014 roku górnikom z praktycznie pozbawionej już węgla kopalni Kazimierz-Juliusz zajrzało w oczy widmo zwolnień, zaczęli domagać się pomocy państwa, którą też górnicy i kopalnia otrzymała. Wszystkim zagwarantowano miejsca pracy w innych kopalniach, fedrowanie w Kazimierzu-Juliuszu ma jeszcze trochę potrwać, a procesu wygaszenia wydobycia podatnicy wspomogą kwotą 200 mln złotych.

Kiedy likwidowane są miejsca pracy, górnicy dostają bezprecedensowe osłony. Ci, którzy zgadzają się odejść, dostają dwuletnie lub dziesięciomiesięczne odprawy, bez zakazu późniejszej pracy w górnictwie. Górnicy, którym zostały cztery lata (lub mniej) do emerytury mogą iść na urlopy górnicze i dostawać przez ten czas 75 proc. pensji. Jeśli zestawimy to z sytuacją, w jakiej lądują pracownicy jakiejkolwiek bankrutującej prywatnej firmy, to można powiedzieć, że rząd jest więcej niż hojny. Kto dziś pamięta, jaką katastrofą kilka lat temu była dla podlaskich Łap plajta największego pracodawcy – Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego? Nikt tam pracownikom nie oferował żadnych pakietów, firmę zamknięto z dnia na dzień.

Dosadnie skomentował to prezydent Nowej Soli, pisząc:

„Kiedy upadały nowosolskie fabryki, kiedy bezrobocie sięgało blisko 40%, kiedy matki nie miały za co nakarmić swoich dzieci, kiedy w tym mieście w garażach i piwnicach produkowano krasnale, żeby zarobić na chleb… „pies z kulawą nogą” nie zainteresował się losem tysięcy ludzi tracących pracę (…) Dzisiaj czytam, że górnicy wywalczyli zaległe wypłaty, będą nadal dostawać deputaty, dopłaty do komunikacji, 13-ste i 14-ste pensje itd. Mimo ogromnych strat, nadal utrzymają swoje przywileje, dzięki dotacji z budżetu państwa. Czyli my, biedacy, dopłacimy (…) do upadającej firmy. (…) Dlaczego my mamy się mierzyć z wolnym rynkiem, a górnicy nie? Czy dzieci górników mają inne żołądki, niż dzieci pracowników upadłych fabryk Odry czy Dozametu? (…) Dlaczego żyjemy w takim dziwnym kraju, w którym zawsze są równi i równiejsi?”

Do tego dochodzi pomoc udzielana elektrowniom węglowym w ramach wspierania energii odnawialnej. Tak, to nie żart – blisko połowa środków z tzw. zielonych certyfikatów trafia do elektrowni węglowych, współwspalających z węglem biomasę, często wilgotną i przetransportowaną z dużej odległości (w latach 2005-2013 na kwotę 7,4 mld zł). Dochodzą do tego derogacje (darmowe uprawnienia do emisji CO2) w systemie ETS (do 2020 roku 16,2 mld). Znowu więc „zrzucamy się” na tani węgiel.

Następna część: Jeszcze więcej kosztów ubocznych

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly