ArtykulyPowiązania

Coraz więcej ludzi, gazu brak – drzewa idą więc pod topór

Ramesh Iqbal mieszka w stolicy Pakistanu, w zamieszkałej przez klasę średnią dzielnicy i chodzi do koledżu. Teraz, razem z dwójką przyjaciół, wychodzi z lasu dźwigając pełne naręcze gałęzi, które zebrali by ogrzać swoje mieszkania.

„Nigdy nie spodziewaliśmy się, że znajdziemy się w takiej sytuacji”, opowiada 24-letni Iqbal, ubrany w koszulę z kołnierzykiem i sweter. „Jest jednak zima i jest nam zimno”.

W kraju, w którym 20 procent ludzi nie ma dostępu do podstawowych usług, przetrwanie całych pokoleń biednych mieszkańców wiosek od zawsze zależało od drewna. Jednak poważne niedobory energii powodują, że teraz nawet bardziej zamożni Pakistańczycy zabrali się za zbieranie drewna.

Ułamują gałęzie, wyrywają młode drzewka i ścinają większe – następnie zaś zabierają swój łup do domów. Z każdym takim wypadem Pakistan stopniowo traci pozostałe jeszcze w kraju lasy – a niewiele ich już zostało. Pakistan jest jednym z najmniej zalesionych krajów świata. Od lat 80. XX wieku w Pakistanie wycięto połowę lasów. Lasy zajmują teraz już zaledwie 2-5 procent powierzchni kraju (zależy, jak liczyć tereny zadrzewione, które nie do końca da się nazwać lasem). Władze obawiają się, że wylesianie przyczyni się do nasilenia (i tak dramatycznych) powodzi, osunięć terenu, bakteryjnych zanieczyszczeń wody pitnej i wzrostu ilości zanieczyszczeń w powietrzu. Wzrośnie też narażenie na następstwa zmiany klimatu.

„To bardzo niebezpieczna sytuacja dla Pakistanu”, podkreśla Pervaiz Amir, ekspert w zakresie leśnictwa i rolnictwa. „Teraz już nawet klasa średnia wycina i spala drzewa.”

Jednak przekonanie społeczeństwa o korzyściach z pokrywy leśnej jest bardzo trudne, szczególnie w obecnych czasach, kiedy elektryczność jest wyłączana nawet po 10 godzin dziennie, a dostawy gazu ziemnego są często za niskie, by zasilić grzejniki i piece.

Nawet w stolicy kraju Islamabadzie, zadrzewione tereny stają się celem wycinki, zmieniając się w pola pożółkłych powykręcanych, sięgających kostki kikutów.

W czasach brytyjskich rządów kolonialnych Pakistan był dość rzadko zaludniony, a przeważająca część lasów uniknęła losu swoich pobratymców z wielu innych regionów Azji Południowo-Wschodniej. Jednak w miarę jak populacja Pakistanu rosła z poziomu 38 milionów na początku lat 50. do ponad 180 milionów obecnie (z aktualnym wzrostem populacji na poziomie 3 mln osób rocznie), lasy zaczęły błyskawicznie znikać.

 Populacja Pakistanu

Ilustracja 2. Populacja Pakistanu. Prognoza na przyszłość wg scenariusza średniego wzrostu populacji. W scenariuszu wysokiego wzrostu populacji, liczba mieszkańców Pakistanu w latach 40. XXI wieku ma przekroczyć 300 mln, a w latach 90. XXI wieku 400 milionów. ONZ World Population Prospects.

Gdy Związek Radziecki najechał Afganistan w 1979 roku, ponad milion Afgańczyków uciekło do Pakistanu, zwykle osiedlając się w zbudowanych ad hoc obozach powstających kosztem lasów.

Ostatnio Pakistan próbuje walczyć z „mafią drzewną” – zarówno osobami indywidualnymi, jak i zorganizowanymi grupami, które nielegalnie wycinają i sprzedają drewno. Powszechne są zarzuty, że policja i zajmujący się lasami urzędnicy mają udział w zyskach i przyjmują łapówki z tego lukratywnego ‘biznesu’.

„W czasach mojego taty, 70-80 lat temu, lasy i wielkie drzewa były na prawie każdym wzgórzu, teraz jednak większość jest goła”, opowiada Muhammad Afzal Khan, były minister w rządzie federalnym, spoglądając na dolinę Swat, szczególnie ciężko dotkniętą nielegalnym wyrębem. „Urzędnicy leśni to część problemu lasów, a nie ich obrońcy.”

Wraz z nasilającymi się niedoborami gazu ziemnego do ogrzewania i gotowania, ludzie coraz częściej zaczynają korzystać z opalanych drewnem piecyków. Choć w zeszłej dekadzie Pakistańczycy mogli cieszyć się satysfakcjonującymi dostawami gazu, szyki wzrost jego zużycia i kiepskie standardy efektywności spowodowały pojawienie się zimowych niedoborów.

„To pierwszy raz, kiedy zostaliśmy zmuszeni do zbierania drewna – takiego kryzysu gazowego jeszcze nie mieliśmy”, opowiada Khalid Nazir, krawiec z Islamabadu.

Syed Mahmood Nasir, Pakistański główny inspektor lasów, jest szczególnie zaniepokojony wzmożonym spalaniem drewna przez duże fabryki w miastach takich jak Karaczi, radzące sobie w ten sposób z niedoborami gazu i prądu. „Trend ten powinien zaniepokoić nie tylko Pakistańczyków, ale i resztę świata.”

Bank Światowy oszacował, że lasy pokrywają już tylko 2,1% Pakistanu, w porównaniu do 23 procent w sąsiednich Indiach. Pakistańskie władze twierdzą, że dane satelitarne mówią o lesistości 5,1%. Przyznają przy tym, że wylesianie nasila konsekwencje ekstremów pogodowych, przyczyniając się do takich tragedii, jak rekordowa powódź w 2010 roku, która objęła 1/5 kraju i była najbardziej kosztowną klęską żywiołową w historii Pakistanu, zabijając 1985 ludzi, dotykając 20 milionów i powodując zniszczenia na poziomie 9,5 miliardów dolarów.

Jeszcze przed obecną zimą Pakistan, według i tak prawdopodobnie optymistycznych statystyk rządowych, tracił blisko 30 tysięcy hektarów lasów rocznie. „Jeśli spojrzeć na obrazy satelitarne, widać, że w lasach publicznych nie ma już drzew, zostały wycięte”, mówi Amir Pervaiz i szacuje, że aby odwrócić trend, kraj powinien zasadzić 1500-2000 miliardów drzew, mniej więcej po 6000 na hektar.

Władze twierdzą, że Pakistan co roku sadzi 0,1 mld drzew, jednak połowa z nich ginie w ciągu dwóch lat. Dane o sadzeniu drzew są jednak podawane w wątpliwość.

Raja Hasan Abbas, sekretarz rządowego Wydziału ds. Zmiany Klimatu, mówi, że to wszystko, co jest w stanie zrobić rząd, ledwo zipiący z braku gotówki, w kraju ze słabą gospodarką i będącymi codziennością atakami terrorystycznymi. „Rząd Pakistanu musi mierzyć się z ograniczeniami”, podsumowuje Abbas.

Musimy wycinać

W grudniu 2013 roku, Pakistan zapewnił sobie wart 3,8 mln dolarów grant z Banku Światowego na analizę skali wylesiania i rozpoczęcie prac nad strategią jego ograniczania. Naeem Ashraf Raja, dyrektor pakistańskiego programu bioróżnorodności, mówi, że urzędnicy starają się przekonać USA i innych potencjalnych zagranicznych darczyńców, by pomogli w uruchomieniu programów wynagradzania właścicieli, którzy zgodzą się nie wycinać drzew. Obecnie w zasadzie nie ma zachęt dla zachowywania lasów na terenach prywatnych.

Azhar Javed, prowadzący rynek drzewny na przedmieściach Islamabadu, mówi, że rosnące zapotrzebowanie podbiło w tym roku ceny o 30 procent. Zachęca to do nasilenia nielegalnej wycinki, ale Javed martwi się o długoterminową stabilność swojego biznesu. „Ludzie, którzy żyją na terenach leśnych są niewykształceni i bezrobotni… więc po prostu wycinają las”, opowiada Javed. „A nowych drzew nie sadzą, zresztą nie mają na to pieniędzy.”

48-letni mężczyzna, na własnych barkach taszczący stertę gałęzi, którego spotykamy na schodzącej ze zbocza wzgórza drodze mówi, że zbiera drewno przez kilka godzin dziennie, także w położonym niedaleko Islamabadu Parku Narodowym Margalla Hills, a następnie to, co był w stanie unieść, sprzedaje za 3,5 dolara.

„Nie mam pracy”, mówi Akhtar, przedstawiając się tylko z imienia. „Tylko w ten sposób mogę zarobić, by mieć pieniądze na utrzymanie czwórki moich dzieci”.

Na podst. Washington Post

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly