ArtykulyPowiązania

Kryzys? A więc konsumujmy więcej!

W Gazecie Wyborczej opublikowano ciekawy wywiad z dr hab. Anną Marią Zawadzką, kierownikiem Zakładu Psychologii Ekonomicznej Uniwersytetu Gdańskiego. Myśl przewodnia: Kryzys? Może więc się jeszcze nachapiemy!

Na początku listopada mamy całą masę obrazów i doświadczeń, które nam mają przywoływać myślenie o śmierci. W tradycji katolickiej pierwsze osiem dni chodzi się na groby. Człowiek zastanawia się nad sensem życia, po co jest i po co funkcjonuje. I jednym ze znanych w psychologii odpowiedzi na te pytania jest fakt, że współczesny człowiek buduje swoją nieśmiertelność przez posiadane dobra, a więc poprzez konsumpcję. Żyj tu i teraz, dawaj sobie gratyfikacje natychmiast, jesteś wart tego i nie czekaj z przyjemnościami.

Co powiedział prezydent USA do narodu po zamachach 11 września? Idźcie na zakupy! Żyjcie dalej. Mimo że być może nie ma tam więcej katolików niż innych religii, ale to kraj, gdzie nawet w konstytucji mają odezwanie do Boga, gdzie prezydenta nie wybiera się, jeśli nie wierzy w Boga. Badania wykazały, że ludzie posłuchali prezydenta, sklepy zarobiły. Konsumpcja to jest to, co nas wypełnia. Znak naszych czasów. Konsumpcja załatwia nam wiele spraw. Pozwala nie myśleć o rzeczach, które są trudne, refleksyjne.

Czyli jak trwoga to do sklepu?

To jedna z hipotez, która opiera się na badaniach przeprowadzonych w Ameryce. Mówi o tym, że aktywizacja lęku przed śmiercią powoduje, że ludzie podwyższają konsumpcję, bo to daje im jakieś poczucie nieśmiertelności. Chcą odrzucić myśli o śmierci, przemijaniu, poprzez wchodzenie w materializm. W sensie życia namacalnego, tego, co mogę dotknąć, co mogę mieć. Czuję swoją nieśmiertelność, bo posiadam rzeczy, mogę ich dotknąć, widzę je.

To przecież złudzenie, ludzie nie mogą być aż tak…

Nie wartościujmy. Dla pana to może nie być prawda, ale to zależy, jakie są dostępne wartości w głowach. Jeżeli non stop widzimy w reklamach, że celem naszego życia jest posiadanie fantastycznej marki samochodu, jakiejś willi i to wszystko jest na wyciągniecie ręki – przynajmniej zdaniem twórców reklamy – to co mi przychodzi do głowy, jak nie chcę myśleć o rzeczach smutnych? Myślę o rzeczach, które są nadzieją na lepsze życie tu i teraz. Nawet jeśli do końca w to nie wierzę.

Inne badania w Polsce pokazują, że część zakupów i wydatków robimy też z powodów moralnych, np. gdy zrobimy komuś jakieś świństwo. Ponosimy porażkę moralną i idziemy dla poprawy samopoczucia na dobre zakupy. Albo gdy jestem dobry dla kogoś, też robię zakupy, żeby się za to nagrodzić. Czyli do zakupów wchodzi sfera moralna. W Polsce jeszcze jest ten etap, że ludzie są na dorobku. Myślą, by się nasycić, najeść.

A czy na wieść o kryzysie nie powinniśmy trochę oszczędzać?

Sytuacja ciągłego mówienia o kryzysie powoduje reakcje wręcz przeciwne: może jeszcze się nachapiemy. W Polsce radość odczuwamy bardziej z tego, że uda się nam kupić jakąś rzecz taniej, niż z samej rzeczy. Mamy jeszcze jedną ciekawą cechę. Według jednej z diagnoz społecznych prof. Czapińskiego powodem naszego braku zadowolenia z życia jest to, że sąsiad więcej zarabia. Mówiąc o swoim szczęściu, nie patrzę na to, jakie jest moje życie, jakie było w przeszłości i teraz, czy jest lepiej, czy gorzej, tylko to, czy ja nie mam gorzej od innego.

Hiszpanie zaczęli działalność oburzonych, bo oni sobie nie wyobrażają, że teraz mają sobie czegoś odmawiać. W Europie mamy – w przeciwieństwie na przykład do Azji – kulturę głęboko zindywidualizowaną, gdzie każdy myśli o zrealizowaniu swoich aspiracji. Indywidualizm mówi: Trzeba się skupić na sobie, realizować przede wszystkim swoje cele, bo mam prawo do tego. Cała teoria asertywności o tym mówi, więc teraz nagle na wiadomość o kryzysie reagujemy, że to nie my! To tamci – oni, bankierzy, politycy, są winni!

To efekt filozofii przez lata realizowanej przez marketerów, reklamodawców: Ty jesteś wart tego, musisz to mieć natychmiast, bo w ten sposób pokazujesz, jaki masz status.

Ludzie dzisiejsi, wychowani w konsumpcji, nie lubią odraczania gratyfikacji. Musi być natychmiast i jeżeli jest sytuacja, która wymusza na nich samokontrolę (bo sklep był zamknięty), to chcą sobie to wynagrodzić. A więc kupują często dwa razy więcej jak palacz, który załóżmy nie może palić to potem wypala dwa albo trzy.

pl Więcej w Gazeta Wyborcza

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly