Kilka tygodni temu TVP Rolna podała informację, że francuskie firmy wycofują się z używania do produkcji żywności oleju palmowego. Taki efekt wywołały naciski organizacji ekologicznych które zwracają uwagę na to, że jego produkcja przyczynia się do wyniszczania lasów deszczowych. Ale czy całkowita rezygnacja rzeczywiście rozwiąże problem?
Niszcząca siła
Olej palmowy jest bardzo rozpowszechniony nie tylko w przemyśle spożywczym, ale też kosmetycznym oraz paliwowym. Popularność ta wynika z tego, że jest nie tylko tani, ale też dobry jakościowo, a do tego jeszcze stosunkowo łatwo dostępny. Nic więc dziwnego, że jego produkcja systematycznie wzrasta z każdym rokiem. Według prognoz podawanych przez Bank Gospodarki Żywnościowej, w 2010 roku wzrośnie ona w Malezji i Indonezji o 3,1 mln ton do 47,7 mln ton, natomiast światowe zużycie zwiększy się o 6,9% i osiągnie poziom 48,8 mln ton.
Tyle suche fakty. Jak natomiast wygląda praktyka? Otóż pod uprawy wycinane są połacie lasów deszczowych, a pochodzące z nich drewno następnie sprzedawane za granicę (np. na meble). Nieustający wzrost zużycia oleju palmowego wymaga wycinania coraz większych obszarów lasu. To z kolei powoduje, że zwierzętom zamieszkującym lasy deszczowe zaczyna brakować przestrzeni życiowej. Systematycznie niszczone są w ten sposób najcenniejsze przyrodniczo miejsca na Ziemi. Dlatego organizacje ekologiczne prowadzą intensywne działania na rzecz rezygnacji z oleju palmowego. Uczestniczy w nich m. in. Greenpeace, który szczególnie wsławił się kontrowersyjnymi kampaniami zniechęcającymi do używania produktów konkretnych marek kosmetyków albo słodyczy.
Rezygnacja to nie wszystko
To, że Francja chce zaprzestać wykorzystywania oleju z palm, nie rozwiązuje problemu. Po pierwsze – mowa jest tylko o przemyśle spożywczym, pomija się natomiast kosmetyczny i paliwowy. Po drugie – jeśli nie olej palmowy, to co? Oczywiście są inne rośliny oleiste, ale do ich uprawy także potrzebne są kolejne połacie ziemi. Jak podaje TVP Rolna, niektórzy eksperci krytykują pomysł Francji argumentując, że zwiększenie areału upraw roślin oleistych może być równie zgubne dla środowiska – ilość pestycydów konieczna do uprawy rzepaku, czy słoneczników jest tak duża, że zatrucia gleb a w konsekwencji ludzi trudno będzie uniknąć.
Dyskusyjna jest też sprawa, czy zakładanie upraw innych roślin też nie przyczyni się do wycinania lasów deszczowych. Nawet jeśli plantatorzy przestaną wgryzać się w głąb puszczy i pozostaną przy dotychczasowych areałach, to skutek może być taki, jak w przypadku biopaliw. Uprawy roślin energetycznych w krajach Trzeciego Świata wypierają uprawy spożywcze, przez co rosną ceny żywności i ludziom tam żyjącym zagraża klęska głodu. O tej kwestii mowa jest m. in. w raporcie FAO z 2008 roku.
Wyjścia z olejowego impasu na razie nie widać, jednak niektóre firmy starają się już podjąć konkretne działania. Jednym z nich jest np. współpraca z dostawcami prowadzącymi zrównoważoną produkcję nieprzyczyniającą się do niszczenia przyrody.
Emilia Todorska
Źródło: Ekologia.pl











