Słyszeliście, że nasz rząd ma w planach przekierowanie płynących do OFE pieniędzy na konta ZUS?
Pewnie tak. Nawet wielu ekonomistów przyznaje, że to chory pomysł. Ale co to ma do tematyki poruszanej na ZiemiNaRozdrożu?
Cóż – ma, i to bardzo dużo. Przeczytajcie, a dowiecie się.
Koszty naszego sposobu życia przerzucamy na przyszłe pokolenia. I nie mówimy tu tylko o zasobach naturalnych czy środowisku. Budujemy piramidę długu finansowego, zadłużając się tak bardzo, że spłata tego długu nie będzie po prostu możliwa. Ekonomiści mówią, że trzeba za wszelką cenę przywrócić wzrost gospodarczy, bo tylko to pozwoli wyrwać się z zaciskającej się pętli długu.
Jak wiecie, wzrost gospodarczy, według obecnego modelu, polega na liniowym przepuszczaniu przez system za pomocą energii z paliw kopalnych coraz większych ilości zasobów naturalnych i zamianę ich w odpady. To właściwie truizm. Wyższy PKB na osobę jest praktycznie tożsamy z większym zużyciem energii i zasobów, a także z ilością odpadów.

Relacja między PKB a zużyciem energii w poszczególnych krajach
Obecny model gospodarczy nie może istnieć bez wzrostu – załamałby się pod ciężarem długów. Widzimy rosnące deficyty budżetowe, w których z jednej strony puchną wydatki na pakiety stymulacyjne, mające zasypać dziurę po nagle odparowanym wirtualnym bogactwie (którego w dużym stopniu w ogóle nigdy nie było i istniało jedynie w postaci zapisów elektronicznych na komputerach instytucji finansowych), a z drugiej spadają dochody z ciśniętej recesją gospodarki.
To pierwsze symptomy pękania piramidy finansowej, przekłutej przez rosnące ceny ropy – zwiastun zbliżającego się kryzysu zasobów.

Czy w obliczu tego zagrożenia próbujemy zmienić obowiązujący model, czy też dolewamy oliwy do ognia, za wszelką cenę próbując utrzymać go przy życiu, kosztem coraz większego zadłużania się?
Wiele wskazuje na to, że przejadamy przyszłość coraz bardziej łapczywie.
Nasz rząd kilka miesięcy temu sięgnął po rezerwę demograficzną, mającą być buforem finansowym dla przyszłych pokoleń, kiedy za 30-40 lat na 3 pracujących przypadać ma 2 utrzymywanych przez nich emerytów (a nie 1, jak obecnie).
Teraz idzie zaś jeszcze dalej, chcąc przejąć płynące do OFE pieniądze (które miały nam ponoć dać w przyszłości godziwe emerytury) i użyć ich do zatykania obecnej narastającej czarnej dziury budżetowej.
Rozumiesz już jak się ma brak możliwości wzrostu gospodarczego do zobowiązań państwa odnośnie Twojej przyszłej emerytury?
Większość z nas ma nadzieję, że to jeszcze „nie teraz”. A właściwie zdecydowana większość ludzi w ogóle nie ma świadomości, że coś takiego jak ograniczone zasoby istnieje i nasza gospodarka również podlega ograniczeniom zewnętrznym.
Wielu specjalistów zajmujących się Oil Peak, Zmianami Klimatu i Granicami Wzrostu uważa, że kultura „chcę mieć teraz, a nie inwestować w przyszłość” zaszła zbyt daleko, a interesy związane z utrzymaniem status quo (od przemysłu, po państwa i system emerytalny) są zbyt silne, aby ludzie zechcieli zmienić obecny model gospodarczy. Mamy możliwości, aby żyć w sposób zrównoważony, ale nie chcemy dostrzec problemu i z nich skorzystać.
Tak czy inaczej, najprawdopodobniej do końca tego stulecia będziemy żyć w sposób zrównoważony. Albo odbędzie się to w sposób świadomie przez nas zaplanowany, albo dojdzie do tego przez załamanie się systemu.
Ta druga droga będzie bardzo bolesna zarówno dla Homo Sapiens, jak i dla reszty biosfery, którą w takim scenariuszu walcząc, najpierw o utrzymanie status quo, a potem o przeżycie, kompletnie zdewastujemy.
W jednym z komentarzy do artykułu „Czy Ignorancja Jest Błogosławieństwem” przeczytałem myśl: „My redukujemy, inni zwiększają. Więc albo wszyscy albo olać…”. Muszę przyznać, że w pewnym stopniu rozumiem autora komentarza – po co się starać, skoro inni nie robią tego, co powinni… Takie jednoznaczne stwierdzenie, że kolega jednoznacznie mówi, że jak już WSZYSCY inni zaczną coś robić, to i on się dołączy, a inaczej nie kiwnie palcem pokazuje, że będziemy dalej spalać paliwo w samochodach z 1% efektywnością, latać na wakacje do Egiptu, kupować tony gadżetów i trzymać się paliw kopalnych. Dopóki tylko się da.
Czy tak będzie? Z drugiej strony widzę w rozmowach, że coraz szersze grono ludzi, od studentów do profesorów uświadamia sobie, gdzie się znaleźliśmy, w co gramy i jaka jest stawka.
Marcin Popkiewicz










