Książka: Rewolucja Energetyczna. Ale po co?

To naprawdę elementarne. Paliwa kopalne zapewniają naszej cywilizacji 90% energii, a tempo ich zużycia od pokoleń rośnie. W XXI wieku spaliliśmy aż 1/3 ich zasobów zużytych w historii ludzkości. Obecne stulecie jest ostatnim stuleciem dominacji paliw kopalnych. Co po nich? Albo atom, albo OZE i efektywność energetyczna. Albo krach.

Nie chcielibyśmy doświadczyć tego ostatniego scenariusza, ale jeśli nasz świat idzie w kierunku zderzenia z Granicami Wzrostu, to powinniśmy (także tu, w Polsce) budować system oparty o własne źródła odnawialne, by nie doszło do najgorszego. A co powinniśmy robić, jeśli świat przeprowadzi skutecznie transformację energetyczno-zasobową i uniknie katastrofy Granic Wzrostu? To samo. Bo wtedy tam właśnie w tym sektorze będzie przyszłość, a nie w kopaniu coraz głębszych dziur w ziemi.

W mojej poprzedniej książce Świat na rozdrożu przedstawiłem wiele problemów, przed którymi stoi nasz świat: przeciągający się kryzys gospodarczy, narastające nierówności ekonomiczne, coraz bardziej napięte perspektywy zapewnienia dostępu do kluczowych zasobów (energii, czystej wody, żywności i in.), lawinowy wzrost ilości wprowadzanych do środowiska zanieczyszczeń, wymieranie gatunków i liczne inne powiązane problemy. W zasadzie całą ich litanię można sprowadzić do jednego: wykładniczego wzrostu gospodarczego, opartego na coraz szybszej rabunkowej eksploatacji zasobów, przy uporczywym ignorowaniu kosztów społecznych i środowiskowych. Celem Świata na rozdrożu było wyrwanie czytelników z wygodnego letargu i braku myślenia o energetycznym, gospodarczym i środowiskowym obliczu naszego świata. Jedynego, jaki mamy.

Mimo interdyscyplinarnej treści i mimo zagłębienia się w długą listę zagrożeń (a może właśnie dzięki temu?) Świat na rozdrożu stał się bestsellerem. Zostałem zasypany lawiną pytań: "To co powinniśmy robić?".

Potrzebujemy Rewolucji

Zdanie sobie sprawy z tego, co na skutek naszych działań dzieje się z naszą planetą, innymi gatunkami i przyszłością nas samych, może przerażać. Uważam, że to absolutnie racjonalne uczucie w obliczu tego, co robimy. Można próbować to wyprzeć, łącznie ze świadomością zagrożeń – i wielokrotnie się z taką postawą spotkałem. Skoro jednak czytasz te słowa, nie należysz do grona chowających głowę w piasek. To dobrze. Strach jest uczuciem, które w sytuacjach zagrożenia potrafi dać nadludzkie siły. Ale musimy wiedzieć, dokąd biec, z czym walczyć i co robić. Bez tego strach będzie nas tylko paraliżować. Naszą jedyną szansą i nadzieją jest skanalizowanie go, aby przerażenie kierunkiem, w którym kolektywnie zmierzamy, zrównoważyć perspektywą zbudowania świata, w którym chcielibyśmy żyć, a o którym wcześniej nawet nie śmieliśmy marzyć.

Zrozumienie wyzwań, przed którymi stoimy – ich skali, przyczyn, powiązań i następstw – to tylko pierwszy krok na drodze do lepszej przyszłości. To podstawa do odpowiedzi na zasadnicze pytanie: dokąd zmierzamy i czy naprawdę chcemy znaleźć się właśnie tam? Bez tego jakiekolwiek propozycje działań wydałyby się oderwane od rzeczywistości: obecnej, znanej i oswojonej, lecz coraz mniej możliwej do utrzymania. A zatem co powinniśmy robić?

Ważne (choć oczywiście nie jedyne) pytanie dotyczy systemu pozyskiwania energii. W Polsce od tak dawna oparty jest on na paliwach kopalnych, szczególnie na węglu, że w zasadzie nie znamy innego. Traktujemy to jako coś oczywistego i wiecznego, nawet nie zastanawiając się nad szerszymi konsekwencjami takiego podejścia. W obliczu wyczerpywania się tanich źródeł surowców energetycznych mamy trzy możliwości: przejście na wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii, rozwój energetyki jądrowej albo… przyjęcie do wiadomości, że systemu energetycznego bez paliw kopalnych nie będzie – czyli wariant pesymistyczny. Uważam, że pierwsza opcja rokuje zdecydowanie najlepiej.

Pojawia się jednak wiele wątpliwości i niepokoju o to, jak ten nowy świat mógłby wyglądać i jak będziemy w nim funkcjonować. Czy odnawialne źródła energii mogą zasilać naszą gospodarkę, zapewniając dobry poziom życia? Czy nie będzie problemu z ich wielką skalą, zasobami na budowę odpowiednio wydajnych instalacji, stabilnością dostaw potrzebnych rodzajów energii czy zbyt wysokim kosztem dostępu do energii przez społeczeństwo i przedsiębiorstwa? Jak zobaczymy, może być całkiem nieźle, choć trzeba będzie wziąć się do roboty.

Nie przez przypadek w tytule znalazło się słowo "Rewolucja". Z czym Ci się ono kojarzy? Raczej nie z drobnymi i powolnymi zmianami, lecz ze zmianą tak szybką i głęboką jak trzęsienie ziemi, prawda?

Co ciekawe, do jej przeprowadzenia ponagla sporo całkiem konserwatywnych organizacji. Na przykład Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) stwierdza:

Światowy system energetyczny znajduje się na rozdrożu. Obecne trendy produkcji i zużycia energii są głęboko niezrównoważone – środowiskowo, ekonomicznie i społecznie. Ale to może – i musi – ulec zmianie; wciąż jest czas na zmianę drogi, którą podążamy. Nie jest przesadą stwierdzenie, że przyszłość ludzkości zależy od tego, na ile skutecznie zmierzymy się z zapewnieniem energii i szybką transformacją do niskowęglowego, efektywnego i przyjaznego środowisku systemu jej produkcji. Potrzebna jest energetyczna rewolucja.

Wyraziste stanowiska o konieczności całkowitego odejścia od paliw kopalnych wyrażają już niemal wszystkie organizacje mające ogląd sytuacji na poziomie światowym, w tym m.in. ONZ, UE, OECD, MFW, G7 czy Bank Światowy. Podobne wezwanie wystosował też papież Franciszek w encyklice Laudato si’, do argumentów gospodarczych dodając wymiar moralno-etyczny. To, że od spalania paliw kopalnych trzeba odchodzić, jest już jasne, a trwająca na świecie dyskusja coraz bardziej skupia się nie na tym, czy to zrobić, ale jak to zrobić.

Polskie piekiełko

Tymczasem w Polsce kwestia ta jest często utożsamiana z zamachem na węgiel, będący od dawna podstawą naszej energetyki i filarem bezpieczeństwa energetycznego.

Odchodzenie od paliw kopalnych to bardzo głęboka zmiana i bardzo zasadne jest postawienie najważniejszych pytań:

  • Czy naprawdę trzeba robić tę całą rewolucję energetyczną i zmieniać coś, co od dawna działało?
  • Czy w ogóle możemy obyć się bez paliw kopalnych?
  • Jakie mamy alternatywy?

Rewolucja energetyczna powstała, by na te pytania odpowiedzieć. Wniosek jest jednoznaczny: trzeba to zrobić i jest to pilne. Bardzo pilne. Podjęcie działań to zarówno odpowiedź na liczne zagrożenia, jak i szansa uzyskania dodatkowych korzyści. Dokonanie transformacji systemu energetycznego jest możliwe przy obecnie dostępnych technologiach i opłaca się zrobić to już teraz. Mam na myśli nie tylko cały świat czy Europę, lecz także, a może nawet przede wszystkim Polskę, która nadal kontestuje coraz wyraźniejsze symptomy i konieczność tej zmiany. Bariery tej transformacji nie leżą w ograniczeniach fizycznych, technicznych ani ekonomicznych, lecz znajdują się przede wszystkim w naszych głowach.

Tytułowa rewolucja energetyczna nie dotyczy jedynie rewolucji technologicznej. Jak zauważa Jeremy Rifkin w książce Trzecia rewolucja przemysłowa, kiedy w danej cywilizacji zmienia się łańcuch dostaw energii, zmienia się wszystko inne: gospodarka, architektura, rolnictwo, miasta, rynek pracy, transport, władza polityczna, a nawet relacje międzyludzkie. "Systemy energetyczne definiują naturę cywilizacji: jej strukturę, sposób dystrybucji towarów, sprawowania władzy i stosunki społeczne", stwierdza Rifkin. Rewolucyjna skala zachodzących zmian prowadzi więc do konfliktu z tymi, którzy czerpią korzyści z istniejącego stanu rzeczy. W rezultacie rewolucja energetyczna ma sporo cech rewolucji społecznej.

W książce Dlaczego narody przegrywają Daron Acemoglu i James A. Robinson piszą:

Potężne grupy społeczne często walczą z postępem gospodarczym i motorami pomysłowości. Rozwój gospodarczy nie polega tylko na tym, że pojawia się coraz więcej coraz lepszych maszyn i coraz więcej coraz lepiej wykształconych ludzi, ale także na tym, że zachodzi proces transformacji i destabilizacji powiązany z powszechną twórczą destrukcją. Rozwój więc postępuje, jeśli na przeszkodzie nie stają mu ci, którzy ponoszą straty gospodarcze i przewidują, że utracą przywileje gospodarcze.

To, że nasz kraj wlecze się w ogonie innowacji energetycznych (i nie tylko), a władze hamują niezbędne działania, wynika w dużym stopniu z tego, że politycy forsują postulaty wąskich, acz nadzwyczaj wpływowych i mocno powiązanych ze światem polityki grup interesów – a nie całego społeczeństwa. Jeśli nie chcemy stać się ofiarą nadchodzących zmian, lecz być ich beneficjentem, musimy to zmienić.

W imię wspólnego dobra

Żeby było jasne – to nie jest książka tylko dla ekologów z liściem we włosach, walczących o czyste powietrze i ochronę klimatu. Za przeprowadzeniem u nas rewolucji energetycznej przemawia długa lista bardzo różnorodnych argumentów gospodarczych, społecznych i politycznych.

W Rewolucji energetyczne. Ale po co? znajdziesz też odpowiedź na pytanie, jak może wyglądać wizja systemu opartego głównie na lokalnych, rozproszonych źródłach energii. To fascynująca i spójna wizja, technologicznie wykonalna już dziś. Wymaga jednak nie tylko inwestycji finansowych (po początkowym okresie przynoszących bardzo wymierne zyski) i złamania monopolu wielkiej energetyki, lecz także pewnego wysiłku intelektualnego. Dominująca dotychczas produkcja energii z wykorzystaniem paliw kopalnych jest prosta jak wbijanie gwoździa młotkiem: chcesz więcej energii, to spalaj więcej paliw. Kropka.
Produkcja energii wykorzystująca odnawialne i często niestabilne źródła energii przypomina natomiast koncert orkiestry symfonicznej, w którym różne instrumenty odgrywają swoje partie i włączają się we właściwym czasie, w rezultacie tworząc elegancko współgrającą całość.

Ludzkim językiem o energii, zasobach i środowisku

Książki o systemie energetycznym, zasobach i środowisku w większości dzielą się na dwie kategorie: tak fachowe i trudne, że nikt poza jajogłowymi ekspertami nie jest w stanie przez nie przebrnąć, oraz nadmiernie uproszczone i tym samym niedające prawdziwego zrozumienia tematu.

Dołożyłem starań, żeby Rewolucja energetyczna, będąc zarówno dogłębną analizą sytuacji energetycznej świata i Polski była podana w przystępnej formie. Postarałem się, żeby było tu wszystko to, co zwykle kojarzy nam się nie z pozycjami analitycznymi, lecz z powieściami sensacyjnymi. Na horyzoncie majaczy zagrożenie, a im bliżej mu się przyglądamy, tym bardziej okazuje się realne i przerażające. Są dzierżące władze "czarne charaktery" działające dla własnych korzyści, sprzecznych z interesem ogółu. Na scenie pojawiają się też jednak nowe siły, dające szansę na powstrzymanie katastrofy. Czy pokonają piętrzące się przed nimi przeszkody i uratują świat?

Opowieść jest tym bardziej przejmująca, że nie jest fikcją, a stawką są losy świata, w którym żyjemy. Jeśli nie zmienimy obecnego kursu, zapłacimy wysoka cenę. Z drugiej strony Rewolucja energetyczna daje spójną wizję nie tylko lepszej przyszłości energetycznej, ale też społecznej, gospodarczej i środowiskowej.

Rewolucja energetyczna - okładka

Spis treści

W księgarniach książka znajdzie się 7 stycznia. Na razie Rewolucję Energetyczną możesz kupić w wydawnictwie Sonia Draga - zarówno w wersji papierowej jak i elektronicznej. Nasi czytelnicy mogą kupić książkę z 20% zniżką TUTAJ.

Komentarze

07.12.2015 1:09 Dragon

@Gupol i in.
Bardzo prosimy o umieszczanie w tym wątku komentarzy odnoszących się stricte do książki.
Dziękujemy!

07.12.2015 1:10 WJ

Dziękuję Marcinowi Popkiewiczowi. Jutro podaruję RE naszemu Burmistrzowi.

07.12.2015 1:10 Mol

Kupiona chyba w drugi dzień kiedy była dostępna. Dzisiaj już idzie w ręce drugiej osoby:)

08.12.2015 0:13 gupol(szukam pracy w oze)

nie no tak. książka świetna:)

08.12.2015 13:30 Wszystkowiedzący

Szkoda, że książka nigdzie poza tym wydawnictwem nie jest dostępna. Cena również powinna być niższa.
No, ale ideami człowiek się nie wyżywi...

09.12.2015 12:45 Ans

Przeczytałam. Mimo sporej objetości zajęło mi to 3 wieczory, duża w tym zasługa stylu Marcina, nie przynudza, całość ma dynamikę dobrej powieści ;-). Tematyka jest mi znana, więc książka tak naprawdę tą wiedzę uporządkowała. Chciałabym żeby każdy decydent w Polsce ją przeczytał. Moim zdaniem kolejna rewolucja przemysłowa już się rozpoczęła, więc albo bierzemy udział w wydarzeniach i wpływamy na rzeczywistość albo zostajemy w czarnej dziurze ;-). Marcin przedstawia naprawdę solidne argumenty za tym, że zmiana jest możliwa. A wręcz konieczna, jesli nie chcemy pozstać jako państwo uzależnieni od innych, jeśli nie chcemy spaść do roli "nowego trzeciego świata". Absolutny must-read.

09.12.2015 13:20 Wszytkowiedzący

ANS-Przeczytałaś to dobrze, a ile z tego co przeczytałaś pozostało Ci w głowie.

09.12.2015 17:02 Ans

@Wszechwiedzacy
Chcesz mnie odpytac czy się przyczepic? Mieliśmy nie zasmiecac wątku dygresjami.

09.12.2015 18:55 Coyote

Najbardziej przemówiło do mnie te 20 mld m3 biometanu z 4,5 mln ha . Obecnie areał ziemi rolnej to 18,87 mln ha wobec powojennych 16 mln ha . Raczej żadnych cudów w metodologii statystycznej w tym nie widzę pomimo wzrostu zalesienia i urbanizacji . Świeżo po wyjątkowo paskudnej wojnie brakujące mln ha zajmowała "kraina miny przeciwpiechotnej".
Gorzej że wiele gleb jest wyjałowionych , nie aż tak jak na zachodzie ale zawsze .
Ten gaz to transport , niezbędny przemysł chemiczny i ciężki . Wielu zapomina że nie będzie już plastikowych widelczyków wożonych z Chin .
A ceny importowanych maszyn (pojazdów , obrabiarek) będą zaporowe .
Pełna elektryfikacja transportu typu tiry zasilane z trakcji to sci fi . I to szkodliwe bo technicznie wykonalne tylko że potwornie drogie w budowie i kłopotliwe w eksploatacji . Za to dające ogromne pole do wypasu dla "tłustych kotów" po prostu miś na miarę naszych możliwości . Szkoda sił i środków .
Kolej na głównych trasach , miejskie trolejbusy , małe pojazdy dostawcze (szkoda że naszego melexa nie wspomniałeś tylko jakieś zagraniczne firmy) , miejskie autka i skutery jak najbardziej . W wypadku maszyn budowlanych , ciężarówek , lokomotyw manewrowych itd jedyną rozsądną technologią jest CNG .
Tu dochodzimy do kolei .
Odbudowa wielu rozszabrowanych linii będzie niezbędna , ale ze względu na problemy gospodarcze nie będzie można pozwolić na ŻADNĄ megalomanie . Ilość w dostatecznym standardzie ( zwykła stukowa "4") a nie malowanie trawy na zielono jak modernizacja linii Poznań-Wrocław która zrobiła więcej złego jak dobrego (pocięcie na złom setek kilometrów bocznic i wyburzenie dziesiątek ramp załadunkowych)
I nie wiem czy będzie sens elektryfikowania drugorzędnych , jednotorowych linii . Może lepiej lokomotywy na CNG i lekkie szynobusy .

09.12.2015 21:54 P.

Na razie minister Tchórzewski zapowiedział, że ustawa OZE, w zakresie aukcji, zostanie zawieszona co najmniej na pół roku. I tak nowa władza "wspiera" OZE. Poza tym przygotowują podobno nowelizację, w której zmienią zasady wsparcia dla mikroinstalacji, czyli pewnie je drastycznie zmniejszą albo w ogóle zlikwidują.

Tak więc na razie mamy w Polsce kontrrewolucję energetyczną. Do Rewolucji energetycznej trzeba dojrzeć... Obecnej władzy może się to nie udać.

10.12.2015 13:02 Wszystkowiedzący

@ANS po prostu zapytałem.
Jaka rewolucja energetyczna...ludzie... takowa będzie ,ale dopiero za 30-50 lat. Poza tym pojedyncze osoby nic nie zdziałają. Poza tym te wyliczenia...żaden z naukowców nie ogarnia nawet ułamka tego co się naprawdę dzieje z klimatem.

10.12.2015 15:50 Ans

@Wszystkowiedzacy
Nie zgadzam się z tym,że rewolucja zacznie się za 30 lat. Ciągle patrzymy przez pryzmat Europy. Czy potrafisz wskazać jakie są trendy w Afryce albo Ameryce Południowej? Za 30 lat to będziemy już żyć w innej rzeczywistości (nie wiadomo tylko jakiej ;-)).

12.12.2015 12:05 Ans

To co mnie jeszcze zaciekawiło, a w książce jest tylko zasygnalizowane, to to, jaki wpływ miałby inny system produkcji i dystrybucji energii na kształt i funkcjonowanie społeczeństwa. Rozumiem, że na rozwiniecie tych rozważań w książce nie było miejsca, ale chętnie przeczytałabym artykuł na ten temat :-).

14.12.2015 10:59 Ludomir

Rewolucja w systemie wytwarzania i dystrybucji energii, o której pisze Marcin to jedynie wierzchołek góry lodowej. Najistotniejszą częścią opisanej przez niego rewolucji musi być fundamentalna zmiana w sposobie funkcjionowania społeczeństwa czyli wzrost jego efektywności energetycznej. Ta zmiana nie może się dokonać bez prawdziwego przeorania świadomości społecznej. I tu upatruję największej bariery. Tylko bezprecedensowe zaangażowanie Państwa i jego polityka edukacyjna i informacyjna mogą dokonać takiej zmiany a i to nie w krótszym czasie niż kilkanaście lat. Obecny rząd raczej nie podejmie tego wysiłku. Zatem przed wszystkimi, którzy pragną ocalenia dla swoich potomków a także przed tymi, których pasterzem jest Papież Franciszek jest do wykonania ogromna polityczna praca w efekcie której powstanie rząd ocalenia już nie narodowego a po prostu ocalenia.

15.12.2015 12:34 Wszystkowiedzący

ANS- książki jeszcze nie czytałem. Zdziwiłabyś się, rewolucji jako takiej nie ma w Europie, są kraje ,które wprowadzają mniej czy bardziej awangardowe rozwiązania, ale do globalnej rewolucji to jeszcze dużo brakuje.
Inny system produkcji energii i dystrybucji jest możliwy, ale nie w dzisiejszych czasach.

15.12.2015 18:49 Ans

@Wszystkowiedzacy
Nie ma rewolucji na ten moment. Ale rewolucja ma to do siebie że jest zmiana gwałtowną. Nie rozumiem, skąd to twierdzenie że w dzisiejszych czasach nie ma możliwości stworzenia innego systemu energetycznego? Możliwość jest. Są też pewne przeszkody. Problemem jest likwidacja tych przeszkód.

17.12.2015 11:55 Wszystkowiedzący

ANS. owszem na ten moment nie ma rewolucji i jej długo nie będzie. Nie ma możliwości stworzenia innego systemu energetycznego ze względu na silną pozycję koncernów energetycznych. Cóż z tego, że jest możliwość skoro nie ma woli/chęci na ich pokonanie.

06.02.2016 21:06 anty-hucpa

Świetna lewacka robota. Gratulacje od Ala Gora.

24.02.2016 14:09 temp

Nie będzie żadnej rewolucji. ENERGIA jest w rękach najbogatszych i w tych rękach pozostanie. Zmiana formy, przy monopolu, uczyni ich tylko jeszcze bardziej bogatymi. Żyję już długo i przytomnie, i naczytałem się o wynalazkach, które za chwilę zrewolucjonizują świat. Wszystkie zniknęły w czyichś sejfach i czekają, aż energia naprawdę będzie droga. A czytając komentarze – Miło jest uświadomić sobie, że idealiści jeszcze chodzą po tym świecie.

09.03.2016 13:01 Piegur

Czytam, świetnie napisana, chylę czoła, potem puszczę w obieg. TYLKO CO Z POLITYKAMI?



.

13.04.2016 0:08 Mariusz R.

@Marcin Popkiewicz

Piękna wizja tej rewolucji energetycznej, ale zastanawiałeś się może skąd ludzie biorą energię do pozyskania surowców i wytwarzania tych wszystkich "ekologicznych urządzeń" do produkcji odnawialnej energii?

Aby z grubsza naświetlić problem posłużę się prostym przykładem ogniwa fotowoltaicznego o mocy 250 W. Taki panel można zakupić w cenie od 900 do 1700 złotych. Koszty oprzyrządowania, instalacji i serwisu tymczasem pominę.
Z takiego ogniwa w polskich warunkach możemy uzyskać w okolicach 200 kWh energii rocznie. Wysokiej jakości panel posłuży na 20 lat, czyli da nam to 4000 kWh.
Ponieważ pieniądze reprezentują w dużej mierze towary, które wprowadzamy na rynek, a dziś aż 80% całej energii do ich produkcji pozyskujemy z paliw kopalnych, zatem można założyć, że 80% kwoty, którą trzeba wydać na panel fotowoltaiczny należy przeliczyć bezpośrednio na paliwo. Jeżeli litr ropy kosztuje 4 złote, a panel wystarczającej jakości, aby popracował nam 20 lat, kosztuje 1300 PLN. Wartość 1040 PLN reprezentuje kwotę energii kopalin włożonej w produkcję urządzenia, a to oznacza, że spaliliśmy 260 litrów ropy podczas jego produkcji i dystrybucji.

Dalej przeliczmy ile kWh energii możemy uzyskać z 260 litrów ropy. Zatem 1 litr ropy, to ok. 12 kWh energii, czyli 12 x 260 = 3120 kWh - tyle energii włożyliśmy w wytworzenie 1 panela fotowoltaicznego w ciągu zaledwie kilkudziesięciu dni jego produkcji.
To ile pozostaje czystej energii ze słońca? Wychodzi, że jakieś 880 kW w ciągu aż 20 lat, i to bez uwzględnienia kosztów instalacji, osprzętu oraz przy założeniu, że urządzenie nie pogorszy w istotny sposób swojej wydajności elektrycznej!
Po czasie eksploatacji taki panel trzeba będzie jeszcze utylizować, co nie będzie tanie, czyli znowu trzeba będzie zużyć do tego sporo energii.

Marcin, fizyki nie oszukasz. Nie mamy niczego, co może nam skutecznie zastąpić paliwa kopalne. Jedyna droga, to drastyczna redukcja konsumpcji energii oraz bardzo szybka redukcja populacji.
Czyli, musimy zaprzestać globalnej wymiany towarów, porzucić samochody i wszyscy zacząć spacerować, musimy przestać wznosić energochłonne, ciężkie betonowo-stalowo-szklane budowle i powrócić na łono Natury w nadziei, że Ta nas wszystkich nie zabije w najbliższym czasie zmieniającym się błyskawicznie klimatem!

13.04.2016 20:44 Marcin Popkiewicz

@Mariusz R.
Nie wnikając w zastosowane przez Ciebie rozliczne (nadmierne) uproszczenia i niedokładności. EPBT I EROEI się liczy.

Cytując za https://www.ise.fraunhofer.de/de/downloads/pdf-files/aktuelles/photovoltaics-report-in-englischer-sprache.pdf

"The Energy Payback Time of PV systems is dependent on the geographical location: PV systems in Northern Europe need around 2.5 years to balance the input energy, while PV systems in the South equal
their energy input after 1.5 years and less, depending on the technology installed.
A PV system located in Sicily with multi-Si modules has an Energy Payback Time of around one year. Assuming 20 years lifespan, this kind of system can produce twenty times the energy needed to produce it.
The Energy Payback Time for CPV-Systems in Southern Europe is less than 1 year."

Co więcej "Material usage for silicon cells has been reduced significantly during the last 10 years from around 16 g/Wp to less than 6 g/Wp due to increased efficiencies and thinner wafers."

Żeby się nie powtarzać - czytałeś już "Rewolucję Energetyczną. Ale po co?"

14.04.2016 1:42 Mariusz R.

@Marcin Popkiewicz
EPBT w Polsce w 2,5 roku?
Czyli ktoś wyliczył, że do wytworzenia 1 panela wraz z osprzętem potrzeba ok 500 kWh energii? OK, pójdźmy tą drogą.
Nawet jeśli przytaczane przez Ciebie wyliczenie jest prawdziwe, to wcale nie oznacza, że ta wyliczona energia kompensuje wszystkie procesy towarzyszące wytworzeniu urządzenia. Dlaczego? Bo jeśliby tak było, to przy obecnej cenie energii elektrycznej w Polsce dla przydomowej instalacji średnia cena panela w tej instalacji wynosiłaby 280 PLN. Skoro taka cena nie jest prawdziwa, to właśnie dowodzi, że nie wzięto pod uwagę wszystkich procesów towarzyszących.

Marcin, przecież wytwarzanie niemal wszystkiego wokół nas jest możliwe dzięki energii. Zatem cena, jaką za coś płacimy, ma bezpośrednie przełożenie na ilość dostępnej w układzie energii, a skoro coś kosztuje, bez uwzględnienia dopłat, ulg i odliczeń niemal 2 kPLN, a dziś średnia cena 1 kWh energii elektrycznej w Polsce to 56 gr, to cena tego, w zaokrągleniu, wynosi 3500 kWh energii, czyli niemal tyle, ile spodziewamy się za pomocą urządzenia wytworzyć.

Marcin, jesteś dla mnie autorytetem w Polsce w problematyce granic wzrostu i jestem daleki od negowania postulatów zawartych w "Rewolucji Energetycznej. Ale po co?", ale według mnie wszelkie technologie, w tym wszystkie zielone technologie pozyskiwania energii, wiatr, słońce, biogaz, inteligentne systemy dystrybucji i magazynowania energii itp. nie poprawią w istotny sposób naszej sytuacji, bo wszystko koniec końców sprowadza się do liczby ludności i stylu życia, a zmiana tych zasadniczych czynników bez doświadczenia przez ludzkość katastrofy, przed którą nas przestrzegasz, jest możliwa, ale mało prawdopodobna.

14.04.2016 3:32 Mariusz R.

Jeszcze nie wspomniałem o jednym moim wniosku, że cała ta rewolucja energetyczna to zawoalowana forma logiki "biznes jak zwykle". Owszem, cały świat wybierze drogę rewolucji energetycznej, ale nie dlatego, że dzięki temu spalamy mniej węgla, ale dlatego, że nowa energetyka stworzy dla nas więcej miejsc pracy, czyli będziemy potrzebowali trochę więcej energii w układzie, czyli będziemy mogli trochę dłużej utrzymać w społeczeństwach złudzenie możliwego do utrzymania ciągłego wzrostu.

16.04.2016 22:54 Marcin Popkiewicz

@Mariusz R
Fraunhofer potrafi liczyć, serio.
W cenie paneli PV, iPhona, obrazu czy czegokolwiek masz nie tylko cenę energii - jest ona jedynie ułamkiem (zwykle niewielkim) całości. Dolicz robociznę, wartość fabryki (maszyny, grunt, organizacja), projekt, zarządzanie, marketing, księgowość, podatki, zysk, ... do tego jeszcze w przypadku PV koszty zamontowania, podłączenia i papierologii. No i wychodzi, że nie 280 zł, ale wielokrotnie więcej.
Od strony energetycznej na zrobienie paneli trzeba coraz mniej energii - w kolejnych kilku latach przewiduje się, że nakłady energetyczne spadną o połowę.

A wracając do sedna: owszem, wzrost wykładniczy nam się skończy, pewnie za naszego życia. A wraz z nim pewnie obecny system finansowy.
W obecnym centralnym systemie załamanie systemu finansowego mogłoby prowadzić do totalnego krachu. Nie chciałbym przerabiać tego scenariusza w praktyce. Za to jak będziemy mieć efektywny energetycznie system oparty na lokalnych odnawialnych źródłach energii światła nie zgasną, lodówki się nie rozmrożą, transport i rolnictwo nie staną, a my - mam nadzieję, że mądrzejsi o zebrane doświadczenia - będziemy mogli żyć dalej.
W "Rewolucji energetycznej" szukałem pytań, czy taka transformacja jest możliwa - i liczby pokazują, że tak - już dziś, przy obecnych technologiach. Owszem, potrzebne będą zmiany stylu życia, ale zastanowiwszy się nad tym jakość życia może być wręcz wyższa (w każdym razie jeśli nie stawiamy znaku równości między jakością życia a ilością zużywanych dóbr materialnych).

20.04.2016 20:53 Mariusz R.

@Marcin Popkiewicz
"W obecnym centralnym systemie załamanie systemu finansowego mogłoby prowadzić do totalnego krachu. Nie chciałbym przerabiać tego scenariusza w praktyce."

Niepokoje społeczne, głód, wojny etc.
Marcin, a może cwana małpa musi przez to przejść, aby stać się odpowiedzialną i myślącą lub szybko wymrzeć i dać szansę innym gatunkom?

Obserwując naszą (myślę tu o całej ludzkości) "gotowość" do poświęceń, odnalezienia i przyjęcia konsensusu w wymiarze materialnym i duchowym trudno mi sobie nas wyobrazić zjednoczonych i podejmujących realne działania jeszcze przed rozpętaniem się tu piekła. Ba, podejrzewam, że takie scenariusze na szybką redukcję populacji do kilku milionów są już pisane przez możnych tego świata.

Transformacja jest możliwa i konieczna, ale czy mamy prawo mieć jakiekolwiek nadzieje na kompromis w kwestii prokreacji? Obawiam się, że problem populacji tak, czy inaczej załatwi za nas planeta, a to z pewnością pociągnie za sobą zdarzenia, których tak bardzo się obawiamy.

02.06.2016 16:38 Zbyw

Właśnie przeczytałem komentarze i polecam wszystkim dyskutantom lekturę opracowania "Niemiecka transformacja energetyczna" dostępnego na stronie:
http://energytransition.de/2013/03/pl/#download
Rewolucja (a w niemieckim wydaniu ewolucja) już się dzieje, warto się przyglądać i wystarczy naśladować.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto