Stanęliśmy w obliczu jednoczesnych kryzysów energetycznego, środowiskowego (w tym klimatycznego), finansowego i gospodarczego. Są one ze sobą głęboko powiązane, a razem stanowią dla nas bardzo poważne zagrożenie.
Jakie są te powiązania, jak różne elementy układu wzajemnie na siebie wpływają, jakie są zagrożenia, jakie są dalsze możliwości rozwoju sytuacji i sposoby przeciwdziałania?
Cofnijmy się najpierw o kilkaset lat w przeszłość i przyjrzyjmy się punktowi krytycznemu w dziejach cywilizacji Wyspy Wielkanocnej.
Wyspa Wielkanocna
Kiedy na Wyspie Wielkanocnej połowa drzew wciąż jeszcze rosła, stary Rapa Nui wszedł na szczyt góry i spojrzał w dół. Może dlatego, że nie był tu od tak wielu lat, od czasów swojej młodości, zauważył zachodzące zmiany.
Tam, gdzie dawno temu widać było ciągnący się las, przetykany jedynie polami i polankami, ujrzał jedynie gołą ziemię, i grupy drwali pracujących przy pozostałych kępach drzew. Wyobraził sobie widok z tego samego miejsca za kilkadziesiąt lat i w błysku zrozumienia pojął dokąd zmierza jego świat. Uderzyła go myśl, co będzie po wycięciu drzew: brak opału na zimne noce, brak materiału na chaty, na budowę łodzi, na budowę posągów Moai, ptaki z daleka omijające bezdrzewną wyspę, deszcz spłukujący glebę z pól, głód i konflikty o pozostałe zasoby.
Stało się dla niego oczywiste, że wyspiarze powinni zatrzymać niszczenie systemu podtrzymującego ich życie. Wrócił do wioski i próbował wszystkich ostrzec, by nie wycinali drzew w ten sposób. Niestety -– naruszające status quo zmiany zawsze spotykają się ze sprzeciwem.
Drwale gniewnie rzekli: „To nasza praca - jest ważniejsza od drzew!”. Dołączyli do nich kamieniarze mówiąc: „Budowa posągów to podstawa naszej cywilizacji!”. Wtórowali im w tym kapłani, dodając: „Kobiety Rapa Nui muszą rodzić więcej dzieci, by można było budować więcej posągów dla dobra Bogów!”. Gdyby byli tam politycy i ekonomiści, na pewno powiedzieliby: „Musimy zapewnić wzrost ekonomiczny i stały dopływ surowców dla gospodarki i wspierania naszych emerytów”.
Eksploatacja ograniczonych zasobów nieodnawialnych, lub też zasobów odnawialnych eksploatowanych szybciej, niż mogą się odnawiać – jak drzew na Wyspie Wielkanocnej – musi doprowadzić w końcu do ich wyczerpania, to tylko kwestia ilości dostępnych zasobów i tempa eksploatacji.
Na Wyspie Wielkanocnej doszło do katastrofy – w obliczu kurczących się zasobów wybuchły konflikty, pojawił się głód i w efekcie cywilizacja upadła. Wyspa Wielkanocna to świat w miniaturze, tak odległy od innych lądów, że jej mieszkańcy uważali, że są jedynymi ludźmi na świecie.
Paliwa kopalne – podstawa naszej cywilizacji. I ich koniec.
Nasza globalna cywilizacja dysponuje niepomiernie większymi możliwościami wpływania na swoje otoczenie – już nie na skalę wyspy, doliny, regionu czy nawet kontynentu, lecz wręcz całego świata. Jest nas nie tylko coraz więcej, ale też dysponujemy coraz większymi możliwościami. Pozwalają nam na to napędzające naszą cywilizację zasoby paliw kopalnych – ropy, gazu i węgla.
Aby uświadomić sobie, jak potężne możliwości nam one dają, wystarczy porównać energię 1 litra ropy z energią, którą dysponuje pracujący fizycznie człowiek. Litr ropy pozwoli na przejechanie przez auto kilkunastu kilometrów – spalimy go w kilka minut. Przeciętny człowiek wykona taką pracę przez półtora tygodnia roboczego. Nic dziwnego, że korzystając z energii paliw kopalnych stworzyliśmy olbrzymie miasta, oświetliliśmy i ogrzaliśmy je, powiązaliśmy pajęczyną dróg i lotnisk, wybudowaliśmy fabryki wytwarzające otaczające nas przedmioty. Paliwa kopalne dają nam 86% zużywanej przez nas energii – i to w najwygodniejszej, łatwej do przechowywania i transportu formie. Cała reszta – energia wodna, jądrowa czy źródeł odnawialnych to margines – do tego bez energii paliw kopalnych nie zbudowalibyśmy ani elektrowni jądrowych, ani paneli słonecznych, ani też olbrzymich hydroelektrowni.
Tymczasem – w przeciągu życia jednego pokolenia wyczerpujemy ponad połowę światowych zasobów ropy i gazu.
Najprawdopodobniej właśnie osiągnęliśmy, lub w ciągu kilku lat osiągniemy szczyt wydobycia ropy naftowej, co samo w sobie stanowi olbrzymi problem dla naszej uzależnionej od ropy cywilizacji. Szczyt wydobycia gazu prawdopodobnie nastąpi kilkanaście lat po szczycie wydobycia ropy naftowej.

Wydobycie ropy, wyróżnione projekty uruchamiane w kolejnych latach. Czerwonym kolorem na górze zaznaczono wydobycie z kanadyjskich piasków roponośnych. Obecnie co roku, w wyniku starzenia się złóż, tracimy blisko 5% mocy wydobywczych (blisko 4 miliony baryłek/dzień), co oznacza, że musimy oddawać do użytku takie nowe moce wydobywcze jedynie po to, aby wydobycie nie spadało.
http://en.wikipedia.org/wiki/Oil_megaprojects
[googlevideo]-8183966529898602701[/googlevideo]
A Crude Awakening – The Oil crash
Gdyby Chińczycy i Hindusi zaczęli jeździć samochodami tak jak Polacy – połowę tego, co Amerykanie, to nie wystarczyłoby na to nawet podwojenie wydobycia ropy naftowej – co nie jest i nie będzie możliwe.
Nasza cywilizacja nie może istnieć bez energii, która obecnie jest prawie tożsama z paliwami kopalnymi. Ropy i gazu wkrótce nie wystarczy dla wszystkich chętnych, ale innych paliw kopalnych jest jeszcze sporo – możemy sięgnąć po zasoby węgla, piasków roponośnych czy łupków bitumicznych. Może więc w ten sposób zapewnimy sobie źródła energii, przynajmniej na kilka najbliższych dekad?
Zmiany klimatu
W porównaniu z gazem i ropą węgiel, piaski roponośne i łupki bitumiczne to bardzo brudne źródła energii – przestawienie się na nie oznaczać będzie nie tylko globalną katastrofę ekologiczną, ale też wejście na ścieżkę zmian klimatu bardziej drastyczną od najbardziej pesymistycznych prognoz klimatologów.
Podczas wydobycia, przerobu i spalania węgla, piasków roponośnych i łupków bitumicznych do atmosfery wyzwala się 2-5 razy więcej CO2, niż przy spalaniu gazu czy ropy.
Aby zatrzymać zmiany klimatu nie wystarczy ustabilizowanie emisji dwutlenku węgla na obecnym poziomie – będzie on nadal szybko gromadził się w atmosferze przekraczając możliwości pochłaniania go przez zakwaszające się i ocieplające oceany.
Jeśli spalimy wszystkie paliwa kopalne to nawet po 1000 lat 30-60% naszych emisji pozostanie w atmosferze, trwale zmieniając klimat planety. Aby zatrzymać zmiany klimatu musimy radykalnie ograniczyć emisje – a to oznacza ograniczenie spalania paliw kopalnych.
Jak wiele czasu nam pozostało na ograniczenie emisji dwutlenku węgla, aby zapobiec niebezpiecznym zmianom klimatu? Według niektórych klimatologów już jest na to za późno. Inni stwierdzają, że może mamy jeszcze kilka-kilkanaście lat do osiągnięcia punktu krytycznego.
Tymczasem emisje w 2007 roku wzrosły o ponad 3% …
Papierkiem lakmusowym zmian klimatu jest zachowanie lodowców i zanik czapy polarnej Arktyki – a ten przebiega w tempie wielokrotnie szybszym od najbardziej pesymistycznych przewidywań klimatologów. Kilkanaście lat temu mówiło się, że Arktyka do końca wieku może być w lecie wolna od lodu. Wraz z biegiem czasu data ta przesuwała się coraz bliżej: 2080… 2050… 2030… teraz mówi się, że może to nastąpić już za kilka lat.

Rys. Minimalny zasięg pokrywy lodowej w latach 1979-2000 (kolor żółty), w roku 2005 (kolor zielony) i w roku 2007 (kolor czerwony). W roku 2008 powierzchnia pokrywy lodowej była pomiędzy rekordowymi minimami z lat 2005 i 2007, jednak ze względu na jej małą grubość ilość lodu w Arktyce w 2008 roku osiągnęła historyczne minimum..
Zanik działającej jak lustro pokrywy lodowej Arktyki spowoduje pochłanianie przez Ziemię dodatkowej porcji energii i wzrost temperatury, przyspieszenie roztapiania lodowca Grenlandii (w którym jest dość wody, aby podnieść poziom oceanów o 7 metrów), rozmarzanie wiecznej zmarzliny i wyzwolenie z niej olbrzymich ilości gazów cieplarnianych metanu i dwutlenku węgla.
W dłuższym horyzoncie czasowym może to spowodować destabilizację pokładów hydratów metanu i zrealizowanie scenariusza wielkiego wymierania życia na Ziemi.
Społeczność międzynarodowa nie może się porozumieć – interesy są zbyt rozbieżne. W krajach uprzemysłowionych, jak USA lub UE na osobę przypada emisja 10-20 ton CO2 rocznie. W krajach rozwijających się, z Chinami i Indiami na czele, jest to 1-4 ton.
To my dajemy im przykład i wzorce życia. Jeśli Chińczycy i Hindusi odniosą sukces materialny, tak, jak my go pojmujemy, i zaczną żyć tak jak my – a w końcu też chcą mieć samochody, wakacje w egzotycznych krajach i duże domy z klimatyzacją – zużycie paliw kopalnych i emisje CO2 wzrosną kilkukrotnie.
O ile wystarczy na to zasobów…
Gospodarka hiperkonsumpcji i wymuszonego wzrostu
Od wielu lat gospodarka Chin rośnie o blisko 10% rocznie. Takie tempo wzrostu oznacza podwajanie się gospodarki co 7 lat. Po 14 latach gospodarka będzie już 4 razy większa, a po 21 latach 8 razy większa. Oznacza to np. 8 razy więcej samochodów, 8 razy więcej podróży lotniczych. 8 razy więcej zużywanych paliw i surowców…
Jak długo wystarczy na to surowców i środowiska?
Gospodarki innych krajów rosną wolniej, ale też rosną. A jak w ogóle mierzymy wzrost i dobrobyt? Przez produkt krajowy brutto. Zasadniczo, im więcej produkujemy i konsumujemy, tym bardziej cieszą się ekonomiści. Wzrost = sukces. Czerpiemy surowce oraz paliwa kopalne i przetwarzamy w towary. A następnie to co kupiliśmy, ląduje na wysypisku i kupujemy znowu. W Stanach Zjednoczonych, z kupowanych towarów po 6 miesiącach w domu zostaje… 1%. Cała reszta – 99% surowców (i energii) odchodzi w niepamięć. Na skończonej planecie uruchomiliśmy bardzo wydajny system liniowego przetwarzania zasobów w śmieci. Tego, że przy okazji niszczymy środowisko, w PKB jednak nie uwzględniamy.
Proponujemy obejrzenie filmu opowiadającego o naszej napędzanej konsumpcją kulturze – od eksploatacji zasobów naturalnych po spalarnię śmieci – pokazujący prawdziwy koszt działania liniowego systemu konsumpcji zasobów na skończonej planecie.
[googlevideo]677848720611703484[/googlevideo]
Story of Stuff (Opowieść o Rzeczach)
Jak długo może trwać, zanim skończą się zasoby? Najbardziej rozpowszechnionego węgla przy obecnym poziomie zużycia starczy na świecie na 150 lat. Jednak jeśli zastąpilibyśmy węglem ropę i gaz, musielibyśmy zużywać go 4 razy więcej – co daje już tylko 40 lat. Do tego najpierw zużyjemy jego łatwo dostępne pokłady, a sięganie po następne będzie coraz trudniejsze – na długo przed wyczerpaniem węgla osiągniemy szczyt jego wydobycia i zacznie go brakować, szczególnie w krajach zużywających jego duże ilości. Na Chiny przypada ponad 40% światowego zużycia węgla i pomimo posiadana jego dużych złóż, za 20-30 lat mogą stanąć w sytuacji jego niedoboru – a import na skalę Chin może być bardzo trudny, o ile nie niemożliwy.
Ponadto ten zwrot „przy obecnym poziomie zużycia” – to kluczowy problem. Pamiętamy jak szybko wykładniczo rośnie gospodarka Chin? Przy tempie 10% rocznie mamy 8-krotny wzrost w ciągu 21 lat.
Stworzyliśmy system ekonomiczny, który do istnienia wymaga wzrostu.
Jak myślisz – dlaczego, kiedy wzrost gospodarczy sięga zera, ekonomiści biją na alarm, mówiąc o recesji, zwolnieniach i bankructwach? Wydawałoby się, że brak wzrostu to stabilna gospodarka, w której każdy jest tak samo bogaty jak rok wcześniej, wytwarza się tyle samo dóbr, działa tyle samo fabryk i ma pracę taka sama liczba ludzi, za takie same pieniądze. Więc w czym problem?
W tym, że stworzyliśmy system finansowy, który jest oparty o kredyt. W przystępny sposób wyjaśnia to film „Pieniądze jako dług”.
[googlevideo]-1887591866262119830&ei=Gb8uSaPCGorgiAKdkJneDQ&q=money+as+debt[/googlevideo]
Pieniądze jako dług
Kiedy idziesz do banku po kredyt, na przykład na mieszkanie, i prosisz bank o 300 tysięcy złotych – skąd bierze on na to pieniądze? Z depozytów? Z banku centralnego?
Nie – bank tworzy na Twoim koncie zapis, że od teraz masz na koncie 300 tysięcy więcej. Kropka.
Proste – prawda?
Ty regularnie spłacasz te pieniądze i nie ma problemu – system działa. Tak samo pieniądze pożyczają Twoi znajomi, pożyczają je firmy i rządy. To pieniądze wirtualne.
Zaraz – ale od tych długów banki naliczają odsetki i zapożyczając się, wiemy, że będziemy musieli oddać do banku więcej, niż pożyczyliśmy. Każda osoba i firma.
Skąd więc biorą się pieniądze na spłatę tych długów? Otóż gospodarka rośnie, więc co roku jest w niej więcej pieniędzy dla wszystkich, w tym i dla nas. Zarabiamy coraz więcej i spłacamy dług. Owszem, może ktoś zbankrutuje, ale to jest margines – banki i tak swoje zarobią.
Gospodarka rośnie, rosną też ceny nieruchomości – czyli jest więcej pieniędzy, chociaż nic w świecie rzeczywistym się nie zmieniło. Pod zastaw więcej wartej nieruchomości można wziąć kredyt konsumpcyjny – to też są pieniądze wirtualne. I zainwestować je w akcje lub inne papiery wartościowe o nieokreślonej wartości.
Rynek finansowy jest pełen wirtualnych pieniędzy. Zatrzymajmy się na chwilę, ale zapamiętajmy to.
Nasz świat jest bardzo skomplikowany. Tak skomplikowany, że w ogóle nie zastanawiamy się nad jego działaniem. Opisany system finansowy istnieje w Europie Zachodniej od 500 lat i tak wrósł w naszą świadomość, że jest czymś naturalnym. Podobnie ropa naftowa – paliwo ma być na stacji benzynowej i tyle. Prąd – ma być w gniazdku. Żywność – ma być w supermarkecie i nawet nie zastanawiamy się nad tym, że po drodze potrzeba traktorów, kombajnów, nawozów, zabudowań gospodarskich, rzeźni, pakowalni, hurtowni, magazynów, supermarketów, lodówek itp. W sumie, żeby krowa w plasterkach dotarła na nasz stół, w USA potrzeba na to energii 700 litrów ropy.
Wykładniczy wzrost oparty o paliwa kopalne dotarł już do granic dostępnych zasobów i możliwości środowiska. Ekonomiści piszą o „zrównoważonym wzroście gospodarczym” mając na myśli stały, ciągły wzrost, nie mając nawet świadomości, że nasza ekonomia nie istnieje w nieskończonej przestrzeni zasobów. Nasza gospodarka jest częścią ekosystemu i podlega ograniczeniom środowiska równie skutecznie, jak na Wyspie Wielkanocnej.
Czytaj więcej w „Oil Peak” czy „Granice Wzrostu” 
Co gorsza, model opierający się na założeniu stałego wzrostu i o skali globalnej stanowi dla ludzkości olbrzymie zagrożenie. Cywilizacje upadały, jednak w innym miejscu w tym samym czasie kwitły. W przypadku rozpadu obecnej cywilizacji, czy choćby tylko poważnych trudności, dotknięty będzie cały świat i wszystkie jego sektory – stworzyliśmy globalną wioskę, której wszystkie elementy są powiązane w jedną sieć.
Kryzys ekonomiczny
Przeprowadźmy eksperyment myślowy – wyobraźmy sobie sieć powiązanych ze sobą elementów, które wykonują swoje zadanie do pewnego poziomu obciążenia (może to być transmisja sygnałów, praca siłownika lub dowolne inne działanie). Kiedy obciążenie rośnie powyżej tego poziomu, element, który obsługuje to maksymalne obciążenie, zapala czerwoną lampkę, a system przenosi nadwyżkę do wykonania na inny element sieci. System działa dobrze tak długo, dopóki wszędzie nie zapalą się czerwone lampki – wtedy obsłużenie obciążenia nie jest możliwe i cały układ przestaje działać.
Przepis na stworzenie takiego układu i jego sparaliżowanie ma 4 kroki:
- Stwórz sieć budując powiązania między elementami
- Kiedy poszczególny element dochodzi do granicy swoich możliwości zapala czerwoną lampkę i przekierowuje obciążenie/zadanie do innego elementu sieci
- Kontynuuj obciążanie elementów, aż wszystkie zapalą się na czerwono
- Zwiększ jeszcze trochę obciążenie
Tak właśnie działa nasza gospodarka i rynki finansowe. Kiedy pojawia się problem, np. wiarygodności kredytów hipotecznych w USA, rynek tworzy szereg „instrumentów inwestycyjnych” rozpraszających ryzyko. W celu podziału „obciążenia” stworzona została złożona sieć współzależności służących rozproszeniu ryzyka. Dołączyły do tego instytucje ubezpieczeniowe, a w końcu, kiedy i one zaczęły mieć problem – banki centralne państw. Dzięki rozłożeniu ryzyka system długo wytrzymywał napięcia, jednak, kiedy już doszło do krachu – rozsypał się na całej linii.
Przyjrzyjmy się teraz sytuacji z punktu widzenia środowiska i szczytu wydobycia ropy naftowej.
Kilka lat temu wydobycie lekkiej ropy zaczęło stawać się coraz trudniejsze. W odpowiedzi, przestaliśmy mówić o „ropie”, a zaczęliśmy mówić o „paliwach ciekłych”. Termin ten obejmuje skroplony gaz LNG, etanol, ciężką ropę, piaski roponośne i coraz dłuższą listę innych substytutów ropy. Zasadniczo biorąc, komponent sieci „Ropa” zaświecił się na czerwono, więc zaczęliśmy przyłączać obciążenie do innych elementów układu.
Powiązaliśmy „Ropę” z „Jedzeniem” przez przetwarzanie roślin w biopaliwa. Właściwie elementy te były powiązane już wcześniej, bo do produkcji jedzenia przez rolnictwo przemysłowe potrzeba ogromnych ilości ropy – ale teraz krąg się zamknął.
Dodając LNG (Liquified Natural Gas) i CTL (Coal-To-Liquid) powiązaliśmy ropę z innymi źródłami energii. W miarę, jak te powiązania się zacieśniają, a nacisk na ropę wzrasta, braki w dostępności jednego z elementów przekładają się na inne źródła energii – obserwujemy to w cenie gazu i węgla.
Dodanie piasków roponośnych i różnych innych substytutów ropy spowodowało powstanie zaskakujących powiązań pomiędzy ropą a środowiskiem naturalnym. To powiązanie przejawia się na szereg sposobów, ale najbardziej charakterystycznym jest to, że substytuty ropy są mniej wydajne niż lekka ropa – w szczególności w procesie pozyskiwania i spalania paliwa, produkowane są znacznie większe ilości CO2 na jednostkę energii. To powiązanie wzmacnia się przez związane ze zmianami klimatu katastrofy klimatyczne, co może spowodować katastrofę żywnościową, która w rezultacie ograniczy produkcję biopaliw i spowoduje wzmocnienie stresu w innych elementach sieci.
System finansowy gra w tej sieci rolę kluczową. Jeśli energia, żywność i środowisko są jej trzema elementami, to system finansowy jest środkiem komunikacji i przekazywania sygnałów pomiędzy nimi. Wspiera też utrzymanie i rozbudowę pozostałych elementów systemu zapewniania energii.
Kiedy któraś z części sieci ma problem (na przykład spadają dostawy ropy), wiadomości są przekazywane przez system finansowy (w formie rosnących cen) i obciążenie, o ile są w stanie, przejmują inne elementy sieci, zwiększając produkcję. Oczywiście system potrzebuje czasu na zadziałanie – wzrost zapotrzebowania ponad możliwości produkcyjne nie doprowadzi do nagłej awarii systemu. Szyby wydobywcze czy rafinerie pracujące na maksymalnych obrotach po prostu pracują dalej w ten sposób. Awaria systemu nastąpi, ale w wyniku turbulencji w systemie finansowym, które doprowadzą do paraliżu działania innych elementów sieci zależnych od systemu finansowego – może to być produkcja aut, stali, budownictwo czy działanie linii lotniczych. W ostatecznym rozrachunku brak środków finansowych lub wsparcia innych elementów systemu (przykładowo, do uruchomienia platformy wiertniczej trzeba około 50000 różnych części sprowadzanych z całego świata) doprowadzi do ograniczenia mocy produkcyjnych, jednak proces ten będzie długotrwały.
Elementem sieci, który może rozpaść się najszybciej jest właśnie system finansowy – serce systemu zapewniające monitoring układu, komunikację, utrzymanie i rozwój innych elementów sieci. Jego upadek może doprowadzić do kompletnego paraliżu całej reszty sieci.
Jednak, czy taki kryzys finansowy jest możliwy? I jak szybko może zachodzić?
Znaczący spadek produkcji energii wymagałby recesji na skalę Wielkiego Kryzysu z lat 30’ XX wieku. Wielki Kryzys rozwijał się i ogarniał świat miesiącami i latami. Komputeryzacja systemu finansowego przyspieszyła czas reakcji układu, ale wciąż są powolne elementy system – kontrakty długoterminowe, fizyczny czas dostaw, powolność decyzji ludzkich i działania stabilizujące status quo – w związku z tym prawdopodobnie obecnie skala czasowa kryzysu nie zmieniła się co do rzędu wielkości.
Osiągnęliśmy szczyt wydobycia ropy, a przynajmniej sytuację, w której podaż ropy przestała nadążać za zapotrzebowaniem. Na rynkach żywnościowych doszło do niedoborów, spadku rezerw i wzrostu cen żywności – w dużym stopniu spowodowanym przekierowaniem produkcji roślinnej na biopaliwa. A środowisko? Przekraczamy jego możliwości, czego zmiany klimatu są dobitnym przykładem. Nasza sieć świeci się na czerwono. Jeśli skala lat jest właściwym przybliżeniem czasu reakcji sieci, możemy być właśnie świadkiem szerokiego krachu systemu.
Miejsce zapalenia się lampki alarmowej w systemie monitoringu i komunikacji – to system finansowy. Przez kilka lat, w reakcji na szybki wzrost zapotrzebowania i stagnację wydobycia ceny ropy rosły – powodując naprężenia w systemie prowadzące do recesji gospodarczej. W pewnym momencie najsłabsze ogniwo systemu finansowego (w tym przypadku system kredytów hipotecznych w USA) nie wytrzymało.
Dlaczego właśnie ten element pękł jako pierwszy?
Stany Zjednoczone żyją na kredyt. Ich deficyt handlowy sięga 1000 miliardów dolarów rocznie. Import coraz większych ilości drożejącej ropy (na poziomie 500 miliardów dolarów rocznie), kosztowna wojna na Bliskim Wschodzie i rozrzutna polityka w zakresie finansów publicznych podnosząca deficyt budżetowy do niewyobrażalnych rozmiarów 30 000 miliardów dolarów, doprowadziły do nakręcenia spirali inflacyjnej.
Ponadto bank centralny, powołany do kontrolowania płynności na rynku pieniężnym, pompował do banków komercyjnych miliardy dolarów. Stopa procentowa FED została ustalona na poziomie 1%, czyli poniżej poziomu inflacji – w istocie więc FED dotował udzielanie kredytów. Zalane tanim pieniądzem banki oferowały kredyty za pół darmo, w przekonaniu, że na pieniądzach pożyczonych na procent niższy od stopy inflacji nie można stracić. A co najgorsze, kredyt oferowano praktycznie każdemu, kto o niego wystąpił, nawet ludziom bez dochodu, bez pracy i bez majątku. Na tą kategorię niewiarygodnych kredytobiorców ukuto nawet termin NINJA – akronim ten pochodzi właśnie od angielskiego „No Income, No Job, no Assetts” (brak dochodu, brak pracy, brak majątku). Doszło do tego wprowadzenie niezrozumiałych i trudnych do wyceny, nawet dla ekonomistów, spekulacyjnych instrumentów inżynierii finansowej.
A stało to się tak:
Przeczytaj całą historię o tym jak doszło do kryzysu hipotecznego pobierz pdf.
W rezultacie jesteśmy na początku kryzysu ekonomicznego, który jest porównywalny jedynie z Wielką Depresją lat ’30 XX wieku. Załamanie się systemu sięgnęło tak głęboko, że nawet będący wyrocznią ekonomistów Alan Greenspan, piastujący przez 20 lat stanowiska szefa Rezerwy Federalnej USA, podczas przesłuchania przed Kongresem USA w październiku 2008 stwierdził: „Wolny rynek załamał się. To mnie zaszokowało. Do dziś nie mogę zrozumieć, co się stało. (…) To jest finansowe tsunami, które zdarza się najwyżej raz na sto lat!”.
Obserwujemy rozpad systemu finansowego, który nie jest w stanie zapewnić utrzymania innych systemów – upadają całe gałęzie gospodarki i kraje, nie ma środków na inwestycje w odnawialne źródła energii, a nawet w konwencjonalne szyby i platformy naftowe i piaski roponośne.
Wszystkie mechanizmy związane z opartą o kredyty gospodarką wzrostu, które sprzyjały ekspansji ekonomicznej, w przypadku recesji, a szczególnie głębokiej depresji – zaczynają działać na niekorzyść. Nagle z rynku wyparowują olbrzymie kwoty wirtualnych pieniędzy – spada wartość nieruchomości, akcji i przedsiębiorstw. Ludzie i firmy zostają z olbrzymimi kredytami, ale nie są ich w stanie spłacić, bo przecież gospodarka nie rośnie i suma dostępnych pieniędzy jest coraz mniejsza.
Ludzie i firmy bankrutują. Rozłożenie ryzyka powoduje, że ubezpieczyciele nie są w stanie pełnić swojej funkcji, sytuację ratują więc banki centralne. W rezultacie pojawia się zagrożenie kryzysów fiskalnych i niewypłacalności całych państw. Obserwujemy to – od krajów afrykańskich, przez Ukrainę, Węgry, Grecję po Litwę i Islandię. Analitycy finansowi szacują już nawet prawdopodobieństwo niewypłacalności budżetu federalnego USA!
Recesja ekonomiczna spowodowała spadek zapotrzebowania na ropę i spadek jej ceny.
Może to więc dobrze, że wystąpił kryzys ekonomiczny, a związany z nim spadek popytu opóźni wystąpienie rozdźwięku między zapotrzebowaniem na ropę, a jej wydobyciem?
Gdzie jesteśmy dziś
Recesja to jednak tylko chwilowa ulga w presji na wyczerpywanie się zasobów. W horyzoncie kilku lat wpływ kryzysu ekonomicznego jeszcze nasili problem Oil Peak, który wystąpi wcześniej. Dlaczego?
- Wiele już przygotowywanych projektów zostanie zamkniętych lub zamrożonych w związku ze spadkiem cen poniżej poziomu opłacalności. Niektóre z nich są nieopłacalne przy cenie poniżej 80 dolarów za baryłkę. Dotyczy to rozwoju pozyskiwania paliwa z piasków roponośnych w Kanadzie, eksploatacji złóż w trudnych warunkach i głębokowodnych złóż oceanicznych. Kraje OPEC mogą ograniczać wydobycie i wstrzymać inwestycje. Skala wstrzymanych projektów wkrótce stanie się większa od spadku zapotrzebowania.
- Nowe projekty wymagają finansowania. W dużym stopniu pochodziło ono ze świętej pamięci banków inwestycyjnych. Otrzymanie kredytu dla wielu firm będzie graniczyć z cudem, szczególnie przy obniżonych przez recesję cenach ropy.
- Firmy naftowe posiadające spore zasoby funduszy przeznaczą je na przejęcia, co jest łatwiejszym i efektywniejszym sposobem na zwiększenie przez nie mocy produkcyjnych niż rozbudowa infrastruktury – w każdym razie z ich punktu widzenia – bo sumaryczne wydobycie spadnie.
- Problemy finansowe spowodują, że dla firm naftowych ważniejsze od dotrzymania terminów inwestycji stanie się utrzymanie ich budżetów.
W takiej sytuacji niskich cen ropy i jej chwilowo wystarczających zasobów uwaga ludzi zwraca się w zupełnie inną stronę.
O czym mogli dyskutować ludzie na Wyspie Wielkanocnej przed katastrofą? Prawdopodobnie o spadku plonów, coraz mniejszych stadach ptaków przylatujących na wyspę, konfliktach między wioskami, rabunkach, wstrzymywanej budowie posągów i innych prostych, codziennych, łatwo zrozumiałych dla nich rzeczach.
My jesteśmy lepiej przygotowani – mamy ośrodki badawcze, komputery, narzędzia statystyczne – ale nasza mentalność wiele się nie zmieniła. A do tego złożoność stojącego przed nami wyzwania jest znacznie większa.
W naszym przypadku również może być tak, że będziemy zwracać uwagę na symptomy, równocześnie zupełnie ignorując przyczyny kryzysu. I zanim zrozumiemy – na naszej Ziemi Wielkanocnej może nie pozostać dość drzew, aby wystarczyło dla wszystkich.
Pomyślmy, co się stanie, jeśli uda nam się zażegnać kryzys finansowy. Gospodarka nabierze tempa, ruszą huty, budowy, fabryki samochodów i turystyka. Zapotrzebowanie na energię wystrzeli w górę – jednak nie będzie dość energii, aby je zaspokoić – zderzymy się z sufitem energetycznym, będącym coraz niżej i niżej. Ceny energii poszybują w górę, zniszczą popyt i ponownie zduszą gospodarkę. Otwartym pytaniem pozostaje, jak długotrwała i głęboka będzie recesja i jak wiele czeka nas takich oscylacji – czy obecny kryzys ekonomiczny to punkt krytyczny załamania systemu, czy dopiero przedsmak tego, co będzie się działo w przyszłości – o ile na czas nie przebudujemy systemu, unikając tym samym najgorszych scenariuszy.
Co doradzają ekonomiści w obliczu kryzysu? Przeczytamy to w każdej gazecie: stymulować i przyspieszać konsumpcję, jeszcze bardziej zmniejszyć rezerwy banków oraz wpompować w system finansowy jeszcze więcej wirtualnych pieniędzy. Oczywiście takie Keynesowskie stanowisko ma swoją logikę – kupując dajesz pracę innym, oni zarabiają i wydają na Ciebie – w związku z czym wszyscy mają się dobrze.
Jednak utożsamiając rozwój z wyczerpującą zasoby produkcją przemysłową, stwierdzamy, że cały system działa jedynie tak długo, dopóki nie zderza się z ograniczeniami środowiska.
Jest bardzo możliwe, że czeka nas głęboka recesja – każdy, kto ma długi (a już szczególnie długi hipoteczne obciążające na dziesięciolecia) – ma problem, bo ich spłata w realiach depresji gospodarczej będzie naprawdę trudna.
Jeśli masz długi – zrób wszystko, żeby je jak najszybciej spłacić, nawet zmieniając mieszkanie na mniejsze.
Nie wydaje się, żebyśmy byli w stanie zmienić (w każdym razie na czas) obecny system ekonomiczny, który wymaga wzrostu wykładniczego – to przekracza nasze możliwości. Szczególnie, że daje on dobrobyt ludziom i przewagę efektywnie stosującym go krajom.
Możemy jednak spróbować zmienić nasz system energetyczny i produkcyjny – przez odejście od paliw kopalnych do odnawialnych źródeł energii, radykalnie zmniejszyć energochłonność i zużycie zasobów we wszystkich dziedzinach życia i zamykać system wykorzystania surowców.
Alternatywą jest schowanie głowy w piasek i pogodzenie się z tym, że żyjemy na koszt naszych dzieci i zostawimy im świat na skraju katastrofy – o ile nie zajdzie ona już na naszych oczach. W kontekście stawki, jaka jest na szali, spalanie pozostałej nam ropy z 1% efektywnością na przejażdżki samochodem, czy przeloty na wakacje wydaje się koszmarnym nieporozumieniem.
Ale taka jest psychika ludzka – chcemy mieć tu i teraz, a to, co będzie w przyszłości jest mało istotne – po co zresztą zamartwiać się na zapas.
Obserwacja tego, co się dzieje, jest naprawdę zajmująca.
Jak mówi stara Chińska klątwa: „Obyś żył w ciekawych czasach!”. Bez wątpienia w nich żyjemy – choć większość ludzi nie zdaje sobie z tego jeszcze sprawy.
Droga przed nami
Rozwiązania są znane, ale aby w bezpieczny i w miarę bezbolesny sposób przestawić system energetyczny na alternatywne źródła energii – wg raportu US Department of Energy (raport Hirscha) – potrzeba 20 lat. prawdopodobnie nie mamy już tyle czasu. Jesteśmy na rozdrożu – to właśnie TERAZ decyduje się nasz przyszłość, to, czy wykażemy się odpowiedzialnością i kreatywnością, czy też nasz system rozsypie się jak na Wyspie Wielkanocnej, w konfliktach i wojnach o kurczące się zasoby.
A może nie dojdzie do konfliktów na skalę globalną, lecz spróbujemy utrzymać nasz system energetyczny kosztem środowiska – bez szans na długotrwały sukces. Ten scenariusz też prowadzi do katastrofy.
Dalsze podążanie obecną drogą wiąże się z olbrzymim ryzykiem, ale są też inne drogi. Owszem – są inne od tej, którą obecnie podążamy – ale to nie znaczy, że są gorsze.
Potrzebne są głębokie zmiany. Powinniśmy postarać się szybko ograniczyć zużycie pozostałych nam jeszcze zasobów i skierować je do stworzenia alternatywnych źródeł energii.
Kluczowe jest przechylenie bilansu opłacalności stosowania z paliw kopalnych do odnawialnych źródeł energii i stymulowania postępu na tym polu. I będzie to dużo kosztować. Ale środki zainwestowane w energię odnawialną, efektywną energetykę, przemysł i transport to nie koszty. To inwestycje, które uczynią nas i nasze gospodarki bardziej efektywnymi i konkurencyjnymi w świecie coraz droższych paliw kopalnych, świat bezpieczniejszym, a środowisko czystszym i zdrowszym. Obecny trend jest niemożliwy do utrzymania. Albo świadomie przeprowadzimy konieczne zmiany, albo seria kryzysów zmieni rzeczywistość za nas – i nie będzie to ani bezpieczne ani przyjemne.
To my, ludzie, w ostatecznym rozrachunku możemy zrezygnować z bezmyślnej drogi ku zagładzie, a zamiast tego zmienić świat świadomie, z właściwą nam pasją i energią, na lepsze – dla nas, naszych dzieci i wszystkich żyjących na Ziemi istot.
„
Jeśli jest droga ku lepszemu,
to zaczyna się ona od spojrzenia na najgorsze”.If a path to the better there be, it begins with a full look at the worst.
Thomas Hardy

Jeśli jest droga ku lepszemu,







